Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Ku pocieszeniu…
-
AutorWpisy
-
Konkretną przyczyną teraz jest chyba moja głupota… Nie zastanawianie się nad tym co robię i czego chcę. Myślałam o terapii, ale nie mogę zebrać się w sobie. Zawsze radziłam sobie ze wszystkim, więc dlaczego nadal nie panuję nad sobą? Od niedawna wiem o tym, że jestem dda. Właśnie On powiedział mi dlaczego, jak… że mogę zacząć sobie z tym radzić. A jednak stoję w miejscu.
Czytalas moze mojego posta? Narzeczenstwo z DDA? Jesli nie chcesz dopuscic do czegos takiego, co mi moj narzeczony urzadzil i nadal urzadza, to idz na terapie. Juz zrobilas pierwszy krok, ze wiesz ze jestes dda. Moj nadal nie chce przyjac tego do wiadomosci. I dlatego ja zaczynam tracic nadzieje. Ale ty mozesz chodzic na terapie, i zrozumiec czemu tak uciekasz… a jesli to on ci powiedzial ze jestes dda… to mysle ze cie rozumie. i zrozumie czemu tak sie zachowalas. daj mu szanse, a kto wie 🙂
Co mogę Mu powiedzieć?
Przepraszam, ale wymyśliłam to zakochanie. Nie wiem dlaczego, jakoś tak wyszło. Mam nadzieję, że to zrozumiesz. Miło by było, gdzybyśmy wrócili do tego co było.
On chyba kogoś ma. Napisał mi ostatnio smsa, że jest zaczarowany, że jest pięknie. Reszta pozostała w moich domysłach i to właśnie rozwaliło mnie do tego stopnia, że rozpoczęłam ten temat.
Jeśli tak, to kim ona jest i jak bardzo jest lepsza ode mnie?
Dlaczego już tak po paru dniach?Właśnie wróciłam od znajomej pary, oczywiście przy rozmowie poszło kilka piw. Wróciłam do domu i zastanawiam się co tak bardzo mnie boli i sama nie wiem. Może to alkohol + za mało czasu na snu? Zmęczenie robi swoje. Może nie mam problemu z tą sytuacją, tylko to kwestia przemęczenia?
No cos w tym stylu, lub to, ze to go mialas na mysli z tym zakochaniem. I sie nie wykrecaj, ze wcale nic do niego nie czujesz, ze chcesz tylko przyjazn… Inaczej bys tak nie swirowala. I powiedz ze bardzo ci zle z tym, ze odeszlas. itp…. A skad wiesz kogo dotyczylo to zaczarowanie? Moze ciebie? bo po co mialby ci pisac, ze kogos innego? Idz i sie dowiedz, bo bedziesz zalowac. Okaze sie ze ma kogos, to masz swiety spokoj, a jak nie ma… no to kto wie 🙂
Jeśli tak, to kim ona jest i jak bardzo jest lepsza ode mnie?
A to daje mi podstawy, zeby napisac ci to co mi mowi moja psycholozka o zachowaniu mojego faceta. On ma tak niska samoocene, ze uwaza ze niekt nie jest w stanie go kochac. ze napweno zostanie odrzucony. Bo przeciez takiego jak on, nie mozna kochac. I panicznie bojac sie odrzucenia, wolal stwierdzic ze to on nic nie czuje. Bo latwiej mu zniesc to, ze on wybiera odejscie niz, to ze ja bym to zrobila (bo jest swiecie przekonany ze takiego jak on za meza nie mozna chciec). U ciebie widze ze chyba jest podobnie, choc trudno jakiekolwiek wnioski wysuwac na podstawie paru zdan.Zauwazylas ze tobie zaczyna zalezec, nie wierzysz ze jemu tez by moglo, wiec wymyslasz jakies klamstwa. I dlatego mowie, idz na terapie indywidualna, gdzie rozwiazesz to. Zrozumiesz czemu sie tak zachowujesz. I popracujesz nad tym. Nad poczuciem wlasnej wartosci mozna pracowac. Trwa to dlugo, wiec nie oczekuj natychmiastowych efektow, ale one beda.
Rzeczywiście coraz bardziej mi Go brakuje, ale pewnym jest to, że nie byłabym odpowiednią kobietą dla takiego faceta. Czternaście lat starszy, inteligentny, wyższa klasa… Co mogłabym Mu dać?
