Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Jak sobie z tym radzić…?

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarMisqa123
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Cześć, jestem Dominika i jestem tu nowa…nie wiem, czy dobrze trafiłam, długo zastanawiałam się, czy założyć ten wątek, ponieważ nie do końca jestem pewna, czy mam syndrom DDA.
    Piszę do Was, by zwyczajnie się wyżalić, być może prosić Was jakąś o radę…
    Nie bardzo wiem od czego zacząć, ale może zacznę od tego, że już za czasów, gdy byłam małą dziewczynką, pamiętam jak mój tata dość często wracał z pracy pijany, ja jako małe dziecko nie zdając sobie sprawy z sytuacji w takich momentach po prostu się go bałam. Dziś mam prawie 21 lat, sytuacja z moim ojcem nie uległa zmianie, praktycznie codziennie wypija po 2 piwa, czasem więcej, wybiera najczęściej te najmocniejsze, sięga też po mocniejsze używki i wypija po kryjomu, zdarza mu się upijać… dochodzi potem do awantur, najczęściej pomiędzy nim a moją mamą, ja i mój starszy brat również w takich chwilach wiele razy nasłuchaliśmy się przykrych słów pod swoim adresem.
    Był etap, że nie pił parę miesięcy, aż do momentu, gdy nie nadarzyła się jakaś okazja… i potem nagle wszystko wracało do pierwotnego stanu. Mój ojciec w gruncie rzeczy nie jest złym człowiekiem, ale gdy wypije staje się nie do poznania i wstyd się przyznać, ale w takich momentach po prostu czuję do niego okropny wstręt i nienawiść, za te wszystkie sytuacje, kiedy musieliśmy się za niego wstydzić, bo sąsiedzi śmiali się z niego, że leży gdzieś pijany, za to że nigdy nie potrafi przyznać się do błędu, przeprosić za to co zrobił…
    Moja mama zawsze usprawiedliwia ojca, gdy mówię, że jak dla mnie on ma problem z alkoholem, ona uparcie twierdzi, że nie i żebym nie przesadzała. Ja z biegiem lat jakoś coraz gorzej sobie z tym radzę, mój brat wyjechał za granicę i zostałyśmy same z mamą…próbuję się tym wszystkim nie przejmować, ale gdy czasem widzę, mojego ojca w takim stanie zwyczajnie tracę nerwy. Czuję ścisk w żołądku, strach, złość, mam ochotę zwyczajnie uciec. Wydaję mi się, że to wszystko przekłada się na moją samoocenę, nie radzę sobie z krytyką, czuję, wtedy że jestem nic nie warta, do niczego się nie nadaję. Nigdy nie potrafiłam się zaakceptować, stąd też przebyte w przeszłości kompulsywne objadanie i anoreksja. Jestem typem samotnika, izoluje się od ludzi, choć w gruncie rzeczy potrzebuję kogoś z kim mogłabym spędzać czas. Jestem totalnie zagubiona i nie wiem jak sobie z tym radzić…

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Witam Cię!

    Też jestem DDA i chodzę od ponad roku na terapię i muszę Ci powiedzieć, że jesteś typowym DDA i dodatkowo DDD. Ale to nie tragedia. Powinnaś udać się na terapię, są takie finansowane przez NFZ. Zobaczysz odżyjesz. A Twoja matka jest osobą współuzależnioną, też powinna iść na terapię już nie mówiąc, że Twój ojciec powinien się leczyć. Współczuję Ci bardzo, bo ja sama też przeżyłam piekło w swoim domu. Ale wyrwałam się z niego i od tego czasu jest tylko lepiej, choć ciągnę za sobą piętno rozwalonej osobowości. Ale udało mi się stworzyć normalną swoją rodzinę i zrobię wszystko aby moje dzieci nie przeżywały tego co ja. Nie dziwne, że masz teraz problemy z samoakceptacją, czujesz wstyd i złość. Ja też tak mam. Tak mają DDA. Poszukaj terapii, najlepiej grupowej,to da Ci siłę i inne spojrzenie na siebie i swoje życie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    Oliwia

     

     

     

     

    AvatarJinx
    Uczestnik
    Liczba postów: 19

    Cześć, jestem DDA, ale właściwie dotarło to do mnie niedawno-mam już 37 lat, u mnie matka piła..właściwie to nie wiedziałem kiedy przyjdzie do domu,bo bywały tygodnie że jej nie było,a jak już przyszła to pijana,rzadko ją widziałem trzeżwą…może potem już w latach nastoletnich,kiedy babcia zmarła-tak właściwie to ona mnie wychowała chociaż już tego nie pamiętam…albo próbuję to wymazać z pamięci, ojciec nie pił,ale wogóle się mną nie zajmował-był dużo starszy od matki-15 lat, tak naprawde to się go bałem…tata zmarł 13 lat temu,ale cieszy mnie to że parę lat temu,chyba już 7-wyprowadziłem się od matki…na początku był szok dla niej-nawet był szpital, 2 lata temu miała lekki udar-ale żyje sama ,

    i nawet się niekiedy cieszę że nie muszę jej oglądać…taka prawda, jestem po terapii wstępnej indywidualnej i zostałem zakwalifikowany do grupy na którą idę w przyszłym tygodniu po raz pierwszy-cieszę się że tam idę,choć mam pewne obawy-ale jak pisała Oliwia75 mam nadzieję że odżyję…Też jestem takim odludkiem,właściwie nie lubię ludzi – byłem u psychologa,seksuologa,gdzie bądź-niby jest wszystko ok,ale to nieprawda…

