Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Kobiety, które kochają za bardzo
-
AutorWpisy
-
Wiatajcie alling, mala
Czy któraś z Was odważyła by się spotkać z żoną którego kolwiek faceta z którym jesteście bądż byłyście?
Niedawno poznałam Panią która niestroni od towarzystwa mojego męża, kobieta okazała się bardzo sympatyczna, gdyby niefakt że spędza z nią czas a niezemną mogłabym nawet z nią spróbować umuwić się na pogaduchy. Bałam się tego spotkania. Jak się okazało ona mnie też się bała. (Niewiem czego bo mama niecały 160 wzrostu i 50kg wagi więć krzywdy jeje za dużęj niedałabym rady zrobić.Chodż w moim sercu rodziła się agresja na saqmą myśl o niej.)mamamia9,sama z siebie chyba nie, i nie ze strachu przed nią, ze mi krzywdę zrobi, a raczej ze strachu przed samą soba. Za bardzo by to bolało, tego bym nie wytrzymała. Widziałam Ją na zdjęciu, wydaje się b.miłą osobą i może to jest powód mojego strachu? nie wiem…choć gdyby Ona zażądała spotkania, napewno bym nie odmówiła…właśnie ze względu na Nią, to by się Jej należało. Bo uwierz, my, te trzecie, mimo iż wpadłyśmy w jakieś chore sidła zastawione na nas z których nie potrafimy się wygrzebać mamy coś takiego jak sumienie….:(
Witam czytajac wasze posty doszlam do wniosku ze chyba mam podbny problem. A mianowicie kochamza bardzo partera ktory naduzywa alkoholu. Jego tata rozszedl sie mama z powodu alkoholu. Boje sie co bedzie dalej. Chodze na terapie ale nadal jestem osoba wspoluzalezniana. nie umiem sobie poradzic z tym zeby skoncyc z tym zwiazkiem 4 letnim. Facet okazuje mi malo uczuc, wazniejsi koledzy chowa butleki 100 ml i 200ml, oklamuje pijac z kolegami i uwaza ze ja wyolbrzymiam. Nie umiem skonczyc z tym. Wiem ze chce ale brak mi sil aby z tym skonczyc i oczywiscie obawa samotnosci.
Czy rzeczywiscie moze ja za duzo wymagam. Przez 4 lata o wszystko musze sie prosic, nie mam prawa do swojego zdania bo jak cos powiem to jest ze ja nic nie wiem albo ze nie bedzie on mi mowil wiecej nic bo potem ja mu gadam.Zapomina o moich ur. Aleo kolegach pamieta.Ogolnie jest zle i ja to wiem…tylko co dalej??
POMOCY.chciałabym Ci powiedziec- rzuć go, on nie jest tego wart, ale nie napiszę tego, bo to i tak nic nie zmieni. Moge powiedzieć tylko jedno, i mam nadzieję że nie odbierzesz tego źle. CZLOWIEKA KTÓRY SAM SIEBIE NIE SZANUJE, NIKT SZANOWAC NIE BĘDZIE. A Ty siebie nie szanujesz pozwalając na takie traktowanie. Proszę, nie dawaj sobie pluć w twarz, udając że to deszcz pada. Potem może już być za późno…
Powodzenia.
Stać nas na o wiele więcej.
