Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD …i do tego sm mamy…

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
  • Autor
    Wpisy
  • czarna mamba
    Uczestnik
      Liczba postów: 11

      wiecie tyle we mnie siedzi mysli ze nie wiem ktora sie podzilic. w tej chwili padlo na moje relacje z mama..to nie ona jest uzalezniona lecz ojciec, ale to do niej mam chyba wiekszy zal. kiedys gdy bylam mlodsza i jeszcze na swoj naiwnie dzieciecy sposob znajdowalam promyki radosci w zyciu mialam znacznie lepszy kontakt z mama, w zasadze byl on nwet skrajnie dobry. co sie stalo?-pytam sama siebie i nie znajduje odpowiedzi… wydaje mi sie jednak ze wszystko sie skomplikowalo od czasu jej choroby. praktycznie odrazu po postawieniu diagnozy przestala chodzic <trwa to juz 4 lata> zatem wszystkie obowiazki domowe spadly na mnie:( i dodatkowo opieka nad nia.. nie chodzi tylko o takie przyziemne sprawy jak mycie , ubranie itp ale takze wsparcie bo mama czasem zachowuje sie jak dziecko. nigdy nie byla silna, zawsze pozwalala ojcu na zle traktowanie <co ja rowniez dostrzegam w swoich kontaktach z mezczyznami> i to nas <tzn mnie i siostre> uczynila powiernikami swoich doroslych problemow itd. pamietam ze kiedys jak do mniej przychodzilam i mowilam o jakis swoich klopotach to odpowiadala mi w ten sposob: "dziecko co ty wiesz o zyciu to nie sa problemy jak bedziesz dorosla to bedziesz dopiero miala" wiec wzielam sobie to do serca i nigdy nie mowie jej o sobie <co teraz bywa przyczyna naszych klotni>.. a moj stosunek do niej? nie chce napisac ze jej nie szanuje bo tak nie jest przeciez ja kocham <jesli dda w ogole to potrafi..> ale jestem okropna, nigdy nie dam sobie nic powiedziec, zawsze potrafie ja "zgasic"<a potem mam wyrzuty sumienia>, nie umiem z niz rozmawiac tak jak moja siostra mowiac krotko JESTEM ZLA CORKA!! tym bardziej ze zdaje sobie sprawe ze ona jest chora i to ona potrzebuje pomocy, a swiadomosc tego ze jestem jaka jestem jest niszczaca.. uwierzcie mi ze wiele razy sobie obiecywalam ze sie zmienie, bede mila cierpliwa poswiece jej wiecej czasu..nic z tego skonczylo sie na obietnicach. a wiecie co najbardziej boli kiedy mowi mi "jestes taka sama jak ojciec" im bardziej staram sie byc inna postepowac po swojemu tym bardziej przypominam jego.. no i ta pieprzona SWIADOMOSC bo ja wiem ze tak jest i pragne to zmienic – nie umiem:( prosze pomozcie, nakrzyczcie moze w koncu cos poruszy moje zatwardzile serce..

      biedronka
      Uczestnik
        Liczba postów: 127

        Zajmujesz się domem i niepełnosprawną mamą, która wymaga opieki i wsparcia.
        Nie dość, że spełniasz rolę, która zwykle przypisana jest matce, to jeszcze masz do siebie żal, że nie jesteś dobrą córką? Dobrze rozumiem? Jeśli tak, to nie za dużo od siebie wymagasz?

        Anonim
          Liczba postów: 20551

          mam zal bo wierz mi mam o co.. czasem potrafie byc potworem<tzn wlasnym ojcem> ww stosunku do niej i z tym mi tak zle.. bo nie chce tak, ale nie umiem okazac jej uczuc takiej bezinteresownej milosci, moze winie ja tez za to ze ogranicza moje zycie <bo chyba w pewnym stopniu tak jest np. nie moge nigrdzie na dluzej wyjechac:(>…powinnam pomoc jej w rehabilitacji a nie robie tego. nie wyobrazam sobie tego co bedzie jak wyjade na studia i ona zostanie sama <w woli wyjasnienia powinnam juz byc praktycznie po pierwszym roku ale braklo mi kilka punktow i sie nie dostalam a nie chcialam podejmowac innego kierunku, no i mam nadzieje ze w tym roku sie uda!!> mam jeszcze babcie ktora pomaga jak moze ale ile mozna w tym wieku..a z kolei z ojcem to jest tak ze ma okresy kiedy jest odpowiedzilny i zachowuje sie w miare normalnie ale ma tez te dni kiedy…a wtedy…

