Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Lęk przed odrzuceniem i kochanie za bardzo a DDA.

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 62)
  • Autor
    Wpisy
  • Nowa05
    Uczestnik
    Liczba postów: 317

    Meliska – Ja też mam duży lęk przed odrzuceniem, np. teraz jestem w nowej pracy i chciałam zjechać do domu, bo rodzina wykorzystuje, ale jednak zostałam. A u mnie w dzieciństwie też tak było, że jak nie pomogę komuś to zostanę sama. Na wszystko to przeklęte dzieciństwo się przekłada w dorosłym życiu.

    Meliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    Dziękuję Wam za tak dużo odpowiedzi, nie sądziłam, że ktoś się odezwie w tym temacie.

    Fenix-  Cieszę się, że udało Ci się wyjść z najgorszych stanów, już kiedyś o tym pisałaś, cieszę się, że czujesz się kompletna i chyba, o ile dobrze zrozumiałam, wystarczająca, sama dla siebie. Wierz, mi, tak samo się czułam kiedy powiedziałam swojemu ex, że to koniec, że nie czuję się w tym związku dobrze, że mnie ciągle rani, zupełnie tego nie widząc i już teraz tego nie chcę takiego życia. Tak, wtedy czułam się silna i nadal gdzieś tam wiem, że potrafię to zrobić, obronić się, nie dać się ranić, że mam w sobie tę siłę, tylko to pozostanie ze sobą samą jest trudne, nie to, żebym siebie nie lubiła. Mam mnóstwo zajęć, pasji, studia, kursy, praca, którą lubię, ale jednak jeśli chodzi o relacje, to nie jest już tak kolorowo. Jedyna koleżanka, z którą wiele przeszłam też mnie wystawiła, stosunkowo w bardzo młodym wieku wzięła ślub i już nie pamięta o naszej relacji. Myślę, że nakłada się na to wszystko, nie tylko brak związku jako takiego.

    Truskawek- Znam ten stan,kiedy widzisz kogoś i zastanawiasz si, czy on by pasował do Ciebie, potem myślisz, że przecież to głupie, to obca osoba, też robię sobie przerwy i właśnie najwięcej osób paradoksalnie spotykam, gdy nikogo „nie szukam wzrokiem”, ostatnio spotkałam tak przez czysty przypadek nawet fajnego kolegę, kiedy byłam bardzo zła na facetów, po tym rozstaniu. Ale nic sobie nie wmawiam tym razem, ot, poczekam, zobaczę… Nie chcę się nakręcać.

    Jakubek- na terapię chodziłam przez około rok, niby było i jest lepiej, ale wciąż właśnie pojawiają się smutek i przygnębienie w obszarze relacji, bo wcześniej i później ludzie mnie zostawiają, albo ja zmuszona jestem zostawić, jeśli ktoś jest niedobry dla mnie. Dodatkowo na terapii ten temat nie był jakoś specjalnie poruszany, a i realia mojego życia były inne. Teraz niestety nie mam możliwości powrotu na ciągłą terapię.

    Limonka- Przykro mi z powodu, że cierpisz. Zastanawiam się jednak dlaczego te wszystkie zachowania, które tak Ci się podobają u innych par (radość, spontaniczność), są dla Ciebie sztuczne. Czy czujesz coś do Twego partnera, co Cię powstrzymuje, by cieszyć się z nim chwilą, czy może jakiś wewnętrzny schemat nie pozwala, czy może jest jeszcze coś innego…

    Pawel34
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Witam u mnie problem jest bardziej złożony,psychoterapeuta uświadomił mi fakt że moja mama odtrąciła mnie ,nie okazywała miłości i zainteresowania,byłem też molestowany i bity w dzieciństwie 🙁 Zakochiwalem się chyba z milion razy lecz niestety moje uczucia nigdy nie były odwzajemnione,nie potrafię już kochać .często myślę o śmieci nie wiem jak sobie poradzić biorę leki przeciwdepresyjne,słabo działają wcześniej ćpałem żeby zapomnieć .Jest we mnie siła która każe mi żyć ,tylko nie potrafię wejść na właściwą drogę….Nigdy nie byłem w żadnym związku,!

    Meliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    Witaj Pawle!

    To smutne, co opisujesz. Cóż, moja mama też mnie odtrąciła, choć może nie w tak brutalny sposób. Wiem, ze gdzieś tam to we mnie jest i daje o soebie co jakiś czas znać, wszak, to właśnie, co przeżywamy za dziecaka bardzo nas kształtuje, uczymy się reakcji na różne sytuacje, a także odczuwanie, przeżywania świata… My nauczyliśmy sie, że trzeba bać się odrzucenia, bo przynosi ono tylko ból i rozpacz, należy też za wszelką cenę być przy drugiej osobie,nawet jak krzywdzi, bo zawsze może jej nie być, można ją stracić, a potem zostaje tylko smutek.

