Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD jestem DDA. Jak być dobrą mamą dla swojego dzidziusia? Ważne

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
  • Autor
    Wpisy
  • Pikaczu
    Uczestnik
      Liczba postów: 6

      Jestem DDA. Od niedawna także mamą maleńkiej kochanej córeczki.Co robić aby nie powielać zachowań z swojego dzieciństwa i nie ograniczyć maluchowi  możliwosci na bycie sobą?  Stałam się bardzo nerwowa i boje się że albo będę niestabilna dla mojej kruszynki i raz tule i grucham do niej a potem krzycze jak 5 dzień z rzędu płacze bardzo cały czas bo ząbkuje, albo zbyt wybuchowa,albo ze nie pozwole jej byc soba bo bede chciala od niej tej milosci ktorej mi brakuje z mojego dziecinstwa. Boje się że ją skrzywdzę i że bedzie taka jak ja, bojąca się być soba. Nie ma u nas problemu z alkoholem ale niestety ostatnio kłócimy się z facetem bardzo i czuje się mega sama z problemami.

      Pomóżcie

      Nieomylna01
      Uczestnik
        Liczba postów: 398

        Witaj . Skoro identyfikujesz się jako dda to dla mnie jest jasne ze wiesz tez jak sobie pomoc . Chyba ze Twoja identyfikacja to wyłącznie stwierdzenie typu rodzic alkoholik wiec jestem dda i kropka . Czy zajęłaś się sobą w tym temacie ? Wybacz ze tak pytam , dla mnie jest jasne ze jeśli wiem ze mam raka to leczę się u onkologa . Wiec nie wiem jak się u Ciebie sprawy maja , nic o tym nie piszesz . Pozdrawiam

        E.
        Uczestnik
          Liczba postów: 32

          Bardzo w skrócie. Podczas ciąży i po narodzeniu maluszka często wywalają mamie traumy z dzieciństwa. Organizm jest osłabiony i nie ma tyle siły, żeby tłumić trudne uczucia, wspomnienia.

          Nie idzie o to, by się oskarżać, bo wtedy wpadamy w czarną dziurę, zawstydzamy siebie, tracimy siły. Jednak należy wziąć odpowiedzialność.

          Oczywiście – jak sama przytomnie stwierdziłaś -nie można na maluszku odreagowywać. Dzidziuś płacze, bo to jego jedyna forma komunikacji. Chce bliskości, chce poczuć, że choć bolą go dziąsła, mama niczym lustro odbija, że nic złego się z nim nie dzieje. Trzeba reagować na potrzeby maluszka. Nie liczyć na to, że sam się uspokoi. Metody superniani zakładające, że w samotności dziecko „ogarnie” emocje, z którymi dorośli rodzice sobie nie radzą, to nieporozumienie. Ono woła, bo potrzebuje rodzica. Niespokojny rodzic nie uspokoi dziecka. Ono przede wszystkim czuje.

          Tu trzeba udać się na terapię, żeby uznać swoje krzywdy, dać im przestrzeń i tym samym ciepło przyjąć emocje dziecka. Słowem, ciężko dać dziecku to, czego samemu się nie dostało.

          Są terapie online.

           

          Fajnie, że tu wpadłaś i że widzisz problem. To już ważny krok naprzód dla Ciebie i dla maluszka.

          Pikaczu
          Uczestnik
            Liczba postów: 6

            Jak DDA identyfikuje się od niedawna. Miałam w dziecińststwie problemy z tatą który nadużywał alkoholu a potem znęcał się nad nami psychicznie wypominając wszystko co według niego zrobiliśmy nie tak i nie pozwalając się bronić. Każda najmniejsza próba oponowania i odpowiadania na jego oskarżenia powodowała że wpadał we wściekłość i męczył oskarżeniami jeszcze dłużej. Godziny słuchania z pokoju obok jak sam do siebie gdy juz kładliśmy się spać wyzywał nas od pierdolonych gówniarzy którzy nie szanują ojca bo smią mu cokolwiek powiedzieć. Nie dość że tylko ja z mojego rodzeństwa (2 mlodszych braci) stawałam do konfrontacji gdyż nie mogłam znieść fałszywych oskarżeń i przeinaczania prawdy a już wogóle to przy****dalania się do mamy o wyimaginowaną zdrade, gdy to ona całe życie nas wszystkich utrzymywała a on siedział w domu. Wszystko brałam na siebie, kłóciłam się,wakczyłam, następnego dnia starałam się uświadomić co do nas mówił… oczywiście on niby nigdy nie pamiętał i to ON był obrażony że ktoś śmie mu uwage zwracać. Najgorsza możliwa kombinacja cech człowieka- uparty, dumny, stawiający się ponad reszte członków rodziny i wykorzystujący to odbijając sobie własne niepowodzenia i życiowe porażki na niby najważniejszych osobach w jego życiu, a dodatkowo Katotalib który potrafił własnej córce powiedzieć że się kurwiła gdy dowiedział się że w wieku 19 lat straciła dziewictwo z swoim chłopakiem. Może to dla innych nie jest takie straszne, w końcu nas nie bił, ale to co przeżyłam i moja matka to jest istne piekło na ziemi. człowiek który potrafił cię zwyzywać bo nie chciałaś iść do kościoła w niedziele,a miał paroletni okres gdzie po każdej mszy siedział po pare godzin do wieczora pod sklepem i chlał. i to nie był według niego problem.człowiek który nie potrafi się zachować w jakimkolwiek towarzystwie bo zachowuje się jak świeta krowa której nie daj Boże nie przyznaj we wszystkim co mówi na każdy temat a już wogóle na polityke i religie to Cię zwyzywa nawet w twoim własnym domu.

