Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Jak walczyć z myślami samobójczymi?

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 23)
  • Autor
    Wpisy
  • babsy
    Uczestnik
      Liczba postów: 155

      Psychiatra, psycholog, terapia, blablabla. Biorę antydepresanty od blisko roku. Chodzę do psychiatry i na terapię DDA. Guzik mi to wszystko daje. Na terapii opowiadam różne takie o swoich myślach i samopoczuciu, a terapeutka mi odpowiada: "No tak, musi być pani z tym ciężko", albo "Na pewno było to dla pani trudne". Było, no i co z tego?? Ze było mi trudno, to ja też wiem, a terapeuta jest mi potrzebny do znalezienia sposobu na radzenie sobie z tym, co mi "wybija" dziś, a co jest związane z DDA.
      Myśli sambójcze mam kilka razy w tygodniu i czasem tylko swiadomość, że mogę sobie krzywdę zrobić przynosi mi uglę. Wyobrażam sobie, jak się tnę, jak się truję i robi mi się lepiej. Nikt i nic nie jest w stanie mi pomóc.

      babsy
      Uczestnik
        Liczba postów: 155

        PS. O myślach samobójczych wiedzą wszyscy moi bliscy. I co? Chyba się do tego przyzwyczaili, czasem myślę, że będę musiała chociaż się pociąć, żeby zyskać na wiarygodności.

        janusz96
        Uczestnik
          Liczba postów: 572

          Ojej ….babsy…Ja tu się wysilam , a Ty wszystko blablabla… No wiesz co !! 🙂 🙂 Jak wszystko wykorzystasz , to co ci jeszcze zostanie ? Egzorcyzmy ? Daj czemuś , komuś szanse …..

          Gonzo
          Uczestnik
            Liczba postów: 512

            babsy zapisała:
            „PS. O myślach samobójczych wiedzą wszyscy moi bliscy. I co? Chyba się do tego przyzwyczaili, czasem myślę, że będę musiała chociaż się pociąć, żeby zyskać na wiarygodności.”

            Czemu tak bardzo zalezy Ci na ich uwadze.
            Masz swoje zycie a oni swoje…
            Zmienić możesz tylko swoje …

            Gonzo

            babsy
            Uczestnik
              Liczba postów: 155

              Zależy mi na uwadze nie dlatego, żeby kogoś zmieniać, tylko dlatego, że potrzebuję pomocy. Sama ze sobą sobie nie radzę, mam dość swojego życia. Dlaczego u jednego człowieka wszystko musi się piep….. w każdej dziedzinie? Finansowej, rodzinnej, uczuciowej… Gdzie nie spojrzeć- beznadzieja lub spiętrzone trudności. Każdy ma swoje granice i czasem, żeby nie zwariować, potrzebna pomocna dłoń. Kiedy mam poczucie, że takiej dłoni nie ma, od razu włącza mi się pragnienie śmierci. Nie ma bowiem nic gorszego, niż taka bezbrzeżna samotność.

              Gonzo
              Uczestnik
                Liczba postów: 512

                Droga Babsy?

                Napiszę o sobie,

                Miałem w sobie bardzo duzo lęku o przyszłość.
                BAłem się ze nie znajdę pracy, że nie będę miał na życie.
                Uczyłem się sporo a lęk nie mijał.

                Może dlatego że ojciec dalej mnie terroryzował…

                Moi rodzice oboje pracują i nie ma wielkiej biedy,
                ale podział pieniedzy jest co najmniej niesprawiedliwy
                dla ojca jest na zabawki i elektronike
                dla mnie nie ma na buty…

                Policzyłem sobie (jak kiedyś pracowałem sobie w wakacje
                że jakbym żywił się sam to zjadam 350PLN, nie piję i nie palę
                – tak jest duzo taniej 🙂

                trzebaby jeszcze gdzieś mieszkać i to wystarczy żeby nie umrzeć z głodu i zimna
                tak więc jakbym do jakiejkolwiek pracy na etat poszedł to bym się sam skromnie utrzymał, chciałbym jednak mieć lepszą pracę
                więc nie mam czasu na
                pracę i się uczę i pracuję na wolontariacie i zależę od rodziców…
                ale gdyby było z rodzicami gorzej to bym się wyprowadził…
                i bym przezył nienajgorzej
                aż nabrałbym więcej wiary we własne możliwości..

