Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Historia miłosna z dziewczyną DDA? Czy może nie?
-
AutorWpisy
-
Dwa DD, to problemy do kwadratu :(, po prostu nakładają się i podsycają, choć jest to intensywne przeżycie 🙂
Anonim
1 sierpnia 2012 o 21:45Liczba postów: 20551Alaryk zapisz:
”
Czasem wydaje mi się, że powodem rozstania był ten brak kontaktu ze mną przez jeden dzień, bo od tego się zaczęło – ale to przecież absurd.”
Wiesz co jeszcze raz przeczytałam to co napisałeś, bo mnie to wszystko zastanawia i postanowiłam, ze zostawię moim zdaniem najistotniejsze zdanie z Twojego pierwszego postu.
Coś Ci opisze, a raczej kogoś, to są z mojego najbliższego otoczenia przypadki wzięte. Mogę sobie myśle na to pozwolić, bo i tak jestem tutaj anonimem;)
I swoją drogą nie myśl, że to taki odosobniony przypadek, takich związków jak Twój jest na pęczki….;) W sumie powinnam napisać w pierwszym poście, który napisałam w Twoim temacie, ze ja jestem czysty teoretyk, bo ja bym chyba nawet dobrze nie wiedziała jak związek zacząć:laugh: niby się coś kilka razy kręciło, ale się skończyło zanim się na dobre zaczeło;) A wiesz dlaczego?? Bo ja jestem zmęczona na samą myśl, ze waśnie wyglądałoby to tak jak np u Was. A że nigdy ludzi nie unikałam, par tez nie to się napatrzyłam i mało gdzie jakoś sensownie to niestety wygląda. Poza tym ja mam dość duże problemy jesli chodzi o emocjonalność i nie daj Boże trafiłabym podobnie to byłby meksyk. Dlatego wolałam zawsze trzymać się na dystans, żeby samej sobie nie dowalić do pieca. Z resztą jesli podejmowałam jakiekolwiek próby to własnie kończyło się to meksykiem i z mojej i nie tylko z mojej winy…..
Ale do rzeczy. Bardzo mi ta Wasza historia przypomina związek dwóch osób z mojej rodziny. Byli ze sobą 7 lat, są trzy lata po ślubie i powiem Ci szczerze-ma to lepsze i gorsze fazy, ale jak dla mnie tam jest cały czas meksyk….Tą osobą jest moja siostra oni oboje są DDA tak naprawdę, nawet miałam okazję z nimi pół roku mieszkać. Szczerze? jeszcze z miesiąc a zabiłabym się od samego patrzenia. Od zawsze było to samo, czyli tak jak mówisz-cudownie i pięknie, picie z dziubków, noszenie się na rękach, ogólnie to wcale nie jest złe małżenstwo musze przyznać. Aczkolwiek przez ten ich sajgon emocjonalny stwierdzam też, że dobre wcale….. Kiedys ja podpuściłam i spytałam jak to wyglądało jak już razem zamieszkali (a ostatnie pół roku przed ślubem ze sobą dopiero zamieszkali) przyznała się szczerze, ze regularnie raz w tygodniu pakowała się robiąc przedstawienie i wracała do domu…Szczerze? Mnie to w ogóle nie zdziwiło, bo ja się tego domyśliłam:) Potrafi być cudownie, kawki sobie robią, obiadki gotują itd a za chwilę jakby szlag trafił, jest zadyma nawrzucają sobie drą się na siebie, ryczą i cuda są na kiju. Ja się dziwię, ze oni jeszcze patrzeć na siebie mogą. Jak mają zrozumienie dla siebie to jest fajnie, ale jak nie maja jest czyste okrucieństwo. Ja tylko byłam słuchaczem a potrafiło mi serducho od tych słów pękać…..Manipulacja non stop, jak nie manipulowało jedno to drugie, jakieś przepychanki "o złote kalesony" jak ja to mówię, walka o ogień i inne wyścigi. Ze oboje są ambitni to sobie dosrywali jak jedno czegoś nie umiało zamiast usiąśc i się jakoś tą wiedzą podzielić bez robienia z kogoś debila. Raz że fajnie wyglądają za chwilę wyzwiska, ze po co tyle kasyna jakieś szmaty. Makabra i wszystko to skrajne. Na dodatek to dwóch perfekcjonistów, ale w jakimś schorowanym stylu, oni zachowują się jak kapo sami dla siebie, rano pyk ta godzina na nogi, jakby się sami na smyczach trzymali. Ok skutek tego jest taki, że do wielu rzeczy doszli pomimo, ze są młodzi. Ja jestem innym typem, ja miałam sraczkę na tle nerwowym