          luckra
          Uczestnik
            Liczba postów: 299

            Witaj! Ciezko jest mi cokolwiek powiedziec, bowiem nie znam dokładnie Twojej sytuacji. Bardzo wiele jest na Twojej głowie zwazywszy na fakt, iz mama jest osoba wymagajaca opieki, a ojeciec pije. Pisałas, iz powinnas byc na 1 roku studiów…wiec nie masz wiecej niz 20 lat…Kurcze musi byc Ci z tym wszystkim na prawde ciezko….Skoro odczuwasz wyrzuty sumienia w zwiazku z relacajmi z mama, to widoczenie jest w Tobie jaka wewnetrzna niezgoda na to,co sie dzieje. Dla mnie byłby to znak do zmiany. Moze pomysl o tym, co jest dla Ciebie mozliwe w zmianie zachowania, abys tej dolegliwosci nie odczuwała. Jednak w tym wszytskim pamietaj takze o sobie. Nadejdzie czas studiów – bedziesz musiała sie wyprowadzic. Czy jest Was stac na opieke pielegniarki? Lub moze w rodzienie macie jaka osobe , ktora za nie wielka pomoca finansowa zgodziłaby sie zaopiekowac nia? Chodzi o to, aby nie została sama z ojcem, a miała jakas opieke. Rozumiem co czujesz bedac powierniczka jej mysli…miałam w domu taka sama sytuacje, tylko w zmienionych rolach małzenskich..
            Mysle, ze powinnas chodzic z podniesiona głowa, bo dajesz sobie jakos rade z wielkimi problemami i szukasz rozwiazen swoich problemów:) Dla mnie jestes herosem. Zycze Ci wiele dobrego i powodzenia w dostaniu sie na studia!

            Anonim
              Liczba postów: 20551

              Droga luckro! bardzo Ci dziekuje za odzew i powiem szczerze ze dalas mi do myslenia o sobie samej…niestety nie ma takiej mozliwosci, by mama opiekowala sie pielegniarka ani tez nikt z rodziny:( mam tylko nadzieje ze jakos przetrwaja ten czas siostra za 2 lata skonczy studia moze na ostatnim roku bedzie czesciej w domu itp. musza sobie poradzic bo ja nie zrezygnuje ze studiow <medycyna!> i owszem mam dokladnie 20.. <chociaz niezupelnie nieskonczone czyli wciaz cudowne nascie:)> jeszcze raz dzieki z glebi mojego malenkiego serducha-kanienia
              ps. mialas nakrzyczec a Ty poLUCKR<A>owalas:) jestes kochana

              Anonim
                Liczba postów: 20551

                Droga luckro! bardzo Ci dziekuje za odzew i powiem szczerze ze dalas mi do myslenia o sobie samej…niestety nie ma takiej mozliwosci, by mama opiekowala sie pielegniarka ani tez nikt z rodziny:( mam tylko nadzieje ze jakos przetrwaja ten czas siostra za 2 lata skonczy studia moze na ostatnim roku bedzie czesciej w domu itp. musza sobie poradzic bo ja nie zrezygnuje ze studiow <medycyna!> i owszem mam dokladnie 20.. <chociaz niezupelnie nieskonczone czyli wciaz cudowne nascie:)> jeszcze raz dzieki z glebi mojego malenkiego serducha-kanienia
                ps. mialas nakrzyczec a Ty poLUCKR<A>owalas:) jestes kochana

