Witamy Fora Terapie w Polsce Grzechy terapeutów

Przeglądasz 4 wpisy - od 1 do 4 (z 4)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarKris1
    Uczestnik
    Liczba postów: 7

    Kilka (siedem, ale to czysty przypadek) grzechów głównych terapeutów. W oparciu o własne 4,5 letnie doświadczenie (dwie indywidualne i jedna grupowa – przerwana), rozmowy z innymi terapeutyzowanymi oraz lekturę tekstów i videoblogów:

    1. Biznesowe (materialne) podejście do klienta – przeciąganie terapii celem maksymalizacji zysku, nawet jeśli klient z tego nie korzysta, a terapia kręci się w kółko. Mam wrażenie, że DDA/DDD są na to szczególnie narażeni. Jak wiadomo w pełni nigdy się z tego nie wychodzi, a że nasze problemy są często wielokrotnie złożone to przy ‘umiejętnym prowadzeniu’ terapeuta może z nas żyć lata, a nawet dłużej. Osobiście słyszałem o przypadku kobiety, która chodziła na terapię ponad 10 lat, w międzyczasie wychodząc za mąż, rodząc dziecko i rozwodząc się. Terapeucie na terapii par przed rozwodem podobno aż szczęka opadła, kiedy się dowiedział, ile lat chodzi już na terapię.
    2. Manipulowanie klientem, który chce z takiej terapii zrezygnować (ściśle związane z pkt 1) – teksty w stylu „nie jesteś jeszcze gotowy”, „nie osiągnąłeś jeszcze celu terapii”, przy jednoczesnym braku zainteresowania i refleksji nad samym faktem, że klient chce zrezygnować.
    3. Zakładanie, że klient „ma czas” na poukładanie swojego życia i rozwiązanie problemów (też związane z pkt 1) – kompletne ignorowanie jego własnej pracy i poszukiwań (co imo też jest w jakimś stopniu terapią), które często mogą trwać lata zanim klient zgłasza się na „profesjonalną terapię”. Może się zdarzyć, że czas gra wręcz na niekorzyść klienta (że, im dłużej tkwi w danej sytuacji, tym trudniej będzie mu z niej wyjść).
    4. Terapia „z tezą/dogmatem” – np. że lepiej nie wracać do byłego partnera/ki. Oczywiście nie jest to powiedziane wprost, tylko przejawia się np. w permanentnym skupianiu się terapeuty na negatywnych aspektach relacji z byłym partnerem/ką, ignorując pozytywne.
    5. Płytkość terapii/analizy danego zjawiska – koncentracja na jednym poziomie, np. usunięciu napięcia wynikającego z potrzeby natychmiastowych rezultatów działania, ignorując to, że problem może w rzeczywistości występować na innym – głębszym (bo to napięcie przecież z czegoś wynika). Swego czasu obejrzałem też video pewnego znanego youtubowego terapeuty nt. narcyzmu, w który przez kilkadziesiąt minut nawijał nt. tego, jacy to narcyzi są podli, zepsuci, jak bardzo należy ich unikać itd., kompletnie ignorując przy tym przyczyny narcyzmu (bo przecież nikt się narcyzem nie rodzi) i tylko pobieżnie mówiąc, gdzie należy szukać wyjścia z tego.
    6. Niechęć (lęk?) do wzięcia choćby minimalnej odpowiedzialności za to, co się dzieje w życiu klienta – ok, w pełni rozumiem to, że terapeuta nie może mówić klientowi wprost co ma robić, podejmować za niego decyzji itd. Nie powinien się imo jednak oszukiwać co do tego, że klient może nawet mimowolnie szukać w jego słowach rad i wskazówek gotowych do zastosowania w swoim życiu. Dlatego odpowiedzią nie powinna być imo strategia uników – kluczenie, unikanie stawiania diagnozy, podsumowań czy kategorycznych stwierdzeń itp. To jest trudna sprawa i na pewno terapeuci powinni o tym rozmawiać z klientem na samym początku terapii, tak aby odbywało się to w sposób kontrolowany przez obie strony.
    7. Nieumiejętność/niechęć zapewnienia równowagi w grupie (dotyczy, rzecz jasna, terapii grupowej) – chodzi o sytuację, w której jedna osoba konsumuje nieporównywalnie więcej czasu niż pozostałe, np. ze względu na skalę swoich problemów (którą mocno odbiega od pozostałych), albo dlatego, że po prostu jest gadatliwa. Terapeuta może wręcz „korzystać” z usług takiej osoby celem wypełnienia czasu terapii, kiedy np. nie klei się dyskusja z pozostałymi.