na sam widok…..Patrzyłam tylko czy już mają natręctwo, ze wszystko o pełnych godzinach zaczynają bo jak na moje oko to już coś takiego było. Na dodatek jedno miało tendencje do nadmiernego wygłupiania się i wręcz potrafi rozwalać każdą impreze tym wygłupianiem się bez umiaru, a drugie jest sztywne i damulkowate i też w tym bez dystansu i umiaru. Wszystko przegięte jakieś i podkręcone na najwyższa śrubę. Jak na nich patrzyłam to miałam ochotę powiedzieć-a w dupie mam wasze osiągniecia i taka sraczkę na tle nerwowym i związki i sluby też mam w dupie, bo to jest nienormalne (ja znów jestem przegięta, bo potrafię mieć wszystko w dupie:P ale u mnie to jest forma obrony zeby stresu do siebie nie dopuszczac…)
Alaryk, rób jak uważasz. Swoją drogą dziwne, ze ona jechała do ciebie przed pracą. No ok z raz czy dwa taka fajna niespodzianka, ale to przegięcie nawet przy wielkiej miłosci moim zdaniem;)
Celowo zostawiłam to Twoje zdanie, bo…….zapewniam,ze jeden dzień nie mógł być przyczyną czegokolwiek, on mógl być albo uwieńczeniem tego co wcześniej, albo punktem zapalnym. Nie wiadomo o co jej chodziło, może rzeczywiście jest taka zaborcza z drugiej znów strony pytanie na ile Ty wszedłeś na serio w tę relację i nie dawałeś jej większych powodów do zazdrości. A z trzeciej strony i tak nieźle trafiłeś, bo z tego co piszesz, ona jest świadoma wielu spraw! To się doprawdy rzadko zdarza, zeby ktoś potrafił napisać, że wie że jest zaborczy albo coś takiego, z reguły taka osoba szuka winy w drugim.
Zastanów się czy chcesz być z nią czy nie, ale tak na serio i szczerze. Co tak naprawdę Ci sie w niej podoba bo mam nadzieję, ze nie to latanie za Tobą, bo niestety ale ludzie często są z kimś tylko dlatego, ze im to latanie pochlebia;)
I tylko powiem Ci, ze ta moja siostra z szalonego małżeństwa z duzymi osiągnięciami powiedziała mi ostatnio w rozmowie telefonicznej, że jak będę wybierała faceta, mam się baaaaaardzo nad tym zastanowić, bo pewne rzeczy się NIGDY nie zmienią. Ze nawet najmądrzejszy facet jest w wielu kwestiach niereformowalny, bo ona już wie, ze to się nigdy nie zmieni. Nie wiem czy ona żałuje, chyba nie, bo jak na moje oni sie kochają i to bardzo, ale jest karuzela i nigdy inaczej nie będzie. I Ty też się zastanów na ile byłbyś w stanie wiele rzeczy zmienić i czy Twoja (była) dziewczyna też chciałaby nad sobą pracowac, ale to wszystko tak szczerze….
Podam Ci jeszcze jeden przykład tak a propos znajomych, motorów i w ogóle, chodzi mi o Twój sposób spędzania czasu;) Bo fajnie, ze masz znajomych i pasje, to zdrowe. Ale przypomniało mi się, ze szwagier namiętnie gra w gry komputerowe i przegina w tym (oczywiscie ma argument, ze jest dobry, bo w tym czasie mógłby latać za babami, albo pić z kumplami albo nic nie robić hahahaha ale argument;) ) ona znów jest osobą, nad którą należałoby chodzic jak nad dzieckiem, ona chce ciągle uwagi skupionej, ciągle chciałaby coś razem robić itd. I wiecznie urządza mu awantury,że ma męża ale nie ma bo on sie z kompem ochajtał. I to prawda on przegina. ALE np jej sąsiadka ma takiego samego męża i…… jej to w ogóle nie przeszkadza!!! On sobie gra, a ona sobie ksiązkę czyta!! Albo gotuje, albo coś w tv ogląda, albo rozmawia ze znajomymi przez kompa 🙂 Nie robi mu żadnych awantur, za to potrafią rozmawiać spędzac czas i razem i osobno:) I odnosze wrazenie, ze się milion razy lepiej dogadują:) Widzisz? Problem ten sam, reakcje inne i skutki inne….U siostry to jest na zasadzie awantur, obrażania, złośliwości, mściwości itd. U Was nie jest źle, bo ona Ci dużo mówiła, nawet pisała może tak jej łatwiej było……..A Ty mówileś też do niej? Ale wiesz bez robienia z siebie ofiary czy jakichś innych nieszczerych gadek??
