Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Izolacja

Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
  • Autor
    Wpisy
  • justyś
    Uczestnik
      Liczba postów: 187

      Kiedyś nie mogłam przeżyć ani chwili bez ludzi. Teraz mam wszystko i wszystkich gdzieś. Leżę całymi dniami w domu, niemalże nic nie robiąc. Zawsze mnie to niszczyło, a teraz jest mi dobrze :). Zastanawiam się tylko, czy nie stanę się przez to odludkiem. Gdy rozmawiałam wczoraj z koleżanką, nie potrafiłam się nawet wysłowić bez jąkania. Chciałam odwołać spotkanie, bo mi się nie chciało wyjść. Poza tym przez tę izolację coraz bardziej boję się tego, co na zewnątrz, dlatego czuję lęk, jak już muszę wyjść.

      Chciałabym, żeby ten stan niepotrzebowania ludzi się utrwalił, a jednocześnie boję się zdziwaczenia.

      TaylorC
      Uczestnik
        Liczba postów: 22

        Jestem w okropnym dolku, nie musisz sluchac kogos kto sam nie potrafi rozwiazac swoich problemow, ale mysle, ze popelniasz wielki blad. Czlowiek chocby nie wiadomo co robil i kim byl jest gatunkiem ktory musi zyc w swiecie "stadnym". Izolowanie sie od ludzi to zly objaw… . Przeciez nie uciekniesz od wszystkich.

        Radomianka
        Uczestnik
          Liczba postów: 25

          To prawda, nie chowaj się przed ludźmi. Ja tak kiedyś też zrobiłam. Zamknęłam się w domu na tydzień i nigdzie nie wychodziłam. Chciałam uciec od problemów i ludzi. Tylko ja, łóżko i tv. Popadłam w taką niską samoocenę,że gdy w końcu musiałam wyjść po zakupy do osiedlowego sklepu to był to dla mnie olbrzymi problem. Miałam wrażenie,że każdy na mnie patrzy jak na dziwoląga. Gdy w końcu zrozumiałam,że to są tylko moje głupie myśli na swój temat, szybko wybiłam sobie z głowy takie zamykanie się w domu i zaczęłam wychodzić do ludzi.To było 9 lat temu,ale do dnia dzisiejszego pozostało mi to,że nie lubię wychodzić sama, nawet gdy idę na zakupy ,czy załatwić coś innego lubię mieć przy sobie drugą osobę. Ale jeśli muszę wyjść sama nie jest to problemem.

          desideri
          Uczestnik
            Liczba postów: 7

            Moim skromnym zdaniem uważam, że każda przesada jest zła. Ciągłe przebywanie z ludźmi, otaczanie się nimi w każdej możliwej chwili. Byle by tylko nie być samemu. Może przez to chciałaś zagłuszyć jakieś myśli lub potrzeby, które się w Tobie pojawiały (tak tylko strzelam, u mnie w moich nadzwyczaj towarzyskich momentach właśnie tak było).
            Z kolei totalna alienacja też nie wpływa dobrze na psychikę. W Tobie pojawia się lęk. Czy właściwie jest podszyty, czego się boisz? Ludzi, ich ocen, zachowania?
            Należy chyba znaleźć owy mityczny złoty środek. Tak abyś nie odczuwała lęku przed światem zewnętrznym, ale także byś nauczyła się przebywać w samotności i czerpać z tego radość i siłę.
            Tak skleiłam naprędce kilka zdań, podpartych moimi osobistymi doświadczeniami w tej kwestii. 🙂

            lanserek
            Uczestnik
              Liczba postów: 103

              A czy przypadkiem Ci ludzie, którymi się otaczałaś i bez których nie mogłaś wytrzymać, nie zranili Cię i teraz uciekasz ze skrajności w skrajność?

