Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Kolejny upadek – jak sobie poradzić?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
  • Autor
    Wpisy
  • noname
    Uczestnik
      Liczba postów: 23

      Cześć. To mój pierwszy temat, jaki poruszam na tym forum. Mam pytanie: jak sobie radzicie w tych najgorszych momentach, gdy wszystko się wali i upadacie poraz kolejny na emocjonalne dno?

      Od pewnego czasu nie mam siły się pozbierać. Nie mam komu się wygadać i chyba nawet nie chce mi się wszystkiego opowiadać. Najchętniej wyjechałabym na jakieś odludzie, położyła się na łóżku i płakała w poduszkę. W domu nie mogę tego zrobić, bo nie mieszkam sama. W tym środowisku muszę udawać, że wszystko jest ok, bo nie zostanę zrozumiana i nie otrzymam wsparcia. Jestem tym wykończona. Najchętniej wyjechałabym jak najdalej, żeby odpocząć od ludzi, od wszystkiego przynajmniej przez kilka miesięcy. Rozmowy z psychologiem jakoś nigdy mi nie pomagały. Może trafiłam na kiepskich psychologów… Byłam tylko u 2 na NFZ.

      Z góry dziękuję za odpowiedzi.

       

      • Ten temat został zmodyfikowany 2 lat, temu przez noname.
      noname
      Uczestnik
        Liczba postów: 23

        Czy są tu osoby, które mogą powiedzieć, że pomógł im Bóg? Od paru miesięcy, za sprawą pewnej osoby, mam ochotę na nowo „dogadać się” z Bogiem, ale coś mnie stale odciąga od kościoła i księży. Nie jestem w stanie nawet pójść do spowiedzi. Walczę sama ze sobą i nie wiem już gdzie szukać pomocy.

        Jakubek
        Uczestnik
          Liczba postów: 931

          Czy próbowałaś „wygadać się” i „wypłakać” na mityngu DDA? Jeśli są grupy w Twojej okolicy, to są one dobrym miejscem do „podniesienia się”, a później do „podtrzymania” równowagi emocjonalnej. Nikt tam co prawda nie będzie dawał Ci rad, a nawet może nie będzie pocieszał (bo na mityngach nie odnosimy się do cudzych wypowiedzi), ale wysłuchają Cię w skupieniu i zrozumieniu. Zaryzykuj.

          Co do terapeuty, to jednak wygadanie się przed nim powinno nieść ulgę i polepszać ogólny nastrój, więc może faktycznie nie zgrałaś się z nim.

          Poza tym aktualna pora roku i aura działa przygnębiająco na wielu ludzi, nie jesteś więc sama z tym zdołowaniem.

          Ja w najgorszych momentach sięgam właśnie po mityng. Zresztą staram się bywać regularnie i w lepszym czasie. Poza tym mogę dzwonić do paru osób ze wspólnoty (a poznałem je na mityngach).

           

          noname
          Uczestnik
            Liczba postów: 23

            Chodziłam na terapię grupową dda. To jest coś dobrego. Co prawda nie jestem typem osoby, która będzie płakać przy wszystkich, ale fajnie było pobyć z kimś, kto przynajmniej mnie rozumie. Grupa się skończyła, ja przestałam chodzić do swojej psycholog, bo niczego mi to nie dawało i tak zostałam sama. Czasami są takie momenty, że chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił, żeby okazał mi chociaż namiastkę zrozumienia, akceptacji i bliskości, jakiej nigdy nie zaznałam. Chciałabym się komuś wypłakać w ramię i zrzucić z siebie cały ten ciężar. Nie szukam związku, nie chcę seksu. Po prostu potrzebuję odrobiny czyjejś uwagi i obecności choć przez krótką chwilę. Niczego więcej. Nie ma nikogo takiego. Wiem, że sama powinnam to sobie dawać, a nie szukać tego na zewnątrz, ale czasem po prostu nie mam już siły.

            2wprzod1wtyl
            Uczestnik
              Liczba postów: 1177

              @Noname napisała: Najchętniej wyjechałabym jak najdalej, żeby odpocząć od ludzi, od wszystkiego przynajmniej przez kilka miesięcy. 

               

              W kontekście 'izolowania’, 'uciekania’- zawsze (już kiedyś o tym pisałem) przypominają mi się słowa o. Zatorskiego o tym, że nie da się uciec przed samym sobą, choćbyśmy schowali się w jaskini i tak będziemy tam my i nasze lęki, myśli dlatego warto się skonfrontować, spojrzeć z innej perspektywy (o. Zatorski mòwi w relacji Bogiem) czasami do tego 'by nie uciec’ jest potrzebny drugi człowiek.

              Przypominają mi się też słowa o. Zatorskiego ze spotkania z  młodym człowiekiem, ktòry zrezygnowany powiedział, że 'on się na świat nie prosił, nikt go o to nie pytał’ i w tamtym momencie o. Zatorski nie wiedział co temu młodemu chłopakowi odpowiedzieć, ale długo myślał nad tym i po czasie gdyby miał okazję raz jeszcze go spotkać zapytałby go. 'Czy teraz chcesz żyć? Wtedy nikt Cię nie pytał, ale teraz Cię pytam’.

