Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Głód uwagi

Przeglądasz 10 wpisów - od 121 do 130 (z 140)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarona.ddd
    Uczestnik
    Liczba postów: 73

    Ja z kolei najpierw czytając twój wpis czułem się bezpiecznie, a potem wpadłem w rozpacz, że coś znowu jest źle. Szybko zauważyłem, że pod tym leży przekonanie z domu, że jestem odpowiedzialny za wszystkich, a zwłaszcza za spokój i dobry humor, żeby nie było konfliktów.

    Ja na Twoim miejscu tak samo bym się poczuła. Tragiczne te przekonania są, kiedy to się skończy!? (wiem że nigdy, tak to sobie wykrzykuję i wyrzucam ze mnie jakby). Przykro mi.

    Nieufnie patrzę tylko na słowo ?naprawiać?, słyszę w tym ocenę i odrzucenie (że coś jest z tobą źle). Co powiesz na ?zadbać o siebie??

    Wiele razy słyszałam i pisaliście na forum że ddd/dda to nie choroba, nie jesteśmy psychiczni itd. Ja osobiście patrzę na to przez pryzmat choroby. Mi chyba tak łatwiej. Bo jak chorujesz na coś to robisz to i to i jesteś zdrowy. Zmiana przekonań wydaje się bardziej skomplikowana, niejasna, dlatego sprowadzając mój problem do choroby, jest mi łatwiej z tym iść. Ja tego nie odczuwam jako ocenę czy odrzucenie. Dla mnie „naprawiać się” i „zadbać o siebie” w tym przypadku to to samo. To „naprawiać się” jest nawet takie usprawiedliwiające nawet bardziej. Jestem chora – biedna. A mówiąc: mam toksyczne przekonania z domu – jestem biedna – to jakoś nie trafia do mnie, nie pociesza.

    Ale spróbowałam. Zmieniając „naprawiać się” na „zadbać o siebie”, mówiąc to sobie głośno nawet, też niczego nie wymyśliłam… 🙁 kompletna pustka. Zaraz po moim pierwszym dzisiejszym wpisie zajęłam się innymi sprawami, poszłam na spacer, potem na obiad do rodziców partnera poszliśmy, było miło, ale cały czas miałam tą sytuację z tyłu głowy i jakiś taki wyrzut czy coś w tym rodzaju że zamiast myśleć o tym zdarzeniu, to ja sobie chodzę na spacerze, uśmiecham się. Zamiast być w tym, przeżywać to, to jestem na obiedzie i miło gadamy. Takie wrażenie miałam, że ja przytłumiam emocje tym robieniem innych rzeczy. Dodatkowo jak tylko skończyłam pisać ten mój pierwszy post dzisiaj to momentalnie mnie ścięło i zachciało mi się spać. Jednocześnie ulżyło mi. Tylko że ja to już znam. Ja tak robię jak się odcinam emocjonalnie. I zaczęłam się bać, że kurcze, ja tu chcę pracować nad sobą, przegryźć się przez ten problem, a tu zaczynam się blokować. Potem poszłam na ten spacer i obiad, uśmiechy, inne tematy i w ogóle miałam wrażenie że zepchałam temat w ciemny kat podświadomości znowu. No ale chyba jednak nie zepchałam bo przecież o tym rozmawiam i wszystko pamiętam (przy odcięciach mam zaniki co było dokładnie, z jakiej przyczyny, kiedy dokładnie itd.). Być może to, że powiedziałam o tym głośno mi pomogło czy pomoże. Nie wiem jeszcze. W każdym razie, bardzo się cieszę że odpowiedziałeś mi Truskawek i tak obszernie. Czuję się „przytulona”. Dziękuję.

    tylko ja mam w sobie lęk, że jak się coś raz zepsuje, to już będzie źle (znasz to??)

    No znam to znam… Bo właśnie żeby można było powiedzieć bez konsekwencji co czuję to ok, ale tu uderzam rykoszetem w Anamar24. Miałam straszny dylemat co zrobić i jak to powiedzieć (bo ja zawsze miałam problem z tym że nie wyrażałam się jasno przez co obrywałam niesłusznie, bo nie o to mi chodziło, a wychodziło tak że ojca uraziłam albo wkurzyłam i było lanie). I mam do tych moich emocji wymienionych wcześniej jeszcze wstyd i poczucie winy, że jestem taka i owaka dla Anamar24. Tym bardziej że dopiero co był kwas z 2wrzod1wtyl a tu znowu konflikt spowodowałam… 🙁 Źle mi z tym i też nie wiem jak do tego podejść. Czy mam prawo tak? Jak daleko mam prawo pójść w swojej obronie? Chciałabym żeby wilk był syty i owca cała, ale czy zawsze się tak da? Pisząc dzisiaj, zrobiłam to myśląc o sobie, chcąc w tym momencie sobie przede wszystkim pomóc. Uzasadniłam sobie to tak że nie jesteśmy w końcu na herbatce u królowej angielskiej tylko niejako na terapii. I ja i Anamar24 jesteśmy w równym stopniu „poszkodowane”. Mogę być tu na forum w roli terapeuty ale jestem też pacjentem (nie wiem jak się nazywają klienci terapeuty – pacjenci?). Także  tego nie wiem jeszcze.