To, ze napisałam to co wyżej, to też "wina" Pszyklejonego
😛 😛
Bo ja się zastanawiam czy dwóch DDA czy DDD czy cokolwiek DD ma w ogóle sens, szczególnie jeśli stężenie jest duże………….Bo silne emocje nawet jesli piękne mają to do siebie, ze wykańczają po czasie i można zwariować albo gryźć albo nie wiem co…..Z drugiej strony odnoszę wrażenie, ze pół świata ma jakieś "DD" czy co tam…..Chyba niestety jest to prawdą co powiedziała moja siostra-trzeba się ostro zastanowić………
Powodzenia Alaryk! I to bez względu na to jaką podejmiesz decyzję.
pszyklejony zapisz:
„Dwa DD, to problemy do kwadratu :(, po prostu nakładają się i podsycają, choć jest to intensywne przeżycie :)”To fakt, no i co w związku z tym?? Myślisz, że to ma sens? o to co w tym długaśnym poście wyżej napisałam-siostra (oboje DDA) powtórzyła mi kilka razy pod czas ostatniej rozmowy, że mam się dobrze zastanowić, bo się pewne rzeczy NIGDY nie zmieniają i już. Ona miała na mysli męzczyzn, ale ja myslę, ze w dwie strony to idzie tak naprawdę. No ma, pomimo wielu pieknych intensywnych emocji?? Bo moim zdaniem NIE. Nie jestem tego NIE tak bardzo pewna do końca, ale wiem, że np ja nie dałabym w takim sajgonie rady, ja lubię karuzelę ale jak za długo na niej jeżdżę autentycznie robi mi się niedobrze i nie żartuję,a aj mam słaby żołądek i nie powinnam go az tak forsować…
Poza tym mam nadzieję, że autor wątku się nie obrazi, ale właśnie choćby takie historie jak Wasza dają mi do zrozumienia, ze nie warto na dłuższą metę nawet dla tych pieknych chwil….
Pszyklejony, ma sens czy nie ma coś takiego Twoim zdaniem? Własnie kiedy te problemy są do kwadratu? Bo może się do sześcianu moim zdaniem zrobić i wtey jest kaplica….
Edytowany przez: Felicja, w: 2012/08/01 22:13
Ostatnio dużo myślałam nad związkami dwóch osób dd. Felicja nie wiem czy masz rację. W takich związkach jak i tych, które nie są dd występują problemy. Jeśli te osoby pracują nad sobą, zdają sobie sprawę ze swoich słabości to może im się udać. Jest to trudne, wymaga docierania się ale możliwe.
Każda jednostka nie tylko dd jest pokręcona na swój sposób i czasami w tych niby "normalnych" związkach są masakryczne relacje ale to jest ukrywane.
Wydaje mi się, że nie można takich związków przekreślać. Jednym się ułoży i będą tworzyć szczęśliwą parę a innym nie. Zależy to od dojrzałości ludzi.Felicja zapisz:
„Pszyklejony, ma sens czy nie ma coś takiego Twoim zdaniem? Własnie kiedy te problemy są do kwadratu? Bo może się do sześcianu moim zdaniem zrobić i wtey jest kaplica….”Sens ma, na przykład taki, że można zobaczyć siebie, jak już się rozpadnie buahahaha. Nie ma lepszej motywacji 🙂
a ja myślę, że warto doświadczać życia, dlatego warto wchodzić w związki i przeżywać to swoje życie i to nie tylko po to żeby się w tej drugiej osobie przeglądać
Tak sobie czytam te różne tematy o związkach i tak sobie myślę, że wychodzi na to, że skoro jestem DDA i w obecnej chwili nie jestem w żadnym związku, to powinnam zostać sama do końca życia, bo "normalny" facet mnie nie ze chce i ze mną nie wytrzyma, a z facetem DDA czy DDD pozabijamy się. Nie można popadać też w jakąś paranoję, bo w końcu połowa ludzi jak nie więcej jest DD i często są tego w ogóle nie świadomi i jakoś funkocjonują w różnych związkach czy małżeństwach, mają dzieci i mają lepsze i gorsze dni, ale to jest normalne, nawet u dwóch osób, które nie są DD zdażają się różne problemy.