               

              Dla mnie jest to taki wręcz barometr. To pytanie i przyglądanie się czy chcę się izolować czy chcę żyć. Jeżeli odpowiedź brzmi chcę 'uciec’ to warto włączyć sobie instrukcję działania = potrzebuję wsparcia względnie obserwowanie sobie, bo być może to tylko potrzeba odpoczynku, zebrania myśli.

              Co do uznania takiej swojej słabości czy chęci uwagi, wysłuchania, wtulenia się w ramiona to w sumie może być oznaka Twojego zdrowienia z racji, że częstym mechanizmem u kobiet dda jest kontrola sytuacji i odrzucanie jakiegokolwiek wsparcia (na zasadzie sama sobie poradzę).

               

               

               

              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez 2wprzod1wtyl.
              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez 2wprzod1wtyl.
              dda93
              Uczestnik
                Liczba postów: 635

                Noname, moim zdaniem pójście w obrzędową stronę religii nie rozwiąże problemu. Bóg może Ci pomóc stawiając na Twej drodze przyjaciół i skutecznych terapeutów. A wiara na pewno wspiera proces zdrowienia. Są też psycholodzy, którzy wyznają lub szanują wartości chrześcijańskie (i nie namawiają na np. zdejmowanie krzyżyka).

                Nikt, za wyjątkiem garstki proroków i mistyków, nie rodzi się do bycia samotnym. Możesz więc zadać sobie pytanie, co sprawiło, że nie szukasz już związku ani partnera (jakie przeżycia i urazy). Ale gdy jesteś na etapie poszukiwania siebie i opieki dla swojego wewnętrznego dziecka (to rola dla Ciebie, nikogo innego), moim zdaniem, wcale nie musisz, a wręcz NIE POWINNAŚ szukać nikogo, kto zapełni tę pustkę, bo możesz poranić kogoś Bogu ducha winnego.

                Kiedyś było coś, co nazywało się rekolekcje ignacjańskie, co nieco ponoć wyciszało ludzi zagubionych w zamęcie życia. One jednak mocno ciągną w stronę religijną, a u Ciebie chyba problem jest w DDA. Nawet moją koleżankę, która była w nowicjacie, siostra przełożona wysłała kiedyś na terapię DDA. Nic nie zastąpi leczenia duszy…

                noname
                Uczestnik
                  Liczba postów: 23

                  Dziękuję za Wasze odpowiedzi i wsparcie.

                   

                  2wprzod1wtyl: Masz rację, nie da się uciec przed samym sobą i własnymi lękami. Wiem, że muszę się z tym zmierzyć (chociaż łatwiej jest uciekać, bo to znam aż za dobrze). Wmawiam sobie, że potrzebuję izolacji, ale w głębi siebie wiem też, że taka izolacja niczego nie zmieni w moim życiu. Potrzebuję pomocy, a gdy brakuje mi sił, muszę poprosić kogoś innego o pomoc. To jest męczące.

                   

                  dda93: Z Bogiem mam problem od wielu lat. Bardzo długo byłam anty religijna. Patrzyłam na świat przez pryzmat nauki i logiki (tak przy okazji: udowodniono naukowo, że ludzie wierzący są bardziej szczęśliwi i zdrowsi od ateistów). Przez ostatni rok działo się dużo rzeczy, które mogłabym nazwać zbiegami okoliczności. Wszystko wokół jakby mi mówiło, że to jednak ma sens i ktoś lub coś czeka na mnie z otwartymi ramionami. Być może tak jest, a być może mój umysł tylko chce to postrzegać w taki sposób… W każdym razie nie jestem już nastawiona „anty” i szukam czegoś dla siebie, czekam na coś, sama nie wiem na co. Druga sprawa: nie chcę partnera, bo wiem, że nie jestem gotowa na nowy związek. Wiem, że nie powinnam nikogo szukać, bo tylko skrzywdzę siebie i drugą osobę.

                   

                  W teorii niby wiem sporo, ale co z tego, skoro nie potrafię jej wcielić w życie? Przez chwilę jest dobrze, potem znowu źle… Ciągle potrzebuję wsparcia, bo sama sobie nie radzę… można się załamać. Nie wiem czy kiedykolwiek będę na tyle samodzielna, odpowiedzialna i wyrozumiała dla siebie, żeby żyć pełnią szczęścia.

                  2wprzod1wtyl
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 1177

                    @Noname idąc za Rosenbergiem proponuję zamienić słowo muszę na słowo chcę. I tak zamiast 'wiem, że muszę się z tym zmierzyć, muszę poprosić o pomoc’ wstawiać sobie (nawet na początku jako plombę) chcę się z tym zmierzyć, chcę poprosić o pomoc.

                    Czasami jest tak, że jeszcze na coś nie jesteśmy gotowi a czasami warto pomyśleć nad zmianą strategii.