    Na chwilę skupiam uwagę na tym, gdzie jestem i co się dzieje dokoła. Na przykład boję się, że ktoś mi napisze coś, co mnie zaboli. Ale tu go nie ma. Nawet nie widzieliśmy się na żywo i nie muszę mu odpowiadać, nie zobaczy nawet jak się boję. Więc przez najbliższe kilka minut, czy na ile tam wystarczy mi uwagi, nic mi nie może zrobić, bo cokolwiek napisze, to ja tego teraz nie przeczytam. (…) To mi przynosi ulgę nieraz, bo widzę, że ten problem jest ograniczony.

    Tak, to jest dobra metoda i dobrze że to się dzieje w internecie. Zamykam komputer i jestem bezpieczna. Jestem w domu z partnerem, jest ok. Problem jest tam gdzieś. Gdyby mi przyszło doświadczyć czegoś takiego na żywo, a już nie daj boże z moim partnerem, to nie wiem co by było… Nie byłoby gdzie uciec. Tylko głowa by została – jak kiedyś.

    Potem wymyśliłem, że trzeba było podejść i się z nią jakoś umówić prywatnie, żeby nie stracić okazji. (…)
    Wtedy pomyślałem, że mogłem podejść i powiedzieć, że było mi bardzo miło się do niej przytulić, i czy możemy się przytulić na pożegnanie. (…)

    To brzmi tak jakby najprostsze rozwiązania były najlepsze. W tamtej chwili dokładnie miałeś ochotę na to przytulenie, a tyle trzeba było błądzić naokoło żeby do tego dojść. A to tylko przytulić… No proste niby – wiedzieć czy się chce przytulić czy coś innego. A jednak nie takie proste…

    (…) tak mogę zrobić, nie udając, że mi nie zależy, ani nie skracając dystansu na siłę, czyli taki, jaki właśnie jestem ? nie udając nikogo innego.

    Ja właśnie tak też robię – albo zamykam się i udaje że mi nie zależy albo, najczęściej,  rzucam się, skracam dystans – to jest ten atak fascynacyjny o którym mówiłam. Próbuję też szukać o co mi właściwie chodzi (jak Tobie o to przytulenie), ale ciężko jest. Ciężko. Właśnie rozmawiałam o tym też z moim partnerem i pytam jak on to widzi, tą moją fascynację, ale tak dokładniej żeby opisał. I on mówi że fakt, jest tak jak pisałeś Truskawek wcześniej, że to jest z mojej perspektywy duże oczekiwanie, nadzieja ale i rozpacz, strach przed odrzuceniem . Z perspektywy drugiej osoby to jest osaczenie, zabieranie przestrzeni intymnej, a słowa atak i agrresywny odnoszą się do opisu sytuacji, nie do emocji. Że z zewnątrz to tak wygląda  – jak atak. Może właśnie jakbyś zaprosił tamtą babkę wtedy to by to był ten atak który ja mam na myśli? Chociaż to zależy też jakich byś słów użył, mimiki, gestykulacji, odległosci międzuy wami itd. Partner powiedział mi jeszcze że ludzie może nie mają nic przeciwko bliskości i chcą nawet z niektórymi czasem ale że ta  moja propozycja zbliżenia się , ta forma w jakiej to robię, to ich odstrasza bo jest to niekonwencjonalne, a każde nietypowe zachowania budzą w ludziach nieufność i wolą się wycofac na wszelki wypadek. Wydaje się to słuszne co mówi ale dalej nie rozwiazuje problemu, dlaczego tak robię i dlaczego nie mogę przestać tak robić.

