Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Kompleks edypa
-
AutorWpisy
-
Cześć, mam problem z moim związkiem, jestem z kobietą już około 4 lata, jesteśmy zaręczeni i ona naciska na ślub, ja się go strasznie boję. Ostatnio mam problem z sypianiem z nią, po prostu to mnie odrzuca, wole masturbację i kompulsywne myśli o innych kobietach, od tygodnia tego nie robię bo wiem, że to mi szkodzi. W moim domu ojciec był pijący a ja byłem bohaterem, który ratował matkę. Mama zawsze narzekała i wyzywała ojca od najgorszych, ja uznaję go do dziś za wroga i chcę z nim jakoś rywalizować, mam bardzo złe zdanie na jego temat. Dziś słuchałem podcastu nt. Freuda i kompleksu Edypa i jakoś tak mocno to we mnie uderzyło, tzn. koncepcja stawiania matki jako swojej żony. Moją narzeczoną ostatnio widzę bardziej jak siostrę lub przyjaciela, nie jak kochankę. Ciągłe kompulsywne mysli o innych kobietach, wahania i uczucie niepewności co do niej i siebie. Gdzieś w środku chciałbym już iść dalej, załozyć rodzinę i wybudować dom ale coś mnie mocno hamuje. Czuję się w tym wszystkim jak dupa wołowa, mało męski. Byłem na wizycie u seksuologa to zalecił odstawienie masturbacji, czytanie książki o samorozwoju i codzienne myślenie o seksie z partnerką aż do wzwodu. Nie wiem co o tym wszystkim sądzić. Doradźcie, czy ten „kompleks edypa” może być realny w moim przypadku oraz do kogo się udać, ponownie do seksuologa czy znowu do psychoterapeuty? Dodam, że jestem po rocznej terapii grupowej oraz 2-letniej terapii indywidualnej.
Zaskakuje mnie, że podczas trzech lat terapii ten problem nie był poruszony. Moim zdaniem jest to jak najbardziej terapeutyczny, a nie seksuologiczny problem. Codzienne myślenie o partnerce aż do wzwodu… no nie! naprawdę, tak radził?! Moim zdaniem to problem z tworzeniem relacji, więzi, bliskości, itd. Myślenie o innych kobietach może sugerować, że jest w dziewczynie coś, na co nie do końca się zgadzasz. Coś Ci w niej przeszkadza. I umysł podpowiada, że trzeba uciekać i szukać dalej, tej idealnej. Z tym, że to „coś”, to może być zarówno generalnie niepożądana cecha kobiety (np. kłótliwość, wybuchowość, niestabilność emocjonalna, nieszczerość, nałogi, itp.), jak i raczej pozytywna, wynikająca z jej dojrzałości (np. oczekiwanie sformalizowania kilkuletniego związku i świadoma decyzja o założeniu rodziny). Ta druga może Cię odrzucać, bo wymaga wzięcia odpowiedzialności za siebie, za nią, za budowaną rodzinę. To może przerażać. Jest jeszcze pytanie o mylenie miłości z litością. Jeśli byłeś bohaterem, to czy związałeś się z kobiecą bohaterką, odpowiadającą Tobie zaradnością i odwagą, czy z bezbronną ofiarą, oczekującą na uratowanie i opiekę? Czy to jest partnerska relacja?
Bez głębokiego wglądu w siebie chyba nie rozkminisz tego. Uporczywe myślenie aż do wzwodu raczej bym sobie darował. Tak to pewnie i na doniczkę z paprotką można się w końcu napalić;)
Z drugiej strony, że ludzie biorą kasę za takie rady…
Poglądy imć Freuda i spółki dzisiejsza psychologia traktuje trochę jako trącące myszką. Warto je znać, bo coś może być na rzeczy, ale myślę, że nie ma co podchodzić do nich bezkrytycznie, jak do wyroczni.
Pierwszym problemem, z jakim się borykasz, zdają się być szkodliwe praktyki seksualne. Wbrew opiniom niektórych „światłych” psychologów, masturbacją powinieneś raczej przestać się zajmować, gdy jesteś w związku. Dlatego, że w ten sposób kompletnie rozstrajasz sobie naturalne fizjologiczne mechanizmy reagowania na zbliżenie. W skrajnym przypadku może to powodować, że nie będziesz miał problemów z osiąganiem satysfakcji samodzielnie, a staniesz się impotentem przy żywej kobiecie. I zapewne to miał na myśli pan seksuolog.
