Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Knockin' On Heaven's Door…

Przeglądasz 10 wpisów - od 591 do 600 (z 687)
  • Autor
    Wpisy
  • Jakubek
    Uczestnik
      Liczba postów: 932

      DDA – przepraszam, że żyje i zajmuję ci miejsce (incydenty)

      Drugi incydent miał miejsce wieczorem.

      Wybiegłem do pobliskiego parku, chcąc trochę poćwiczyć na umieszczonej na wolnym powietrzu siłowni. Przy sprzętach nie było nikogo poza jednym chłopakiem (na oko starszym nastolatkiem). Chłopak rozwieszał na drabinkach jakieś taśmy, pewnie przygotowując się do ćwiczeń. Dobiegając tam poczułem się trochę niezręcznie, jakbym zakłócał mu spokój i naruszał jego przestrzeń. Ja też lubię ćwiczyć w samotności. Pomyślałem sobie jednak, że nie będę rezygnował z przyjemności i zacząłem się rozgrzewać, rozciągać, potem podciągać na poręczach. Chłopak robił ćwiczenia rozgrzewające. Jednak przez cały ten czas czułem, że uważa mnie za intruza. Za starego dziada, który właśnie teraz! postanowił rozruszać stare kości. W zasadzie sam również czułem się intruzem i każde ćwiczenie wykonywałem jakby z poczuciem winy, że zajmuję mu miejsce. Unikaliśmy się wzrokiem. Nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Nawet chciałem rzucić jakieś luźne „cześć!”, czy coś w tym stylu, ale zaniechałem tego, nie widząc u niego chęci do kontaktu. Być może było to klasyczne spotkanie dwóch introwertyków albo przepaść międzypokoleniowa. Przypomniały mi się jednak z sentymentem czasy moich ostrych ćwiczeń na siłowni, gdy każdy wchodzący witał się z resztą (nomen omen, sam się złapałem na tym „wchodzącym”, czyli tutaj inicjatywa należała do mnie). W każdym razie po niecałych dwudziestu minutach chłopak zwinął swoje taśmy, spakował się i poszedł bez słowa. Właściwych ćwiczeń nawet nie rozpoczął. Najwyraźniej zrezygnował. Odczułem to trochę jak „odrzucenie”, bo jednak w myślach już uznałem nas za „kolegów”:)) Zastanawiałem się nawet, czy nie zawołać za nim, że zaraz będę kończył. Nie zrobiłem tego. I jestem z tego zadowolony. Spokojnie dokończyłem moje ćwiczenia i też poszedłem sobie.

      Zabrakło tu kontaktu z wewnętrznym dzieckiem, które pewnie spontanicznie powiedziałoby „cześć!” małolatowi. Z drugiej jednak strony, dałem wewnętrznemu dziecku przyjemność ćwiczeń, której oczekiwało.

       

      • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, 3 miesięcy temu przez Jakubek.
      Jakubek
      Uczestnik
        Liczba postów: 932

        Znaczące słowa.

        Niektóre słowa do dziś kojarzą mi się z głosem ojca. Kiedy je gdzieś usłyszę lub przeczytam czuję niemiły ucisk w żołądku. Ostatnio do listy tych słów dorzucam słowa: przegonić, pogonić, wygnać, zagnać, przegnać… Tak o mnie się wyrażał. Mnie można było przegonić czy wygnać. Pochodził ze wsi. Czy sam ten fakt wyjaśnia, dlaczego używał wobec mnie języka stosowanego zwykle wobec trzody chlewnej. Czy rola rodzica kojarzyła mu się z obowiązkami rolnika hodującego świnie, krowy, owce czy kury?

        • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, 3 miesięcy temu przez Jakubek.
        Czerwonewino
        Uczestnik
          Liczba postów: 99

          Ad. Incydenty

          Zawsze staram się oswoić każdą przestrzeń. Dlatego też, jeżeli ktoś inny również w niej przebywa, często wykazuję inicjatywę i pada: cześć lub dzień dobry. Może zabrzmi to dziwnie, ale w taki sposób mierzę się z własnym introwertyzmem. W taki sposób zagospodarowywuję przestrzeń, aby poczuć się w niej bardziej komfortowo (to też jest pewien rodzaj kontroli).

          Ad. Znaczące słowa

          Nic nie tłumaczy Twojego ojca, który kierował tak przemocowe słowa do małego chłopczyka. Za każdym razem, gdy czujesz ten ścisk w żołądku porozmawiaj z wewnętrznym dzieckiem. Powiedz mu, że go kochasz i, że chcesz, aby został, był z Tobą, że jest ważny i bezpieczny.

          Nie wiem co jest lepsze: pamiętać i wiedzieć czy być tego pozbawionym? Pamiętam tak niewiele, a jednocześnie tak wiele odczuwam: ścisk w żołądku, w klatce piersiowej, w gardle… ale nie potrafię tego odnieść tak wprost do słów czy sytuacji.

          Jakubek
          Uczestnik
            Liczba postów: 932

            Trochę zakręcony psychotest.

            Jadłeś mocno czosnkową potrawę. Wiesz, że z każdym oddechem wydzielasz ten przykry zapach. Jedziesz samochodem po partnera/partnerkę do pracy. Kiedy wskakuje do auta, przypominasz sobie o czosnkowym oddechu i szybko sięgasz po gumę do żucia. Okazuje się, że masz tylko jedną. Trzymasz ją w ręce i co robisz?

