Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD lęk przed odrzuceniem

Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
  • Autor
    Wpisy
  • mala*
    Uczestnik
      Liczba postów: 702

      No właśnie ile razy słyszałam…teksty typu – "Nie przejmuj się", "Są jeszcze inni ludzie", "Widocznie ta osoba nie zasługiwała na twoją przyjaźń", "Są jeszcze inni ludzie".

      No właśnie…w tym roku dowiedziałam się, że to nazywa się "lęk przed odrzuceniem". Całe życie mam z tym problem wystarczy…że jakaś najlepsza koleżanka odrzuci moją przyjaźń i ją zakończy to ja się czuję jakby to była najgorsza tragedia. Jakbym spadała z wysokiej skały na samo dno…jakby wszystko runęło co trzymało mnie w garści.
      Do niedawna myślałam, że ja tak reaguję tylko jak się zakocham i ktoś mnie porzuci…Teraz jednak po dzisiejszym wydarzeniu stwierdziłam, że ja podobnie reaguję też w innych relacjach kiedy znajomość się nagle kończy.
      Sięgając do czasów szkolnych to setki razy mi się coś takiego przytrafiło….i zawsze traktowałam to jak…nagły zwrot życiowy. I tak właśnie było bo jak kończyłam przyjaźń to zaraz wszystko inne się sypało.
      Myślałam, że jak pracuję nad sobą i chodzę na mityngi to nigdy więcej już mnie żadna pseudo znajomość nie spotka bo już rozpoznaje w miarę zdrowe relacje..a tu zaskoczenie.
      Jestem tym zmęczona…jest mi smutno i źle. Coś się skończyło…i trzeba się teraz poskładać do kupy i żyć dalej.:( 🙁

      Edytowany przez: mala*, w: 2011/08/10 02:06

      Italiana
      Uczestnik
        Liczba postów: 122

        Rozumiem cię doskonale. Ja przez ten cholerny lęk mam problemy z nawiązywaniem kontaktów. Strasznie się boję, że ktos mnie oszuka. A jesli dojdzie do takiej sytuacji tez bardzo to przezywam. Oczywiscie udaje, ze wszystko jest w porzadku. Zakladam swoja codzienną maskę i żyje dalej.

        Malakh
        Uczestnik
          Liczba postów: 1123

          Ja z kolei jestem zazdrosna o moich znajomych. Jak widzę, że poświęcają czas komuś innemu, to czuję na nich złość, że mnie zdradzają. Chciałabym mieć wszystkich na własność, żeby nie mogli mnie porzucić.:blush:

          mase
          Uczestnik
            Liczba postów: 9410

            kiedyś też tak miałam, że chciałam być najważniejsza dla wszystkich moich znajomych i czułam ogromne napięcie z tego powodu. Jak gdzieś się wybieraliśmy to zawsze ogarniał mnie wielki stres, że nie będę pierwszą osobą, do której zadzwonią. Jakby to miało jakieś znaczenie, kto do kogo zadzwoni. I też byłam zazdrosna, że ktoś do kogoś milej się odezwał, albo częściej zagadywał…normalnie o wszystko byłam zazdrosna. Teraz już nie mam problemu, bo nie mam swojej grupki znajomych, tylko pojedyncze osoby, które w dodatku się nie znają.

            hmm, teraz sobie dogłębniej analizuję i doszłam do wniosku, że ja się bardzo boję odrzucenia. W ogóle to okazuje się, że praktycznie wszystkiego się boję…że przytyję i nikt mnie nie będzie chciał…że pozwolę sobie na smutek i wtedy na pewno wszyscy mnie zostawią…za każdym razem jak się z kimś spotykam to się stresuję, że nie będę miała o czym z tym kimś rozmawiać i mnie zaraz zostawi (i najbardziej mnie wykańcza, że na pewno będzie TO MOJA WINA, bo się zablokuję i wszystko popsuję). Przeraża mnie też cisza…jak z kimś gdzieś idę i pojawia się chwila milczenia to od razu sobie myśę, że jestem do niczego skoro się ten ktoś do mnie nie odzywa. Bo przecież jak się kogoś lubi to się ciągle rozmawia…i tak mnie to przeraża, że wtedy tylko myślę co zrobić, żeby nawiązać jakiś temat…teraz zaczynam uczyć się, że cisza to nie jest jednak wyrocznia i wcale nie musi oznaczać końca świata;)
            jak szukałam pracy to też był koszmar…z jednej strony widziałam, że muszę, ale tak bardzo się bałam dorosłości, odpowiedzialności. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ja jestem taka młoda, a mam już pracować…tak jakbym zatrzymała się na etapie dziecka. Przed każdą rozmową czułam się strasznie i nawet wewnętrznie miałam nadzieję, że mnie nigdzie nie przyjmą. Tak bardzo mnie to przerażało. A jednak nie jest tak źle jak się wcześniej wydawało. Może dlatego, że pracuję z młodymi ludźmi i nie czuję tej powagi.