Zgadzam się z wypowiedzią Franczeski i Przetraconej.Ok, pyknęłam jeszcze raz ten wątek;)
Nie wiem co zrobi autor, ale tym razem zwróciłam uwagę na problem z tym lękiem przed odrzuceniem hmmmm każdy go ma, jedni więcej drudzy mniej. Radziłabym nad tym popracowac, bo wiesz jesteś mężczyzną i jak masz walczyć o kobietę czekając az to ona napisze? A trafiłes na chyba dość poraniony przypadek i ona potrzebuje tej walki. Nie wiem co z tym Twoim związkiem, ale jak na moje oko chyba trafne jest moje przypuszczenie, że schlebiało Ci to jej bieganie za Tobą, skoro masz lęki przed odrzuceniem, bo komuś zależało i z całych sił biegał za Tobą. Ja bym się zastanowiła nad tym co napisałam wcześniej, czyli- czy naprawdę podoba Ci się ona czy jej bieganie za Tobą, bo jak widzisz ona też ma problemy i potrafi nie biegać, a wręcz zrywać w pewnym momencie;) No i podejrzewam, ze bardziej Ci się wydawało, ze dużo dałeś i zrobiłes niż, ze tak było:) Jesli to są głupie domysły to przepraszam, bo przecież ja nie mogę wiedzieć jak było naprawdę. To są w tej chwili moje przypuszczenia. Ostatnie przypuszczenie wzięlo się stąd, ze spotkałam wielu męzczyzn i to nawet dobrzy faceci byli i oni twierdzili, że…..tak dużo dali itd że tyle się nabiegali itd I szczerze? jak obserwowałam każdy ich kolejny związek to raczej wyglądało tak, ze to dziewczyna biegała za nim i dużo emocjonalnie dawała, oni się tylko zastawiali tym niby wcześniejszym dawaniem:) Oni paznokcia nie potrafili dla tych dziewczyn obciąć, a o daniu całej ręki nie wspomnę. Ja też miałam podejrzenie, ze było to co u Ciebie czyli-niby wesoły z powodzeniem, a tak naprawdę każdy z nich bał się odrzucenia i robił zadymę, że tyle daje, a nie dawał NIC żeby to nie było odrzucone. No i każda z nich próbowała z takim rozmawiać i nic z tego, to oni nie potrafią przełamywać tego leku przed odrzuceniem i zachowują się jak królewna do zdobywania:)
Zastanów się Alaryk nad tym co napisałam wyżej czy aby naprawdę tak nie jest, bo takie tez było moje pierwsze wrażenie po pierwszym przeczytaniu Twojego tematu-że należałoby biegać za Tobą. A powiedz, co Ci szkodzi napisac jej co czujesz, jak to u Ciebie jest?? Zobacz, ona jest taka poraniona, ale mówiła do Ciebie, ona cały czas ryzykowała, szczerze? Jeszcze jak na tak młodą dziewczyne i DDA do tego to ona jest całkiem niezła! Z tego co pisałeś bardzo świadoma, bo potrafi nazwać swoje cechy i powiedziała Ci o tym!!! A Ty co z tym zrobiłeś? Nie potrafisz jej napisać jak jest?? No to teraz powiedz jak jest z tym dawaniem, bo ona jak na moje w pewnym sensie "flaki z dupy wypruła" 🙂 Jasne to jej problem, ze nie mówiła co się dzieje z nią i co z jej domem, ale szczerze? Jak ja bym mówiła do faceta szczerze jak jest, co ja czuję, nawet swoje wady nazywała po imieniu, a taka męska królewna nie dała by mi z siebie NIC czyli właśnie nie potrafiłby określać co czuje, to po pierwsze byłby to dla mnie pierwszy krok do piekła-nie mogłabym mu ufać, bo dałabym w tych opisach kawałek siebie a Ty NIC. A podrugie, odsunęłabym się jednak w pewnym momencie. Niezłe ejst to, ze właściwie ani razu za nią porządnie nie pobiegłes tzn kilka razy chyba wcześniej tak, no ale później?? Jak na moje oko, ona mogła Cię sprawdzać:) I szczerze? trochę nawet miała do tego prawo;) może się nie czuć stworzona do bycia stroną biegającą i jako kobieta nawet myślę ma prawo nie chcieć nią być;)
Nie wiem co z tą Twoją dziewczyną, bo przydałoby jej się zrobienie ze sobą porządku, ALE ja na Twoim miejscu za siebie też bym się zabrała, dla Twojego dobra i dla dobra osoby z którą będziesz.