    Avatarona.ddd
    Uczestnik
    Liczba postów: 73

    Anamar24… teraz to mi cię nie żal i nie mam dla ciebie szacunku. Właśnie chciałam być kulturalna i  otwarta. Na ciebie i twój problem, ale nie to nie. Wyobraź sobie że TO jest właśnie to miejsce gdzie można się wreszcie poużalać nad sobą. To nie pub, nie kościół, nie dom. Tu się ludzie zajmują SOBĄ. WRESZCIE SOBĄ. Nie widziałaś gdzie wchodzisz, nie czytałaś? A taka oświecona niby…

    Uwazam, ze takie umiłowanie siebie i zawzieta walka o uwage, wynika z ludzkiego egoizmu. Wokol Was zyja ludzie, tez maja swoje problemy i pragna uwagi?. Robicie krzywdę i sobie, bo udręczacie się swoim wewnętrznym światem i innym?. bo jestescie ślepi na potrzeby innych

    A to po ch.. tu piszesz? Szkoda mi nawet czasu na właściwy komentarz tego. Nic nie rozumiesz, jesteś w lesie i wcale nie jest z tobą dobrze skoro tak myślisz. Normalnie bym ci współczuła ale teraz, po tym co napisałaś, a kiś się z tym. Może sobie przypomnisz o tym „egoistycznym umiłowaniu siebie” jak będzie się wieszać, rzucać z okna, albo podcinać żyły bo już nie będziesz dawała sobie rady ze sobą – panienko dda. Bo dda do tego prowadzi. Ale wtedy będzie już za późno na „egoistyczne umiłowanie siebie”. Ciao!

    PS. widzicie? To są właśnie te „słodkie” kobietki o których pisałam kiedyś. Dowalą ci a potem zawsze kończą „zdrowia życzę, powodzenia…taaa nie ma jak sarkazm. To było za to bardzo kulturalne z twojej strony Anamar24, nie ma co. Wzór cnót.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 878

    Ona.ddd dużo pracy przed Tobą. Widzisz mnie jest trudno wyprowadzić w las wpisany typu jestem wrażliwa i stesuję się.s.Wynika  to z wielu lat funkcjonowania w takim otoczeniu i choćby nie wiem jak miękką owczą sk?rę ktoś założył to i tak wychwycę.

    Tym wpisem jedynie potwierdziłas to, że m?j instynkt mnie nie zawi?dł.

    I jeszcze w celu wyjaśnienia, bo widzę, że moderator nie zdobył się na odwagę.

    1. Nie ma tutaj nawet niepisanej zasady, że nie można napisać w cudzym wątku tym samym Anamar24  nie masz ani potrzeby ani powodu tłumaczyć dlaczego napisałaś w tym czy innym wątku

    Możesz pisać co chcesz, gdzie chcesz i kt?rymkolwiek chcesz wątku.

    2. Nikt nikogo nie zmuszał do udzielania odpowiedzi na wpis Annamar24 a co istotniejsze w tym przypadku kolejność była taka, że o gł?d uwagi zapytał Truskawek a Anamar24 kulturalnie a nie ignorująco odpowiedziała na pytanie.

    3. Ona.ddd nic z tego jeżeli uznam, że mam ochotę napisać w tym czy innym wątku to zrobię to nie pytając Ciebie o zgodę, bo to otwarte forum i wątek.

    To tak w kwestii formalnej i w ramach sprostowania, że ktoś może lub nie może napisać.

    Po czwarte podobnie pomyślałem jak Anamar24, że jeżeli miałbym stać się osobą skupioną wyłącznie na swoich emocjach to nie chcę, ale w drugiej myśli przyszło mi do głowy uspokojenie, że to co m?wi Ona.ddd i Truskawek nie jest wyznacznikiem i spokojnie jest miejsce na zauważanie i docenianie swoich uczuć zzjednoczesnym poszanowaniem też uczuć drugiej osoby (tym samym ani lęk przed odzruceniem nie jest docelowy, ale też takie przeskoczenie w drugą skrajność na zasadzie egoizmu, że tylko moje uczucia są ważne a jak komuś nie pasuje to niech spada też w mojej też jest drogą błędną, bo  prowadzi do okopywanie się  a w konsekwencji idcinania od ludzi- jak zwykle trzeba wyczucia i balansu)

    DDa są schematami nie chorobą i dlatego ważne jest by nie zrzucać wszystkiego na DDa a widzieć też inne elementy jak charakter, osobowość lub co też występuje a więc r?wnolegle do DDa występowanie choroby dlatego ważne jest wydaje mi się aby jednak konsultować się ze specjalistami.

    Dla przykładu u mnie psycholog nie stwierdził żadnej choroby i nie widzi powodu leczenia w tym u psychiatry.

    Zauważył schematy związane z DDA, ale gdy chodzi o zdrowie nie zdiagnozował żadnej choroby psychicznej wsp?łwystępującej.