                Myśle samobójcze znam, u mnie miały rozwiązać taki problem
                że skoro z mojego powodu ojciec i matka są nieszczęśliwi
                ale za dużo wstydu by im to przyniosło i utrudniłoby zycie młodszemu
                rodzeństwu…

                czasami wracają, na krótko, coraz rzadziej…

                Gonzo

                mariuszekgarnuszek
                Uczestnik
                  Liczba postów: 339

                  witam

                  Tak takowe mysli ja też miewam, nie tyle ze by pojawiała sie chęć samounicestwienia ale lek przed takimi myslami e sobie moge cos zrobić, mialem takie bardzo meczące mysli w tamtym roku straszne mysli , pzreprosilem się wiec z antydepresantami i wszystko po kilku dniach wróciło do normy,

                  natomiast mysle sobie ze gdy czesto pojawiaja sie mysli samobojcze pomiimo branai antydepresantow to raczej dany specyfik na dana osobe nic nie dziala, ja oraz kilku moich znajomych bralismy badz tesz bierzemy coaxil srodek nowej generacji drogie to ale bardzo skuteczne natomiast prucz odpowedniego specyfiku duzo mi dalo uswiadomienie sobie ze to wlasnie styl wyjaśniana ma ogromny wplyw na powstawanie depresij moje przypuszczenia zostaly zreszta naukowo potwierdzone jeszcze przed moim urodzeniem 🙂

                  Polecam książkę Martima Seligmanna Optymizmu można sie nauczyć" tytlu nie ciekawy ale ksiazka opisuje mase badan jakie przeprowadzono nad stylem wyjaśniana i jak ogromny ,ma wpływ na cale zycie.

                  pozdrawiam

                  ———————
                  myśli kształtują życie

                  mariuszekgarnuszek
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 339

                    janusz96 zapisz:
                    „Ojej ….babsy…Ja tu się wysilam , a Ty wszystko blablabla… No wiesz co !! 🙂 🙂 Jak wszystko wykorzystasz , to co ci jeszcze zostanie ? Egzorcyzmy ? Daj czemuś , komuś szanse …..”

                    wlasnie Janusz…. ale nasza kolezanka jest w depresij a depresia wiem po sobie to stan tragiczny ja zanim do nieglupiego lekarza trafilem to meczylem sie okrutnie niewiedzilem co mi moze pomuc a tak bolalo… gdzies tam w srodku… w dodatku trulem sie jakims świństwem ktore nic nie dawalo

                    wowczas mialem tak zapuszkowane myslenei ze czulem sie jak akmien nic absolutnie nic nie czulem oprucz gigantycznego leku 24 godziny na dobe, potem deprecha siem taak pzryplatala ze chialem ale nei moglem sie ruszyc z uszka pieklo na ziemi, ten co to pzreszedl to wie co to znaczy.

                    pisze wlasnie o lekach poniewasz mysle ze klezance potrzebny nowy lek takie ejst moje zdanie, ja oprucz lekow zaczolem terapie, pzrez miesiac chodzilem na prochach pzreciw lekowych po takim okresie czasu zaczol dzialac ten lek antydepresyjny ale jak zaczol dzialac to wraz z terapia dal znakomite rezultaty.

                    natomiast mailem kolege ktory pozazdroscil mi tego wspanailego stanu jak jusz z tego g..a wyszlem ale on mail mniej szczescia chac sobie polepszyc hoomor poszed do lekaza a on mu zapisal taki lek starej generacji co wpedzil go a raczej wywolal depresie

                    pozdrawiam
                    ————————–
                    myśli kształtują życie

                    Gonzo
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 512

                      Odnośnie leków – tutaj podam minikompedium.