Tylko ten jeden krok jest taki trudny:( Potem podobno jest łatwiej…Witajcie…mój ojciec też jest alkoholikiem.Tak mi się wydawało,że im dalej w przyszłość tym będę mniej o tym myśleć i pamiętać.Ale widzę,żę właśnie ta moja przeszłość powraca jak bumerang i odbija się na moim życiu w różnych dziwnych zachowaniach.Kiedyś myślałam,że mam taki charakter :)ale teraz już wiem dlaczego jestem taka jaka jestem.Alkohol toważyszył mi od samego początku,teraz jak o tym piszę to czuję się jakby ktoś sciągał ze mnie ubranie,po prostu wstydzę się tego.Zawsze się tego wsydziłam i czułam się odpowiedzialna za całą tą sytuację.Już od małego pomagałam mamie jakoś się z tym uporać.Ciężko jest zrozumieć ponieważ moja mama zawsze szanowana na poziomie i ojciec za którego wszyscy musieliśmy się wstydzić i zamiast witać go na ulicy,to staraliśmy się go omijać jak tylko mogliśmy.Tak naprawdę zaszw bałam się marzyć, bo marzenia wydawały mi się niemożliwe a co gorsza nie dla mnie.Wydawało mi się,że na nie po prostu nie zasługuje.Byłam zawsze złośliwa choć tak naprawdę tego nie chciałam.Reaguję złością i strachem na jakąkolwiek krytykę.Czasami wydaje mi się,że ludzie specjalnie chcą mnie poniżyc.Wiem,że to jest chore bo tak naprawdę nikomu przecież na tym nie zależy.Nie potrafię wierzyć,że może być dobrze w moim życiu.A jak już jest dobrze to boję się,że to stracę.Dla bycia akceptowanym potrafię wszystko wybaczyć nawet najgorszą krzywde,jaka została mi wyrządzona.Często czuję się wykorzystana,bo może i wykorzystują mnie ludzie widząc jaka jestem dobra.Wiem,że jestem za dobra i całe serce oddałabym osobie na której mi zależy.jest tego wszystkiego tak dużo,że wydaje mi się,że mogłabym pisać przez całą noc i końca niebyłoby.O tym,że mam cechy DDa zrozumiałam,po rozstaniu z chłopakiem.To własnie bedąc z nim zauwazyłam dziwne zachowania we mnie.Paranoiczną obawę odrzucenia,cały czas chciałam przytulać się do niego.Cały czas szukałam akceptacji,cały czas wszystko musiało być pod kontrolą.Do tej pory nigdy nie płakałam,bo po prostu nie potrafiłam,a przy nim płakałam cały czas,tak poprostu…poczułam się bezpiecznie.Choć chłopak był chwiejny i nigdy tak naprawdę nie czułam się bezpiecznie i pewnie.chciałam być dla niego wyjątkowa i idealna bez skazy.Prowokowałam kłótnię żeby tylko on ze mna porozmawiał i mi tłumaczył,żeby ze mna rozmawiał.On za to był zamknięty i było mu cięzko otworzyć się, a ja potrzebowałam tak bardzo czyjejś uwagi i akceptacji.Byliśmy różni dlatego nie potrafiliśmy dogadać się,szukałam momentów choćby najmniejszych w których dopatrywałam się,że jest nam dobrze razem i jesteśmy dla siebie.Czasmi wydaje mi się,że nie wiem co było prawdą w tym związku,ale tak naprawdę nie wiem kim jestem.Kiedyś byłam inna,miałam inna świadomość teraz nie wiem kim jestem.Gdzie jest moje prawdziwe ja a gdzie "ja"z przeszłościa i życiem w którym panował alkohol.Boję się przeszłości,nie potrafię być pewna albo przynajmniej wierzyć,że bedzie dobrze…jak tylko coś się udaje zaraz dopatruję się jakiegoś podstępu,tzn.boję się,że to się skończy,że mi się nie uda.Boję się prosić o to czego tak naprawdę poczebuję…Czuję się odpowiedzialna za to wszystko co się dzieje w domu,a co najgorsze czuję,że to ja musze rodzinie pomoc…jak jestem poza domem to nie mam ochoty nawet dzwonić bo jak dzwonię i cos jest nie tak to zaraz stesuję się i nie jestem spokojna.Poczebuję napięcia,szukam sytuacji stresujących…mam potrzebę bycia pod napięciem…prowokując kłótnie z chłopakiem czułam się pod napięciem bo czekałam na jego reakcje czy ze mna zerwie czy mi wybaczy…potrzebowałam jego rady…nie chciałam zeby za mnie decydowała,ale potrzebowałam czuć się,że ktoś jest przy mnie i wierzy we mnie…On już ze mna zerwał bo nie czuł do mnie tego co wczesniej…byliśmy zbyt rózni…tylko,że ja nie wiem czy będąc z nim to byłam "ja"czy moja"choroba"która nosze ze soba i która się ujawnił w momencie w którym zaufałam…Zaufałam mu drugi raz,ponieważ juz raz mnie okłamał…zaufałam mu drugi raz bo twierdził,że mnie nie zawiedzie…on tez miał problemy bo zmarła mu siostra i nie pootrafił o tym mówić…wiem,że go tłumaczę…nawet tłumaczę jego zachowanie…wierzyłam w wszystko co mi mówił,nawet jak się z nim nie zgadzałam…wierzyłam zeby tylko on przy mnie był….To wszystko jest strasznie…oprocz tego chorowałam kiedyś na epilepsje i musiałam się uparąc z piętnej tej choroby…wstydziłam się jej,nic nie mogłam robić…teraz gdy już moge czuję się jak dziecko,które zaczyna się bawić swoimi zabawkami…Czuję olbrzymi ciężar na swoich barkach…olbrzymi..ale chcę sobie pomoc bo wiem,że moje życie może być szcześliwe…bo jestem fajna osoba:)
witaj testolinka.