Ja Ci powiem, że ja też jestem straszliwie "pogiętą" kobietą i nawet nie ma mowy żebym była z kimś kto właśnie np z lęku przed odrzuceniem nie potrafi mi dawać prawdziwie siebie i swoich uczuć i nie potrafi za mną biegać. Z dwa razy wplątałam sie w jakieś dziwne relacje i rzeczywiście zawsze dostawałam wścieklizny kiedy facet coś zaczynał kombinować i "ściągać" ode mnie zainteresowanie, bieganie i uczucia i wmawiać mi, ze to, ze on palcem ruszy to już wielkie zainteresowanie hahaha Nie nie-nie może być tak, ze tylko jedna osoba traci, wiesz to takie bezpieczne powiedzieć-oj mam lęki przed odrzuceniem to nie powiem co czuję i szczerze? Lepiej być odrzuconym i powiedzieć niż cały czas skazywać się na odrzucanie, bo jak na moje żadna normalna kobieta tego nie zniesie, a takie "zwichrowane" przypadki jak DDA to już w ogóle;)
To moje zdanie, nie musi być prawdziwe.
Alaryk,masz fajny punkt wyjścia zeby zabrać się za swoje problemy emocjonalne, skorzystaj z tego:)
Anonim
2 sierpnia 2012 o 15:09Liczba postów: 20551Macie rację dziewczyny:)
Wiem jedno ja musze wybitnie uważać na to co zrobię. Bo wiele sobie dzięki temu wątkowi uświadomiłam, nawet dzięki opisowi relacji mojej siostry z jej mężem. Zrozumiałam jedną rzecz-mowy nie ma żebym brała takiego typa jak ona….Ja go podziwiam jako faceta pod weiloma względami, ale jego narwaństwo, chamstwo i babski fałsz sa dla mnie nie do przetrawienia. I ja nie żartuję, obrzydzenie mi jego widok wywoluje…..
Właśnie myśmy były różnie przez ojca traktowane. Ojciec jak gdyby nigdy nie trzymał granicy kiedy wyzywał mnie, on ciął mnie piłą mechaniczną całą calusieńka, u niej potrafil się zatrzymać, nigdy nie miała tego co ja. I szczerze? ona może sobie takiego męza znosić, a ja tego nie zniosę. Wiem, ze gdybym nawet bardzo kogoś kochała a zaczałby się tak zachowywać odeszłabym, ryczałabym a odeszła i koniec. Niestety, ale ojciec nie zostawił na mnie suchej nitki i widzę to coraz bardziej. Napewno nie może być to typ napastliwy słownie, bo ja przez to cierpiałam. Mój nieszczesny ojciec miał taką filozofię, ze jak mnie zezwie, albo nawet przy ludziach zezwie to mnie zmotywuje i zmusi do czegoś:blink: sęk w tym, ze on NIGDY niczego nie uzyskał ode mnie tą drogą. To mnie zawsze wbija w ziemię i nigdy nie motywuje, to jest przemoc psychiczna. Właśnie to ja a nie moja siostra miałam takie akcje i to ja a nie ona miałam wrzody w wieku 19 lat. Sorki, pół życia jak nie całe eksploatowałam sie na kłótnie z nim i straszliwie mnie to połamało, nawet czasami czułam ból fizyczny podczas takich kłótni jakby mnie ktoś tłukł z całej siły czyms cięzkim. Ja zwyczajnie jestem wypalona:)