            1. Mówisz, że  jadłeś „sos czosnkowy” i szybko wrzucasz gumę do ust.
            2. Nic nie mówisz i szybko wrzucasz gumę do ust.
            3. Pytasz, czy partner/ka ma ochotę na gumę do żucia.
            4. Chowasz gumę do kieszeni i prowadzisz rozmowę odwracając twarz.
            5. inne ……………………………………………………………………

            Zamiast partnera/ki może być osoba, która uważasz za atrakcyjną.

            Czerwonewino
            Uczestnik
              Liczba postów: 99

              A jakiś opis (wynik) psychotestu w zależności od wyboru posiadasz?

              Ja już dokonałam wyboru 🤗 i chciałabym wiedzieć co z niego wynika 😂😂😂😂

              Jakubek
              Uczestnik
                Liczba postów: 932

                Ha! Dokładnie nie wiem co z tego wynika. Miałem taką sytuacje i postąpiłem w sposób nr 2, a zaraz potem usłyszałem „Czy możesz poczęstować mnie gumą do żucia?”. I natychmiast wpadłem w poczucie winy.

                Zacząłem się zastanawiać, co zrobiłbym, gdybym usłyszał to pytanie wcześniej. Czy udawałbym, że nie mam gumy? A potem w ukryciu wrzucił ja sobie do ust? Słowem, czy w niedojrzały sposób uciekłbym od problemu?

                Potem zastanowiłem się, czyją atrakcyjność (tu wyrażaną świeżym oddechem) uważam za  ważniejszą w relacji. Moją w oczach partnerki? Czy partnerki w moich oczach?

                W końcu zacząłem rozważać, jaki jest mój stosunek do partnerki (i relacji z nią), skoro przed spotkaniem pozwalam sobie na obżeranie się sosem czosnkowym. Czy to wyraz braku dbałości o komfort partnerki, rozleniwienia w związku, niedoceniania, zbytniej pewności siebie?

                Poza tym, dlaczego nie przyszło mi nawet do głowy, żeby jasno powiedzieć, że mam ostatnią gumę do żucia i czy chce, żebym się z nią podzielił. Nawet małą gumę można przepołowić. Czyżbym uznawał, że w naszym związku panuje reguła „wszystko albo nic” i „jedno przegrywa, drugie wygrywa”? Faktycznie, każdy kompromis rodzi się po ciężkich bojach.

                Taki drobny incydent, a tyle refleksji. Ostatnio w tej relacji sporo sytuacji konfliktowych.

                A jak byś postąpiła Czerwonewino?

                 

                • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, 3 miesięcy temu przez Jakubek.
                • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, 3 miesięcy temu przez Jakubek.
                Czerwonewino
                Uczestnik
                  Liczba postów: 99

                  Wygląda na to, że w twojej głowie gości jeszcze większy krytyk od mojego 😨

                  W moim przypadku, bez większego zastanawiania się, padł wybór na punkt 1, tylko trochę zmodyfikowany… pomyślałam, że powiedziałabym: sorry, jadłam sos czosnkowy, zapomniałam się, bardzo go lubię, nie chcę Ci tym zapaszkiem dawać po nosie, więc wezmę gumę. Niestety, mam ostatnią. Jeżeli chcesz mogę się nią podzielić, ale wówczas nie gwarantuję, że taka mała ilość gumy zmieni smak i zapach w moich ustach…

                  Z tym, że ja żyję z mężem od 23 lat, na randki z obcymi facetami nie chadzam, więc może moja odpowiedź jest z góry zafałszowana, bo czuję się swobodnie 🤣🤣🤣🤣

                   

                  Jakubek
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 932

                    „sorry, jadłam sos czosnkowy, zapomniałam się, bardzo go lubię, nie chcę Ci tym zapaszkiem dawać po nosie, więc wezmę gumę. Niestety, mam ostatnią. Jeżeli chcesz mogę się nią podzielić, ale wówczas nie gwarantuję, że taka mała ilość gumy zmieni smak i zapach w moich ustach…”

                    Strasznie dużo słów, jak na jedną malutką gumę do żucia:))

                    Czerwonewino
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 99

                      🤔hmmm, dużo powiadasz? Może to wynik moich doświadczeń bycia w relacji. Przez wiele lat moje małżeństwo było tylko ładnie zapakowanym prezentem. Na zewnątrz odbierano nas jako idealną parę. A wnętrze naszego życia było zupełnie inne. Nie rozumieliśmy się. Po wielu latach, bardzo bardzo wielu, odkryliśmy, że podstawą udanego związku jest dialog i wzajemnie zrozumiałe skomunikowanie się. Może stąd tyle słów 🤔

                      Teraz też nie jest idealnie. Bywają lepsze i gorsze chwile. Ale taki jest koloryt relacji. Bo relacje to ludzie…

                       

                      j.b
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 54

                        Hej, ja wybrałabym prawdopodobnie opcję 3 – bo niestety zwykle automatycznie (zanim zdążę nawet to sobie uświadomić…) rezygnuję z siebie na rzecz innych (chyba jestem typem „zadowalacza” – people pleasera, zaczerpnęłam tę terminologię z filmików p. Izabeli Kopaniszyn 😀 ) lub ew. 1 – bo mam skłonność do tłumaczenia się z każdego drobiazgu.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 591 do 600 (z 687)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.