czytajac twoja wypowiedz mialam wrazenie ze czytam sama siebie. jestesmy tak podobne do siebie. choc jestem chyba starsza to tez kiedys tak sie zachowywalam i tak czulam z zwiazkach z chlopakami. tez prowokowalam sprzeczki aby sprawdzic czy naprawde mnie kocha. i tez bez konca musial mi wszystko tlumaczyc… zawsze bylam nieyfna i mam to do dzis. czasem mysle ze wszyscy sa przeciw mnie i ze jest jakis spiesek przeciw mojej osobie. moja milosc do patrnerow zawsze byla jakas chora i za mocna. to bylo jak obsesja a nie uczucie. chcialam byc z nimi non stop i wszystko kontrolowac. na dluzsza mete tak sie nie da zyc. mimo wszystko tez jestem dobra osoba ale czesto reaguje zloscia i agresja. chyba w ten sposob sie bronie…..Witaj Beta to wszystko jest takie dziwne, mój chłopak mi wszystko musiał tłumaczyć, choć nie zawsze miał rację,bo to nie jest tak,że jak ktoś nie ma tego problemu to wszystko wie lepiej.To jest właśnie ta pułapka, ponieważ takie osoby jak my wierzymy we wszystko co nam mówią osoby na których nam zależy.A to przecież jest złe.czasami jak rozmawiałam z innymi znajomymi to mieli inne zdanie niż mój chłopak a też byli "zdrowi"a ja za bardzo wierzyłam w to co mówił mój chłopak.Często miał rację, ale nie zawsze.To jest własnie największa pułapka dla nas, ponieważ nigdy nie wiemy kogo spotkamy na naszej drodze.Te osoby co miały szczęście i znalazły właściwego partnera powinny być wdzięczne losowi.Czasami można trafić na osobą,która kompletnie na nas nie zasługuje i tłumaczyć sobie wszystkie jej złe zachowania.Mój chłopak nie był dla mnie odpowiedni, dlatego też tak było, bo jak znajdziesz osobę dla której będziesz najważniejsza to taka osoba da Ci miłość, której potrzebujesz.Ja wierzę,że kiedyś kogoś takiego spotkam, kto mnie pokocha ponad wszystko.pozdrawiam Ania
A czy można poznać wyniki Twoich badań, skoro poświeciłam trochę czasu na ankietę????:)
EchuCzy ja również mogłabym prosić o przesłanie tej książki na maila??? Jestem tu od niedawna czytam wasze posty i zastanawiam się czy ten problem też dotyczy mnie. Nigdy nie myślałam o sobie jako o DDA ale przez przypadek trafiłam na jakieś publikacje i trochę mną wstrząsnęły analogie… Z góry dziękuje 🙂
echudu@onet.plZakochałam sie za bardzo…pierwszy raz pozwoliłam soie na uczucia.Obiekt uczuć? Nie ten.Ale dzięki niemu przeżyłam małą rewolucję,bo zobaczyłam jaką zasłonę sobie zbudowałam przez całe swoje życie……opieka nad wszystkimi słabymi osóbkami,żeby tylko nie poczuły tego zła co ja.Zgubiłam przy tym siebie,poddałam się,spisałam na straty,bo skoro doświadczyłam zła to znaczy że zasługuje na to co złe.Sięgnęłam po pomoc specjalisty i jestem trochę przerażona,nie tym że to trochę potrwa ale tym żeby zdążyć przed złymi myślami.Trzymajcie za mnie kciuki.Dziwny jest ten świat,bo warunkuje ludzi nie pod kontem tego jacy jesteśmy ale pod kontem tego kto stanie nam na drodze w ciągu całego naszego życia……tak naprawdę odbierając nam je.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.