    chcę się zmienić i jedyne co mogę Ci powiedzieć to zapisz się na taką terapię…ja poznałem osobę która była współuzależniona i wtedy dopiero zrozumiałem że trzeba iść na taką terapię dla DDA,terapia dla współuzależnionych jest na pewno inna-ale przez taką terapie można się zmienić…

    pozdrawiam

    AvatarMisqa123
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Dziękuję Wam za odpowiedzi.
    Szczerze mówiąc, gdy weszłam na to forum i przeczytałam niektóre wpisy, zobaczyłam z jakimi problemami niektóre osoby się zmagały, bądź nadal zmagają jeszcze bardziej zwątpiłam w to, że DDA to mogę być właśnie ja. Ponieważ mój problem na tle innych to tak naprawdę błahostka.
    Zawsze wydawało mi się, że przecież jestem z dobrej rodziny, mam dom, w którym tak naprawdę pod względem materialnym niczego mi nie brakowało, rodzice pracują, może i nam się nie przelewa, ale narzekać nie można. Jednak zawsze mi czegoś brakowało, szczególnie gdy wchodziłam w okres dojrzewania czułam, że coś jest nie tak, wtedy zaczęły się moje kłopoty z odżywianiem, chciałam być lepsza od innych, we wszystkim perfekcyjna, wymagałam od siebie więcej niż byłam w stanie zrobić. Mama zawsze bardzo mnie wspierała, ale brakowało mi czułości ze strony ojca. Tłumaczyłam sobie, że pewnie mnie kocha, ale po prostu nie jest wylewny w uczuciach, być może nie potrafi tego okazać. Wiadomo, że czasem powiedział mi coś miłego na mój temat, ale jednak najbardziej utkwiły mi w pamięci słowa krytyki, to jak porównywał mnie z innymi, przez co czułam się gorsza…i nie mogę ciągle zdusić w sobie tego żalu i wstrętu do niego, gdy widzę, że jest podpity i bardzo mnie to boli.

    kaczor54kaczor54
    Uczestnik
    Liczba postów: 135

    Misqa123 – ludzie to zwierzęta stadne. Musimy mieć kogoś obok siebie, inaczej byśmy powariowali 🙂 Nie ma w tym nic złego, że chcesz mieć bliską osobę. Potrzebujemy kogoś do kochania i potrzebujemy być kochani. Nawet najwięksi twardziele wśród mężczyzn to czują 🙂 A właściwie to dobra oznaka, bo inaczej mogłabyś być socjopatką, a to nie było nic dobrego 😀

    Z tym alkoholem jest tak, że niestety wielu ludziom przeszkadzają pewne zachowania bliskich po wypiciu. Najlepsze jest to, że nie musi to być nic wielkiego. U mojej mamy denerwuje mnie to jak zmienia się jej tembr głosu. Niby błahostka, ale irytuje – jak styropian przeciągnięty po szybie.

    Oczywiście wiadomo, że najbardziej zniesmaczają nas zachowania osób, które w jakimś stopniu wyrządziły nam krzywdę po pijaku. Ktoś staje się agresywny, awanturniczy, skory do zaczepki, impulsywny staje się arogancki i rani nas słowami i to są prawdziwe problemy osobowości osób, które wypiją.

    Mam nadzieję, że ulżyło Ci trochę, po wypisaniu tego co leży Ci na sercu. Myślę, że każdy kto doświadczył czegoś takiego od strony rodzica ma do niego żal. Warto w pewnym momencie życia się z nim zmierzyć, przetrawić wszystko, wyżyć się, wyrzucić emocje i starać się by było to jednorazowe oczyszczenie z ściskanych w środku uczuć i emocji. Ja mam nadzieję, by ten obecny okres był ostatnim, w którym musiałem zmierzyć się z wspomnieniami z dzieciństwa. Mam nadzieję, że uda mi się rozprawić z przeszłością na tyle, by już nie wracała do mnie nigdy z tak wielką siłą. Choć ja mam chyba ułatwione zadanie. Tzn. nowych sytuacji mój tata już mi nie dostarczy.

     

    Avatarjacek2002
    Uczestnik
    Liczba postów: 85

    Cześć Domi :))

    Dobrze że piszesz o problemie bo radzenie sobie samemu z syndromem nie jest dobrym pomysłem. Mam 47-lat i jestem DDA. Po zaawansowanych terapiach,analizach i przemyśleniach wiem że powinienem dbać o tego młodego człowieka który jest we mnie a który potrzebuje miłości,poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Kiedy myślę o moim nie żyjącym już ojcu to zawsze przypominają mi się słowa mojej matki, która kiedyś powiedziała..”wiesz co synu?? powinnam go tak na prawdę zostawić już przed ślubem” :)) Pewnie do dziś sama nie rozumie dlaczego tkwiła w tak toksycznym związku przez 30 lat swojego życia, żyje w przeświadczeniu że jak już go nie ma to życie toczy się dalej normalnym torem..nic podobnego..to rysa na całe życie i tak jak powiedziała moja terapeutka ” można nauczyć się z tym żyć”. Terapia jest ważna i potrzebna..ale jest też trudna..po to tylko żeby potem było trochę łatwiej..Wielkie Pzdr Jacek :))

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.