Nawet ten mój narwany szwagier kiedyś na mnie spojrzał-on bywa czasami straszliwie wręcz szczery- i powiedział, ze ja to musze mieć takiego naprawdę dobrego i spokojnego faceta. I nie on pierwszy mi to powiedział i wszyscy, którzy to powiedzieli mieli rację:) Może i ciekawa byłaby relacja z człowiekiem żywiołowym, ale ja znam też siebie i swoje reakcje i wiem, ze w pewnym momencie zaczelibyśmy łamac wszelkie granice i wtedy byłby koniec. I co zabawne to moja siostra jasno szwagrowi powiedziała przy zaręczynach, że jak zacznie pić albo odstawiac to ona odejdzie. Ja bym tego nie powiedziała, ja bym odeszła:) I nic by go nie uratowało. Ja widzę to po relacji z tym bliskim kolegą-opisywałam to w jakimś watku i nie będe się powtarzała. To, ze się pożarliśmy kilka razy to było jedno, to, ze ja zerwałam kontakt to drugie, ale najwazniejsze było TRZECIE. A trzecie polegało na tym, że………..on zaczął manipulować, zaczął winę zwalac na mnie i moje zachowania, tylko, ze ja jestem w stanie z moich zachowań się rozliczyć….Po czym zaczął robić z siebie ofiarę, ze ja taka niewyrozumiała jestem bo on to czy tamto i powinnam zrozumiec-nie nie rozumiem, bo to głupie argumenty były, na dodatek jakoś moje samopoczucie nie jest dla niego argumentem żeby zamknac jadaczkę i przestać mnie pouczac czy mi dosrywac, więc ja też nasrałam na jego argument. A na samym końcu zrobił przedstawienie i zbliżył się na maksa do naszej wspólnej koleżanki, bo chyba chciał mi dowalić czy zazdrosć wywołac czy co. A wiecie co to we mnie wywołało? Ból i obrzydzenie i nic więcej i całkowicie go przekresliłam! Następna kwestia była taka, ze trzy miechy mimo wszystko czekałam z ręką w progu a to bejbe nie potrafiło dumy przełamac. To już była kropka na końcu zdania dla mnie:) Ja wyciągnęłam rękę ale wiecie jaki ja mam do niego stosunek? Nie ufam mu zupełnie, bo wiedzial co robi zadając mi ból, bo ma minimalną wiedze o mojej emocjonalności, poza tym nie traktuję go poważnie, bo dla mnie zachował się jak głupi dzieciak a jest dorosłym facetem. Nie potrafił porozmawiać i nie potrafił ręki wyciagnać, bo jest narcyzem i mam w dupie jego lek przed odrzuceniem, ja też go mam a potrafiłam. Aż mi go żal, bo ja widzę, ze on wie, ze to już koniec. Ze ja nawet mogę z nim się pośmiać i pogadac, ale wie że przegiął tym własnie połamaniem granic w akcie zemsty. U mnie się wszystkie drzwi zatrzasnęły i ja NIC na to nie poradzę. Ja tylko czuję politowanie kiedy go widzę i rzadko to robię, bo widze, ze on wie co zrobił i serce mi peka kiedy na to patrzę ale u mnie pewne zamki się pozamykały bezpowrotnie i klucze już pogubiłam.
I co by było gdybym miała męza? To samo i ja o tym wiem. Ja niby jestem człowiekiem, któremu niby niewiele nie pasuje, ale są u mnie ostre granice których naruszac nie wolno, bo potem zamykają mi się takie klapy, że nawet ja ich nie otworzę, bo to coś już umarło. Byc może tam są zbyt duże rany i zbyt duzy lęk, że będzie powtórka z historii……….Pewnie rozwiodłabym się bez mrugnięcia okiem choc jestem przeciwna rozwodom, po prostu zaczęłabym żyć obok tego człowieka skoro wykorzystywał moje zaufanie. A ja też jestem niezła, czyli jaki z tego wniosek? Chyba tylko osoba bardzo ale to bardzo wywazona wewnętrznie byłaby dla mnie wskazana i nie ktoś kto swoją wybujałą emocjonalnością podsyca we mnie pewne sprawy……….