    Piszę to w nawiązaniu do wpisu Ona.ddd, że DDa jest chorobą w jej mniemaniu. Nie jest i choćby ja jestem przykładem, że nie muszą występować żadne choroby wspôłtowarzyszącze. Napisałem to też do tych os?b, kt?re mają lęk przed p?jściem do psychologa. Piszę to nie na bazie moich jakiś tam opinii a po konsultacji i informacji psychologa. Psycholog nie stwierdził u mnie żadnej choroby psychicznej.

    Z jednej strony cieszę się, że będąc DDa nie jestem chory, a z drugiej gdybym był to starałabym się sobie pom?c i nie byłby to dla mnie wstyd a bardziej ważna informacja.

    Avatarona.ddd
    Uczestnik
    Liczba postów: 73

    2wrzod1wtyl pewnych rzeczy nie widzisz  najwyraźniej i dlatego tak piszesz. Moja pani psycholog zauważyła i jej jako specjalistce ufam. Nie jestem żadnym wilkiem w owczej skórze. Bardzo się tu mylisz. Owszem byłam kiedyś, do czasu jak zaczęłam terapię – owcą w wilczej skórze. Ta wilcza skóra była moją metodą na przerwanie, moją tarczą i zbroją. Prawdziwie jestem owcą i tak, jestem bardzo wrażliwa i stresuję się. To nie są pozory. Taka jest prawda.  Prawdziwie chcę też dobrze robić dobrze żyć, traktować innych tak jak sama bym tego chciała dla siebie. Uczę się jak to robić, zmieniam się, ale niestety nie ma zmian bez cierpienia i strat, zarówno dla mnie jak i otoczenia. Tak mówią rożni eksperci.

    Nikt mnie nie zmuszał do odpowiedzi Anamar24, ale zrobiłam to bo chciałam też nawiązać z nią kontakt. Nie chciałam jej zostawiać samej. Mogłam gadać sobie dalej z Truskawkiem – miałam taki pomysł nawet, udawać że nikt nie napisał i ostentacyjnie ją zignorować. Wtedy na pewno by sobie poszła urażona że nikt jej nie zauważył a chciała uwagi. Jednocześnie zadbałam o siebie i napisałam co ta sytuacja u mnie spowodowała. To jest dla mnie priorytetem. Ja jestem dla siebie priorytetem. Mam takie prawo i co ważne tu jest na to miejsce, bo jak mówiłam to nie pub ani herbatka u królowej gdzie będziemy zachowywać pozory i etykietę. Dwa, ja nie jestem terapeutą i forum to nie gabinet psychologiczny. A Anamar24 chyba oczekiwałam że napisze coś i ja rzucę wszystko swoje i się nią zaopiekuję bo ona nagle się pojawiła. Na to się nie zgadzam i dałam temu wyraz najuprzejmiej jak potrafiłam. Jeśli nie wyszło, a nie wyszło to przykro mi, jest to moja porażka. Ale tylko jeśli chodzi o formę przekazu. Jestem pewna że można przekazać różne rzeczy które chce się przekazać w takiej formie że do kogoś dotrze i nie urazi. Tego nie umiem, mam nadzieję że się kiedyś nauczę.

    Na koniec. Skoro Tobie 2wrzod1wtyl dobrze z myślą że dda to nie choroba, proszę cię bardzo. Myśl jak chcesz. Mi jest lepiej myśleć że to choroba bo lepiej mi się z tego podnosić. Jednocześnie nie usprawiedliwiam swojego zachowania chorobą. A z resztą co za różnica czy ktoś się usprawiedliwia że to powodu choroby czy z powodu osobowości, czy z powodu przekonań robi tak albo tak. Liczy się efekt. Ktoś coś zrobił. Jeśli usprawiedliwiam w którymś miejscu swój wyrzut emocji (czy tak robię?) to nie z intencją przekazania że: jestem ddd to mi wolno, tylko: przepraszam, ale jestem ddd która chce z tego wyjść, jestem w trakcie, jestem tu po to żeby to zrobić i jeśli ktoś oberwał przy okazji to niechcący. Chyba że ktoś wprost i celowo robi mi przykrość i nie ma szans na zmianę jego nastawienia – wtedy ząb za ząb. Będę się bronić. Tu nie ma zmiłuj. Wkracza wilcza skóra.

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 397

    Witajcie! Napisze o swoim osobistym spostrzeżeniu: w dyskusji pomiędzy Anmar a ona.ddd dostrzegłam osobisty , bezpośredni atak, ocenę, krytykę, wulgarność. Nie mam pewności czy to forum jest miejscem na takie zachowania, które w mojej ocenie właściwe są właśnie w pubie i to podrzędnym. Ja tak to odbieram i tak się w tym czuje. Duże zrozumienie i nawet szacunek odczuwam do wypowiedzi 2wprzod1wtyl , choć nie do końca mi po drodze z sposobem pracy nad sobą , z innych narzędzi korzystam, inaczej w siebie zaglądam – ze spokojem przyjęłam to co przeczytałam.

