Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Ile trwa terapia?

Przeglądasz 9 wpisów - od 11 do 19 (z 19)
  • Autor
    Wpisy
  • zenek
    Uczestnik
      Liczba postów: 131

      Terapia pierwszego stopnia trwa 9 tygodni. Potem możesz przejść na poziom średni ok 300 roboczogodzin. Zaawansowana jest dozwolona od 29 lat ale plusem jest to, że nie ma ograniczenia co do czasu trwania.

      mmaniak123
      Uczestnik
        Liczba postów: 291

        Czesc
        Piszac o lekarzu dalam zwykle porownanie a zarazem chcialam wykazac roznice jaka wystepuje w tych procesach. Lekarz po zakonczeniu leczenia, obejrzeniu wynikow badan mowi nam ze jestesmy juz zdrowi. Terapeuta tego nam nie powie… sami to odczujemy wlasnie tak jak napisalas…ze to wewnetrsny proces dojrzewania, nabywania swiadomosci wlasnych reakcji, mechanizmow itd…. w ktoryms momencie czujemy ze jest juz inaczej. Terapeuta stojac z boku i obserwujac nas i nasze reakcje moze to jedynie nam potwierdzic lub zasugerowac ze moze warto jeszcze pociagnac terapie.
        Napisalam jak bylo ze mna na samym poczatku, iz moje wyobrazenia o terapii byly wlasnie takie… wydawalo mi sie ze to terapeuta mi powie…no kochana juz jestes zdrowa 😀
        A tu lipa…ku mojemu zdumieniu okazalo sie ze to ja bede musiala podjac taka decyzje a wlasciwie to razem z terapeuta ja podejmujemy 🙂
        Pozdrawiam 🙂

        Mateusz
        Uczestnik
          Liczba postów: 134

          Jakie zmiany zaobserwowałaś u siebie? Jesteś zadowolona?

          Ja jestem w trakcie, 3,5 miesiąca.. ale końca nie widać : ))

          mia
          Uczestnik
            Liczba postów: 5

            Podepnę się pod wątek z pytaniem o stan emocjonalny trakcie terapii. Poczytałam trochę do tej pory i dowiedziałam się, że skuteczna terapia wymaga dogrzebania się do trudnych sytuacji z dzieciństwa. Obawiam się, że rozwali mnie to psychicznie i nie będę w stanie utrzymać rytmu w życiu, pogubię się. Planuję rozpocząć terapię na przełomie września/października i chciałabym jak najlepiej się przygotować. I tu pojawia się pytanie – czy przystopować w życiu osobistym i zawodowym na czas terapii? Jak długo trwa najtrudniejszy okres?

            Edytowany przez: mia, w: 2014/03/01 21:25

            Alisa
            Uczestnik
              Liczba postów: 342

              Myślę, że to bardzo indywidualna sprawa. Po prostu w trakcie terapii będziesz wiedziała czy potrzebujesz trochę zwolnić tempo życia, czy nie i o jakich sprawach jesteś gotowa rozmawiać. Tempo terapii powinno być dostosowane do możliwości osoby szukającej pomocy terapeuty.

              Mateusz
              Uczestnik
                Liczba postów: 134

                mia – z moich doświadczeń, choć ledwie 3,5 miesiąca w terapii, z pewnymi emocjami, przeżyciami z dzieciństwa, które były tłumione, teraz się mierze i przeżywam. Nie będę ukrywał – to bardzo trudne i bolesne, ale podobno ma to pomóc. Czasem siedzę rozłożony kompletnie na łopatki. Ciężko wychodzi mi się z bohaterstwa i patrzy na przeszłość innymi, NORMALNIEJSZYMI oczyma.. zaczynają się pojawiać uczucia.. niekoniecznie te pozytywne.. i to, czym często się szczyciłem.. ile przeszedłem i jaki jestem z tego dumny.. teraz jest mi po prostu smutno i żal mi tych straconych lat..