                Anonim
                  Liczba postów: 20551

                  Droga luckro! bardzo Ci dziekuje za odzew i powiem szczerze ze dalas mi do myslenia o sobie samej…niestety nie ma takiej mozliwosci, by mama opiekowala sie pielegniarka ani tez nikt z rodziny:( mam tylko nadzieje ze jakos przetrwaja ten czas siostra za 2 lata skonczy studia moze na ostatnim roku bedzie czesciej w domu itp. musza sobie poradzic bo ja nie zrezygnuje ze studiow <medycyna!> i owszem mam dokladnie 20.. <chociaz niezupelnie nieskonczone czyli wciaz cudowne nascie:)> jeszcze raz dzieki z glebi mojego malenkiego serducha-kanienia
                  ps. mialas nakrzyczec a Ty poLUCKR<A>owalas:) jestes kochana

                  zuza
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 12

                    Witaj! Chciałam ci powiedzieć że jesteś bardzo dzielna, w mojej rodzinie to matka była nałogowa alkoholiczka i lekomanka i moje relacje z nia do dzis nie sa najlepsze, choc mam juz swoja rodzine. Pamietam jak pare lat temu probowala popelnic samobojstwo i wyladowala w szpitalu gdzie ja odratowali – gdy sie dowiedzialam to jakos mnie to mocno nie przejelo, mialam dziwne wrazenie, że w stosunku do nie moje serce skamienialo, w szpitalu jak ja odwiedzilismy z bratem wina za swoje problemy obarczala nas. Dodam ze bylo to kilka dni przed miomi urodzinami – wiec zrobila mi mily prezent. Ale wtedy dotarlo do mnie wreszcie ze nie ja spowodowalam jej problemy – jest ona sama sobie winna. Trudno ze bysmy my ponosili wine za bledy naszych rodzicow. Widze ze masz na barkach ogromna dopowiedzialnosc, i wiem ze musi byc ci z tym bardzo ciezko. Ale przede wszystkim pamietaj o sobie, nie rezugnuj z palnow , marzen. Jestem po szkole medycznej wiec znam specyfike sm, a piszeszz ze na to choruje twoja mama. Z tym schorzeniem da sie w sumie da sie funkcjonowac, nie wiem jak postac tej choroby ma twoja mama, ale moze dobrze byloby skierowac ja na jakas rehabilitacje. Pomoc te zsie wam nalezy w postaci pielegniarki opiekunki z pck, do ktorej doplata z renty chorego jest minimalna, moze sprobuj sie cos dowiedziec na ten temat. Pozdrawiam.