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 468

    Tragiczne te przekonania są, kiedy to się skończy!? (wiem że nigdy, tak to sobie wykrzykuję i wyrzucam ze mnie jakby). Przykro mi.

    Dziękuję, naprawdę.

    Ale mnie nie chodzi o to, żeby się skończyło koniecznie. Czasem nieoczekiwanie nie przeszkadza mi jak ktoś się kłóci obok, i jeszcze nie wiem w czym tkwi różnica, ale mam na to już nastawione ucho. A czasem po prostu przychodzi takie przekonanie i mnie boli, ale mogę o nim opowiedzieć, mogę się szczerze zainteresować co mi to robi i tego wysłuchać ze współczuciem.

    To nie jest złe, bo po prostu nie przekracza progu. Jak zawieje chłodem, to nie myślę o tym cały dzień, tylko się opatulam, bo ważne, że to było tylko przez chwilę. Nie muszę eliminować wszelkiego chłodu i nie siedzę ze strachem, żeby przypadkiem mi już nigdy w życiu zimno nie było…

    Ja osobiście patrzę na to przez pryzmat choroby. Mi chyba tak łatwiej.

    Jasne, ja myślę inaczej, ale czuję się z twoim patrzeniem bezpiecznie.

    Przypomniało mi się z terapii jak mówili nam, że im więcej kanałów kontaktu, tym mniejsze ryzyko nieporozumienia, więc najlepiej rozmawiać na żywo, gorzej przez telefon (bo nie widzisz drugiej osoby), a przez słowo pisane nie wyłapię sygnałów niewerbalnych. Ale ja akurat tak miałem, że faktycznie najchętniej na żywo, ale bezpieczniej się czułem pisząc niż gadając przez telefon, bo nie mogłem się skupić. No i co? I tak miałem, nie wiem nawet czy o tym mówiłem, czy nie – grunt, że wiedziałem jak ja się mam i nie przekonywało mnie to wyjaśnienie. Kilka razy jeszcze miałem poczucie, że ja mam inaczej, i nikt się ze mną o to nie wykłócał.

    Mogłem wybierać i sprawdzać, a nie dopasowywać się do czegoś, bardzo się teraz z tego cieszę, bo to mnie właśnie budowało, a nie jakaś konkretna metoda. Tak samo ty sobie bierz co chcesz, a nie bierz czego nie chcesz – ja mogę się tylko podzielić tym, co mam.

    Tak, to jest dobra metoda i dobrze że to się dzieje w internecie.

    Być może właśnie to jest dla ciebie możliwie najbardziej bezpieczny sposób do sprawdzania w tej chwili. Mnie w grupie było oczywiście trudniej się wyłączyć, bo co by się nie działo, spotykałem tych samych ludzi ciągle (jak w życiu), ale na to byłem gotowy i pozwoliło mi to więcej sprawdzić.

    To brzmi tak jakby najprostsze rozwiązania były najlepsze. W tamtej chwili dokładnie miałeś ochotę na to przytulenie, a tyle trzeba było błądzić naokoło żeby do tego dojść.

    No, jestem z tego odkrycia bardzo dumny. Wiesz co mi pomogło? Że sobie powtarzałem jak się czułem, czyli „z jedną babką było mi bardzo przyjemnie się przytulać…”. I dopiero wtedy usłyszałem sam siebie, że chodziło właśnie o przytulanie!

    To jest dobra ilustracja nie tylko prostoty, ale też dlaczego tak ważny jest kontakt z uczuciami i nazywanie ich (było mi błogo w tym przytuleniu). Jakbym sobie powiedział tylko „fajna laska, chętnie bym coś z nią zrobił”, to bym nie wpadł na to, co konkretnie było dla mnie ważne i bym się skupiał nad zgadywaniem co zrobić dalej, a nie słuchał z czego to wypływa, że mi się coś z nią zachciało w ogóle.

    No ale chyba jednak nie zepchałam bo przecież o tym rozmawiam i wszystko pamiętam (przy odcięciach mam zaniki co było dokładnie, z jakiej przyczyny, kiedy dokładnie itd.).

    No, to odkrycie jest mi bliskie – że mogę mówić na głos przy kimś wprost i jest strasznie dziwnie i trudno, ale nic się nie wali… Że mogę się na kogoś zezłościć i to nie jest koniec znajomości. Albo powiedzieć, że mi na kimś zależy, a ten ktoś się na to nie otworzyć, i nadal możemy rozmawiać potem na tyle, na ile sobie to ułożymy.