I niestety, ale nawet teraz pomimo, ze wybaczyłam ojcu i bawię się z nim w tatusia i córeczkę to ja uczucia mam niezmienne, nie są ciepłe on w jakimś stopniu budzi we mnie odrazę, ja już na to wpływu nie mam, ale chyba największą odraze za to, ze za dużo połamał i do tego zrobił to celowo, że wymuszał na mnie w okrutny sposób abym całą uwagę miała na nim zwróconą, ze bawił się moimi próbami podejścia do niego i za każdym razem z uśmiechem na twarzy mnie kopał słowami, jego to kręciło to okrucieństwo, za to że nie potrafi do dzisiaj ze mną rozmawiac, ze mordy nie potrafi zamknąć, ze krzyczy, że nie panuje nad sobą, za to, ze nie patrzy czy ktoś to słyszy i nie rozumie, ze mnie to boli, że ma swoje głupie teorie na motywowanie mnie a nie rozumie, ze ja potrzebuję akceptacji a nie motywacji za pomoca kopania, on powinien zając się wychowywaniem nosorożców a nie dziewczynek szczególnie takich które czują……
Ja chyba taka jestem po prostu……..Dawno temu doszłam do wniosku, ze chciałabym być zona marynarza-3/4 roku poza domem i ja rzeczywiście mogłabym nią być i nie żartuję, najwazniejsze, ze nie będzie mi siedział na głowie i ciągle czegoś ode mnie chciał i wymuszał na mnie zwracania na siebie uwagi. Ja czasami myślę, że on jakby chciał ode mnie uczucia, które powinien chcieć od żony i uwagę taką a nawet zona byłaby od tego zaduszona przecież….I coś musi w tym być, bo czasami jak się kłócimy, to on krzyczy "nie jesteś moją żoną!" hahaha mam rację myślę:) Dobrze to kiedyś określilam, ze czuję się czasami jak…..po 4 rozwodach:) a ja nawet w związku nigdy porządnie nie byłam. Jaki z tego morał? Kto powie jaki typ faceta dla kobiety, która jest "po 4 rozwodach" ?
No własnie ja nie żartowałam mówiąc, ze ja mam zbyt sfatygowany zołądek ja już naprawdę rzygam jak widze pewne zachowania anwet jeśli wiem, ze mogłabym coś czuć albo coś czuję do tej osoby………..
Sorki za elaborat, ale ten wątek jest dla mnie bardzo wazny. Już się zamykam, ale cieszę się, ze powiedziałam co powiedziałam, bo okresliłam samą siebie i mój stan;)
A właśnie mój ojciec lubi te wszystkie kwiaty, które trzeba 2 razy dziennie podlewać. Ja znów lubię np storczyki, bo one mogą być z raz na dwa tygodnie podlane, wystawione w malo słoneczne miejsce i git. One nie lubią przeleania i zameczania. Trochę z nim zagadka bo po obcięciu łodygi od kwiata może np pół roku spać i nie kwitnąć. Już dawno temu wpadłam na to, ze ten kwait jest nazywany trudnym przez tych maniaków od podlewania i zawracania dupy kwiatom. Ehhhh taki wielki kwiaciareczek z ojca a nie poznał z czym ma doczynienia…;) Swoją drogą widziałam jak im storczyk płacze i za cholerę nie potrafią zrozumieć, ze storczyk to nie pokrzywa czy pelargonia…;) a tak mnie jakoś naszło, bo widziałam miniaturkę storczyka i ją kupię, my się dogadamy, ja i tak częściej nie będę pamiętała niż raz na dwa tygodnie o podlewaniu a jemu to pasi i jeszcze ślicznie kwitnie i do tego kwiat trzyma się z 4 miechy, jak padnie to z pół roku śpi. Mnie to akurat nie przeszkadza….:)
Dzięki za to, ze jesteście:)
Felicja zapisz:
”
….Dawno temu doszłam do wniosku, ze chciałabym być zona marynarza-3/4 roku poza domem i ja rzeczywiście mogłabym nią być ”Felicja, czy Tu wiesz, że ja dawno temu też sobioe tak wymyśliłam:)?! Tak się bałam związków, po obserwacji jak moi rodzice się nie szanowali i na wzajem niszczyli, że najpiewr postanowiłam, że wogóle nie wyjdę za mąż a potem, że chciałabym wyjść za marynarza. Niby żona a jednak nie musi się męczyć z facetem, który na bank będzie męską gadziną. No i jeszcze wtedy wymyśliłam, że bardzo chciałabym mieć dzieci ale nie urodzę, bo przy porodzie umrę a jak nie umrę to na pewno dziecko będzie chore, więc nie będę rodziła i wtedy przyszedł mi równie genialny pomysł jak z ty marynarzem, że wyjdę za wdowca, który będzie miał dzieci no i w ten sposób wejdę w taką fajną rodzinkę.
To przez wiele lat we mnie mocno pracowało. Jak zaczęłam być z moim obecnym na poważnie (nie jest marynarzem 😛 ) to wtedy każdy oddzielnie spędzony dzień był dla mnie trudny i cóż okazało się, że nie mam natury żony marynarza. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.