Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › kryzys czy wybór?
-
AutorWpisy
-
opuściłam grupę dda. opuściłam grupę rodzinną. opuściłam indywidualne spotkania.
mam dość. grzebania w przeszłości, rozczulania się nad sobą. może trzeba sobie zwyczajnie dać po mordzie, wziąć się w garść, bez oglądania się za siebie, tego płaczliwego mazgajstwa, jaka to ja biedna i nieszczęśliwa. dzieciństwa nikt mi nie wróci. jestem, jaka jestem. jaka umiem być. wypracowałam sobie jakiś pomysł na to pieprzone życie. nie sprawdza się, ale do licha!, nie mam innego!
fakt, nic się totalnie nie układa. nic. najłatwiej by było zniknąć, gdzieś się rozbić w tym całym pędzie życia. bo jeśli nie umiem sobie dać rady, to kto mnie tego nauczy? terapeuta? będzie zawsze przy mnie? nie. jest, a raczej był dotąd. ale czy można się opierać na obcym człowieku? podobnie grupy – to wampiryzm, czerpanie energii z innych, potworne! nie mam im co dać, a sama biorę ile się da. to nie jest fair.
mam kryzys. to nie jest wybór. to tylko strach. terapia wywróciła mi świat. mój mozolnie budowany, zupełnie nierzeczywisty świat. i teraz się błąkam, złamana, samotna, w poszukiwaniu – czego? siebie? wątpię. raczej tamtego porządku. tamtej słodkiej niewiedzy.
mam ochotę strasznie płakać. ale nie umiem. mam ochotę sponiewierać terapeutę. za to, że otworzyła drzwi, których ja nigdy nie miałam odwagi. wypuściła mi wszystkie demony. tylko co ja mam teraz zrobić? nie chcę rozmawiać. nie chcę słuchać. jestem taka totalnie beznadziejna, wszystko się sypie, wali, bardzo siebie nie szanuję. nie było tak. czy to ja sobie sama zrobiłam?
i wiecie co? dotąd potrafiłam gdzieś tutaj coś komuś skrobnąć, dopisać, doradzić. polubiłam to forum. pisać tu to jak rozmawiać z najlepszymi przyjaciółmi.
dziś czuję, że nie mam nic do powiedzenia. pustka. i że choćbym krzyczała, nikt mnie tak naprawdę nie usłyszy. i po co to wszystko?
To faktycznie wygląda na kryzys, tak po prostu czasem bywa.
Jeśli chcesz dać sobie po mordzie i wziąć się w garść to wracaj na terapię… w zwykłym życiu, bez terapii i grupy wszystko się rozmyje, kurz opadnie i cały ból który przeżywasz pójdzie na marne.
Jeśli masz ochotę sponiewierać terapeutę za to, że mu zaufałaś, a jest tylko gorzej – nie wahaj się, zrób to, to pomaga. Oni umieją sobie z tym poradzić. Gdy ja coś takiego zrobiłam (powód inny, ale to nieważne) usłyszałam, że terapeuta bardzo się cieszy, że przestałam blokować złość, że odważyłam się być sobą. Potem było już lepiej.
Edytowany przez: Red, w: 2010/10/22 08:01
Wiecie co, bałam się terapii zawsze. Do tej pory twierdziłam stanowczo, że z pomocy psychologa nigdy nie skorzystam. Jak czytam to wszystko – generalnie całe forum – to zaczynam bać się jeszcze bardziej. Czuje, że ten mój światek faktycznie mało wspólnego ma z rzeczywistością i tylko to mnie trzyma przy decyzji – terapia TAK. Ja chyba nigdy nie "grzebałam" w sobie, w swojej przeszłości tak serio serio. Jasna cholera! No! Boję się i tyle!
eradom zapisz:
„opuściłam grupę dda. opuściłam grupę rodzinną. opuściłam indywidualne spotkania.mam dość. grzebania w przeszłości, rozczulania się nad sobą. może trzeba sobie zwyczajnie dać po mordzie, wziąć się w garść, bez oglądania się za siebie, tego płaczliwego mazgajstwa, jaka to ja biedna i nieszczęśliwa. dzieciństwa nikt mi nie wróci. jestem, jaka jestem. jaka umiem być.”