    Z czasem to wszystko zyskało jakąś skalę, a nie po domowemu, że albo wszystko zamiatamy pod dywan, albo wszystko się wali i już nie da się naprawić. W bliskich relacjach jeszcze tego mało próbuję, bo się boję, ale na przykład kolega w pracy powiedział mi w piątek znienacka, że jestem ostatnio bardziej asertywny i mu się to podoba (choć to jemu stawiałem granice, bo się nie bałem że mu sprawię przykrość, tylko robiłem tak, żebym sam był zadowolony z roboty). Powoli do przodu…

    Źle mi z tym i też nie wiem jak do tego podejść. Czy mam prawo tak? Jak daleko mam prawo pójść w swojej obronie? Chciałabym żeby wilk był syty i owca cała, ale czy zawsze się tak da? Pisząc dzisiaj, zrobiłam to myśląc o sobie, chcąc w tym momencie sobie przede wszystkim pomóc.

    No, to bardzo ważne pytania. Ja sobie odpowiadam takim ładnym (skądinąd biblijnym) cytatem, że „wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi mi korzyść”. I z góry nie wiadomo co zrobią inni ludzie, jak oni to odbiorą. I to ja określam o jaką korzyść mi teraz idzie, czego od kogoś chcę albo nie chcę.

    Koledze akurat spodobała się moja stanowczość, i faktycznie obie strony były zadowolone, ale z mojego doświadczenia wynika, że nie zawsze tak jest. Uczę się godzić z tym, że mogę tylko próbować i pytać, ale ostatecznie to ja podejmuję ryzyko co zrobię, bo nawet pytanie może być dla kogoś trudne z różnych powodów, o których nie mam zielonego pojęcia. Mogę mieć oparcie w bliskich osobach, które mnie lepiej rozumieją, ale i one mogą ze swojej perspektywy zwrócić mi uwagę i coś skrytykować.

    Mogę przeżywać wszystko jak dziecko – i to jest nowość i daje ulgę. Ale też jestem już dorosły i mama za mnie nic nie załatwi ani nie naprawi – i to jest też nowość i trochę mi z tym niepewnie, ale też daje poczucie sprawczości. Ja za tym idę w każdym razie.

    Z perspektywy drugiej osoby to jest osaczenie, zabieranie przestrzeni intymnej, a słowa atak i agrresywny odnoszą się do opisu sytuacji, nie do emocji. Że z zewnątrz to tak wygląda ? jak atak.

    Partner powiedział jak odbiera twoje emocje, ale najwyraźniej nie powiedział nic o swoich. Ciekawi mnie co gdyby powiedział ci jak on się wtedy czuje, a nie jak mu to wygląda?

    Może właśnie jakbyś zaprosił tamtą babkę wtedy to by to był ten atak który ja mam na myśli?

    Bardzo możliwe. Mam takie doświadczenia, że jak na początku postawiłem komuś granicę albo przestałem się starać, to dopiero ta druga osoba poczuła się pewniej i potem było fajnie. Nawet z dziećmi tak robię – jak podejdę i zaczepię, ale dziecko mi nie ufa, to rozumiem to i się odsuwam trochę. Czasem to dziecko się przekonuje do mnie i samo się otwiera, a czasem po prostu nie chce się ze mną zbliżać i każdy zajmuje się sobą, ale przynajmniej nic na siłę.

    Chociaż to zależy też jakich byś słów użył, mimiki, gestykulacji, odległosci międzuy wami itd.

    Bardzo mi jest bliska ta obserwacja. Też mi się wydaje, że te wszystkie rzeczy są ważne, a nie tylko słowa. Jest taki fajny skecz, który to świetnie (choć niby na żarty) pokazuje:

    Partner powiedział mi jeszcze że ludzie może nie mają nic przeciwko bliskości i chcą nawet z niektórymi czasem ale że ta moja propozycja zbliżenia się , ta forma w jakiej to robię, to ich odstrasza bo jest to niekonwencjonalne, a każde nietypowe zachowania budzą w ludziach nieufność i wolą się wycofac na wszelki wypadek.

    Mnie nie odstrasza niekonwencjonalne, natomiast jeśli mam wrażenie, że ktoś mnie nie słucha i nie pyta, to i owszem, reaguję wycofaniem, złością itp.

    Zobacz po sobie – czy z każdym chcesz takiej samej bliskości? Bo ja nie z każdym, z jednymi mi lepiej bliżej, a z innymi dalej. I nie zawsze umiem to wytłumaczyć, po prostu tak czuję. A nawet jeśli to ktoś bliski, to nie chciałbym, żeby np. czytał moją korespondencję, choć to przecież bliżej.

