Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Jak znaleźć bratnią duszę

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 14)
  • Autor
    Wpisy
  • szczera
    Uczestnik
      Liczba postów: 61

      Witam. Nie wiem jak zacząć, więc napiszę od początku. Rodzice nigdy nie zajmowali się mną. Właściwie wychowałam się sama. Jak ojciec zmarł, to mojej mamy potrafiło 2 tygodnie nie być w domu i nie wiedziałam gdzie jest. Wszystko co osiągnęłam zawdzięczam sobie, nikt nigdy mi wniczym nie pomógł. Osiągnęłam dużo, ale jestem potwornie samotna wokół mnie nie ma nikogo. A ja chciałabym mieć choć jedną osobę która powie lubię cie jesteś fajna. Wszyscy powtarzają mi że jestem silna dam radę, że kto jak kto ale ty zawsze dasz radę. Ale ja już nie mam sił i chciałabym czasami usłyszeć dobre słowo, że jestem dla kogoś ważna. Wiem że tą samodzielnością mogę odpychać ludzi, ale ja nie chcę być niesamodzielna. Ale też niechcę być tak bardzo samotna. 🙁
      Jak znaleźć bratnią duszę lub choć życzliwą i jak ją rozpoznać?

      niewielemiejsca
      Uczestnik
        Liczba postów: 337

        no to już słyszysz komplementy "jestes silna, zawsze dajesz rade" – to miłe słowa przecież.

        A w Twoim poscie zobaczyłam siebie. Bo też bardzo dużo, długo pracowałam na swoje osiągnięcia, w sumie tylko one się dla mnie liczyły i zawsze słyszałam opinie "silna, zdecydowana, wiedzaca, czego chce". A ja potrzebowalam usłyszeć "jesteś fajna", albo zostać przytuloną, tak po prostu.
        Myśle by znaleźć taka bratnia osobe, bliską, to po prostu trzeba nauczyć się pokazywania bycia słabym, swoich słabosci. Nie mówie niesamodzielnym, ale każdy ma tam jakieś swoje słabosci. Uswiadomienie ich sobie jest też ważne, mówienie o nich.

        Ja nie zauważałam ludzi mi życzliwych wokoło siebie, dopoki nie rozchorowałam się, a rozchorowałam się tak mocno, ze po prostu nie dałam rady z niczym. Siedziałam w domu i płakałam, bo stan mój był dość poważny.

        Miałam wówczas takie załamanie, ale nie potrafiłam nawet poprosic o pomoc by mnie ktos zawiozl do szpitala (60km). W koncu przełamałam się, bo nie chciałam być inwlidką w przyszłosci. Poprosiłam o pomoc. Zawiezli mnie do szpitala, mdlałam, potem przez tydzien byłam w domu, każdy ze znajomych pytał się jak się czuje, gotowali dla mnie, robili zakupy itp. Czułam się dziwnie, jak tak koło mnie wszyscy skakali. A jeden skakał najwięcej…

        I tak okropną chorobe wspominam miło, bo gdyby nie ona, to nigdy w zyciu nie dostrzegłabym ile ludzi chce mi powiedziec, ze "jestem fajna", może nie w tych słowach, ale w tym znaczeniu. Trzeba się tylko rozejrzec wokoło.

        szczera
        Uczestnik
          Liczba postów: 61

          Komplementy no właśnie a ja chcę jak i Ty usłyszeć "jesteś fajna" albo poprostu zostać przytuloną. Jak byłam w szpitalu czekałam na operację kręgosłupa, zadzwoniła do mnie koleżanka bo miała interes. Poprosiłam ją żeby życzyła mi powodzenia, właśnie miałam mieć operację, odpowiedziała że jestem egoistką i myślę tylko o sobie. Nikt mnie nie odwiedził, nawet nie dostałam sms z życzeniami powrotu do zdrowia. Mąż się wyprowadził bo nie jest wstanie mnie przytulić czy powiedzieć coś miłego. Nie wiem może wymagam za dużo, może nie budzę sympatii. Nie wiem.

          niewielemiejsca
          Uczestnik
            Liczba postów: 337

            takie koleżanki to trzeba na drzewo posłac. Ja przynajmniej tak zaczynałam: od filtrowania ludzi.

            A jak o coś prosisz? Czy prosisz, czy każesz? Ja np. Zauwazylam u siebie, ze chodze, mowie podniesionym głosem, krzycze na chłopaka, aż w końcu siadam, wypuszczam powietrze i płaczę… i wówczas nie ma możliwosci by mnie nie przytulił. Tak samo ze znajomymi. Jak wypusci sie powietrze, siadzie i spokojnym głosem powie, "ech wszystko do d.. " to zawsze ruszaja z pomoca, i słyszy się wowczas komplementy. Ale musi przestać sie byc agresywnym. No i przefiltrowac hieny od znajomych.