tak i zamykać się w sobie, zamykać uczucia, emocje… a może warto jednak zauważyć, że to co się działo nie było normalne i miało wielki wpływ to Twoje dotychczasowe życie…eradom zapisz:
”
fakt, nic się totalnie nie układa. nic. najłatwiej by było zniknąć, gdzieś się rozbić w tym całym pędzie życia. bo jeśli nie umiem sobie dać rady, to kto mnie tego nauczy? terapeuta? będzie zawsze przy mnie? nie. jest, a raczej był dotąd. ale czy można się opierać na obcym człowieku? ”
Czyli jednak potrzebna Ci dalej pomoc, walcz, naprawdę warto!eradom zapisz:
”
podobnie grupy – to wampiryzm, czerpanie energii z innych, potworne! nie mam im co dać, a sama biorę ile się da. to nie jest fair.”
na grupie każdy jest ważny, każdy jeden, nawet ten najcichszy, grupa bez choćby jednej osoby strasznie dużo traci, to nie jest czerpanie energii z innych, bez przesady…eradom zapisz:
”mam kryzys. to nie jest wybór. to tylko strach. terapia wywróciła mi świat. mój mozolnie budowany, zupełnie nierzeczywisty świat. i teraz się błąkam, złamana, samotna, w poszukiwaniu – czego? siebie? wątpię. raczej tamtego porządku. tamtej słodkiej niewiedzy.
mam ochotę strasznie płakać. ale nie umiem. mam ochotę sponiewierać terapeutę. za to, że otworzyła drzwi, których ja nigdy nie miałam odwagi. wypuściła mi wszystkie demony. tylko co ja mam teraz zrobić? nie chcę rozmawiać. nie chcę słuchać. jestem taka totalnie beznadziejna, wszystko się sypie, wali, bardzo siebie nie szanuję. nie było tak. czy to ja sobie sama zrobiłam?”
to się zdarza, bardzo często…. nierzeczywisty świat – to najlepiej pokazuje, że trzeba tym walnąć i odnaleźć siebie, życie po swojemu, na poczatku będzie pusto, mega pusto, mega źle, mega nudno, ale powoli zacznie się kształtować, robić co się lubi, powoli przywyknąć do nowego, do rzeczy nowych też mamy obawy etc. WARTO, WARTO, WARTO!!!dzięki. podnoszę rękawicę, walczę dalej. chyba.
Kiedys po jakims czasie spotkan dda, mialam ich dosc. Stwierdzilam "nie jade, po co grzebac, silna jestem, w cholere z nimi".
Napisalam tu na forum i dostalam odpowiedz:
"pomysl czego się obawiasz, o czym obawiasz się opowiedziec, a czujesz, ze doszlas do punktu, ktory powinnas dotknac, powinnas z siebie wyrzucic"…I rzeczywiscie trafili w sedno. W koncu doszlam do tego, o czym nie chcialam mówic, co chcialam ukryc wyjscia na jaw na swiatlo dzienne. Balam sie tego, balam sie reakcji swojej, balam sie pojsc dalej… stąd był ten kryzys
"mam dość. grzebania w przeszłości, rozczulania się nad sobą. może trzeba sobie zwyczajnie dać po mordzie, wziąć się w garść, bez oglądania się za siebie, tego płaczliwego mazgajstwa, jaka to ja biedna i nieszczęśliwa. "
Każdy czasami ma dość, nic nie dzieje się z dnia na dzień, zdrowia – również tego psychicznego – nie można kupić jak marchewki w supermarkecie.
Sposób w jaki piszesz nie jest niczym innym, niż dawaniem sobie po mordzie i kolejną próbą użalania się nad sobą – coś co bardzo dobrze znasz i doskonale się w tym odnajdujesz, bo ten świat znasz najlepiej. Niestety zła wiadomość jest taka, że ten świat jest nadal toksyczny i pozwala Ci się niszczyć.Daj sobie po mordzie w inny sposób. Otrzep kurz, załamanie przejdzie, energia powróci – nie skończyłaś jeszcze procesu uzdrawiania samej siebie – nikt zdrowy nie wzbudza w sobie takiej agresji przeciw samemu sobie.