    Wydaje się to słuszne co mówi ale dalej nie rozwiazuje problemu, dlaczego tak robię i dlaczego nie mogę przestać tak robić.

    Moim zdaniem to nie jest problem intelektualny ani decyzyjny. Gdy partner nie mówi o swoich uczuciach wprost, to może długo opowiadać teorie, a ty możesz się z nim nawet zgadzać, ale czuć niedosyt. Bo tłumaczenie to nie to samo co akceptacja, zrozumienie i okazywanie bliskości.

    Ja tak właśnie miałem w związku i rozwiązałem ten problem kończąc ten związek. Przestałem się dopytywać, starać itp. Zająłem się sobą i dość mocno postawiłem granice, bo się przekonałem, że bez tej otwartości to ja dziękuję, ale nie chcę. Teraz to głównie ona podtrzymuje kontakt co jakiś czas, a ja trochę się obawiam, ale zasadniczo widzę, że jednak mogłem przestać, i że to jej nie odstraszyło. Nawet ostatnio mnie zaskoczyła jeszcze bardziej z okazywaniem uczuć.

    Czyli to było złudzenie, że bez moich starań nic by nie było. Owszem, nie byłoby może takiej bliskości, jakiej ja potrzebowałem, ale i tak tego nie ma, a jej jakoś jednak na mnie zależy.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 878

    Ona.ddd nie o Twoją odpowiedz mi chodziło a o Truskawka. Truskawek odpowiedział a nawet zadał pytanie do Annamar24. Nie lubię używać słowa formalnie, ale najwidoczniej tutaj inaczej się nie da. Formalnie Truskawek jest moderatorem i jeżeli uznałby, że wpis Annamar24 jest nie w tym miejscu lub w jakimś stopniu niezgodny z zasadami forum to przeni?słby go, ale stało się wręcz odwrotnie. Nie tylko nie przeniósł, a wręcz zadał pytanie ( podjął rozmowę) czy Annamar24 czuje gł?d uwagi i Anna kulturalnie (w Twoim odbiorze ignorująco) odpowiedziała.

    I w tym momencie włączyła Ci się Twoja zaborczość? zazdrość? gniew przy czym funkcjonując wśr?d ludzi choćby na otwartym forum uważam, że takie przeganianie ‚ ze swojego terenu’ w dodatku z wyczuwalną agresją, bo tak sobie ‚zakreśliłaś’ wywołuje konflikt lub odcinanie i w związku z tym, że nie dotyczy wyłącznie Twoich uczuć nie zgadzam się, że tak sobie możemy. tylko dlatego aby zadbać wyłącznie o SWOJE uczucia. Bo idąc Twoim tokiem rozumowania w tej sytuacji Anna też może reagować dbając o siebie  a p?źniej Ty i tak aż do ( patrz. sw?j ostatni wpis co w nim nawypisywałaś  i ucz się na nim).

    To nie jest droga do dialogu a do potęgowania konfliktu ( ze swej strony taki błąd popełniłem w realu wracając  aby dopowiedzieć przy czym w tamtej sytuacji nie ja byłem prowodyrem, ale i tak nie wraca się i nie podbija aby wyszło na moim, bo sztuką jest złagodzić konflikt a nie go wziniecac)

    Po drugie i to przyjmij jako dobrą monetę jeżeli Twoją taką zaborczość o uwagę wyczuje osoba, kt?ra lubi manipulować ludźmi i akurat Twoja uwaga skupi się na takiej osobie to taka osoba zacznie to wykorzystywać przeciwko Tobie karmiąc się tym lub dla jakiegoś celu.

    Bardzo charakterystyczne jest też dla mnie takie podejście ( zwrot) ‚ wiesz jednak Ci nie wsp?lczuję’ – no ale to już zostawiam Tobie

    Jeszcze mi się nasunęło, ze w wolnym tłumaczeniu takie podejście wyglądałoby tak.’ teraz to ja już jestem po terapii lub w trakcie’

    Tyle, że  to droga do okopywania i odcinania a tu jeszcze życie i funkcjonowanie wśr?d ludzi a forum otwarte to ludzie (balans)

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana teraz przez Avatar2wprzod1wtyl.
    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 468

    2wrzod1wtyl

    to co m?wi Ona.ddd i Truskawek nie jest wyznacznikiem

    Co do mnie to prawda, nie jestem żadną wyrocznią. To co mówię jest w oparciu o to, co wyniosłem z terapii, ale jest moje i jest wyznacznikiem tylko tego, co ja myślę i czuję (choć nawet to każdy widzi po swojemu).

