Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › jak mieć kontakt z własnymi emocjami?
-
AutorWpisy
-
Sawano 2 lata to wcale nie długi okres.Myślę, że nie ma sensu dołowac się długością terapii.Sama zapędzałam się w pułapke myślenia-że już 3 lata się terapeutyzuje i że dawno powinno już być ze mną dobrze.To kwestia indywidualna i lepiej nie porównywać się z innymi.Choć mamy zbliżone historie to u każdego z nas dochodzenie do emocji trwa inną długość czasu.Ja ciągle wmawiam sobie że mam 30 lat i dalej nie mam pojęcia co zrobić ze swoim życiem, czego chcę od siebie i co mogłabym robić.Wciąż nie umiem odpowiedzieć na pytanie w czym jestem dobra?Jaki zawód wykonywać. Jestem na etapie pustki i czasem czuję się wyprana z wszystkich emocji, nie ma nic….nie ma mnie.Próbowałam zagłuszyć ten stan wysiłkiem fizycznym, nagminnym czytaniem, tylko żeby udać że coś robię, nie lubię tego stanu.Mam ogromny problem,żeby zostać z pustką, z nicością…Pomyślałam sobie na "głowę"co mogę dla siebie zrobić w tym momencie.Powinnam dać sobie miłość, opieke a do tej części siebie nie mogę dotrzeć.Rozumowo wiem, ale emocjonalnie nie jestem wstanie wzbudzić w sobie miłości, kochania mnie wtym momencie taką jaką jestem.Usuwam krytyka na bok całymi siłami:ten ciągły krzyk,że jestem bezużyteczna i te cholerne POWINNAM COS ROBIC.Niech szlak trafi powinnam.Tkwie w pustce cierpliwie czekając co się z tego "urodzi"
Nic złego się z Tobą nie dzieje życzę cierpliwości, spokojutak to napewno trzeba przewyć. I gdzie to w srodku pewnie wyje, ale trzyma sie mocno.
maleńka, mysle, ze mniej wiecej sie dzieje ze mna to samo jak to napisalas. Ja w sumie wpierw bylam 2 lata na terapii dda – po tym bylam pelna emocji, usamodzielnilam sie i w sumie po malu, z akceptacją … szlam dalej i teraz z perspektywy czasu twierdze, ze calkiem niezle mi szlo. Potem przyszedl kryzys (ok 1,5 roku po terapii – wiem,ze malo, ale niech bedzie, bylo) – poszlam na druga, tak jak mowila- byla dla mnie seksualnosc wazna. Na indywidualnej poszlam z koppyta, ze tak wyraze. potem przejscie na grupe (i tu kolejne 2 lata) – lłaczna terapia ok 5 lat :ohmy: na grupie (inaczej niz poprzednio) , czulam sie alienem i zaczelam wypierac swoje potrzeby, emocje, jakis sajgon byl, tak mega poczucie winy mna targało, ze szok! potraktowalam to na przetrwanie. rzygalam juz tym. w koncu pod koniec zaczelam sie otiwerac, pojawil sie znow mi znany lęk przed zdemaskowaniem. powoli zaczelam cos czuc. i tu bach koniec. wiem, ze czulam zlosc, zal, smutek, ale to bylo tyak pryzkryte, ze jedyne co bylo mi znane to tlumienie, stad znow objawy nerwicowe i mam szczerre obawy, ze deprecha mi wroci. jest ta pustka. libido spadlo, mezczyzni mnie ie interesują. Zycie też tak srednio. cialo mimo wszystko czasem reaguje typu – glowa boli, jakas łza, ale tak…Co ztego, ze na "głowe" wiem o co kaman. przeszkadza mi ta głowa. :(. cierpliwosc napewno wskazana, ale jakos nie "kumam tej akceptacji". Ale mimo wszystko jakos mi blisko do tego co napisalas. tak samo Groaorg. Cyasem mi jakos tak dyiwnie, jak chcialam pogadac ye ynajomzmi +chcialam posyukac u nich pomocz + wzgadac si, a nie bylo nikogo. y jednej strony rozumiem, ale …
PS. tez mam 30 dychy na karku.Może to chwilowe z tą pustką i minie.Ja czuję się znacznie lepiej po wczorajszej terapii.Sawanno pisałaś też ,że jak wychodzą z Ciebie emocje to masz wrażenie że zemdlekjesz.Ja mam zawroty głowy jak są zbyt silne. A co do akceptacji też mam z tym problem, bo chciałabym aby już wyjść na prostą a niewiadomo jak dłuuuugo u mnie to będzie jeszcze trwało. Ja już się nie zwierzam znajomym, bo widzę że nie rozumieją co się ze mną dzieje.I to pogłebia później moje przekonanie że jestem zupełnie inna niż wszyscy.
a ze mnie jak wychodzą emocje to chce mi się histerycznie płakać, boję się ich.
chodzę na siłownię, poprawia mi to nastrój nie mówiąc o innych dodatnich stronach tylko mam wrażenie, że przez to oddalam sie od swoich emocji. wysiłek fizyczny powoduje, że nie mam siły by przygladać się sobie, zamiast paniki pojawia sie radość. mam wrażenie, że sport stał się środkiem hamującym moje dotarcie do emocji. i tak się zastanawiam czy może na razie nie ćwiczyć tylko lepiej poddać sie emocjom, które są we mnie i powoli się wyłaniają czy też ćwiczyć i je hamować?
a może można połączyc jedno z drugim?No ja wlasnie nie moge płakać. kiedyś płakałam jak yło mi smutno, czy czułam złosc. czasem mam ochotę się wyryczeć a nie moge. taki stan miałam grubo rpzed terapią. 🙁 i teraz jest znowu. Jestem wq..ona, ze moja ter., też dała "ciała" – zawiodłam sie na niej i to srodze.