                    nobody
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 3

                      Hejka!
                      Kiedyś miałam podobny problem…Mój brat był już na studiach w innym mieście, ja jeszcze chodziłam do liceum…Mojej Mamie zaczęło coś dolegać, nie bardzo było wiadomo, co to jest.Pewnego dnia wróciłam do domu i moja Mama zaczęła się dusić, ojciec spał pijany w pokoju obok (moja Mama spała w łóżku ze mną i moją młodszą o 8 lat siostrą.Mój brat przyjechał wtedy na weekend do domu, byłam w takim szoku, że nie byłam sama w stanie wykręcic nr na pogotowie…Obudziłam więc brata, aby to zrobił…Jak przyjechali, złapałam takiego doła, że opisać się tego nie da…Mój ojciec wytrzeźwiał dosłownie w sekund pięć, karetka zabrała Mamę na sygnale, ja i mój ojciec popędzilismy na pogotowie…Jak zobaczyłam Mamę podłączoną do respiratora wpadłam w histerię, z pogotowia wyszedł lekarz, próbował mnie uspokoić…Ale ja nie umiałam…W szpitalu, do którego przewieźli moją Mamę, okazało się, że jest chora na stwrdnienie zanikowe boczne, nieuleczalna choroba, z którą trzeba żyć…Mama leżała 2 dni zaintubowana, lekarze powiedzieli, że kiepsko to widzą, i jeśli w ogóle Ją odłączą od respiratora, to i tak już będzie zawsze leżeć…Założyli Jej rurkę tracheotomiczną (czy jakos tak, nie znam się na tym), żeby mogła samodzielnie oddychać.Przewieźli do szpitala, do naszego miasta.Mój ojciec nadal pił.Ale już wcześniej założyłam mu sprawę w sądzie, o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną.Dostał zawiasy i ileś tam godzin do odpracowania na rzecz miasta (śmieszne, ale prawdziwe).Jednak okazało się, że jeśli w rodzinie jest małoletnie dziecko, sąd rodzinny i prokurator rodzinny automatycznie, z urzędu wnoszą sprawę (w takiej sytuacji) o pozbawienie praw rodzicielskich.W międzyczasie mój brat wyjechał ze swoją kobietą do Anglii (gdzie zostali na stałe, tam wzięli ślub, mają dziecko, kupili dom, itp.), ja wyjechałam do Irlandii coś zarobić na studia…I wtedy…Mój ojciec przyszedł do domu pijany jak świnia, wlazł do kuchni i przewrócił się, uderzając głową o żeliwny kaloryfer…Mojej siostry nie było (miała wtedy 12 lat), jak wróciła do domu, zobaczyła ojca nieprzytomnego, całego we krwi…Szybko spakowała ciuchy, wzięła kota pod pachę, psa na smycz i poleciała do babci, która mieszka niedaleko…Następnego dnia, mój ojciec już trzeźwy, przyszedł do mojej babci (swojej mamy), ponoć padł na kolana, rozpłakał się i powiedział, że MUSI iśc na leczenie, bo sam nie da rady…Poszedł…Nie pije 2,5 roku…Moją Mamą zajmuje się lepiej niż niejedna pielęgniarka…Chodzi do niej 2 razy dziennie…Zabiera na spacery (moja Mama nie mówi, nie chodzi, nie umie sama jeść i pić, nie umie sama się załatwić, jest skazana na opiekę innych).Troszczy się o swoje wnusie…Dopiero teraz dostrzegam w nim ojca…Chciałabym kiedyś powiedzieć do niego "tato", ale póki co nie potrafię, a nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się to zrobić.Zbyt wiele krzywd…
                      Mojej Mamie lekarze wróżyli to co najgorsze…Aż w końcu dała się podnieść z łóżka (duży wpływ na to miał mój ojciec, który przestał chlać), teraz owszem tylko siedzi, ale zawsze to coś.Już nie musi mieć zakładanych pampersów dla dorosłych (jak to by lo kiedyś), bo da się Ją posadzić na taką niby – ubikację (krzesło z otworem i zamontowanym pod spodem wiaderkiem).Jeszcze rok temu potrafiła sama smsa napisać, jeśli podało się jej tel do ręki…Niestety, choroba postępuje…Mama już czwart rok leży w szpitalu (non stop, jeśli bierzemy Ja do domu, to na wlasną odpowiedzialność, bez możliwości wezwania karetki, i to tylko na kilka godzin)
                      Ale trzeba wierzyc…Ja może nie do końca zdaję sobie z tego sprawę, ale dużo o tym myślę…Też sobie wyrzucam wiele rzeczy – że nie chodze do Mamy, że Jej nie wspieram…Znajduję durne wytłumaczenie – nie mam jak, bo mam małe dziecko i nie mam z kim zostawić…Ale to chyba nie o to chodzi…A jak nie chodze do Mamy to mam wyrzuty sumienia…Zle się czuję, bo przeciez powinnam…
                      Mama zawsze robiła to, co dla nas najjlepsze, zawsze była wtedy kiedy potrzebowaliśmy, a ja…Nie wiem, czy po prostu się boję, czy jestem za słaba by na to patrzeć czy jeszcze coś innego…
                      I nie chcę tutaj się żalić…Chcę tylko pokazać, że człowiek może się zmienić…U nas potrzebna była "terapia wstrząsowa", grunt że pomogło…

