Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Jak żyć.. Jak znaleźć sens życia? Jak się ogarnąć?

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 52)
  • Autor
    Wpisy
  • dda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 542

    Daj spokój, za co przepraszasz 🙂

    Grzechem by było, gdybyś chciała się tylko wyżalić i zostawić wszystko jak jest. Ale jak próbujesz dojść co jest nie tak i dlaczego, i to zmienić, jest OK. Do takich rozmów to odpowiednie miejsce.

    Ciekaw jestem Twojego podejścia do nauki. Czy w ogóle lubisz ten kierunek, w którym się uczysz? Czy traktujesz to jako coś narzuconego z zewnątrz?

    Dla mnie parę lat kształcenia było spełnianiem wyobrażeń i aspiracji moich rodziców. Dlatego był to dość mroczny okres. Gdy zacząłem sam wybierać, szkoła stała się dla mnie przepustką do lepszego świata. A że dyplomy z piątkami czasem niewiele zmieniły, to już inna sprawa😉

    Iwox
    Uczestnik
    Liczba postów: 22

    Studiuje pedagogikę przedszkolną i wczesnoszkolną. Kierunek na który próbowałam się dostać przez dwa lata, udając przed rodzicami że studiuje łaziłam bez celu po mieście.

    Teraz jak mi się w końcu udało i dotrwałam do 3 roku(jeszcze dwa)…słyszę od jednego z ćwiczeniowców, że się nie nadaję, że powinnam zmienić kierunek. A skąd takie podejście? Stąd, że dla Jaśnie Pani wspomniałam o tym, że się stresuje odpowiedzią ustną. Ta w sumie wręcz mnie wyśmiała bo „ja jestem też terapeutką i nikt mi nie będzie mówił, że go stresuje”.. Szczegół jest taki, że ludzie mający z nią zajęcia nieraz po nich płakali.. Może dlatego też z deka moje zwichrowane podejście do kwestii psychologa czy też psychiatry.

     

    Wracając do studiów… Po praktykach szczególnie w przedszkolu czuję, że to jest do.. Naprawdę dobrze się czułam pracując z tymi małymi dziećmi które lgnęły do mnie choć może nie jestem idealna. Przychodziły żebym im poczytała i słuchały.. A co usłyszałam od wyżej wspomnianej Pani? Że były wpatrzone bo próbowały zrozumieć co do nich mówię…(mam delikatny problem z poprawną wymową, choć w dogadaniu się nigdy mi nie przeszkadzał….).

     

    Iwox
    Uczestnik
    Liczba postów: 22

    Nie wiem… Z jednej strony bym się chciała komuś wygadać, z drugiej boję się że nadzwyczajnej w świecie po prostu nie dam rady że tylko komuś zajmę niepotrzebnie czas.

    dda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 542

    Wcale nie czuję, jakbym tracił czas rozmawiając z Tobą. Poza tym fajnie jest, jeśli ktoś do czegoś dąży i lubi coś robić.

    Kiedyś zapytałem koleżankę, która była w trakcie studiów: „A co byś chciała w życiu robić, gdybyś miała tyle pieniędzy, że nie musiałabyś pracować?”. Jej odpowiedź trochę mnie załamała, bo brzmiała: „Nic”.

    Iwox
    Uczestnik
    Liczba postów: 22

    Ja, gdybym miała tyle hajsu oddałabym potrzebującym.. Takie pozostałości z nakręcenia na wolontariat z dobrych czasów kiedy nie miałam czasu na myślenie.

     

    Teraz, teraz nawet wolontariat gdzieś mi uciekł.. Zresztą… Co ja mogę z wolonatariatem.. Jak nawet obecnie próba nauki kończy się tym że dochodzę do wniosku, że i tak zawalę?

    Teraz wzięłam notatki i skończyło się tylko na tym że się utopiłam w swoich łzach. Naprawdę nie ogarniam..

     

    dda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 542

    Jeżeli doszłaś do tej fazy, jest to na pewno przykre tak się czuć. Ale jest to też cenna informacja dla Ciebie, że warto coś z tym zrobić, że nie warto dłużej udawać, że problemu nie ma (bo wtedy może to się skończyć zniekształceniami w psychice), że pora włączyć „inny bieg”, skoro w Twoim życiu wyraźnie coś zgrzyta.

    To dobra pora, żeby iść do terapeuty, znaleźć przyjaciół, spróbować poczytać coś o tym, co Ci dolega. A przede wszystkim też regularnie upuszczać z siebie napięcie, poprzez rozmowę i dzielenie się emocjami.

    Tego nie załatwią Ci leki (chyba, że miałabyś mocno zachwiany metabolizm substancji wpływających na zdrowie psychiczne). W tym pomoże Ci kontakt z drugim człowiekiem. Jeśli pacjent potrafi płakać, jest to dobry znak – bo to znaczy, że nie potrzebuje leków, ale dobrego psychoterapeuty.

    abcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 134

    Wybaczenia? Tak.. Jestem wierzącą ale nie potrafię. Nie skusze się na wybaczenie komuś kto od dzieciństwa niszczył moje jak i brata życie.