A wiem o czym piszę – bo w tych momentach kryzysu i zwątpienia byłem już kilka razy – dzisiaj piszę na tym forum, czując dużo większy wewnętrzny spokój i widzę w wielu postach swoje bardzo dobrze mi znane stare schematy reagowania na stres, napięcie i rzeczywistość, z którą czasami na prawdę jest trudno sobie poradzić.Głowa do góry, daj sobie szansę, swój czas – wchodziłaś w ten stan dużo dłużej niż trwa Twoja terapia, co nie znaczy że musi ona trwać tak samo długo, ale cierpliwości …
Miotaj się, krzycz, bluzgaj, kop, drap, gryź i płacz, ale nie blokuj nic w sobie, agresja, depresja – wszystko czemuś służy pod warunkiem, że masz świadomość skąd to się u Ciebie bierze i masz ochotę poszukać tych źródeł – wtedy dużo łatwiej się z tym walczy i z czasem masz szansę, aby odzyskać kontrolę nad swoimi emocjami, ja na prawdę czuję, że już jestem po tej lepszej, jasnej stronie, dlatego wiem że jest to możliwe, bo dzisiaj czuję się o niebo lepiej niż rok temu, kiedy zacząłem pisać na tym forum, dochodząc do skrajnego obłędu w toksycznym świecie, który sam sobie nieświadomie stworzyłem we własnej głowie.Powodzenia !
Mam pytanie do Jędrka. Chociaż nie mi odpisałeś, to jednak coś mnie w Twoim poście zainteresowało. Czy możesz mi napisać co rozumiesz przez słowa "nie użalaj się nad sobą"?
Nie napisałem "nie użalaj się nad sobą" – to jest zbyt infantylne stwierdzenie, które zamyka dyskusję i nie prowokuje do wyciągania żadnych wniosków – brzmi jak zakaz rodzica "nie wkładaj paluchów do kontaktu" i jest dosyć agresywne.
Moja definicja użalania się nad sobą w chwili obecnej brzmi następująco:
forma agresji i destrukcji bezpośrednio skierowana przeciwko sobie, wyrażająca się w wielu negatywnych działaniach i myśleniu o sobie samym w bardzo zły sposób, wynikająca z bardzo określonych okoliczności, które chyba nie są tutaj dla nikgo tajemnicą … – dla mnie personalnie np. jest to głodzenie się, deprecjonowanie jakichkolwiek swoich wartości, nie dawanie sobie szansy do zmian, myślenie w kategoriach "inni", a nie "ja", pogłębianie toskycznego myślenia – "nie mogę", "nie potrafię", "nic już dobrego mnie nie spotka", "nic nie ma sensu", "jestem bezużyteczny" etc, które finalnie doprowadzają do utraty ochoty na jakiekolwiek działanie, brnięcie i topienie się w obszarach na które de facto nie mam i nigdy nie miałem wpływu, czyli roztrząsanie i rozkładanie na czynniki pierwsze choroby mojego ojca, czyli branie za niego odpowiedzialności, albo wykorzystywanie tej choroby do usprawiedliwiania swojego obecnego złego postępowania lub porażki, zamykając sobie jednocześnie drogę do konstruktywnego działania i myślenia o sobie w dobry sposób.
Myślę, że ta definicja cały czas się tworzy i będzie się zmieniać. Użalałem się nad sobą i swoim losem bardzo długo, nie dając sobie żadnej szansy, aby chociaż siebie polubić – to jest ten czas, do którego nie chcę już więcej wracać.Powtórzę ponownie i bardzo chciałbym to podkreślić – wszystko co piszę jest i będzie bardzo subiektywne, przefiltrowane przez moje doświadczenia i moje emocje, stany w których byłem / jestem i z którymi walczę, czasami uważam że dzielenie się tymi przeżyciami, poglądami jest równie pozytywne co ich przeżywanie. To że odnoszę się do pewnych konkretnych zdań – wynika z faktu, że jest mi to bardzo bliskie myślenie, a konsekwencje dosyć znajome, moja odpowiedź jeżeli komuś wyda się przydatna – będzie to dla mnie bardzo cenne, jeżeli kogoś urazi – nie jest to moim celem.
pozdrawiam,
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.