Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Jak dbać o siebie?
-
AutorWpisy
-
Czytam różne tematy i posty i jakbym czytała o sobie. Dziwnie się z tym czuję.
Zawsze myślałam, że tylko ja mam jakieś dziwne "halo" 🙁Co do zakupów i jedzenia to mam identycznie.
Dla partnerki kupię i ugotuję wszystko. A jak jestem sama to napcham się choćby suchym chlebem, bo nic mi nie smakuje w samotności. Zaden film mi się nie podoba.
A z partnerką lub kimś bliskim najnudniejszy film może się wydać interesujący 🙂Ja mam obecnie słabiutką sytuację materialną, ale kiedy było lepiej to zakupy robiłam ciągle dla kogoś. A swoje na końcu. "Nie trzeba, jakoś jeszcze przechodzę w tym starych spodniach".
Wydawało mi się, że jak kupię coś dla siebie to potem nie będziemy miały na jakieś ważniejsze rzeczy.
Karolyna czy możemy pogadać na gg??
Bo chyba widzę między nami kilka podobieństw…
Myśleć o sobie, dla nas DDA to mega wyzwanie. Wkrótce jadę na parę dni za granicą. Czyli będzie okazja do zrobienia zakupów. Od tygodnia zastanawiałam się co przywiozę dla innych z tego wyjazdu. Aż te intensywne myślenie, doprowadziło mnie do wniosku, a dlaczego nie pomyśle o sobie? Dlaczego chce innych obdarowywać a o sobie zapominam?
Włączyła się lampka, ja chce żeby inni mnie lubili. A przede wszystkim akceptowali.
Czy można dbać o innych nie zaniedbując siebie? Dla mnie to jest za trudne. Musze najpierw nauczyć się dbać o siebie. Nadal jest mi ciężko się przełamać żeby iść samej do kina. A nad kupnem pomadki pomyślę 😉Czytając wasze wypowiedzi zdałam sobie sprawę, że dla mnie ważniejsze są potrzeby mojej rodziny niż moje. Zawsze na zakupach myślę co oni by zjedli , bo to na co ja mam ochotę zawsze może poczekać. Jak mam wydać parę złotych na siebie,to czuję się jakbym marnowała tą kasę, bo przecież ja mogę się obyć bez jakiegoś nowego ciucha czy kosmetyków.
kasiula1
moje gg 2206197
Przedstaw sie,zebym wiedziała z kim mam do czynienia 😉Ja zacząłem od tego, że kiedy odeszła żona postawiłem sobie 1 cel: Idę do fryzjera… Smieszne? Wiem. Przez całe życie chodziłem do fryzjera bo musiałem, bo święta, bo żona mówiła, że powinienem itd. Poszedłem z duszą na ramieniu – przeciez nie powinienem tego robić bo jeszcze nie muszę, bo kasa potrzebna, bo… bo…. bo….
Setka powodów żeby tylko nie pójść. Poszedłem i zdziwiłem się – kurna to jest przyjemne 😉
Potem krok po kroku dodawałem sobie małe głupotki – a to kino, a to jakaś książka…. Teraz inwestuję w siebie. Uczę sie programować, potrafię kupić SOBIE spodnie za 200 zł, buty za drugie tyle i nie mam wyrzutów sumienia…. Kiedyś liczyło sie wszystko tylko nie ja…. Rodzina, żona, dziecko, znajomy – każdy miał swoje potrzeby… Każdy tylko nie JA.
Rada: Postawcie sobie 1 cel i dążcie do niego. Wpierw coś malutkiego, potem stopniowo dodawajcie coś do tego. Fryzjer, kino, tabliczka czekolady – wiem jak idiotycznie to brzmi ale mnie sprawiało kłopot to, żeby DLA SIEBIE kupić tabliczkę czekolady 😉
Powodzenia
JacekPrzerabiam właśnie ten temat na terapii indywidualnej. Nie dalej niż w poniedziałek dyskutowałam ze swoim psychologiem o tym, dlaczego nie warto chodzić do kina samej. Rozmowa ta wiele mi dała. Okazało się bowiem, że jak mam być szczęśliwa, skoro "w imię swojej samotności" nie organizuję sobie wyjazdów na wakacje, nie chodzę do kina itd. Moje kiepskie samopoczucie czasem wynikało właśnie z tego, że nie potrafiłam sobie zorganizować jakiejś ciekawej formy wypoczynku…ponieważ nie warto było inwestować w swój relaks (oczywiście w parze bym inwestowała). Wiele książek bym sobie z chęcią kupiła. Oczywiście na cele naukowe – nie ma problemu, jednak książki nie-naukowej nie kupiła żadnej. Inna prozaiczna sprawa – płyn do płukania tkanin – po co kupować? Przecież obejdę się bez.
W życiu w latach dziecięcych doskonaliło się w "sztuce przetrwania". Ze zdziwieniem czasem spostrzegam, jak wiele naleciałości jeszcze pozostało. Na szczęście nie jest ich nieograniczona ilość…
Cel nr 1 – pójść samej do kina:-)
Pozdrawiam serdecznieLuckra – polecam: Kac Vegas i Zombieland 😉
Pierwsza komedia. Druga komedia – horror z naciskiem na komedia 😉
Trzymam kciuki….
JacekKac Vegas widziałam i na prawdę się naśmiałam:-) A o tym drugim muszę pomyśleć. Bardzo dziękuję.
Rano, po zamieszczeniu powyższej odpowiedzi pojechałam na zakupy:-) Zrobiłam nieplanowane zakupy: kupiłam cudną, stojącą lampę, komplet pościeli, na który od jakiegoś czasu "chorowałam" oraz naczynie żaroodporne. Sukces upartuję w zakupie tego ostatniego, bo gotować nie potrafię. Wcześniej, wychodziłam z założenia, że na studiach szkoda marnować czas na kuchnię i że znajdę sobie faceta, który będzie dobrze gotował. W ramach terapii dziś zrobiłam moją pierwszą "zapiekankę" na cieście francuskim (można kupić gotowe w sklepie). Nawet nawet nieźle wyszła…Co prawda tyle farszu dałam na wierzch, że cisto nie miało szans urosnąć…ha ha…ale całkiem dobre danie jak na pierwszy raz!
Kto wie, może gotowanie wcale nie jest takie złe.
PozdrawiamNooooo. Jestem z Ciebie dumny 😉
Czekam na zaproszenie na coś dobrego, zrobionego w tym żaroodpornym naczyniu – jeśli tylko jesteś z Wawy lub okolic 😉
Jakie to uczucie, kiedy robisz coś dla siebie?
Jacek -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.