    Komuś z kim nie mam zbytnio dobrych wspomnień a nawet jak były to wypchały te złe. Komuś kto gnoi mnie przez całe życie. Nie potrafi zrozumieć, że jego sprawy nie są najważniejsze gdy ja jestem zajęta chociażby nauką.
    Tylko z tego co rozumiem, to wybaczenie właśnie wynika z wiary. Choćby modlitwa, którą zostawił nam Bóg, ma w tekście „(…)odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Poza tym, wybaczając winowajcy w pierwszej kolejności korzystasz Ty, bo dojrzewasz w miłości.
    Trudno wybaczać, bo nienawiść i tego typu uczucia potrafią silnie nakręcać człowieka i długo mogą sprawiać pozorną przyjemność, a i sprawiają wrażenie rozładowania napięcia, ale na dłuższą metę i tak wyniszczą. A wybaczenie buduje.

    A wiara? Kiedyś była w sumie moją ucieczką od tego wszystkiego. Ale co da uciekanie..
    Wydaje mi się, że w wierze chyba bardziej o to chodzi, żeby stawiać czoła, a nie uciekać. Ale ja też mam problemy ostatnimi czasy, więc nie chcę się (za bardzo) mądrzyć.

    A nawet moje patrzenie na osobę Boga zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni po tym czego się dowiedziałam w czasie świąt.
    A co ma Bóg do tego? W Bogu ani odrobiny zła, więc na pewno nic złego co Cię spotyka nie pochodzi od Boga.

    Jeżeli masz siły, to też uważam, że dobrze by było udać się do psychiatry, by sprawdzić czy wszystko w porządku z nerwami, hormonami wpływającymi w jakimś tam stopniu na nastrój, pogadać z ogarniętym psychologiem (z tym to będzie problem). Bo w jakimś tam stopniu jesteś zaburzona skoro cięcie się przynosi ulgę. Jeżeli rzeczywiście problemy byłyby z jakimś neuroprzekaźnikami czy czymś takim, to leki jak najbardziej będą pomocne, ale zawsze też muszą iść w połączeniu z uporządkowaniem w sferze duchowej człowieka, bo takie zażywanie dla samego dobrego samopoczucia w mózgu, to chyba nie o to chodzi. Oczywiście podstawą też jest życie zgodnie z wolą Boga (to już szersze pojęcie, na dłuższą rozmowę).
    Może Twój stan psychiczny bierze się też z tego, że nie realizujesz się jako matka? (z tym też może być spory problem, bo o dojrzałego faceta raczej trudno, zresztą o kobietę też, ale wydaje mi się że z mężczyznami gorzej.).

    Iwox
    Uczestnik
    Liczba postów: 22

    abcd nigdzie nie napisałam że się tnę. Napisałam jedynie, że nawet jakbym chciała to nie starcza mi na to odwagi.

    Matki? Sorry ale najpierw trzeba mieć kogoś kto Cie pokocha zanim się zacznie myśleć o dzieciach. Chyba, że dziś i biorą się znikąd..

     

    A co do Boga… Zawsze był mi przedstawiany jako Ojciec… No to zajebiście, bo patrząc na to co spotyka mnie od mojego to jak mogę liczyć na pozytywne działanie Boga?

     

    Ojcze nasz… Szczerze mówiąc od momentu gdy się dowiedziałam o tym że miałam nie żyć przez blisko dwa miesiące miałam problem z tą modlitwą..

    Iwox
    Uczestnik
    Liczba postów: 22

    dda dzięki za wsparcie choć uważam, że na nie nadzwyczajnie w świecie nie zasługuje..

    Znaleźć przyjaciół może być niewyobrażalnie ciężko bo kto będzie chciał się przyjaźnić z dziewczyną, która nie imprezuje, jak pije to w domu sama… Kiedyś miałam właśnie czy to wolontariat czy to wspólnoty ale teraz nawet tego nie mam.. A boję się wchodzić w nowe środowisko trzymając się myśli, że nie zostanę zaakceptowana. Zresztą i tak jakbym „za długo” przybywała na spotkaniu jakiejś wspólnoty byłyby telefon, żeby wracać i nie tracić czasu  na szwendanie tylko robić coś w domu.

     

    W sumie… To właśnie po części przez to zrezygnowałam ze wspólnoty bo słyszałam od mamy że przez nią nie mam czasu na robienie ważniejszych rzeczy…

    dda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 542

    Dopóki mama Ci będzie ustalała co masz w życiu robić, a czego nie, raczej nigdy nie będziesz szczęśliwa. Bo chyba jesteś już dorosła?

    Myślę, że problem jest nie w tym, że coś jest z Tobą nie tak, tylko w tym, że nie dotarłaś do ludzi, którzy byliby w stanie docenić Twoje pozytywne cechy.

    Dla mnie kiedyś ogromnym problemem było znalezienie „dziewczyny z książką”, której potencjał tkwi we wrażliwości i myśleniu – nie lansie po galeriach, nie bezmózgim klęczeniu godzinami pod ołtarzem, nie pokracznym podskakiwaniu i darciu twarzy na imprezach po pijaku.

    Ludzie z którymi tylko imprezujesz, to często fałszywi przyjaciele – kiedy kończy się alkohol, kończą się wspólne tematy. Możesz znaleźć głębszy kontakt.

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 52)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.