                      nobody
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 3

                        Hejka!
                        Kiedyś miałam podobny problem…Mój brat był już na studiach w innym mieście, ja jeszcze chodziłam do liceum…Mojej Mamie zaczęło coś dolegać, nie bardzo było wiadomo, co to jest.Pewnego dnia wróciłam do domu i moja Mama zaczęła się dusić, ojciec spał pijany w pokoju obok (moja Mama spała w łóżku ze mną i moją młodszą o 8 lat siostrą.Mój brat przyjechał wtedy na weekend do domu, byłam w takim szoku, że nie byłam sama w stanie wykręcic nr na pogotowie…Obudziłam więc brata, aby to zrobił…Jak przyjechali, złapałam takiego doła, że opisać się tego nie da…Mój ojciec wytrzeźwiał dosłownie w sekund pięć, karetka zabrała Mamę na sygnale, ja i mój ojciec popędzilismy na pogotowie…Jak zobaczyłam Mamę podłączoną do respiratora wpadłam w histerię, z pogotowia wyszedł lekarz, próbował mnie uspokoić…Ale ja nie umiałam…W szpitalu, do którego przewieźli moją Mamę, okazało się, że jest chora na stwrdnienie zanikowe boczne, nieuleczalna choroba, z którą trzeba żyć…Mama leżała 2 dni zaintubowana, lekarze powiedzieli, że kiepsko to widzą, i jeśli w ogóle Ją odłączą od respiratora, to i tak już będzie zawsze leżeć…Założyli Jej rurkę tracheotomiczną (czy jakos tak, nie znam się na tym), żeby mogła samodzielnie oddychać.Przewieźli do szpitala, do naszego miasta.Mój ojciec nadal pił.Ale już wcześniej założyłam mu sprawę w sądzie, o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną.Dostał zawiasy i ileś tam godzin do odpracowania na rzecz miasta (śmieszne, ale prawdziwe).Jednak okazało się, że jeśli w rodzinie jest małoletnie dziecko, sąd rodzinny i prokurator rodzinny automatycznie, z urzędu wnoszą sprawę (w takiej sytuacji) o pozbawienie praw rodzicielskich.W międzyczasie mój brat wyjechał ze swoją kobietą do Anglii (gdzie zostali na stałe, tam wzięli ślub, mają dziecko, kupili dom, itp.), ja wyjechałam do Irlandii coś zarobić na studia…I wtedy…Mój ojciec przyszedł do domu pijany jak świnia, wlazł do kuchni i przewrócił się, uderzając głową o żeliwny kaloryfer…Mojej siostry nie było (miała wtedy 12 lat), jak wróciła do domu, zobaczyła ojca nieprzytomnego, całego we krwi…Szybko spakowała ciuchy, wzięła kota pod pachę, psa na smycz i poleciała do babci, która mieszka niedaleko…Następnego dnia, mój ojciec już trzeźwy, przyszedł do mojej babci (swojej mamy), ponoć padł na kolana, rozpłakał się i powiedział, że MUSI iśc na leczenie, bo sam nie da rady…Poszedł…Nie pije 2,5 roku…Moją Mamą zajmuje się lepiej niż niejedna pielęgniarka…Chodzi do niej 2 razy dziennie…Zabiera na spacery (moja Mama nie mówi, nie chodzi, nie umie sama jeść i pić, nie umie sama się załatwić, jest skazana na opiekę innych).Troszczy się o swoje wnusie…Dopiero teraz dostrzegam w nim ojca…Chciałabym kiedyś powiedzieć do niego "tato", ale póki co nie potrafię, a nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się to zrobić.Zbyt wiele krzywd…
                        Mojej Mamie lekarze wróżyli to co najgorsze…Aż w końcu dała się podnieść z łóżka (duży wpływ na to miał mój ojciec, który przestał chlać), teraz owszem tylko siedzi, ale zawsze to coś.Już nie musi mieć zakładanych pampersów dla dorosłych (jak to by lo kiedyś), bo da się Ją posadzić na taką niby – ubikację (krzesło z otworem i zamontowanym pod spodem wiaderkiem).Jeszcze rok temu potrafiła sama smsa napisać, jeśli podało się jej tel do ręki…Niestety, choroba postępuje…Mama już czwart rok leży w szpitalu (non stop, jeśli bierzemy Ja do domu, to na wlasną odpowiedzialność, bez możliwości wezwania karetki, i to tylko na kilka godzin)
                        Ale trzeba wierzyc…Ja może nie do końca zdaję sobie z tego sprawę, ale dużo o tym myślę…Też sobie wyrzucam wiele rzeczy – że nie chodze do Mamy, że Jej nie wspieram…Znajduję durne wytłumaczenie – nie mam jak, bo mam małe dziecko i nie mam z kim zostawić…Ale to chyba nie o to chodzi…A jak nie chodze do Mamy to mam wyrzuty sumienia…Zle się czuję, bo przeciez powinnam…
                        Mama zawsze robiła to, co dla nas najjlepsze, zawsze była wtedy kiedy potrzebowaliśmy, a ja…Nie wiem, czy po prostu się boję, czy jestem za słaba by na to patrzeć czy jeszcze coś innego…
                        I nie chcę tutaj się żalić…Chcę tylko pokazać, że człowiek może się zmienić…U nas potrzebna była "terapia wstrząsowa", grunt że pomogło…

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.