            Mieszkam z dala od domu rodzinnego. I Bogu dzięki za to gdyż nie miałabym ani odrobiny swojego życia jeśli tylko nie przystawałoby w 100% w schemat jaki on sobie wymyślił. Mimo wsyztko to mój ojciec i go kocham,wspominam też jak się nami opiekował gdy byliśmy mniejsi i bylo wesoło. niestety w rodzinnym domu nadal trwa gra pozorów w którym dla swiętego spokoju uczestniczy też matka,która potrafiła bronić ojca gdy ten przyjezdżając do mnie w odwiedziny nie wytrzymał,napił się i zaczął bijatyke z moim facetem  a byłam wtedy w ciąży. On nie czuł się potem winny nic a nic i w dupie mial to ze sie przez niego żle poczułam. a potem moja mama strofowała mojego faceta że w moim i jego własnym domu ! bił się z moim ojcem bo według niej to byla jego wina!!!

             

            Zboczyłam trochę z tematu. Tak miałam lipe w dzieciństwie. Mieszkam teraz osobno, jestem soba mimo wszystko, ale  nie w kontaktach z mama i tatą. Oni nigdy nie chcieli mnie takiej jaka byłam, zawsze starałam sie dla nich najlepsze oceny, super zachowanie, brak problemów wychowawczych do momentu w którym miałam chłopaka i zaczełam w końcu walczyć o to co ja chce. Niestety zauważyłam wtedy że gdy zwierzałam się im z problemów w związku manipulowali tak żebym jeszcze bardziej się kłóciła tak jakby nie mogli zniesć że kogoś mam i nie słucham ich w 100%.  nawet gdy mnie odwiedzają czuje taki wewnetrzny przymus zeby podpasowywać się pod ich styl życia bo dobrze ich znam i wiem czeg by chcieli a pozatym oni mną manipulują. Nie mam może idealnie i mam teraz trochę probemów i te nerwy z dzieciństwa czasem wychodzą na partnera czy dzidziusia aale jestem bardzo empatyczna i staram sie nad tym pracować i poprawiać to wszystko. Niestety gdy wspominam te dzieje lub mam bezposredni kontakt z rodzicami nie moge ani byc szczera i sie im zwierzac, i czuje tylko ból i poczucie skrzywdzenia. Wiele razy starałam się mówić co czuje a że jestem bardzo wrażliwa i wybucham gdy widze niesprawiedliwosc i falsz i to mówie, to robili ze mnie oboj (mama i tata) kogos wybuchowego i grali w swoja gre że niby nic sie nie stało i to ja wydziwiam i sobie wymyślam lub jesstem przewrazliwiona. ile razy w wieku nastu lat krzyczalam im w twarz co mnie boli i plakalam a oni robi wielkie oczy i bagatelizowali to albo mowili ze sie zachowuje jak wariatka

