Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Lęk przed bliskością

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
  • Autor
    Wpisy
  • yuv85
    Uczestnik
      Liczba postów: 3

      Cześć,
      wydaje mi się, że moja sytuacja jest czymś rzadko spotykanym, chociaż nie ukrywam, że pisząc ten post liczę, że spotkam tu kogoś z podobnymi doświadczeniami. Przechodząc do sedna, mam 30 lat i przytuliłem się do kogoś… jeden raz w życiu. W tym roku.
      Nie pamiętam również aby ktoś mnie przytulał w dzieciństwie. Po prostu w moim domu nigdy nie było takich zwyczajów, nikt też nie używał słów typu kochać czy miłość.
      W tym roku, zacząłem odczuwać silną potrzebę przytulania się do kogoś. Nie umiem uzasadnić z czego ona wynika. Do tej pory prawie nie myślałem o tym. Natomiast teraz bardzo często o tym myślę. Moje myśli nie są ukierunkowane na żadną konkretną osobę. Po prostu chciałbym przytulić się do… kogoś. Nie mam pojęcia kim jest ta osoba, nie znam jej, nie mam wyobrażeń na temat jak wygląda itp.
      Jednak, gdy wyobrażam sobie, że miałbym realnie z kimś to zrobić, to… ogarnia mnie przerażenie. Mam wrażenie, że to może mieć jakieś wielkie, nieodwracalne konsekwencje w moim życiu. Wtedy mam ochotę wycofać się, ukryć te myśli. Może nawet w pewnym sensie wstydzę się, ze myślę o czymś takim.
      To co jest w tym jeszcze dziwniejsze, to fakt, że miałem w życiu pewne doświadczenia seksualne. Co prawda, nie było ich wiele, ale były. I okazuje się, że seks, wywołuje u mnie znacznie mniejszy (chociaż jednak i tak wywołuje) lęk niż trzymanie kogoś za rękę lub przytulenie się do tej osoby.

      Czy jest ktokolwiek jeszcze z podobnymi doświadczeniami?

      Chciałbym nawiązać kontakt z kimś o zbliżonych doświadczeniach. Miejsce mojego zamieszkania to Lublin. Mój email to yuv85@wp.pl.

      Poszarpany84
      Uczestnik
        Liczba postów: 163

        Hej, ostatnio wyczytałem coś co mnie zainspirowało, podam przykład jak był terapeutka zapytała młodego mężczyznę czy zna uczucie i wie jak to jest być kochanym, no własnie zadaj sobie może to pytanie. Jesli nie tzn. że jest to nowe doświadczenie w Twoim życiu. A chciałbys sie skryć bo pewnie może ktoś nauczył Cię że uczucie miłości, ciepła jest czymś złym. Ja to przerabiam ostatnio tez jestem w Twoim wieku, u mnie w domu nie było okazywania uczuć miłości, a jak już się miały jakieś pojawić albo temat z tym związany to zawsze wyczuwałem w domu taką atmosferę wstydu przed okazaniem miłości. U mnie było to tak zakorzenione jakby to był jakis zakazany owoc, coś złego wręcz obrzydliwego. Ostatnio też widzę w swojej pracy nad sobą że moja matka była zawsze zimna emocjonalnie i u niej był straszny lęk przed bliskością i myslę że ja nieświadomie tak zostałem zaprogramowany. To są moje doświadczenia.

        Jolka5
        Uczestnik
          Liczba postów: 18

          yuv85

          , nie wiem jak zacząć… więc po prostu… mam podobne odczucia, do tej pory myślałam,że ze mną jest coś nie tak,że jestem zimna, niedostępna itd. Obecnie powoli dociera do mnie,że prawdopodobnie to ,że nie mogę się oddać bez reszty ,bez tego obezwładniającego skrępowania i ogólnie strachu, to wina zimna panującego w moim domu rodzinnym, NIKT nie nauczył mnie kochać, wyrażać uczuć, emocji, poza gniewem oczywiście i brutalnością. Taki „spadek” dostaliśmy od swoich „kochanych” rodziców…i do cholery!!! nie mamy za co dziękować…jak mamy z takim bagażem cokolwiek stabilnego zbudować??? Do tej pory „JAKOŚ” leciało….lecz do czasu, zastanawiam  się, dlaczego to wszystko się sypie ,jest takie nijakie ? I ja jestem nijaka, niedorobiona, jakby nie na swoim miejscu, i tak można bez końca…myśleć ,wyliczać. Pocieszające jest jedynie to ,że nie jestem sama,że jeszcze ktoś ma podobnie, chociaż ,nie ,to nie pociesza, a wręcz przeciwnie, przygnębia i ciągle karze zadawać to samo pytanie: DLACZEGO ??? DLACZEGO JA??? DLACZEGO NAM TO ZROBILIŚCIE??? KOCHANI RODZICE !!! Pozdrawiam

          yuv85
          Uczestnik
            Liczba postów: 3

            Jolka5 napisał(a): […] NIKT nie nauczył mnie kochać, wyrażać uczuć, emocji, poza gniewem oczywiście i brutalnością […]

            Ja jestem z kolei bardzo spokojny. I jeśli ktoś inny się denerwuje, złości, to od razu mam ochotę się odsunąć od takiej osoby.

