Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Lęk przed odrzuceniem i kochanie za bardzo a DDA.

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 62)
  • Autor
    Wpisy
  • truskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 558

    Hej,

    Czuję dużą nieufność wobec takiego „bycia słoneczkiem” i zupełnie nie wierzę w brak oczekiwań w jakiejkolwiek relacji. Mnie się to zupełnie nie sprawdziło w związku, bo miałem swoje oczekiwania, ale próbowałem ich nie wyrażać i czekać, aż dziewczyna się nasyci tym ciepłem, otworzy się i zacznie mi także to dawać. Tak się nie stało, czułem się nieszczęśliwy i skończyłem ten związek.

    Teraz staram się raczej mówić o swoich oczekiwaniach i uczuciach wprost. Faktycznie, jedni to przyjmą, inni odrzucą, a może ktoś będzie gotowy mi to dać. Nie ma gwarancji, ale łatwiej tak się porozumieć i mniej w tym manipulacji. Jako DDD mam wielkie potrzeby akceptacji, czułości i kontaktu, i nie widzę sposobu, żeby się tego wyprzeć, bo to jest we mnie z powodu rodziców. Mogę natomiast sam o siebie dbać i mówić czego naprawdę potrzebuję od kogoś. Może znajdę sobie związek a może nie, ale staram się to robić we wszystkich relacjach i czuję się z tym pewniej i częściej dostaję to, czego potrzebuję, bo druga osoba nie musi się domyślać o co mi chodzi.

    aneczka36
    Uczestnik
    Liczba postów: 265

    Truskawek, prawda, że żadna relacja nie istnieje bez oczekiwań, ja też mam, ale to oczekiwanie jest wg mnie egoistyczne. Tak naprawdę to bycie słoneczkiem jest u mnie udawane, ja chciałbym taka być, nie przywiązywać się ponad miarę, zachowywać się rozsądnie, dążę do tego. Czasami okazuję komuś sympatię, często cofam się do tyłu i oczekuję sympatii, ja tę sympatię dostaję, ale nie tyle ile bym chciała, sama się uduszę, ale nie pokażę, że mi bardziej zależy, czuję złość, bo nie dostaję tego, czego chcę, ale przecież ta druga strona nie musi być tak zaangażowana jak ja, skoro nie składała żadnych deklaracji, w takich sytuacjach mówię do siebie: bądź słoneczkiem.

    truskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 558

    Rozumiem cię, ja się bardzo przywiązuję do ludzi i wiem jak to potrafi mnie doprowadzić do rozpaczy, jeśli ktoś tego nie odwzajemnia. Tylko od udawania kogoś innego nie było mi lepiej. Szukam samoakceptacji, bo tego mi nikt nie zastąpi, pozwalam sobie na przeżywanie więcej uczuć i to mi pomaga, lepiej się czuję ze sobą. Ale jeśli czegoś mi potrzeba od kogoś, to łatwiej o tym mówię. Jeśli nie powiem czego chcę, to mała szansa że coś dostanę, bo skąd ktoś ma wiedzieć? A jeśli całym sobą deklaruję dawanie, to może podejrzewać, że ja chcę dawać i nic nie brać. To pułapka, którą zastawiam sam na siebie.

    Truskawek, prawda, że żadna relacja nie istnieje bez oczekiwań, ja też mam, ale to oczekiwanie jest wg mnie egoistyczne.

    Czy dobrze cię zrozumiałem, że dla ciebie każda relacja jest z założenia egoistyczna, czyli (w skrócie) zła?

    Słyszę w tym wstyd przed chceniem czegokolwiek. Znam ten wstyd, on był bardzo wygodny dla moich rodziców, bo nie musieli się mną tyle zajmować, zdejmowało to z nich poczucie winy. Byłem cichym chłopcem, więc mogli zwalić to na mnie, że ja przecież nic nie chcę, i jeszcze dowalić wstydem, że taka ze mnie ciapa – to podwójny zysk dla nich. Ale byłem cichy tylko dlatego, że reagowali złością albo lękiem, a swoje potrzeby miałem i tak.