            Ja tak u mojej mamy zauwazylam własnie, ze też ma taki problem (uzalezniona), krzyczy miota sie, drze, placze, a jak siądzie i uspokoi, to nawet i ja mam ochote ja przytulić, bo widze w niej czlowieka, zagubionego, ale człowieka…

            szczera
            Uczestnik
              Liczba postów: 61

              niewielemiejsca może masz rację. Całe życie walczyłam o wszystko sama i często musiałam się wykłócać. Więc jest możliwe że mam ton głosu raczej rozkazujący niż proszący. Chyba nawet napewno. Ale też mam lęk przed proszeniem, że znowu mi odmówią. Z jednej strony chcę być kochana i lubiana, a z drugiej bardzo się tego boję. I możliwe że przez ten strach mam agresywny ton głosu. Popracuję nad tym. Pozdrawiam i życzę miłych snów.

              agus
              Uczestnik
                Liczba postów: 3567

                Pamietam, na pierwszej sesji po paru minutach rozmowy, wlasnie terapeutka zwrocila mi uwage na ton glosu i stwierdzila ze ja zamiast mowic krzycze… dostalam zadanie pracowac nad mowa…po roku stwierdzam, ze nawet prawie nie klne… kiedys co drugie slowo to przecinek…ale moje zdanie jest takie, ze aby znalezc bratnia dusze, to trzeba najpierw ja znalezc w sobie… i dopoki nie polubi sie samego siebie, nie polubi sie bycia samaemu ze soba… to relacje z ludzmi beda tez nijakie… wiem to naprawde sama po sobie… jakie mialam zdanie i mniemanie o sobie, takie komunikaty dawalam na zewnatrz i tak a nawet gorzej, bo jeszcze przez filtry innych bylam odbierana…

                Pozdrawiam
                Aga

                😉

                justyś
                Uczestnik
                  Liczba postów: 187

                  niewielemiejsca zapisz:

                  Myśle by znaleźć taka bratnia osobe, bliską, to po prostu trzeba nauczyć się pokazywania bycia słabym, swoich słabosci. Nie mówie niesamodzielnym, ale każdy ma tam jakieś swoje słabosci. Uswiadomienie ich sobie jest też ważne, mówienie o nich.”

                  Uświadomiłam to sobie niedawno.
                  Jesteś GENIALNA za te słowa! 🙂
                  To właśnie klucz do bliskości :).

                  Jedrek
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 140

                    Przez lata swojej izolacji od świata bardzo odsunąłem się od ludzi – wiadomo jak to z DDA, poczucie wstydu, brak poczucia własnej wartości i przede wszystkim strach przed byciem ocenianym zanim jeszcze ktoś w ogóle miał szansę zacząć to robić 🙂
                    Pewien czas temu postanowiłem to zmienić i zastosować inne podejście. Zrozumiałem, że nie każdy musi mnie lubić i vice versa, nie każdy nadaje na "podobnych falach", bo przecież podejść do życia tyle ilu ludzi na świecie 😉 I to mi pomogło. Zacząłem dawać innym szansę, aby mnie poznali takiego jakim jestem, przy czym założyłem sobie, że po prostu będę sobą i nikogo udawać nie zamierzam – wcześniej maskowałem się na każdym kroku, obecnie czerpię przyjemność bycia sobą 🙂 To mi bardzo pomogło w kontaktach z ludźmi, są mi bliżsi i wydaje mi się, że oni również inaczej na mnie patrzą. Jeżeli udaję mi się trafić na "pokrewną duszę" i czuję nić porozumienia – wówczas nie mam oporów, aby w tym zaufaniu odkrywać swoją osobę jeszcze bardziej.
                    Mogę się przyznać, że niezwykle mnie to cieszy, bo miałem duże problemy w kontaktach z ludźmi – szczególnie w sytuacjach spotkań w większym nieznajomym mi gronie 🙂

                    niewielemiejsca
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 337

                      zdolnosc słuchania jest też ważna, nie lubi się osób, które "przemawiają". Ja się czasami łapie na tym, ze "wszystko wiem najlepiej" i przemawiam zamiast rozmawiać, słuchać. Ucze się tego, choć idzie mi cieżko. Czasami napadam mojego chłopaka, dlaczego nie robi, tego a tego, ze nie da rady zrobic kariery… a potem mysle, ze on ma swoj sposob a ja swoj. Trzeba pozwolić ludziom byc, i dac im też prawo do wiedzenia czegoś lepiej niż my… (tak w teorii)

                      szczera
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 61

                        Czytając Wasze wypowiedzi stwierdzam że macie zupełną rację. Nigdy nie pokazuję słabości, nawet jak nie daję rady. Nie jestem sobą, przybieram maskę i udaję kogoś kim nie jestem. I nie słucham co do mnie mówią. Tak jak powiedziała niewielemiejsca też łapię sie na tym że "jestem najmądrzejsza" i mówię ludziom co i jak mają robić. A do tego gadam jak najęta. Nie chcę tyle mówić ale to silniejsze odemnie. A czym bardziej się denerwuję to tym więcej mówię. W sumie kompan do rozmowy marny bo i tak nie dopuszczę do wypowiedzi, a że prawie nigdy nie jestem sobą, to jak można mnie poznać i polubić jak nie wiadomo jaka jestem. Widzę że dużo jeszcze pracy przede mną. Ale przynajmniej wiem nad czym.
                        Pozdrawiam Was :cheer:

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 14)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.