    i spokojnie jest miejsce na zauważanie i docenianie swoich uczuć zzjednoczesnym poszanowaniem też uczuć drugiej osoby (tym samym ani lęk przed odzruceniem nie jest docelowy, ale też takie przeskoczenie w drugą skrajność na zasadzie egoizmu, że tylko moje uczucia są ważne a jak komuś nie pasuje to niech spada też w mojej też jest drogą błędną, bo prowadzi do okopywanie się a w konsekwencji idcinania od ludzi- jak zwykle trzeba wyczucia i balansu)

    Trochę trudno mi się odnieść, bo chyba nie do końca rozumiem takie złożone zdanie. Ale jeśli cię zrozumiałem (a jeśli nie, to mnie popraw), to sądzisz, że jestem zwolennikiem dbania wyłącznie o swoje uczucia i olewania innych?

    Ja się do takiego zdania nie poczuwam i nie podpisałbym się pod tym. Sądzę inaczej – że mam się zająć przede wszystkim swoimi uczuciami. Więc jakoś jest mi bliskie to, co mówisz o balansie i interesują mnie inni ludzie, tylko stawiam swoje jako priorytet.

    Twoja wizja (jeśli ją dobrze zrozumiałem) jest chyba taka, że trzeba sobie coś odebrać, żeby komuś dać. Czasem tak widzę, ale coraz częściej widzę, że jak ja o siebie zadbam, to i mam więcej, żeby się podzielić, bo nie jadę na strachu, że mi zabraknie. Jak patrzę na terapię, to widzę ile rzeczy postawiłem mocno, idąc za swoim dzieckiem, bo w domu nie miałem okazji być dzieckiem. Ale gdybym wtedy mocno nie stanął przy swoich potrzebach, nawet stawiając komuś mocno granice albo nawet broniąc się na oślep, to bym nie poznał swoich realnych potrzeb i granic. Całe życie balansowałem, a teraz widzę, jak to mnie trzymało w strachu.

    Mam wrażenie, że gdy już stoję na swoich nogach, to mniej tego strachu jest i mniej impulsywnie reaguję.

    Avatarona.ddd
    Uczestnik
    Liczba postów: 73

    Skecz dobry 😀 i faktycznie w punkt.

    Jak zawieje chłodem, to nie myślę o tym cały dzień, tylko się opatulam, bo ważne, że to było tylko przez chwilę. Nie muszę eliminować wszelkiego chłodu i nie siedzę ze strachem, żeby przypadkiem mi już nigdy w życiu zimno nie było?

    Mogłem wybierać i sprawdzać, a nie dopasowywać się do czegoś,(…) Tak samo ty sobie bierz co chcesz, a nie bierz czego nie chcesz

    Cenne. Zapiszę.

    No, to odkrycie jest mi bliskie ? że mogę mówić na głos przy kimś wprost i jest strasznie dziwnie i trudno, ale nic się nie wali? Że mogę się na kogoś zezłościć i to nie jest koniec znajomości. Albo powiedzieć, że mi na kimś zależy, a ten ktoś się na to nie otworzyć, i nadal możemy rozmawiać potem na tyle, na ile sobie to ułożymy.

    Z czasem to wszystko zyskało jakąś skalę, a nie po domowemu, że albo wszystko zamiatamy pod dywan, albo wszystko się wali i już nie da się naprawić.

    Skala – słowo klucz. Brak mi skali. Partner mi powiedział że ja zawsze tak robię. Jak się bronię to bez skali. Zawsze wyciągam najcięższe działa.

    Uczę się godzić z tym, że mogę tylko próbować i pytać, ale ostatecznie to ja podejmuję ryzyko co zrobię, bo nawet pytanie może być dla kogoś trudne z różnych powodów, o których nie mam zielonego pojęcia.

    Właśnie. Uczę się. Na razie same porażki.

    Ciekawi mnie co gdyby powiedział ci jak on się wtedy czuje, a nie jak mu to wygląda?

    Fascynacja nie była i nie jest skierowana do niego więc się nie może wypowiedzieć w tym temacie :/

    czy z każdym chcesz takiej samej bliskości?

    Właśnie takie mam skrzywienie że prawie z każdym… Rozmawiałam o tym też z moją panią psych że mam zachwiany balans. Albo wszystkich mam gdzieś i się od nich odcinam albo wszystkich kocham i chcę się otwierać. Tego nie zdążyłyśmy przepracować. Temat jest nietknięty.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 878

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana teraz przez Avatar2wprzod1wtyl.
Przeglądasz 10 wpisów - od 121 do 130 (z 140)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.