             

            Jolka5 napisał(a): […] Pocieszające jest jedynie to ,że nie jestem sama,że jeszcze ktoś ma podobnie, chociaż ,nie ,to nie pociesza, a wręcz przeciwnie, przygnębia i ciągle karze zadawać to samo pytanie: DLACZEGO ??? DLACZEGO JA??? DLACZEGO NAM TO ZROBILIŚCIE??? KOCHANI RODZICE !!! […]

            Mi się z kolei wydaje, że nie mam żadnej złości do swoich rodziców i bardzo łatwo mi ich (szczególnie moją mamę) zrozumieć. Między innymi dlatego, nie chcę i nigdy nie chciałem mieć dzieci (ale to nie jedyny powód) – wiem, że prawdopodobnie postępowałbym wobec dziecka podobnie jak moja mama w stosunku do mnie.

            To co dodatkowo komplikuje u mnie sprawę, to fakt, że może i obecnie chciałbym się do kogoś móc przytulać… ale nadal nie wyobrażam sobie, żebym wszedł z kimś w związek, założył rodzinę itd. Właściwie, to chyba nie chcę tego. Kojarzy mi się to z jakimś osaczeniem. Najchętniej po prostu poznałbym kogoś z kim mógłbym się spotkać, porozmawiać, przytulić się, po czym każdy wróciłby do swojego domu, swojego życia.

            Poszarpany84
            Uczestnik
              Liczba postów: 163

              do yuv85:

              ja miałem te same odczucia związane z założeniem rodziny, też aż mnie wykrzywiało jak sobie o tym pomyślałem albo jak ktoś chciał mi wbić do głowy czemu nie założysz rodziny itp. Ja po pierwsze to przepracowałem to że jestem wolnym człowiekiem i nie muszę na siłę albo pod kogoś wchodzić w związek, a dwa jak już to przerobiłem to doświadczyłem w sobie takiej dojrzałości, iż poczułem w sobie że mógłbym wziąć odpowiedzialność za założenie rodziny i nawet przyjemne uczucia się z tym pojawiły. Uwierz mi że możesz dokonywać wyboru, a jeśli jest w Tobie autentyczne pragnienie założenia rodziny to z czasem może to Twoje podejście się zmienić. Ja też się biłem z takimi myślami i jeszcze jakiś czas temu też tak twierdziłem, że rodzina to nie dla mnie. Ale jeśli coś jest w danym człowieku autentyczne to jak będziesz pracował nad tym to sie wyklaruje. Oczywiście każdy ma wolność osobistą, ale jak o tym mówisz to nie jest tak że czujesz jakąś presję z zewnątrz, że nie masz rodziny?

              yuv85
              Uczestnik
                Liczba postów: 3

                Poszarpany84 napisał(a): […] jeśli jest w Tobie autentyczne pragnienie założenia rodziny to z czasem może to Twoje podejście się zmienić. Ja też się biłem z takimi myślami i jeszcze jakiś czas temu też tak twierdziłem, że rodzina to nie dla mnie. Ale jeśli coś jest w danym człowieku autentyczne to jak będziesz pracował nad tym to sie wyklaruje […]

                No właśnie ja nie czuję i nigdy nie czułem żadnego pragnienia założenia rodziny, a przynajmniej nie rozumianej jako ślub + dzieci. Jestem właściwie pewny, że nie chcę tego. Ale jednocześnie zacząłem odczuwać pewne potrzeby, pragnienia, które jednak według mnie nie wiążą się wcale z założeniem rodziny.

                Zdaję sobie sprawę, że ta sytuacja może być patowa, bo to trochę tak jakbym chciał zjeść jabłko i mieć nadal jabłko. Chciałbym mieć z kimś kontakt, móc się do kogoś przytulać, rozmawiać, ale jednocześnie wiem, że nie chce mieć dzieci, nie chcę zakładać klasycznie rozumianej rodziny. Co więcej, gdy o tym myślę, to wydaje mi się, że gdyby mi z kimś było dobrze, to mógłbym z tą osobą spędzić resztę życia, ale… nadal bez zakładania rodziny.

                Poszarpany84 napisał(a): Oczywiście każdy ma wolność osobistą, ale jak o tym mówisz to nie jest tak że czujesz jakąś presję z zewnątrz, że nie masz rodziny?