            Pikaczu
            Uczestnik
              Liczba postów: 6

              A jeśli chodzi o mój stosunek do maluszka to nie jest tu problem tzw zimny chów i moja oziembłość, jestem bardzo emocjonalna i kocham ją nad życie i spędzam z nią czas jak tylko moge najlepiej. bawie sie, opowiadam, łaskocze…czasami po prostu musze jednoczesnie myc naczynia, opiekowac sie nią i martwic 100 rzeczami jednoczesnie i robie sie poddenerwowana. kocham ją nad życie i nawet czasem jestem nadopiekuńcza i bym zadziobała ;p kogos kto na nią krzyknie mimo że samej mi się zdarzy a wtedy mam do siebie ogromne pretensje. jestem do przesady perfekcjonistką i każde potknięcie traktuje jak wielką swoją porażke . po prostu zauwazylam u siebie odkąd się urodziła jedną ceche co do której nie miałam pojęcia ze ją mam bo nigdy tego nie odczułam. Mała miała 3 miesiące strasznie bolesne kolki i potrafila sie drzeć( nie płakać) drzeć z okropnego bólu 5 h dziennie non stop. potem zaczeło się ząbkowanie i tez są czasem ataki takiego płaczu na szczęście  o wiele krótsze , problemem jest to ze gdy wszystkie sposoby noszenie spiewanie itp nie pomagały ukojić jej płaczu ( a doskonale wiem ze to nie jest jej wina ani złośliwość tylko bół) to trace nad sobą kontrole i czuje do niej agresje,wściekłość. To że całe życie musialam się kontrolować w jakiś dziwny sposób odbija się na tym że gdy ona traci te kontrole ja wpadam w goraczkę. Wściekam sie na nią, na siebie.rzadne logiczne argumenty wtedy do mnie nie trafiają. zdarza mi sie powiedziec cos niecenzuralnego do niej,do siebie…nienawidze sie za to i bardzo dlugo nie iumialam sobie z tym poradzic bo oczywiscie rodzice to chuj nie pomoc tylko pouczanie a kazda moja wątpliwość którą z trudem z siebie wydusze jest przez nich traktowana jakbym sobie coś wymyślała. dodatkowo przez pierwsze miesiące mieliśmy z partnerem mega kryzys więc na dobrą sprawe byłam zdzidziusiem zdana tylko na siebie a to moja pierworodna więc było mega ciężko i miałam ogromne załamania. teraz jest juz o wiele lepiej i odziwo gdy przychodza takie akcje potrafie juz w wiekszosci te swoją panikę opanować, i dziwne bo nie pomagało tu dręczenie się że ją krzywdzę,ze powinnam być spokojna. powodowało to jeszcze wieksze poczucie odosobnienie i niezrozumienia. działa jak szlaban czerwony hasło : działaj tak jakbyś ty była tą kruszynką, jakbyś ty chciała żeby twoi rodzice Cie traktowali.

               

              Ciężko mi się o tym piszę i mam nadzieje że mnie nie zlinczujecie za te moje wynurzenia z dna duszy. 😮

              Nie chodzilam na rzadna terapie,sama interesowalam sie troche dda i wogole psychologią a dodatkowo mam dużą empatie i umiem wysłuchać każdego i mu doradzić. najtrudniej jest z samą sobą. poza tym ja już ludziom nie ufam, takim których znam. myslalam o spotkaniach dda ale w mojej okolicy nie ma tego pozatym jest mała a kasy się nam nie przelewa. pomyślałam że zaczne od wyrzycenia z siebie tego o czym wie moze ze 3 osoby na tej ziemi 🙂 dzekuje za wysłuchanie

              Pikaczu
              Uczestnik
                Liczba postów: 6

                Przepraszam za literówki i zlepki z słów ale pisałam to pod wpływem emocji i miałam gdzieś ortografie 😀

                 

                 

                 

                E.
                Uczestnik
                  Liczba postów: 32

                  Problem polega na tym, że w innej półkuli mamy logiczne myślenie a w innej uczucia. To, że rozumiesz, iż na dziecko nie można wybuchać, nie znaczy, że tego nie robisz. Wiesz, że palenie szkodzi, a jednak palisz.

                  Emocje wymagają higieny. Jeśli stłumiłaś w dzieciństwie smutek, złość, to one domagają się wyrzygania. Z reguły robimy to w sytuacjach triggerujących, które przypominają nam coś z dzieciństwa. Twoje dziecko odpala ci dawne emocje. Rozumienie, że to jest nie ok, nic nie da. Tu trzeba terapii. Terapii, na której nauczysz się upuszczać stare emocje, ale nie na dziecko.

                  Można mieć empatię i jednocześnie być agresywnym. Cóż, po prostu czujesz, że krzywdzisz, a potem masz wyrzuty sumienia. Można mieć wiedzę z psychologii, ba, być psychologiem i jednocześnie nosić w ciele mnóstwo stłumionych emocji z dzieciństwa. Rozumieć a czuć to dwie różne sprawy.

                  Większość DDA słucha i doradzi, a często robi to, by uciec od swoich trudnych emocji i nimi się nie zajmować. Empatii u DDA jest mnóstwo, bo to warunkowało nasze przetrwanie. Jednak równie wiele jest złości i smutku, które wyłażą właśnie podczas miesiączki, ciąży, w relacjach z dziećmi, podczas choroby. W sytuacjach, gdy jesteśmy osłabione i nie mamy siły tłumić. W sytuacjach, gdy dziecko ze swoimi potrzebami przypomina nam nas małych i nasze tłumione potrzeby. Ludzie, którzy byli w dzieciństwie uciszani, nie mogą znieść krzyku dziecka. A dzieci taki właśnie mają repertuar wokalny i to jest zdrowe.