                Lajla
                Uczestnik
                  Liczba postów: 88

                  Ile trwa terapia? To każdego indywidualny czas leczenia, ze tak to nazwę. Ja osobiście przeszłam przez kilka fikcyjnych – czyli takich, na które zapisała mnie pedagog – nic nie dały poza pogłębieniem w sobie frustracji i rzeźbienia w sobie roli ofiary. Przyszedł jednak czas, przewinęło się kila ludzi, dorosłość i jeszcze kilka innych spraw, które miały wpływ na decyzję o zaczęciu terapii, mojej własnej, tej którą chcę. Pierwsze dwa podejścia skończyły się fiaskiem, nie byłam gotowa. Trzecie podejście trwało 14 miesięcy i to było to. Trwało i trwało, teraz nie pamiętam bardzo wielu rzeczy, pamiętam tyko to jak powinnam się zachować w danej sytuacji, pod wpływem właśnie terapii i tego co na niej przerobiłam. Było minęło, dosłownie. Było potrzebne, bo bez niej pewnie dalej tkwiłabym w roli ofiary losu. Jednak naprawdę dobre skutki dało samo skończenie terapii ze mną. Nie inaczej. Terapia ze mną skończyła, tak po prostu wyszło. Na początku było bagno. Zostawili mnie (na dwa miesiące tak myślałam) samej sobie, bo nie było ludzi do terapii grupowej, którą zaczęłam (po indywidualnej). Było strasznie! Nagle wszystko runęło, to nad czym pracowałam, decyzja z wielkim trudem podjęta została zepchnięta z gównem rurą kanalizacyjną. Ale po miesiącu było troszkę lepiej. Adoptowałam koty – ktoś może się śmiać – ale to było to! Miałam kim się zająć, miałam coś w co mogę przelać uczucia – chociaż to zwierzęta, miałam myśli pochłonięte tym, że muszę nakarmić kotki strzykawką z Bebiko! I tak dzień za dniem zdrowiałam, zajęłam się życiem tu i teraz, pracą i domem, gotowaniem (!) Zaczęłam się uśmiechać, gawędzić, żyć. Nie powiem były dołki, ale podejście do nich już z całkiem innej perspektywy. To gdzie teraz jestem jest moją własną zasługą. Nie terapii, terapeuty, ludzi. każdy człowiek jest w stanie wyzdrowieć, ale tylko za sprawą samego siebie. Wszystko co po drodze, wspomaga, kieruje, kształci, ale koniec końców sami decydujemy, gdzie chcemy być.

                  MajkaN
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 2

                    ja od lutego chodzę na terapię:)
                    pomaga mi choć to dopiero początek:(
                    niestety działa to wolniej bo mieszkam jeszcze z rodzicami, efekty byłyby lepsze gdybym z nimi nie mieszkała:blink:

                    zaz
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 24

                      Ja tę właściwą terapie indywidualna rozpocząłem w późna jesienią ubiegłego roku. Przez kilka pierwszych miesięcy miałem bardzo dużo wątpliwości czy jest sens w moim wieku coś z tym robic. Po prostu nie widziałem żadnej zmiany a jedynie coraz większy marazm w moim życiu. Terapeutka jednak przekonywała mnie abym dał sobie czas. I chyba słusznie. Wydaje mi się że jest lepiej. W minionym okresie bywały sesje które według mnie nic nie wnosiły i takie podczas których coś we mnie zaczeło "ruszac".
                      I tak małymi kroczkami zaczynam docierac do siebie a czasami nawet się lubic.
                      Jasne, że nadal jest różnie. Ale dołki w które wpadam są płytsze. To jest prawda, że zmieniamy się sami terapeuci mogą nas nakierowac ale raczej w sposób ogólny bo w tym wszystkim chodzi oto żebyśmy to my poznawali samych siebie a nie przyjmowali opinii innych ( w tym terapeuty)o nas jako naszych własnych. Bardzo ważne było dla mnie to że zrozumiałem, że w moim przypadku najmniejsze ilosci alkoholu zaburzają proces zdrowienia. Ale nikt mi tego nie narzucił ani nie sugerował, terapeutka nawet twierdziła że nie ma takiej potrzeby. Ja sam do tego doszedłem i to jest moje.
                      Na koniec dodam jeszcze odkrywanie siebie bywa niesamowicie przyjemne i wciągające.

                    Przeglądasz 9 wpisów - od 11 do 19 (z 19)
                    • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.