Czasem mam o sobie bardzo dobre zdanie, wręcz narcystyczne, ale w takich sytuacjach spada na łeb, na szyję…A czemu nie pozostawisz mu tej decyzji, czy masz mu cos do dania czy nie? czemu za niego ja podejmujesz?
no mowie, ze jak bym czytala kopie mojego faceta. On tez uwaza ze jest gorszy, ile musialam sie nagadac zeby mu to wybijac z glowy. Bo on skonczyl studia "mniej" prestizowa, a ja dopiero koncze ale te "bardziej" prestizowe… No nie wiem, kto w tej parze akurat dalej juz zaszedl… ale on i tak sie gorszy czuje… i pewnie jest z toba podobnie. Bezpodstawnie, absurdalnie myslisz ze nie masz mu co dac… ale to twoja niska samoocena sie odzywa, on napewno tego tak nie widzi, bo by po prostu nie zawracal sobie toba wogole glowy… jejku. chyba za bardzo wczuwam sie w twoja sytuacje, zbyt duzo widze analogi… i bede do usranego konca tego posta pisac… IDZ NA TERAPIE! Bo wiesz co moglabys mu dac? Milosc, cieplo, bezpieczenstwo, dom, czulosc, wrazliwosc, akceptacje…. Idz na terapie. Ja ci nie dam rady wszystkiego wytlumaczyc, czemu ci ta twoja samoocena tak nisko spada. Ale pewnie nasluchalas sie od rodzicow, albo tylko od matki, zes glupia, nic nie potrafisz, sama nie dasz nic rady osiagnac, takiej jaka jestes nie mozna kochac…. cos pasuje??? I sie dziwisz ze w bliskich kontaktach uciekasz???Edytowany przez: cerebri, w: 2008/06/25 18:45
Przychylam się do wypowiedzi cerebri ponieważ tak samo miała moją niedoszła żona!Mimo że dzieliło ją 7 dni od zdania mgr resocjalizacji ciągle opowiadała że nie jest wstanie dać mi szczęscia, że jest gorsza, żebym poszakał sobie kogoś nowego, lepszego.Zawsze miałem kłopot aby jej wytłumaczyć jak jest dla mnie ważna i potrzebna poprostu że największym szczęściem jest dla mnie to że poprostu JEST!Nie docierało to do niej!Ja tak samo proponuje Ci wybrać sie na terapie, bo ona chodziła i mimo to nie skończyło sie to dla naszego związku, prawie małżeństwa pomyślnie!!Dlatego życze cobyś miała wiecej szczęscia od NAS!Zresztą napisałaś na tym forum wiec jesteś jakoś tam świadoma problemu a tojuż duuży krok, więc skoro zrobiłaś jeden to zrób drugi!
Powodzonka Gibonek!!Postanowiłam pójść na terapię, ale z realizacją tego mam problem. Zrobiłam do tej pory pierwszy krok – byłam na rozmowie z psychologiem i jakoś dalej nic się nie ruszyło. Właściwie brak czasu blokuje mi wszystko. Ostatnio coraz więcej pracuję, potem dom, wieczorami czasem znajomi i tak w kółko. Sporo spraw odkładam z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień… w tym również znalezienie dla siebie dobrej terapii. Wiem, że podjęcie leczenia byłoby dla mnie dobrym rozwiązaniem, ale najzwyczajniej nie mogę poskładać tego w normalny sposób.
Dziś miał podrzucić mi moje rzeczy. Unikał tego tematu przez ostatnie dni i wreszcie udało nam się (prawie) umówić. Tylko kontakt urwał się jakby go wogóle nie było.
Jestem zła i sama nie wiem co mogę zrobić, żeby zrzucić z siebie ciężar przeciągającego sie zakończenia głupiego romansu. Z każdym dniem jest mi z tym coraz trudniej.Nie da rady, idzie z koleżanką do kina… Ma nowe znajomości, nowe fascynacje… właściwie od zaraz.
Ja mam wymyślonego Bartka, miłość kwitnie.
Gratuluję.Co ja najlepszego narobiłam? Skłamałam bez powodu i ciągnę to dalej. Nie pierwszy raz.
Gratuluje tego pierwszego kroku! 🙂
Zrob tez ten drugi, i znajdz ten czas. Zobaczysz. Oplaci ci sie 🙂A co do niego… Szkoda. To pozostaje ci juz jedynie to, aby nigdy wiecej sie to nie powtorzylo. Abys nigdy wiecej tak nie sklamala, tak sobie idiotycznie nie szkodzila. Zycze Ci powodzenia! Zrobilas juz pierwszy krok, wiec wierze ze ci sie uda!!
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.