                  Są terapie online, są terapie za darmo, jest wiele możliwości. Tu nie należy się obwiniać, ale trzeba wziąć odpowiedzialność.

                  Fajnie, że to wyrzuciłaś z siebie. Tę cebulę rozbiera się powoli. Najpierw przyznajesz się przed sobą, że czujesz złość, smutek, potem idziesz z tym do ludzi. Kolejno zdajesz sobie sprawę, że nikt nie weźmie na siebie ciężaru twoich zmian. Bierzesz odpowiedzialność, także często finansową za swoje zmiany. Przeżywasz złość, smutek, żałobę z powodu utraconego w dużej mierze dzieciństwa. Pozwalasz sobie czuć, przygarniasz z miłością każde uczucie. I wtedy następuje „magia”. Dziecko płacze, a Ciebie to nie wkurwia. Pozwalasz sobie na własne emocje, więc i cudze dopuszczasz. Każdy ma swój moment, w którym decyduje się wziąć odpowiedzialność.

                   

                  Jakubek
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 982

                    Nawet jak się nie przelewa Twój kontakt z terapeutą może być jedną z najlepszych inwestycji poczynionych dla dobra dziecka. Warto przemyśleć i przekalkulować. Znajoma mama dwulatka odbywa sesje przez skaypa i bardzo je sobie ceni. Twierdzi, facet terapeutaż bardzo jej pomógł w ułożeniu podejścia do dziecka. A też miała napady wściekłości. Poza tym pomocna może być wizyta u psychologa dziecięcego lub w dziecięcej poradni psychologicznej (zawsze są w okolicy i wizyty są bez skierowań a często bezpłatne), mogą tam Cię poinstruowac jak sobie radzić z takimi stanami i unikać przenoszenia własnych problemów na dziecko. Na mityngi z maluchem trudno jeździć.

                    JaMarlena
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 2

                      Cześć

                      Nasze historie są bardzo podobne mimo tego, że również różne.

                      Bardzo Ci współczuję, wiem jak jest Ci ciężko. Przeszłam i przechodzę podobne męki.

                      Ja o tym, że jestem DDA zorientowałam się jakieś 6 lat temu. Szukałam pomocy, próbowałam naprawiać siebie sama. Wiem, że zrobiłam kawał roboty (wiem to od męża, bo wiadomo, że sama uważam, że jestem totalnie beznadziejna i nic mi się nie udaje; jednak mężowi ufam i jeśli on mówi, że w porównaniu z tym co było kiedyś teraz mamy wspaniale to mu wierzę) ale wiem też, że jeszcze wiele przede mną. Zorientowałam się, że z tego nigdy nie da się wyjść. To trzeba zaakceptować i nauczyć się nad tym panować.

                      Kiedy urodziłam córkę prawie trzy lata temu przeżyłam koszmar. Myślę, że podziałało to, że po porodzie matka jest tak delikatna emocjonalnie aby zrozumieć swoje maleństwo. Mi to dało mocno w kość. Naprawdę było źle. Poza tym właśnie to co opisujesz – oaza spokoju, radosna, miła, kochana, w jednym momencie tracę nerwy. Ogarnia mnie dziki szał, który teraz już trwa tylko chwilę. Złoszczę się wtedy, mówię coś złego, ogarnia mnie fala gorąca i przemija. Pojawia się wstyd i strach. Przepraszam ją wtedy i przytulam. Nie chcę tego, próbuję być opanowana, na pewno jest coraz lepiej bo staram się ale nie jest tak jak chciałabym żeby było. Boję się dnia kiedy ona mi nie wybaczy, kiedy zapamięta mój wybuch na tyle, że stworzy on jakąś barierę między nami.

                      Trzymaj się kochana. Nie trać dla niej sił, nie traćmy dla nich 🙂

                      Kasia_poznan
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 7

                        Witam, jestem w podobnej sytuacji i stwierdzilam, ze jedynym wyjsciem jest przejecie odpowiedzialnosci i proba podjecia glebszej pracy nad soba. Emocje, ktore pojawiaja sie po przyjsciu na swiat mojej pociechy sa bardzo silne i przechodza przeze mnie jak tsunami. Mam wrazenie jakbym otworzyla puszke pandory. W zwiazku z tym szukam dobrego terapeuty, ktory moglby odbywac sesje przez Skype. Czy moglibyscie polecic mi kogos, kto ma duze doswiadczenie w kwestii DDA.

                        Pozdrawiam!

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.