    Myślę sobie, że żadne życie nie jest warte poświęcenia za sytuacje i decyzje, którą kiedyś podjęli bliscy. Dlatego warto i bardzo ważne jest, byś walczył i dostrzegł w sobie tę siłę, która mówi, że życie jest…potrzebne. Akurat ja wiem i myśle, że wiele osób stąd również jak to jest, gdy nie chce Ci się rano wstać, gdy odcinasz sie od ludzi, gdy nie ma już nadzieii. A co w tym wyadku mówić o związku… to raczej rozpaczliwy obłęd poszukiwania osoby, która będzie w stanie z tego nas podnieść, pocieszyć, dać trochę słońca. Ale niestety tak zwiazek wygladać nie powinien.

    Też brałam swego czasu leki przeciwdepresyjne, miałam epizody depresji… jakbyś chciał wymienić się spostrzeżeniami, albo chciał powymieniać się historiami, przemyślaniami, to mogę podać maila 🙂

    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 842

    Takie zdania znalazłem w czytanym ostatnio artykule o obsesyjnym zakochaniu:

    ŻADEN kochanek nie jest w stanie zagoić ran spowodowanych odrzuceniem w dzieciństwie.

    … oczekujesz od swojego symbolicznego rodzica (obecnego kochanka), że zrekompensuje ci wszelkie odrzucenia, jakich doświadczyłaś od rodzica rzeczywistego.

    W każdym związku będziesz czuła się bezpieczniej i pewniej, jeśli będziesz umiała radzić sobie z odrzuceniem, ponieważ pewne formy odrzucenia towarzyszą nam stale, są nieuniknione, w taki sposób układają się stosunki międzyludzkie.

    Jeśli przyjmiesz do wiadomości fakt, że odrzucenie niekoniecznie musi odzwierciedlać czyjś stosunek do ciebie, wówczas twój świat nie będzie walił się za każdym razem.

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, temu przez Jakubek.
    Meliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    Pytanie, które nasuwa mi się po przeczytaniu przytoczonego fragmentu, czy to obsesyjne zakochanie?

    Z tym pozyskiwaniem partnera jako opiekuna, to prawda.

    No i jeśli założyć, że tak po prostu funkcjonują stosunki międzyludzkie, to dlaczego np. u wielu ludzi przyjaźnie z szkoły średniej przetrwają długie lata a u innych nie, bo ktoś nie chce.

    I czy odrzucenie nie odzwierciedla stosunku do kogoś? Myślę, że może być spowodowane różnymi sytuacjami, jednak jak to mówią, „jeśli chcesz, zawsze znajdzie się jakiś sposób”.

    Można więc, albo przyjąć, że ten porządek śwata, wraz z odrzuceniem po prostu jest i się z nim pogodzić, albo też nie. Ja sama tego uczynić nie portafię, bo jednak myślę, że to zależy od ludzi. Na terapii mówili, że inni odchodzą, bo my się tak zachowujemy, że sami ich „przeganiemy”, i może w pewnych relacjach to jest prawda, ale jak np. nazwać  takim „przeganianiem” fakt, że chciałam pomóc mojej koleżance, byłam przy niej w najtrudniejszych chwilach, gdy walczyła o życie, pytałam, co tam u niej, mogła przyjsć pogadać, ja do niej w sumie też, teraz ma mnie gdzieś. Jeśli by tego nie chciała, to zapewne już na poczatu relacji, zerwałaby kontakt. Chyba zbyt dużo żalu we mnie…

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, temu przez Meliska.
    truskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 558

    Dzięki za ten cytat, Jakubek. Ja się też nad nim zastanawiałem. Z początku po prostu mi się spodobał, a teraz sprawdzam co dla mnie znaczy, i to nie tylko w związkach i miłości.

    Meliska – wydaje mi się, że tu nie chodzi o skrajności symbioza/rozstanie (do których DDA/DDD mają skłonności), tylko o to, że nawet najbliższa osoba może czasem nakrzyczeć, mieć żal, nie mieć w danej chwili ochoty na kontakt, ale to nie oznacza że relacja się skończyła. Mam różne doświadczenia, także z przyjaciółmi z czasów szkolnych, że czasem robi się nam bliżej, a czasem dalej. Teraz na przykład robi mi się bliżej do koleżanki, z którą się pokłóciliśmy i nie kontaktowaliśmy się przez jakieś 2 lata – rozmawiamy, spotykamy się i zwierzamy z osobistych rzeczy, bo oboje chcemy. Rok temu nie wyobrażałem sobie tego nawet, ale wystarczyło, że nie hodowałem żalu do niej i gdy akurat trafiła się okazja do pogadania, to nie było sztucznych przeszkód.

