Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › jak nalezy sie rozstawac
-
AutorWpisy
-
Milosc jest w znacznej mierze wolnoscia. ale jak nauczyc sie kochac? to nie takie proste, dlaczego odczuwamy zal po stracie?
nasze zycie powinno byc procesem zmian. kazdy z nas kto w tej chwili jestsmutny czy w depresji moze sobie powiedziec : kiedys bylem/bylam najbardziej fachowym plemnikiem – wygralem/am konkurencje – JESTEM 🙂 – z plemnika rodzi sie plod, z plodu rodzi sie dziecko, ale kazda z tych form musi "umrzec". zeby byc doroslym, to trzeba skonczyc z dziecinstwem. by pojsc do szkoly sredniej, to trzeba ukonczyc podstawowke. co to oznacza? ze proces zycia, proces zmian, to jest proces narodzin i smierci, ciagles transformacji. JEZELI KTOS AKCEPTUJE PROCES ZMIAN, PROCES ZYCIA TO TYM SAMYM AKCEPTUJE SMIERC. przeciez to naturalne.Bo jezeli nie potrafie pogodzic sie z dzieicnstwem, to co? to moge zyc i 120 lat, a byc infantylny jak male dzieciatko. dlatego ze nie potrafie sie odpepowic. rozstac z rodzicami. nie potrafie dokonac transformacji. Cyli proces zmian, proces zycia to proces rozstawania sie.
smutek jaki pozostawje jest naturalny dla ludzi. to jest ludzkie. smutek dowodzi ze do czegos jestem przywiazny/a.
Mamy trudnosci w podejmowaniu decyzji, a dokonac wyboru to znaczy umiec zrezygnowac. umiejetne korzystanie z przyjemnosci tez jest zyciowa madroscia. czeste powtarzania przyjemnosci staje sie nieprzyjemne. najlepsza szynka, jezeli podawana nam jest na sniadanie, obiad, kolacje, to po tygodniu by nam zbrzydla. nalezy nauczyc sie rezygnowac. jezeli chce zalozyc rodzine, to naturalne ze musze rozstac sie z mamusia, tatusiem. to moze byc bolesne dla dziecka i matki. no chyba ze znajdziemy sobie druga "mamusie", "tatusia". kobiety ktore nie potrafia sie odpepowic wychodza za "tatusia", a nie ktore szukaja "dzidziusia". skad te trudnosci w doborze partnera? wazne jest przy wyborach umiejetnosc przezywania zalu po stracie. zeby umiec sie rozstawac, trzeba miec zgode, ze cierpienie jest naturalna czescia rozwoju, zycia.
To nie jest przyjemne, ale zeby sie rozwijac, trzeba umiec cierpiec.jezeli chce wejsc pod gore, musze sie nauczyc znosic zakwasy, lek, pot, trud. ale na szczycie jest pieknie! a jak nie umiem cierpiec, to siedze na kanapie i patrze jak w TV inni zdobywaja Himalaje.
A pod koniec zycia ludzie zaluja ze za malo ryzykowali, ze nie maja osiagniec, ze nie weszli na taka gore…jesli nie zaryzykujesz to nie masz szans sprawdzic, a zyjesz projekcja lub lekiem..czy jestes wtedy wolny? to ty decydujesz, czy twoj lęk decyduje o twoich wyborach? kazdych!!
Terapeuta powie "Ja ci moge powiedziec, jak sie wchodzi na szczyt gory, moge byc twoim przewodnikiem, ale nie zaniose cie tam na swoim grzbiecie, nie jestem wspoluzalezniony"Co do zalu po stracie… jesli ktos umrze, odejdzie, nie przechodze nad tym do porzadku dziennego. musze napierw przezyc ten zal, smutek, az pojawi sie "pustka" na pogodzenie. powstaje miejsce na nowe uczucia. Zeby tak bylo, trzeba najpierw przezyc ten żal po stracie.
Mistycy mowia ze kazda strata jest nieuswiadomiona korzyscia.
zegnamy sie z dziecinstwem, zegnamy sie z osoba ktora od nas odeszla, lub umarla…
W samym momencie straty jest bol, ale jak juz pojawia sie ta pustka, to caly wszechswiat duchowy chce te pustke zapełnic!!! ale najpierw musi byc ta pustka, bo w przeciwnym razie nie ma miejsca na nowe uczucia. a jezeli ktos ma koncepcje "klin klinem" to w ogole nie ma szans na zrobienie wolnego miejsca na nowe uczucia. i to jest BLAD. Gdy musimy sie rozstawac, to najpierw pozegnajmy sie z toksycznymi przekonaniami. Klasyczna postawa, kiedy przezywamy zal po stracie to czas wolny, biernosc i nie robienie niczego.
Kto ogladal film "Ksiąze przypływów"? tam byl przyklad na to, ze jak rany po stracie nie oczyszczono, to przez 30 lat cala rodzina byla chora, nie umiala sie wyzwolic z toksycznych uczuc.Trauma, rana nieumyta jest schowana gdzies gleboko i ciąży na zachowaniach.
trzeba sobie pomoc.Jak sie oczysci rane, ona sie zagoi!!!!!!!!!!!
Toksyczne przekonania to takie , ktore stawiaja na biernosc. "Nie placz", "zdechl ci kotek? Nie martw sie kupie ci zołwika"….tak szybko bysmy chcieli sie pozbyc bólu………
Nie da sie tak – matka ci umiera "Nie martw sie , kupie ci druga mame"!!!???wybaczcie ze takie dlugi rozważanie, mnie pomoglo..wiec sie dziele 🙂 :unsure:
ktos podsumowal "aby wejsc w nowe, usun stare"
usun – w znaczeniu pozbyc sie, pozegnaj, przecierp,"Cierpienie pogłębia naczynie, w którym może się potem pomieścić radość".
Zdecydowanie nie klin klinem, to prawda. No i w ogóle podpisuję się pod Twoimi rozważaniami, Margo. Tylko to identyfikowanie się z plemnikiem to chyba nie dla mnie :laugh:
Ale prawdą jest, że w rozwoju płodowym tak wiele może się nie udać, tyle jest nieuświadomionych poronień na bardzo wczesnym etapie rozwoju, tak jest to wszystko złożone i skomplikowane, że JEST cudem, że tu jesteśmy. Tak miało być i już 🙂 My JESTESMY zaplanowanym i zrealizowanym cudem, który ma za zadanie rozwój i poszukiwanie. I nasi rodzice nic do tego nie mają… No, w każdym razie nie aż tak wiele :laugh:i pomyslec…. jestemy tu i teraz – bo stal sie cud..cud narodzin…
i jak tu nie wierzyc w cuda 😉 -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.