                      Myślę że
                      Co do leków przeciwdepresyjnych, nowych i starych

                      nowe typu SSRI (fluoksetyna, sertralina) są dobre i mają mało skutków ubocznych

                      starsze, trójpierścieniowe (TLPD) są silniejsze i mają więcej skutków ubocznych

                      są pojedyncze leki innych grup ale różnic nie ma wielkichg

                      sens działania chemicznego czyli "mechanizm" jest podobny a u człowieka obja wia się tym że więkrzają "napęd życiowy" i zmniejszają lęk.

                      w stanach lękowych i bezsenności przepisywane bywają benzodiazepiny BDZ (np relanium, xanax, afobam) ale te leki tłumią emocje zamiast motywować do zmian, czyli nie "popychają do przodu", czasami leki te są potrzebne ale codzienne stosowanie dłuższe niż 2 tygodnie może prowadzić do uzależnienia.

                      Nie chcę tutaj oszukiwać że wszyscy lekarze przepisują w 100% trafione tabletki, zresztą nie ma "tabletki na urazy z dzieciństwa, wspomnienia przemocy domowej i złe funkcjonowanie społeczne".

                      Trafność przepisanej tabletki to w znacznej mierze zależy od tego jak się układa
                      współpraca lekarz pacjent, na początku mogą być trudności,

                      przy pierwszym spotkaniu nie byłem w stanie wypowiedzieć
                      wszystkiego co mi się w głowie kłębiło, może zrobię to na najbliższej wizycie ,
                      6 miesięcy od pierwszego spotkania….

                      Chciałem napisać "od pierwszej recepty..

                      Ale to właśnie ludzie , psychologowie i psychiatrzy, a także ci "zwykli"
                      leczą, tabletki to nieco ułatwiają i dają "złudną, szybką ulgę" Ale same nie dają zbyt wiele.

                      Czyli zostaje terapia … 🙂
                      Poczucie bezpieczeństwa, towarzystwo życzliwych ludzi którzy chcą swoje zycie uczynić lepszym… To jest najfajniejsze dla mnie.

                      Gdzieś wyczytałem że depresja powstaje gdy za długo czyjemy się bezsilni i nasze działania nic nie przynoszą… Czyli "limit cierpliwości " się wyczerpał i warto się przed kimś przyznać że te działania niewiele dały…

                      Gonzo

                      babsy
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 155

                        Ja przestałam już wierzyć, że antydepresanty mi coś wielkiego dają. Ale biorę, bo boję się przestać. A jak po przestaniu będzie gorzej? Poza tym chodzę do jednego z bardziej znanych "nazwisk" w świecie psychiatrii. Chociaż "chodzę" to dużo powiedziane- ostatnio tylko proszę o przepisanie recept na cilon (antydepresant) i zolsanę (nasenny), bo na wizytę po prosu nie mam pieniędzy. Miałam iść kilka dni temu do psychiatry z ośrodka terapii uzależnień, ale nie miałam czasu, musiałam wizytę odłożyć w ostatniej chwili. Tak samo było dzisiaj z wizytą u terapeutki- odwołana z powodu nagłej sytuacji w firmie. I tak ta moja terapia jest psu na budę, bo takich sytuacji było już bardzo dużo.

                        Wiem, może rzeczywiście sprowadzam wszystko do "blablabla", co zarzuca mi Janusz. W nic nie wierzę, jestem zgorzkniała, cyniczna i pesymistyczna do granic. Lubię, gdy wszyscy inni dookoła są smutni, bo wtedy czuje się "wśród swoich", wesołość i radość mnie onieśmiela, bo ja nie umiem się śmiać i radować "z niczego", jak mój A. Wiem to i jeszcze milion rzeczy na swój temat. Ale nie wiem, jak to zmienić! A na terapii słyszę tylko "acha", "mhm", "musiało być to ciężkie". Jednak nie zamierzam z terapii rezygnować, bo innej drogi chyba po prostu nie mam. A myśli samobójcze jak były, tak są. Nierzadko naprawdę jestem święcie przekonana, że ludzie tacy jak ja nie powinni się w ogóle rodzić. Bo życie jako takie pasmo różnorakich cierpień nie jest warte tego, by je przeżywać. I nie jest to histeria, to zupełnie "zimny" wniosek, poparty prostą kalkulacją zysków i strat.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 23)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.