Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Lęk przed odrzuceniem i kochanie za bardzo a DDA.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 62)
  • Autor
    Wpisy
  • MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    Witajcie znów…

    Chciałabym skonfrontować moje ostatnie spostrzeżenia, gdyż nie wiem, czy te przypadłości, o których napisałam w temacie, są związane z cechami DDA czy też z czymś innym. Mowa o lęku przed odrzuceniem i związanym z nim napieciem oraz ciągłym poszukiwaniu miłości, kochaniu za bardzo, pozwalaniu na zbyt dużo tej drugiej osobie, by raniła, by krytykowała, tylko by była…

    Obecnie jestem po rozstaniu z nim, ale zastanawiam się skąd we mnie takie coś, dlaczego dałam się tak manipulować, ranić? Chyba mam żal o to do siebie. Z drugiej strony, ciągłe poszukiwanie osoby która by mnie choć przytuliła, która obdarzyłaby ciepłem, staje się już uciążliwe… Nie chcę tego, wiem, że jestem w stanie poradzić sobie świetnie sama, ale czasem ta samotnosć mnie dobija.

    Macie coś takiego? Cierpieliście na brak miłości? Doświadczyliście takiego stanu kiedykolwiek jako DDA. Zastanawiam sie, czy nie ma to związku z opuszczeniem i zaniedbaniem w dzieciństwie.

    Będę wdzięczna za wypowiedzi.

    • Ten temat został zmodyfikowany 3 lat, temu przez MeliskaMeliska.
    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 814

    Chyba jest to naturalny stan DDA. Niestety.

    Jedynym wyjściem jest przepracowanie go.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, temu przez JakubekJakubek.
    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2551

    Witaj Melisko

    Wszystko to co opisałaś z pewnością ma związek z opuszczeniem i zaniedbaniem w dzieciństwie. Uważam jednak, że tym co najbardziej nakręca spiralę tych zachowań jest poczucie bycia niewystarczająco dobrym.

    Natomiast, tak jak napisał Jakubek, jedynym wyjściem jest przepracowanie tego, ale rozpoczęte od stopniowego, powolnego ale konsekwentnego budowania własnej wartości.

    Dla mnie paradoksalnie właśnie odejście kogoś mi bliskiego pokazało, że udało mi się przepracować odrzucenie i nie zburzyło to tego co tak mozolnie budowałam przez ostatnie lata. Teraz wreszcie w pełni czuję, że jestem ok, kompletna i wystarczająco dobra dla siebie.

    Nie zastanawiam się czy brakuje mi miłości mężczyzny, bo czuję się kochana przez samą siebie taką jaka jestem. Już nie potrzebuję kogoś kto miałby zapełniać moje braki, bo te braki udało mi się zapełnić samej, poprzez pracę nad sobą.
    Może kiedyś jeszcze pojawi się ktoś w moim życiu, tego nie wiem ale nie skupiam się na tym. Teraz jest czas dla mnie, czas na cieszenie się spokojnym życiem i cieszenie się uczuciem pełności siebie. To jest bardzo przyjemne uczucie – czuć się kompletną.

    Pozdrawiam

    Fenix

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, temu przez FenixFenix.
    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 551

    Ładnie to napisałaś, Fenix. Cieszę się, że to sobie wypracowałaś.

    Z drugiej strony, ciągłe poszukiwanie osoby która by mnie choć przytuliła, która obdarzyłaby ciepłem, staje się już uciążliwe? Nie chcę tego, wiem, że jestem w stanie poradzić sobie świetnie sama, ale czasem ta samotnosć mnie dobija.

    Ja sobie kogoś takiego szukam, bo mam taką potrzebę. Nie tylko jest to uciążliwe, ale też wywołuje lęk przed odrzuceniem, więc staram się nie przekraczać swoich granic i widzę, że lżej to szukanie czułości i ciepła mi idzie, to znaczy mniej się boję i wstydzę. Mniej się trzęsę z żalu gdy nie widzę że ktoś mi to da – szkoda mi, bo miałem nadzieję, ale wiem że zamiast sobie nawrzucać za porażkę, mogę szukać dalej albo właśnie skupić się na sobie i odpocząć od tego szukania na jakiś czas.

    Jak tak na to patrzę – że szukam nadal, tylko czasem odpoczywam – to nie czuję jakby ktoś mi odbierał prawo do tęsknoty za bliskością, więc spokojniej się czuję gdy zajmuję się sobą. To chyba dla mnie ważne: uznanie, że moje potrzeby są zawsze ważne, nawet gdy nie mam siły za nimi iść.