Przy okazji takich zabaw karmisz też w sobie rys autoerotyczny („jestem jedyną osobą podczas seksu z którą czuję się bezpiecznie”) i naszą atawistyczną poligamię („skoro mogę „posiadać” tyle kobiet, dlaczego mam ograniczać się do jednej? – bo w trakcie masturbacji pewnie raczej nie patrzysz na paprotkę?;-).
Druga sprawa to, moim zdaniem, warto się przyjrzeć Twoim relacjom z matką. Zakładam, że nie było najgorszego scenariusza i w rolę męża swojej mamy zostałeś wciśnięty „tylko” emocjonalnie, bez aspektu fizycznego. I że do mamy stosunek masz zrównoważony (jako kobieta może kodować Ci się ona jako pewien poszukiwany wzorzec, ale nie przyprawia Cię ani o obrzydzenie, ani o nadmierną fascynację) – bo inaczej rzeczywiście Edyp może wchodzić w grę (jednym z zewnętrznych objawów, że syndrom Edypa jest na rzeczy, może być nerwica natręctw).
Jeśli czujesz się z mamą nadal zbyt mocno związany emocjonalnie, inna kobieta w Twoim życiu rzeczywiście może się sprowadzać do roli „przystawki”, a nie „dania głównego”. Co więcej, związanie się z inną kobietą możesz podświadomie traktować jako rodzaj zdrady wobec matki – i dlatego możesz sobie innych relacji zabraniać.
Trzecia sprawa, której myślę, że warto się przyjrzeć, to Twoje relacje z partnerką. Z jednej strony bowiem, niestety, wiele kobiet prze jak taran do przodu w realizacji swoich celów (ślub, rodzina, potomstwo) niszcząc wszystko po drodze (spontaniczność, radość bycia razem, więź).
Z drugiej strony zmusza to niektórych facetów (zwłaszcza tych zbyt mocno zakorzenionych w relacji z matką) do przejścia z traktowania związku jako wyłącznie źródła przyjemności i wygody w stronę podejmowania odpowiedzialności i pokonywania codziennych problemów. Utrzymanie tego w zdrowych granicach jest wąską ścieżką, z której łatwo spaść.
Tak więc jak to jest w Twoim przypadku: Czy partnerka przesadza z presją na sformalizowanie związku, założenie rodziny i potomstwo? W sumie jesteście już razem parę lat, a jej zegar biologiczny bije, chciałaby wiedzieć na czym stoi i pewnie społeczna presja na nią też jest. Czy z kolei Ty jesteś na to wszystko gotowy, i widzisz się w roli męża i ojca, który biega po serki i zmienia dzieciom pieluchy (a nie tylko wyluzowanego gościa, który po pracy rypie na kompie w strzelanki albo ogląda mecz)?
Tak jak piszę, w pierwszej kwestii myślę, że przede wszystkim powinieneś przestać szkodzić sam sobie. Dwie pozostałe warto by może przeanalizować.
A jeśli szukasz recepty na długotrwały udany seks z jedną partnerką, może jestem staroświecki, ale wydaje mi się, że źródłem tego jest duża wzajemna emocjonalna bliskość. Choć na przestrzeni lat sytuacja może się zmieniać (zwłaszcza przy dziecku) i nie zawsze będzie to jak pierwszy raz, na poziomie wysokiego C.
Dobrze, że napisałeś. Gratulacje za odwagę !
Czy rozmawiałeś z narzeczoną, że boisz się tego ślubu i dokładnie czego się boisz ? Jak nie to Jej powiedz. Jesteście parą i razem stawiacie czoła problemom. Mi terapeutka mówiła, żebym zawsze mówił, że na coś się nie zgadzam, a nie starał się „być miłym i nie denerwować”. To właśnie tendencja DDA, być miłym i nie robić awantury. Tak jak w domu. Masz prawo do swoich emocji i
Pytanie brzmi, czy jeśli chodzi o zaręczyny rownież chciałeś być miły czy rzeczywiście chciałeś się ożenić ?