    Jeśli mielibyście jakieś inne to dopiszcie. Celem mojego posta jest pomoc w ocenie terapii osobom, które właśnie ją przechodzą i czują, że jest z nią coś „nie tak”, ale przyczyny szukają tylko w sobie, oraz zwiększenie świadomości odnośnie tego, z czym się mogą na niej spotkać, u osób, które dopiero ją planują.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 764

    Mogłeś trafić na złych terapeutów. Trzy próby, to jeszcze nie jest jakiś „wyczyn”;) Ciekaw jestem, jakie to były nurty terapeutyczne. Wbrew pozorom nurty terapeutyczne BARDZO różnią się od siebie. Z mojego doświadczenia wynika, że niektóre nurty mogą być zupełnie niedopasowane do konkretnych problemów klienta/pacjenta.

    Chciałbym też zwrócić uwagę, że jedynie 7 „grzech” da się zidentyfikować w miarę obiektywnie – poprzez mierzenie czasu wypowiedzi.

    Natomiast reszta wynika raczej z subiektywnej oceny klienta/pacjenta. W tych samych sytuacjach terapeuta będzie twierdził, że wszystko wynika z troski o dobro klienta/pacjenta i jest zgodne z metodologią terapii. Zwłaszcza obserwacje „grzechów” 1-4 mogą wynikać z uruchomienia się u klienta/pacjenta mechanizmów obronnych:
    – on chce mnie naciągnąć na kasę…
    – on chce mnie od siebie uzależnić…
    – on ignoruje moje postępy…
    – on utrudnia mi naprawienie związku z partnerką…

    Niemniej, warto być uważnym i obserwować terapeutę.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Moim zdaniem wbrew pozorom terapeuci nie są ani święci, ani wolni od własnych (czasem głębokich) problemów. To z gruntu tacy sami niedoskonali  ludzie jak my.

    Trochę w krzywym zwierciadle przedstawia to film „Całe życie z wariatami” (oryg. „Shrink”) z 2009 roku.

    Najgorszy (i jedyny) przypadek, jaki znam to wystąpienie terapeuty w roli świadka na procesie o unieważnienie małżeństwa kościelnego (bez tematów typu alkohol czy przemoc) po stronie osoby przeciwnej pacjentowi.

    Z tego co wiem, terapeucie było potem głupio. Pacjent zaś dosyć szybko mu to wybaczył, biorąc pod uwagę całokształt jego pozytywnych zasług.

    Natomiast fundamentalne jest dla mnie przekonanie, że terapeuta jest po naszej stronie (co nie znaczy, że przeciwko komukolwiek) i chce walczyć o nasze dobro – bez tej nici zaufania z  terapeutą czasem nie warto nawet zaczynać.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    A jednak… znam także drugi przypadek. Kiedyś terapeuta na grupie DDA w jednej z poradni w Warszawie (mogę mieć tylko nadzieję, że ów pan nie pracuje już w zawodzie, choć otaczał go kult guru) w dość przesadny sposób pilnował dotrzymywania kontraktu terapeutycznego.

    Dość oczywiste dla mnie wydaje się, że zapis o powstrzymywaniu się od picia alkoholu w trakcie terapii jest ważny. Bo mało rzeczy tak jak alkohol może puścić wniwecz pozytywne efekty rozgrzebywania  emocji, czyli też pracy terapeuty.

    Rzecz w tym, że ów pan przesadził i 1,5 godziny terapii w jego wykonaniu w połowie zmieniało się w krucjatę wobec domniemanych przyszłych alkoholików, którzy w ostatnim tygodniu wypili u cioci na imieninach kieliszek wina (żeby było jasne, mnie to nie dotyczyło). Grupa DDA zmieniała swój profil na AA, podczas gdy leczenie DDA na niej wyraźnie kulało…

    Dla porównania, kiedyś na moich oczach bardzo doświadczona terapeutka łagodnie lecz stanowczo usunęła z grupy DDA już na początku osobę, u której podejrzewała problem alkoholowy – po oświadczeniu o „niewinnym” 50 ml wódki do śniadania, obiadu i kolacji. Jak widać można to więc też zrobić profesjonalnie, dyskretnie i bez atakowania nikogo.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 dni, temu przez Avatardda93.
Przeglądasz 4 wpisy - od 1 do 4 (z 4)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.