Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › kompleks Edypa
-
AutorWpisy
-
Nie wiem czy dobrze zatytuowalam temat. Chodzi mi o Wasze relacje do nieuzaleznionego rodzica.
U mnie to jest tak, ze mama byla uzalezniona, mnie tepila, a tato cale zycie poza domem. Byl tylko na weekendy, czasami raz na tydzien, czasmi raz na dwa, czasami nie widzialam go i kilka miesiecy do pol roku. I tak od urodzenia. I teraz mimo, ze mam juz swoje zycie, jestem dorosla, to nadal patrze na ojca jak taka 5 letnia dziwczynka. Caly czas brakuje mi tego czasu z nim spedzonego. Jakbym chciala sobie odzyskac te lata co go nie bylo.
A teraz w wieku 25 lat nadal mam dziecieca fascynacje ojcem. Tzn nie widze jgo wad, jak nie ma dla mnie czasu to placze jak to dziecko. Jak sie spotkamy to chcialabym tylko z nim spedzac czas, cos wspolnie robic.
Inni mezczyzni nie licza sie w moim zyciu. Niby sa, a jednak nie sa wazni. A jak sie pojawiaja, to najbardziej cenie tych, co widze rzadko.
Tato mnie bronil zawsze przed uzalezniona matka, mielismy swoja komitywe przeciwko niej, taki spisek… niestety nie bylo go duzo dla mnie…
Edytowany przez: niewielemiejsca, w: 2009/07/13 15:21
Chyba mam coś jakby częściowo w stylu kompleksu Edypa. Miewam czasem erekcję podczas tworzenia w głowie niektórych sytuacji z rodzicami (głównie z matką) oraz podczas masturbacji również czasem tworzę w głowie sytuacje z rodzicami, głównie z matką. Ale nie są to sytuacje związane ani z seksem ani erotyką, bo moje libido jest „poza orbitą” i działa na poziomie sumienia i erekcję mam w całkiem innego typu sytuacjach.
Nie rozumiem tytulu tematu
Jednak jesli chodzi o relacje z „nieuzaleznionym rodzicem” .. to u mnie nie bylo żadnej relacji z nieuzależnioną matką . To ojciec pil. Ona byla niewidoczna i za bardzo zapracowana, by jeszcze zajmowac sie dziecmi…. zarabianie kasy bylo dla ojca najwazniejsze i wymagal, by mama pracowala a nie tracila czas na niewazne sprawy , ktore kasy nie dadzą… Do zeszlego roku , moze dwa lata …. wydawalo mi sie, ze mnie podmieniono w szpitalu przy moich urodzinach …. bo nie czulam nic do matki. Próbowalam to zrozumieć… nie da sie zrozumieć uczuc. Próbowalam poczuc. W zeszlym roku pierwszy raz od czasu przedszkola powiedzialam „mamusiu”, zaś niedawno (moze pare miesiecy temu) moja mama powiedziala do mnie „kochanie”…. byl to pierwszy raz, kiedy USLYSZALM to slowo od niej. Moze i wcześniej coś takiego mówila, ale ja nie slyszalam.
Zaczynam sklaniać się do myslenia o tym w ten sposób : widze to, co chcę widzieć i słyszę to , co chcę slyszec … a wszystko dlatego , zeby moc wytrzymac sama ze soba i przeżyc. Nie bylam gotowa na relacje z wlasną matką, dopoki tego naprawde nie zechcialam na dusze, na serce. Bo na rozum to zechcialam 15 lat temu, kiedy pierwszy raz trafilam na mityng dda.
Do „niewielemiejsca” : jeśli chodzi Ci o „relacje intymne i seksualne” lub podszywajace się pod takie z ktorymkolwiek z rodzicow …. to chyba warto to przegadac z psychologiem, psychoterapeutą lub z seksuologiem…. nie wiem, kto jest w tym temacie kompetentny. Ja uwazam, ze uzależnienie czy współuzaleznienie nie ma się nijak do zaburzeń intymnych w relacjach z rodzicami…. to zdarza sie także w rodzinach, gdzie nie bylo uzależnien i współuzaleznienia….. ale to warto leczyć. Samo nie przejdzie, bo już by przeszło. To nie katar.
Natomiast to, co opisujesz, to zwyczajny GLÓD opieki i ciepelka, jakie powinni dac rodzice jako rodzice a nie jako „partner”. Dzieckiem trzeba się opiekowac, dać mu przestrzeń do zabawy, do spontaniczności, do szaleństwa i ryzyka oraz byc pod ręka, kiedy się przewróci i otrzeć lzy gdy zedrze skóre z kolan…. a u Ciebie żadnego rodzica nie bylo …. ojciec gdzies latal po swiecie i „kamiuszki zbieral” a matka byla ale niedostępna emocjonalnie i duchowo. Rownie dobrze mogla byc sąsiadką…. obca osobą….
i myśle , że nadal poszukujesz kogoś , kto sie toba nie zaopiekowal, szukasz „wyrownania” , „zadośćuczynienia” , osoby zastepczej …. a prawda jest trudna do akceptacji …. nie dostaniesz juz tego, co należalo ci sie w dziecinstwie, bo juz nie jestes dzieckiem. Jedyna osobą, ktora MOZE CI to dac … jesteś Ty sama . To TY jako duża dziewczynka możesz sobie to dać jako malej dziewczynce. Przytul ama siebie, poglaszcz i pociesz. Żaden „partner” nie jest w stanie dac Ci tego, co powinnaś byla dostać od rodzicow. Związek z rodzicami to zupelnie inne relacje niz zwiazek z PARTNEREM. Partner ma byc Ci rowny , zaś rodzice mieli byc Twoimi opiekunami, przewodnikami… nie dorosłi chyba do tego …. ale to NIE TWOJA WINA i nie musisz szukać „zastepczego tatusia” w osobie mężczyzny do pary , bo to zupelnie inna bajka…. Partner – jak sama nazwa wskazuje, ma być Twoim partnerem w rozmowach, w problemach, w radościach , w seksie i w milczeniu . W partnerstwie nie moze być mowy o „rządzeniu, nakazach, zakazach, oczekiwaniach i wymaganiach”. W partnerstwie jestesmy rozwnoprawnymi istotami ludzkimi i jestesmy ODPOWIEDZIALNI SAMI ZA SIEBIE a nie za kogoś kto tak naprawde zachowuje się jak dziecko….w skórze pelnoletniej osoby.
Trochę się rozpisalam, ale to trudno tak wyjaśnić o co mi chodzi bez ponazywania po imieniu pewnych faktow i spostrzezeń , poglądow i przemyslen.
Tylko musze zaznaczyć, ze to jest moje patrzenie na świat i rzeczywistość. Nie jestem żadnym autorytetem, filozofem, ani profesorem 🙂 Ja tak to „widze” i czuje 🙂
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.