                    Kontekst wiem, mòwię, działam też już kiedyś poruszałem. Są to trzy ròżne sprawy, ale już sam fakt, że myślę o tym i wiem jest etapem. Być może jeszcze nie teraz, być może aby przejść do działam potrzebuję innej strategii a może czasu.

                    Wiara nie idzie w przeczności z nauką. Od jednego z duchownych kiedyś usłyszałem o ślepej wierzę, ktòra może prowadzić np. do ekstremizmòw i o wierze z bojaźnią (nie lękiem). Bojaźń to z jednej strony respekt a z drugiej poznawanie, odwaga i przez to poznanie (w tym wątpliwości, zadawanie pytań oto) zanika lęk.

                    Odnośnie nauki to zaròwno gdy chodzi chodzi o wszechświat i nagrodę Nobla z 2011 za odkrycie przyspieszonej ekspansji gdzie dowiedzieliśmy się, że wszechświat cały czas się poszerza a z drugiej strony schodząc do człowieka okazuje się, że wiele spraw jest ciągle misterium. (nie chcę przez to powiedzieć, że nauka nie idzie do przodu, ale że ani wiara nie wyklucza nauki ani nauka nie wyklucza Boga)

                    Mi jest o tyle łatwiej, bo moja (z pewnością) ograniczona wiedza, mòj sposòb pojmowania świata jest taki, że uwzględnia w tym Boga i patrząc z tej perspektywy mogę powiedzieć, że mam lżej stąd idąc tokiem myślenia chrześcijańskiego to osoba czyniąca dobro ale niewierząca  jest przede mną w drodze do Boga.

                    …patrząc nawet wyłącznie  z perspektywy potrzeb- transcendencja(rozumiana szeroko) jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka.

                    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez 2wprzod1wtyl.
                    2wprzod1wtyl
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 1177

                      Co do Rosenberga doprecyzuję, że 'chcę poprosić o pomoc’ to już jest strategia a to czego chcę? (warto sobie doprecyzować).

                      np. zaczynam się izolować. Czego chcę? Chciałbym aby mnie szanowano w rozmowie, chciałbym mòwić prawdę o sobie (kłamanie podszyte wstydem, niezadowoleniem ze swojego etapu życia, statusu, stanu cywilnego itp jest jednym z elementòw odcinania), chciałbym aby moje argumenty były wysłuchane, chciałbym nauczyć się wyrażania emocji oraz stawiania granic po to aby nie było fałszu w relacji, albo mam jakieś lęki w kontaktach z innymi itp.)

                      Idąc w tym trybie można włączyć strategię pomoc/ wsparcia drugiej osoby i.lub skonfrontowania co powoduje, że zaczynam się izolować? Kłamstwo? wstyd?  lęk, że zostanę odrzucony, skrytykowany, nazwany czepialskim? może oznaki chorobowe itd.

                      • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez 2wprzod1wtyl.
                      j.b
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 54

                        Cześć

                         

                        Czy są tu osoby, które mogą powiedzieć, że pomógł im Bóg? Od paru miesięcy, za sprawą pewnej osoby, mam ochotę na nowo „dogadać się” z Bogiem, ale coś mnie stale odciąga od kościoła i księży. Nie jestem w stanie nawet pójść do spowiedzi. Walczę sama ze sobą i nie wiem już gdzie szukać pomocy.

                        Ja jestem taką osobą, której praktyka wiary znacznie pomogła w kryzysie emocjonalnym. Zarówno strona obrzędowa – to daje również poczucie bycia częścią czegoś większego niż ja sama, częścią tradycyjnej wspólnoty – a to jest tak naprawdę ważną potrzebą, ale również, a może przede wszystkim czytanie książek z pogranicza nauki i duchowości, oglądanie na youtube kanałów katolickich i nie tylko.

                         

                        Czasami są takie momenty, że chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił, żeby okazał mi chociaż namiastkę zrozumienia, akceptacji i bliskości, jakiej nigdy nie zaznałam. Chciałabym się komuś wypłakać w ramię i zrzucić z siebie cały ten ciężar. Nie szukam związku, nie chcę seksu. Po prostu potrzebuję odrobiny czyjejś uwagi i obecności choć przez krótką chwilę. Niczego więcej. Nie ma nikogo takiego. Wiem, że sama powinnam to sobie dawać, a nie szukać tego na zewnątrz, ale czasem po prostu nie mam już siły.

                        Ale ładnie to wyraziłaś, często czuję podobnie – chociaż mam wokół siebie osoby bliskie, to nawet wtedy mi się zdarza takie odczucie. Myślę, że to odczucie jest znane większości DDA, ta potrzeba poszukiwania uwagi, obecności itd. Tak, to prawda, że powinniśmy to dawać sobie w pierwszej kolejności sami, ale jednak jesteśmy istotami społecznymi i jeśli głębszych relacji nam rzeczywiście brakuje, to nie ma w tym nic dziwnego.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.