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2551

    Dziękuję Truskawku za miłe słowa. Również się cieszę, że udało mi się dojść do tego miejsca, w którym jestem. Tym bardziej, że w moim przypadku było to odejście osoby, która wiele pozytywnego wniosła do mojego życia.
    Nadal mi go brakuje, nie tyle jako mężczyzny, z którym miałam nadzieję budować coś fajnego, co bardziej przyjaciela, z którym ogromnie lubiłam rozmawiać. Bo właśnie od tego zaczynała się nasza znajomość i minęło sporo czasu zanim zaczęliśmy się spotykać jako para. Brakuje mi tego człowieka ale nie mam wpływu na jego decyzję, bo każdy ma prawo decydować o swoim życiu i tworzyć je po swojemu. Nie każdemu musimy odpowiadać, ale to nie znaczy, że że jesteśmy do niczego.

    Staram się  nie skupiać na tym czego mi brakuje i zajmować się sobą. Po prostu żyć, cieszyć się prostymi, drobnymi sprawami, takimi jak np. spacer z psem, spełniać swoje marzenia. I dla mnie stał się prawdziwy cud, bo od momentu kiedy poczułam się kompletna wszystko jakoś zaczęło się dobrze układać. Spełniły się moje dwa największe marzenia a wczoraj podarowałam sobie spełnienie kolejnego. Kupiłam bilet na koncert jednego z moich ulubionych zespołów. Bardzo się cieszę, bo za kilka miesięcy odwiedzę jedno z moich ulubionych miast a dodatkowo koncert odbędzie się w miejscu, które bardzo chciałam zobaczyć od środka.

    Uważam, że wszystko co dzieje się w naszym życiu ma swój cel, ma nas czegoś nauczyć i w rezultacie doprowadzić do najwłaściwszego dla nas miejsca. Wystarczy tylko nauczyć się siebie słuchać i czytać to co podpowiada nam nasze wnętrze.

    Ja nie szukam kogoś kto obdarzy mnie miłością, czułością, bo takie szukanie, nawet podświadome wywiera presję i załącza myślenie „muszę kogoś znaleźć, bo sama nie jestem kompletna”. A tak naprawdę jestem kompletna i to ja sama mogę siebie otoczyć czułością i opieką, bo ja sama wiem najlepiej co czuję, czego potrzebuję. Nikt inny nigdy nie będzie mi w stanie idealnie spełnić moich potrzeb, bo nie jest mną, nie jest w moim ciele i nie jest w mojej głowie. Ja w gorszych chwilach wyobrażam sobie jak sama siebie mocno przytulam i mówię sobie „kocham Cię, wszystko się ułoży”. U mnie coś takiego się sprawdza i pomaga wrócić do równowagi.

    Pozdrawiam

    Fenix

     

    AvatarLimonka
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    A spróbujcie byc w zwiazku 15 lat…to wszystko jest takie latwe i piekne przez pierwsze 5 lat, a pozniej zaczyna sie napięcie,  problemy ze snem, niechec do seksu, peovlemy z komunikacja, avy przetrwać schowalam sie w skorupe, nasze rozmowy zeszly na podstawowe tematy, no i telewizja pozwala przetrwac wieczór. Przyglafam się dobrym związkom,  i maja to, czego mi brakuje, radości,  spontaniczności, smiania sie razem, rozmów,  patrzenia na siebie,  szacunku, ja tego nie potrafię,  jest to dls mnie tak sztuczne, ze nue potrafie sie do tego zmusić,  a próbowałam, staralam sie do bolu, spisywalam wrecz co trzeba robić,  ale i tak wzorce z domu zwyciezyly, bo sa dla mnie naturalne

     

     

     

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 398

    A wyjście i rozwiązanie jest . Można inaczej .

    AvatarLimonka
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Wierz mi, próbuje od kiedy pamiętam…i kazda proba konczy sie tak samo…

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 398

    Wierze Ci . Jednak zapytam wprost bo wprost nie piszesz a ja lubie jasno i czysto 🙂 sprobowalas mityngów 12 krokowych dda? Sprobowalas znaleźć towarzysza podróży ( sponsora) ? Pochodziłas z rok na mityngi ze masz pewność ze nie pomaga ?

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 398

    Powiem jeszcze ze moich dziesiątki prób tez kończyło się tak samo . Coś tam się burzyło z moich murów a raczej małe wyłomy się robiły . Aż w końcu się poddałam . Uznałam swoją bezsilność . I poszłam do przodu . Teraz idę i iść będę już do końca . Bo czołgać się w bólu wstydzie i strachu już nie chce

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 62)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.