Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Kiedy zamykamy za sobą drzwi….
-
AutorWpisy
-
Ja i mój chłopak mamy własnie teraz ten dylemat, przeprowadzić się do jego rodziców czy nie… Jego ojciec jest alkoholikiem od lat, ma miażdzyce i jest po powaznej operacji (chyba troche na własne zyczenie), matka jests chorowana, ale silna psychicznie, tylko mam wrażenie że przegina z kontrolą. Oboje są już ok. 60-tki i mieszkają sami. Gdy do nich jedziemy namawiają nas zebyśmy u nich zamieszkali zamiast wynajmować dom. Jest im coraz ciężej, mają niewielkie gospodarstwo, i wszystko by było spoko, gdyby nie fakt że ojciec pije…
Zamiast odpuścic sobie tę gospodarkę (obydwoje mają dochody) to ojciec próbuje przegadać nam ze on nie zgodzi się na to by ją zlikwidowac, że bedzie nieszcześliwy bo nie zmieni siebie i sie nei przyzwyczai, a sam nie ma sił… czyzby to była manipulacja?, próba ucieczki od zmiany za pomocą kogoś innego? Wciąż powtarza matce ze po co człowiek ma dzieci skoro go zostawiają samego… ale pomijając już fakt, że dzieci nie ma sie po coś, to gdzie on był jak te dzieci były małe i potrzebowały go, którą knajpę wtedy odwiedził… Brat mojego chlopaka całkowicie wyrzekł się tamtego domu, nie chce nawet nic w spadku. Mój chlopak jeździ tam i pomaga w czym sie da, bo nie potrafi ich zostawic samych. Pomaga im weekendami, inwestuje w remont ich domu, ale oni (a zwlaszcza ojciec) chcą wiecej… Powiem tylko tyle ze nam dobrze samym, oboje juz dość dużo problemow z dda mamy za sobą, wychodzimy z tego, ale czy powrót do "korzeni" tego nie zniszczy? Boje sie, ale czuje ze nadejdzie taki dzień, ze coś się popieprzy i ktoś bedzie musiał tam mieszkac zeby pomóc…
Może nie potrafie tego wszystkiego pojąc bo sama sie nie musialam wyprowadzac, moi rodzice zmarli i zostalam sama, a mój chlopak, gdy go "wyciagnełam" stamtąd odżyl, a teraz, im dłuzej tam nie mieszka, tym chyba bardziej sie o nich martwi, nie pozwoli złego słowa powiedziec, choc kiedys pamietam jak bywało źle.
Pozdrawiam
yuccaEdytowany przez: yucca, w: 2007/05/22 09:58
a co myślicie o tym ze nawet jeśli wyprowadzmy sie z domu to przecież problemy zostają w nas samych ….wyprowadzenie sie jest dla mnie zewnetrznym aktem zdrowienia ale aby był skuteczny to wydaje mi sie ze najpierw musimy zdrowieć w środku w nas samych a nie na zewnątrz….co Wy na to ?
u nas było tak ze to matka alkoholiczka sie wyniosła do innego faceta, nie jeden raz zreszta, podrugim takim przypadku skonczylo sie rozwodem. ja nadal. juz po slubie i z coreczka mieszkam z mezem u ojca. teraz jednak widze ze wiaze sie to z nieprecieta pepowina z przeszloscia. martwie sie co on by zrobil sam gdybysmy sie wyprowadzili, a z drugiej strony wiem ze lepiej byloby dla mojej rodziny gdybysmy mieli wlasny dom i mam nadzieje ze uda nam sie to osiagnac, bo wtedy dopiero uwolnie sie od wplywu ojca na mnie – bo z jednej strony on nam tez sporo pomaga ale jego ciagla krytyka i wykazywanie tego ze on jest taki doskonaly a my glupi mnie jeszcze czasami doluje
Zgadzam się,że wyprowadzka nie załatwi wszystkiego, ale jest to pierwszy etap i podstawa pracy nad sobą.Jezeli trwamy w toksycznym srodowisku nie pomoże nam psychoterapia żadna, a nawet elektrowstrząsy.Bo to jest tak, przepraszam za medyczne porównanie…leczymy od zatrucia tlenkiem węgla nie wyprowadzając pacjenta na świeże powietrze.
Ten wątek przybrał niechcacy nieoczekiwany obrót,Okazało się,ze mam w trybie natychmiastowym opuścić miejsce w którym mieszkam.i znowu muszę wrocić do mojej matki.To chyba już dziesiąty raz, może to jakieś przekleństwo,Czy to możliwe?
Do jedenastu razy sztuka;) Trzymam kciuki anno!
Dziękuję, masz rację , nie można się poddawać.:)
ja wyprowadzilem sie zaraz po liceum,znalazlem prace na zmywaku w knajpie i od tego zaczalem,latwo nie bylo,ale bylo warto,w tej calej gmatwaninie uczuc swiadomosc ze sobie poradzilem zawsze dodaje mi otuchy,w domu rodzinnym bywalem raz w miesiacu,pare lat temu wrocilem ale nie do tego domu tylko do tego samego miasta za sprawa kobiety oczywiscie,moja siostra ze wzgledow finansowych(mieszkaniowych) musiala tam wrocic i trwa tam dalej z dwojka moich siostrzencow,dramat po prostu dramat,chlopcy juz dawno zauwazyli jaki "Dziadek" jest codowny,szkoda slow…sztafeta pokolen
dlatego jesli raz sie zdecydujecie wyprowadzic nie wracajcie nigdy,nawet jesli bedzie ciezkoMiałam Wam opowiedzieć o moich ucieczkach i powrotach>może i mnie będzie łatwiej zrozumieć, dlaczego tak trudno było mi odejść.A więc, byłam typowym dzieckiem opiekunem.Pocieszałam matkę, opiekowałam się ojcem, wychowywałam o rok młodszego brata,Do dzisiaj jestem dla niego największym autorytetem, uczyłam go czytać i zawiązywać buty.Moja mama uważała, że ja nie powinnam mieć własnego życia, przyjaciół, moje proby niezaleznosci traktowała jak zdradę.Wyobrazała sobie, że będę opiekowała się nią i ojcem.Tym bardziej ,że ojciec pił, a mama jest osobą nie pełnosprawną.Pierwszy raz chciałam się wyprowadzić od razu po maturze.Trwało to miesiąc, miesiąc mieszkałam u moich dziadków.Moja mama dostawała histerii, żle się czuła, ojciec podobno więcej pil przeze mnie.Cały dom się rozpadł.Babcia wytłumaczyła mi,że niestety mój obowiązek to wiadomo co.Rodzice, miłość, szacunek, poświęcenie, obowiązek,itd.Jutro następny odcinek….opowiem jak uciekłam za mąz.:huh: :huh:
marcinb napisał:
„ja wyprowadzilem sie zaraz po liceum,(…) dlatego jesli raz sie zdecydujecie wyprowadzic nie wracajcie nigdy,nawet jesli bedzie ciezko”Czasem sie nie da nie wrocic… jest zbyt ciezko… koszty za wielkie by je ponosic tylko w imie tego zeby nie wracac do rodzicow… czasem psychopatyczny narzeczony jest duzo groziniejszy dla osobowosci/tozsamosci niz ojciec pijacy… robi z Ciebie szmate tak ze zaczynasz w to wierzyc i latami nie mozesz sie tej wiary wyzbyc… wowczas w domu rodzicow jest jednak bezpieczniej…
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.