    Teraz też mam różne potrzeby bliskości i akceptacji. Im mniej się ich wstydzę i łatwiej okazuję, tym mniej mi się kumuluje wstydu i tym mniej czuję się ofiarą. Nadal nie dostaję tyle, ile bym chciał, ale więcej niż kiedy milczałem i udawałem słoneczko. Jeśli ktoś chciał tylko brać i nie interesował się mną za bardzo, to ta relacja się poluźniła albo urwała. Ale za to wzmocniły się te relacje, w których ktoś mnie rozumie i chce mnie wysłuchać, przytulić, spędzić razem czas. Nadal coś od siebie daję, tylko robię to z chęci, bo mi na kimś zależy, a nie ze strachu, że ktoś mnie odrzuci albo ze wstydu, żeby zrekompensować jaki się czuję zły.

    aneczka36
    Uczestnik
    Liczba postów: 265

    Truskawek, Twoja wypowiedź daje mi do myślenia, bo niestety w ostatnich dniach ten temat jest mi bliski. Lęk przed odrzuceniem powstrzymuje mnie przed wyrażaniem uczuć i potrzeb, a ta potrzeba bliskości jest ogromna. Nie chcę pokazać, że mi na kimś zależy, aby tej osoby nie odstraszyć od siebie, czuję złość do tej osoby, ale wiem, że nie mogę od niej niczego wymagać, a niestety mam wymagania, on nie musi ich spełnić, nie ma takiego obowiązku, jednak zastanawiam się czy jest w porządku wobec mnie, bo przecież mimo, że niczego mi nie obiecał, codziennie zawraca mi głowę, dostaję zainteresowanie – codzienne SMSy, rozmowy przez telefon, czasem spotkanie, ale nie dostaję najważniejszego – deklaracji, że będziemy razem. Ja chciałbym dawać więcej, ale nie jestem pewna czy on chce mojego zainteresowania, czy mi nie powie: znudzilas mi się, on również nie mówi o swoich oczekiwaniach wobec mnie ani co o mnie myśli. Wiem, że w takiej sytuacji powinnam zrobić krok do przodu albo się pożegnać.

    Ten wstyd przed wyrażaniem własnych potrzeb jest mi dobrze znany, ja w dzieciństwie miałam tylko obowiązki, musiałam spełniać potrzeby ojca alkoholika i matki schizofreniczki, nabrałam przekonania, że jestem zerem, któremu się nic nie należy. Moja matka nigdy mnie nie przytuliła i nie powiedziała dobrego słowa, przynajmniej ja tego nie pamiętam, co niestety rzutuje na moje relacje w dorosłym życiu.

    aneczka36
    Uczestnik
    Liczba postów: 265

    Muszę dodać, że nareszcie zrobiłam ogromny krok do przodu – szczera rozmowa z przyjacielem, powiedziałam nareszcie o swoich oczekiwaniach i uczuciach i odwzajemnił się tym samym. Dzięki Truskawek, jesteś mądry.

    truskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 558

    O kurczę, gratuluję, Aneczko! Strasznie mi miło, aż się wzruszyłem i mi się łezka zakręciła! Cieszę się, że taki dobry koniec roku ci wyszedł, zazdroszczę ci.

    To było twoje ryzyko i jest twoja wygrana, mogło być różnie, ale nikt ci nie odbierze tego doświadczenia – pamiętaj proszę, że najważniejsza w tym była twoja własna decyzja mimo lęku. Jako dorosła możesz podejmować takie decyzje jak zechcesz, nie jesteś skazana na powielanie schematów. Każda taka cegiełka buduje poczucie sprawczości, i choć lęki wracają, to wraz z ilością tych cegiełek maleje pokusa wchodzenia w pozycję bezradnej ofiary – w każdym razie takie jest moje doświadczenie.

    W pierwszej chwili pomyślałem, że wobec tego nie ma co pisać co mi się nasunęło w odpowiedzi, ale wydaje mi się ważne, że relacje nie składają się z jednej decyzji. Pisałaś dużo o tym, co powinnaś, czego nie możesz wymagać itp. Najważniejsza zmiana dla mnie to porzucenie takiego sposobu myślenia i zamiast tego sprawdzanie co czuję, czego potrzebuję i czy jestem gotowy. I o tym wszystkim mogę mówić, żeby druga osoba mogła mnie zobaczyć takiego, jakim jestem, i zareagować po swojemu.