              ddanka
              Uczestnik
                Liczba postów: 31

                Całkowicie zgadzam się z Tobą Desideri 🙂 Ja już przeszłam przez stan, w którym potrzebowałam jak największej ilości ludzi w swoim otoczeniu, żeby tylko się nie załamać. Doprowadziło to do tego, że nie umiałam spędzać czasu sama ze sobą. Każdy dzień, który rysował się bez odwiedzin – kogokolwiek – nie ważne kogo i gdzie, wprawiał mnie w kiepskie samopoczucie. Delikatnie ujmując. Miałam wrażenie, że skoro dzisiaj jestem sama i nikt nie poświęca mi swojej uwagi, to jestem nic nie warta. Z kolei stan osamotnienia, blokady na kontakty skończył się – sama nie wiem czym. Spałam do południa. Wstawałam jak miałam pewność, że nikt mi nie będzie przeszkadzał (współlokatorzy zajęli się sobą, swoją pracą, poszli na zajęcia). Sama nie mogłam wyjść do świata i zająć się czymkolwiek. Dopadł mnie ból. Nie taki psychiczny. Ten już był ze mną na co dzień. Nie mogłam się dosłownie ruszyć z łóżka. Plecy przy każdym najmniejszym ruchu krzyczały. Zastanawiałam się, kto operuje moją laleczką voodoo 😀 dosłownie 😀 pół żartem, pół serio 😀 doszłam do wniosku, że to ja sama. Wstałam, podniosłam się i poszłam do pracy. Byłam skłonna robić cokolwiek, nawet za darmo, byle mieć tylko powód do tego, żeby wyjść z domu. Wyszłam. Lekko nie było. Zajęło mi to trochę czasu, ale teraz hmmmmmmmmmmm, chyba w końcu mogę powiedzieć, że czuję się dobrze w towarzystwie innych osób, potrafię też postawić granice znajomości. Wracam do domu wtedy kiedy mam na to ochotę, a nie wtedy, kiedy już wszyscy się „rozchodzą”. Spotykam się tylko z tymi, na których mi zależy. Staram się na siłę nie zaśmiecać swojego życia. I najważniejsze – siedzę sama w domu, czasem nawet dłużej niż jeden, czy dwa dni, i cieszę się z tego, że mogę w końcu spędzić czas sama ze sobą 🙂 że mogę wyjść sama na zakupy. Nie szukam na siłę osoby, która mi odradzi, w czym mi jest dobrze 🙂 podejmuję decyzję o tym, co będę robić. Cieszę się ze swojego towarzystwa. Siedzę, uczę się sama spędzać czas i nie postrzegam tego jako alienacji 🙂 odosobnienia. Uważam, że czas spędzony z przyjaciółmi, czy znajomymi jest równie ważny jak ten, który spędzam sama ze sobą. Może nawet ważniejszy. 🙂 Jestem przecież „jedyną osobą, która mnie nigdy w życiu nie opuści” 🙂 Muszę dbać o tą swoją najbardziej wartościową znajomość 🙂 Przede wszystkim poznać ten kawałek siebie i umieć odpowiedzieć na swoje potrzeby 🙂 Chcę nauczyć się i poznać siebie… Bez tego nie stworzę żadnej sensownej relacji z otoczeniem. Znowu wpadnę w jakieś skrajności. Będę szukać potwierdzenia swojej wartości poprzez kontakty z innymi i pod ich ocenę dyktować zachowania. O tak. Mniej więcej 🙂

                justyś
                Uczestnik
                  Liczba postów: 187

                  Dzięki wielkie za Wasze odpowiedzi :).
                  No i moja izolacja skończyła się depresją. Mieliście rację.
                  Uciekam właściwie przed swoimi wymaganiami wobec innych. I uciekam przed świadomością, że nie mam ani jednego przyjaciela. Nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć.
                  Mam dwa darmowe bilety do kina, a nikt nawet nie chce ze mną iść… Do czego to już doszło…
                  Nigdy nie miałam przyjaciół na dłużej i zawsze marzyłam o tym, żeby ludzi już nie potrzebować. I chyba dopiero wtedy, gdy ich nie potrzebujemy, przychodzą… I w takim razie trzeba się zmierzyć z przykrą i tragiczną prawdą – człowiek jest zupełnie sam. Ludzie przychodzą tylko na chwilę, resztę czasu jesteśmy sami. Myślę, że gdy zaakceptuję ten fakt, dopiero wtedy będę szczęśliwa. Trzeba porzucić marzenia o ludziach, na których można zawsze liczyć, bo liczyć na nich można czasem, a właściwie rzadko. Poza tym inni pewnie wyczuwają napięcie, jakie jest we mnie, wynikające z nadmiernego pragnienia bliskości i głębokiego osamotnienia. Nikt nie chce takich nieszczęśliwych ludzi. Chyba że nadopiekuńczy DDA i DDD ;). Ale wtedy źle się to kończy. Zazdroszczę tym, którzy pomimo tego napięcia, mają wokół siebie osoby, które są z nimi bez względu na wszystko. Szkoda, że najwięcej takich przypadków jest w literaturze… Najczęściej jest tak, że gdy jest się nieszczęśliwym, nikt nie pomoże. Więc pozostaje zgoda na samotność.

                  Edytowany przez: justyś, w: 2010/08/23 16:31

                  desideri
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 7

                    Oj Justyś… Nie będę Ci pisała, że na pewno obok Ciebie znajduje się jakaś osoba, która jednak jest Ci bliska. Jest gotowa poświęcić swój czas i energię specjalnie dla Ciebie. Nie, nie będę tak pisała, bo w końcu Ty masz o tym lepsze pojęcie:) Tylko naprawdę mi Cię szkoda, że pomimo tego, że potrzebujesz bliskości nie możesz jej doświadczyć.
                    Ja miałam to szczęście, że na swojej drodze spotkałam kilka osób, które były i są dla mnie wsparciem. I wcale nie są to nadopiekuńcze DD. Pochodzą z normalnych domów, dorastali w normalnych warunkach, nie postrzegają świata przez taki pryzmat pesymizmu jak ja. Ale jednak są przy mnie i mnie wspierają.
                    Ty, Justyś, może jeszcze na takich nie trafiłaś? Może szukałaś nie tam gdzie trzeba? Tak czy inaczej trzymam kciuki, by i dla Ciebie znalazł się ktoś z kim możesz na żywo porozmawiać. Bo, że możesz z nami na forum to przecież wiesz;)

                  Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
                  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.