            Edytowany przez: mase, w: 2011/08/10 10:59

            Nolly88
            Uczestnik
              Liczba postów: 18

              mase zapisz:
              ” jak szukałam pracy to też był koszmar…z jednej strony widziałam, że muszę, ale tak bardzo się bałam dorosłości, odpowiedzialności. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ja jestem taka młoda, a mam już pracować…tak jakbym zatrzymała się na etapie dziecka. Przed każdą rozmową czułam się strasznie i nawet wewnętrznie miałam nadzieję, że mnie nigdzie nie przyjmą. Tak bardzo mnie to przerażało. A jednak nie jest tak źle jak się wcześniej wydawało. Może dlatego, że pracuję z młodymi ludźmi i nie czuję tej powagi.<br><br>Edytowany przez: mase, w: 2011/08/10 10:59″
              ja za rok kończę studia i już teraz często nie mogę zasnąć bo czuję się dokładnie jak wyżej opisałaś, ciągle prześladuje mnie myśl, że już niedługo koniec i teraz to dopiero trzeba będzie zacząć bawić się w życie…

              barcelona
              Uczestnik
                Liczba postów: 100

                ja tego lęku nie znoszę!!! przez ten właśnie strach nie nawiązuję głębszych relacji, no bo po co mam cierpieć, jak się skończą? ja nie zakładam, że coś może przetrwać, ja wiem, tak, WIEM, że wszystko, co mnie spotyka, będzie trwało tylko jakiś czas i niemożliwe jest, bym kogoś znała dłużej. jak nawet się tak zdarzy, że ktoś jest obok mnie, trochę na przekór mnie samej, bo wykazuje się uporem godnym terminatora, to ja i tak wstrzymuję oddech, kiedy nastąpi koniec.

                czasem myślę sobie, co przeżywa ta druga strona. ja bym chyba nie chciała znać kogoś takiego jak ja. kogoś, kto po każdej kłótni, nawet zwyczajnej, jak to między ludźmi, umiera ze strachu, że to koniec przyjaźni. kto boi się tupnąć i warknąć, gdy dzieje się mu coś złego, byle nie urazić tego kogoś, no bo jeśli to będzie koniec?

                myślę, że trochę przez ten cały lęk oddaję więcej siebie, niż bym chciała, jakbym dawała siebie pod zastaw.

                kluczem do sukcesu jest to, co mi kiedyś napisała moja szalenie dobra kumpela. że zadziała przyjaźń pomiędzy nami, ale tylko wtedy, gdy każda z nas pozostanie swoją indywidualną wyspą, sobą. że nie można kogoś zmieniać, czy siebie dla kogoś. i że na wszystko potrzeba czasu, nic na siłę, na wczoraj.

                Goszka
                Uczestnik
                  Liczba postów: 534

                  mala* zapisz:

                  Jestem tym zmęczona…jest mi smutno i źle. Coś się skończyło…i trzeba się teraz poskładać do kupy i żyć dalej.:( :(<br><br>Edytowany przez: mala*, w: 2011/08/10 02:06″

                  Zakończenie relacji z drugim człowiekiem jest trudne, masz powód żeby czuc się źle, żeby było Ci smutno. Nie karc się za to co teraz czujesz. Myślę, że nasza praca nad sobą nie oznacza zabezpieczenia się przed sumtkiem, rozczarowaniem…ale ma nas nauczuc byc dobrym dla siebie samych również wtedy, albo zwłaszcza wtedy, gdy przeżywamy trudne emocje, gdy jest nam źle.

                  Mnie dziś też było ciężko, choc nie do końca jeszcze wiem dlaczego. Spędziłam miło czas z zaprzyjaźnioną osobą, a gdy wróciłam do domu płacz. Lzy leciały ciurkiem i poczułam się bardzo, bardzo samotna i chciałam, żeby ktoś był przy mnie, żeby mnie przytulił i powiedział łagodnie "Wszystko będzie dobrze. Już cichutko. Wszystko będzie dobrze". I w końcu sama zaczęłam do siebie tak mówic, dokładnie tak jak chciałam aby ktoś mówił. Ktoś kto mnie kocha, komu na mnie zależy.

                  Pozdrawiam Cię ciepło:) Trzymaj się! Wszystko będzie dobrze:)

                  mala*
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 702

                    „Zakończenie relacji z drugim człowiekiem jest trudne, masz powód żeby czuć się źle, żeby było Ci smutno. Nie karc się za to co teraz czujesz. Myślę, że nasza praca nad sobą nie oznacza zabezpieczenia się przed smutkiem, rozczarowaniem…ale ma nas nauczyć być dobrym dla siebie samych również wtedy, albo zwłaszcza wtedy, gdy przeżywamy trudne emocje, gdy jest nam źle.”
                    Jak zwykle nie daję sobie prawa do odczuwania smutku…bo w domu nie wolno było się smucić eh.. te stare schematy;)
                    Nawet miałam to na zajęciach grupowych z terapeutką:
                    – mam prawo czuć się tak jak się czuję.
                    zapominam jak zwykle o tym co przyswoję

                    dzięki za przypomnienie:) 🙂

                    Rozmawiałam dziś o tym na mityngu i dowiedziałam się mniej więcej dlaczego ta osoba tak sie zachowała i że to nic ze mną nie ma wspólnego tylko sama sobie w tej chwili nie radzi ze sobą i potrzebuje pobyć sama.

                    Edytowany przez: mala*, w: 2011/08/13 22:41

                  Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
                  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.