                Tak, nie czuję żadnej presji. Bardziej coś w rodzaju niezaspokojonych pragnień z dzieciństwa, których nie wiem jak zrealizować, aby być „w porządku” wobec innych, aby nikogo nie skrzywdzić.

                stracony74
                Uczestnik
                  Liczba postów: 43

                  Właśnie .Nikt nie nauczył nas kochać.Ja miałem szczęście,bo moja żona była cudowna i bardzo mnie kochała.Wytrzymała ze mną 15 lat ,ale w końcu uciekła.Nie mogła już dłużej tego znieść.Zniszczyłem jej miłość.Zabijałem ją tak długo i zabiłem.Jestem sam jak palec.Pózniej uwikłałem się w romans z kobietą DDA .Porażka.Straciłem rodzinę ,przyjaciół ,syna ,wszystkich.Nie wiem co dalej.Szukam pomocy tutaj.

                  Jolka5
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 18

                    Hej, dobra dyskusja, jeszcze lepsze przemyślenia… chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami…jesteście młodzi, dla Was nie jest jeszcze za późno. Jeśli chodzi o założenie rodziny , to w moim przypadku była to ucieczka z toksycznego domu, od przepitych rodziców…i jak się okazuje po wielu tj 22 latach była to jedna z gorszych decyzji o ile nie najgorsza w moim życiu… My DDA powinniśmy zacząć od terapii i nauki poprawnych stosunków międzyludzkich , a nie myśleniu, że jakoś to będzie (byle nie być samemu, byle do kogoś się przytulić ) . NIE BĘDZIE  DOBRZE ,możecie mi wierzyć, BĘDZIE BYLE JAK (PŁACZ)! Nie powinno być innej drogi, ale wtedy tego nie wiedziałam ,myślałam tylko o ucieczce, by z kimś być, obojętnie czy z jakimś uczuciem czy z desperacji, w ten sposób nie można zbudować nic stabilnego i dobrego ( u mnie jest to nijaki sex,brak bliskości,bylejakość ),mając dzieci ( z tego jestem dumna! ), ciągle myślę ,że trzeba w tym tkwić i to kolejny błąd, ale nie potrafię niczego zmienić ( lub brak mi sił ) tak czy siak  kogoś skrzywdzę, a tego nie chcę… i chyba będę w tym tkwić, tyle, że wezmę się za swoją rozwaloną psychikę…już się wzięłam!!! Lepiej późno, niż wcale. Zazdroszczę Wam ,że w tak młodym wieku, jesteście już świadomi co Wam dolega, ja nie miałam tego szczęścia, wykorzystajcie to dobrze ,życzę odwagi i powodzenia :)))

                    Jolka5
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 18

                      A nawiązując do wypowiedzi yuv85 ,to ja uświadomiłam sobie ,teraz mając swoje lata haha ,że nie umiem wytłumaczyć i zrozumieć rodziców , ich postępowania , chyba , żeby uznać ,że to dziedziczne ,u nich w domu też tak było, pijaństwo, bójki…i co? oni zamiast się z tego wyzwolić, powielili zachowanie swoich rodziców… to ich tłumaczy ??? naprawdę??? Smutne!!!

                      stracony74
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 43

                        Jolka ,ja również mam już swoje lata.Założyłem rodzinę,całe życie ciężko pracowałem (dwa etaty) by mieli wszystko.By żona mogła nie pracować ,bo tak jej było wygodnie a ja nigdy jej do tego nie zmuszałem.O swoim DDA dowiedziałem się nie dawno a raczej spojrzałem prawdzie w oczy stojąc na krawędzi dopiero..zawsze się oszukiwałem że mam trudny charakter i odsuwałem od siebie prawdę.Wstydziłem się jej ,swoich rodziców ,swoich słabości.Pamiętam jak żona mi mówiła , że kiedyś nie wytrzyma jeśli się nie zmienię a ja myślałem Boże, przecież ja nie jestem zły ,pracuję utrzymuje dom ,nie zdradzam nie włóczę się jestem z nimi,ale tylko tak myślałem.Wieczorem zmęczony trzy piwka i sen na kanapie a ona chciała bliskości ,czułości…ja tego nie potrzebowałem ,byłem przecież zmęczony ,miałem zły dzień ,dołek i potrzebowałem piwa i spokoju.Moja chora psycha wmawiała mi ,że to jest ok, bo to zawsze widziałem w moim domu rodzinnym.Nie było tam czułości.Tyle razy mnie prosiła zapłakana ,że już nie może tak żyć a ja obiecywałem i znów robiłem to samo.Mój chory stan i zniekształcona świadomość nie potrafiła ocenić zagrożenia.Uciekałem w swoje wyobcowanie, kuliłem się przed jej bliskością ,unikałem jej czułości ,wolałem swój spokój..toczyłem walkę ze sobą i zawsze chora podświadomość wygrywała.W końcu ona zaczęła się bać moich reakcji czasem wręcz agresywnych na jej czułość dla mnie ..to jest smutne..

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.