Jeśli jesteś DDA czyli miałeś dysfunkcyjnego rodzica, w Twojej głowie nie wykształciły się mechanizmy autoregulacji, w związku z czym masz problem z mówieniem NIE, generalnie mówieniu o swoich uczuciach i nie żyjesz teraźniejszością to lepiej by było najpierw się na tym skupić.
Niezależnie od wszystkiego – masz prawo do swoich emocji, masz prawo czuć strach i Twoją narzeczoną powinna pomóc Ci ten strach przezwyciężyć, przecież całe życie macie być razem. A bedą znacznie trudniejsze wyzwania. Po ślubie problemów będzie 10 x więcej 😉
Mogę Ci polecić moja starą terapeutkę, ma wolne terminy, mi pomogła. Po prostu mnie słuchała i kompletnie mnie akceptowała ( online ).
Mogę Ci polecić tę książkę aby odnaleźć siebie i znaleźć spokój :
Znajdź spokój wewnętrzny. Pomoc dla DDD i DDA w odzyskaniu emocjonalnej trzeźwości, Tian Dayton
Dawaj znać co u Ciebie.Wszyscy tu mamy podobne problemy 😉
Dziekuję za odpowiedzi. Ustosunkuje się do każdej z nich osobno:
Jedyną cechą, która mnie od niej odrzuca jest to, że czasem stawia na swoim i musi być po jej myśli. Wtedy czuje się zdominowany i mam ochotę uciekać. To ja mam dominować, muszę to potwierdzać przy każdej decyzji, wtedy jest okej. Jako uległa kojarzy mi się była dziewczyna, która wcale taka nie była gdy sięgam pamięcią. To, że chce założyć rodzinę i pójść dalej podoba mi się bo akurat ja też tego aktualnie chce i mam dość wizji przychodzenia do domu napić się browara, pooglądać mecz i nawalić z kolegami w weekend. Chce wybudować dom i mieć dzieci, wracać do domu pełnego szczęścia. Jeśli chodzi o przywiązanie jako bohater, ona też jest zaradna, energiczna i odważna, nie jest szarą myszką o którą trzeba się troszczyć ( czy ja szukam myszki do opieki?)
Zapomniałem o tym napisać a jest to raczej kluczowe, moja partnerka również DDA z tym, że jej matka odeszła od pijącego ojca gdy ona miała 4 lata, następnie jej mama utworzyła szczęśliwy związek z nowym mężczyzną, który do dziś traktuje moją narzeczoną jak córkę.
Wątek ograniczania do jednej kobiety chyba potęguje problemy głębsze, bo czuje straszny żal gdy pomyśle, że inne kobiety przejdą mi koło nosa. Jeśli chodzi o moje kontakty z matką, nie jestem z nią za blisko, czasem spotykamy się u rodziców na kawie lub obiad, przeważnie widujemy się raz w miesiacu i to mi odpowiada a wchodzenie w role męża było czysto emocjonalne. Jednak moja matka mnie brzydzi swoją nieporadnością przez lata, oschłością i tym, że naciągnęła mojego ojca na dziecko, tzn. mój brat nie jest mojego ojca ale o tym dowiedzieliśmy się od niej po latach. Rzuciła się na bogatego Niemca w czasach młodości gdy ten po prostu przyjechał do PL „poużywać”. Strasznie brzydzą mnie takie kobiety. Może widzę moją partnerkę jako „odrzucającą” z tego powodu? Wiem jednak, że jest ona mi wierna i bardzo mnie kocha, ufam jej.
Tak, rozmawiamy o moim strachu przed ślubem, problem jednak w tym, że ja nie wiem czego tak naprawdę się boję. Rozmawiamy o tym, dochodzimy do jakiegoś porozumienia i zwykle czuje się lepiej ale potem to wraca. Nie boje się o odpowiedzialność za rodzinę, lubie troszczyć się o moja partnerkę i chciałbym mieć w przyszłosci dzieci. Prawdą jest, że zaręczyny były trochę wymuszone ale nie żałuje tej decyzji.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.