    Nie umiem sobie wytłumaczyć dlaczego to się tak układa, i żal mi gdy ktoś dla mnie ważny się odsuwa, milczy itd. Ale gdy nie przekładam tego na ocenę siebie, nie sprawdzam ciągle co ja zrobiłem albo co zaniedbałem, to ten ból nie wywołuje głębokiego wstydu. Mogę się zająć czym innym zamiast ciągle próbować zrozumieć i oczyścić się z oblepiającego jak smoła poczucia winy. I to jest dla mnie przykre zawsze, ale świat mi się już faktycznie nie wali.

    Owszem, czasem mam poczucie, że kogoś przegoniłem. Ale czasem wcale nie mam, widzę jak ktoś podąża w zupełnie innym kierunku z własnej woli albo pod wpływem swoich obsesji. Nie wiem jak było z twoją koleżanką i nie zgaduję czemu ona się od ciebie odwróciła, bo was nawet nie znam, ale czasem ktoś mi chciał pomóc i robił to nie słuchając czego potrzebuję, i to dla mnie było nie tylko niemiłe, ale jeszcze czułem wstyd żeby coś powiedzieć, bo przecież się stara… To pułapka roli ratownika i jestem przekonany, że sam nie raz w nią szedłem i ktoś inny czuł się właśnie tak potraktowany. Ale nawet jeśli nie wciskam pomocy i komuś to się przydaje, to każdy ma swoje uczucia i nie musi mi „zapłacić” za troskę, może się tym nasycić i odejść. Staram się nie przyczepiać metki z ceną do tego, czym się dzielę, nie wymuszać wzajemności, bo czasem od kogo innego coś dostaję, a komu innemu daję.

    Tak mi się skojarzyło.

    Meliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    Nie wystawianie tego, co się daje z metką, z ceną… mądre słowa Truskawku 🙂 Wiem, że trzeba pozwolić ludziom odejść, jeśli tego pragną i tego chcą. Oni sami w sumie wiedzą co dla nich lepsze jest.

    Dziękuję! 🙂

    Milra2
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Cześć!

    Piszę pracę magisterską na temat funkcjonowania DDA w bliskich związkach w dorosłości. Będę ogromnie zobowiązana za pomoc i wzięcie udziału w badaniu.

    https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSfmxaB-e-ldEOc6AO-186y7rPcFrsHrGnfUOwe2ruEWglWjwg/viewform?vc=0&c=0&w=1&fbclid=IwAR117IqIAe5dVrujJYM_b5wjBdb8sY_AE23ReOFmWnpP7rFsUJe3_vu4jlw

    Z góry dziękuję!

    Milena

    aneczka36
    Uczestnik
    Liczba postów: 265

    Lęk przed odrzuceniem też często mi towarzyszy. Kochanie za bardzo… nie wiem czy można ten stan nazywać kochaniem, raczej pragnieniem miłości, ciepła, bliskości fizycznej, opieki drugiej osoby. Jestem bardzo ostrożna w kontaktach z mężczyznami, przez lata niepowodzeń straciłam nadzieję na utrzymanie jakiejkolwiek znajomości z mężczyzną, ale staram się od czasu do czasu dać coś dobrego – miłe słowo, drobny prezencik. Nie wiem jak wygląda normalna relacja z mężczyzną, jak ją rozwijać, martwię się, że robię coś nie tak, czasami wydaje mi się, że za bardzo się staram, innym razem, że za  mało, brakuje mi naturalności, spontaniczności. Kiedyś na YouTube słuchałam taki mały wykładzik nt. lęku przed odrzuceniem. Dowiedziałam się, że w relacjach damsko – męskich nie można niczego oczekiwać, trzeba być takim słoneczkiem, które grzejąc daje ciepło drugiej osobie, są ludzie, którzy docenią to ciepło, inni będą się chować przed słońcem, ja na tych drugich nie mam wpływu – daję, nie każdy musi brać ode mnie i doceniać moją wartość, muszę się z tym pogodzić. Lęk przed odrzuceniem bierze się z tego, że czegoś oczekujemy, trzeba się wyzbyć oczekiwań i być dla innych. Za każdym razem, gdy czuję lęk, mówię do siebie: ,, Bądź słoneczkiem”.

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 62)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.