A co do sportu, to jest jakiś sposób na odreagowanie. tak mysle, jak sie pojawia radość, to izłość uszla. ja tez czasem lubie sie tak zmeczyć, az pasc, ze nic nie czuje poza swobodą, mega rozluźnieniem i dopiero wtedy czuje sie wewnetrznie czysta! teraz mam mega problem jednak by zrobic cokolwiek. blokada na maksa. Kiedys wywiazywalam sie z obowiazków, teraz nie. zreszta widze jak je pietrze (a to juz mialam pod kontrolą) tzn. brałam na siebie tyle ile mogłam.wydaje mi się, że ta blokada przejdzie sama z siebie, w naturalny sposób. może spróbuj medytacji 10 min rano i wieczorem. ja staram się codziennie medytować według tego wzoru
http://www.wccm.pl/index.php?id=300medytowanie według tych zasad pomaga mi zebrać myśli, skupić się na sobie.
a co do emocji ja chyba brnę coraz dalej na początku był płacz a teraz moje łkania przekształcają się w drwiący, szyderczy śmiech. ciekawe do czego mnie to doprowadzi
tak, minie ale nie wiadomo kiedy.
dwa lata temu wpadłam w pustkę, o której piszecie. teraz wiem dlaczego. działo się wówczas wiele złego, za wiele i aby nie zwariować mózg odciął tą część – emocji. jakoś tak mi to psychiatra tłumaczył. dość logiczne. pamiętam również, jak nieznośne było tkwienie w tym stanie. pewnego dnia po prostu minęło i dla odmiany – miałam nawał emocji, z którymi też sobie nie umiałam radzić… jak nie urok to….ze mnie chyba wychodzi, to co mnie tłumiło bynajmniej tak tłumaczy to mój terapeuta np, szloch bez łez, gesty jak u paralityka, niekontrolowane zgięcia rąk, odgłosy zakrztuszenia w gardle, jak by coś w środku było a nie może się wydostać na zewnątrz, momentami mam tak jak bym miała zwymiotować, momentami narzuca mi się skojarzenie wyganiania złych duchów z ciał opętanych. lanserek też tak miałeś? czy wogle ktoś miał podobnie bo już zaczyna mnie to niepokoić i zaczynam się podejrzewać o jakąś chorobę
pozwole sie wtracic, bo mam to samo: odgłosy zakrztuszenia w gardle, jak by coś w środku było a nie może się wydostać na zewnątrz, momentami mam tak jak bym miała zwymiotować-u mnie jest to takie niekonczace sie chrakanie. tlumaczylam to sobie paleniem papierosow, ale od miesiaca nie pale, a chrakam bez przerwy. odruchy wymiotne to tez normalka. kiedys myslalam, ze mam anorekcje, czy cos, ale wlasciwie to mam tylko odruch, ale niczym nie wymiotuje. cos mi podchodzi pod gardlo, ale nie chce wyjsc, ale nie ma to nic wspolnego z jedzeniem, bo jem regularnie posilki i w stalych ilosciach. kiedys bylam przerazona, ze mam hipochondrie, bo wmawiam sobie choroby, ale na prawde to wszystko jest i czuje i dopiero teraz sobie uswiadomilam, ze to wlasnie te wszystkie tlumione emocje, niewypowiedziane slowa itd. te wszystkie meczace tiki, natrectwa. i to jakos tak wychodzi poprzez zawroty glowy, odruchy wymiotne-no mozna by komus przywalic jak zlosc i gniew wychodza. ja mam tendencje wyrzywania sie na innych-moim chlopaku-a przeciez to wszystko nie jego wina. ja nie rozumiem wlasnie jak to sie daje ujsc tym emocjom stlumionym. jak dac dziecku poczuc sie dzieckiem, jak przezyc utracone dziecinstwo. no rzadzi mna dziecko, ale jak dorosnac? jak mnie nachodza mysli, przypominam sobie te przykre sytuacje i co potem? jak wy to robicie? prosze o konkrety. no czujesz ta zlosc, przypominasz sobie wszystko-placzesz, ale co to daje? ja juz tyle sie naplakalam-ostatnio to wpadlam w panike i wylam caly dzien-no wylam doslownie. moj koles nie mogl zniesc, wiec pojechalam na taka moja gorke, bo moglam byc tam sama, by nikomu nie przeszkadzac i tam wylam kilka godzin, az noc zapadla i do tych gwiazd wylam. na nastepny dzien bylo lepiej i smialam sie. ja czuje sie jak swirka. nie umiem zapanowac nad soba.m kiedys rzucalam przedmiotami o sciane-no musialam, ale no tak nie mozna zyc
prosze o przyklady. nie piszcie mi prosze jezykiem psychologicznym, tylko tak na chlopski rozum, np. ze zloscia radze sobie tak, ze… nie mam mozliwosci chodzic na terapie, wiec nie przejde zadan z asertywnosci. dlatego o to prosze. ja nie radze sobie. dla mnie nie okazyuwanie zlosci, to tlumienie. no moze zlosc okazuje w agresywny sposob i to w tym problem. ale jakie sa lagodne sposoby okazywania zlosci, cierpienia, bezsilnosci-jak dac ujscie tym emocjom.
z gory dzieki za odpowiedz -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.