    Nikt, nawet ukochany partner rozumiejący twoje problemy i potrzeby, nie uleczy ci ran z dzieciństwa, choć bliskość i uwaga drugiej osoby jest cennym wsparciem. Nie wiem, czy próbowałaś terapii, ale mnie to pomogło żeby zająć się sobą bardziej i po trochu jest mi coraz bezpieczniej w życiu. Wyrabiam sobie nowe odruchy, dzięki czemu mogę wybierać jak dorosły zamiast ciągle oglądać się na decyzje innych z pozycji dziecka, którym już dawno nie jestem tak naprawdę.

    aneczka36
    Uczestnik
    Liczba postów: 265

    Truskawek, zdałam sobie sprawę, że ludzie często prowadzą walkę w swojej głowie, może to trwać miesiące a nawet lata, a wystarczy wczuć się w siebie i uświadomić sobie, czego tak naprawdę się chce, nazwać swoje uczucia, pragnienia. Dla mnie negatywne emocje z powodu niewyjaśnionej sytuacji stały się nie do zniesienia, gdyby stan zawieszenia trwał dłużej, była by to strata czasu. Dlatego jestem za tym, aby mówić, mówić, mówić drugiej osobie co się z nami dzieje, także o swoich lękach, nawet jeśli istnieje ryzyko odrzucenia, mądry zrozumie, z głupim nie ma co utrzymywać kontaktu. Jestem po terapii DDA, tylko ja po niej cudownie nie ozdrowiałam, czegoś się nauczyłam, myślę, że jeszcze długo będę mieć dylematy, jak postąpić.

    truskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 558

    No, bardzo mi to jest bliskie co mówisz.

    Nas na terapii namawiali do urealniania sobie, tylko miałem w sobie tyle lęku, że każda taka próba kończyła się w gruncie rzeczy zrzucaniem na kogoś pretensji i żalów. Byłem nastawiony raczej na konfrontację niż na sprawdzenie, a przede wszystkim nie byłem przyzwyczajony, żeby mówić o swoich uczuciach, czekałem tylko aż druga osoba się odsłoni. Mogę wręcz powiedzieć, że tego wymagałem. Jak się temu przyjrzałem, to zrobiło mi się nieprzyjemnie i zrozumiałem, że jak tak robię to trudno o otwarcie, którego w gruncie rzeczy pragnę.

    Ale sama świadomość tego nie załatwiła sprawy, bo ogromny lęk był nadal we mnie. Dopiero jak zacząłem ćwiczyć nazywanie swoich uczuć (codziennie), wyrzuciłem trochę żalu do rodziców i uznałem jakie mam potrzeby, to łatwiej mi zaryzykować otwieranie się. Spokojniej znoszę odrzucenie i powoli daję innym prawo do robienia inaczej niż bym chciał, czyli uznaję że nie mam wpływu na cudze decyzje.

    Teraz mam kryzys akurat, terapia rzeczywiście nie uchroniła mnie przed tym. Ale bardziej jestem przy sobie i mniej się zastanawiam co ktoś zaakceptuje, i powoli, ale jednak znajduję sposoby jak realizować swoje potrzeby, także te wobec innych ludzi. Nawet kryzys jest teraz inny – kryzys w zmianie, kiedy próbuję zadbać o siebie, a nie kryzys w bezsilności, kiedy czekam tylko aż ktoś zadba o mnie.

    Fenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2551

    Wybacz Truskawku, że wtrącę swoje trzy grosze.

    Od dłuższego czasu śledzę Twoje wypowiedzi z zaciekawieniem. Zwróciła moja uwagę Twoja inteligencja i głębia przemyśleń. Wynika z nich także, że faktycznie pracujesz nad sobą.

    Zasmuciły mnie Twoje ostatnie wpisy odnośnie kryzysu, który obecnie przeżywasz . Jestem jednak pewna, że jet to przejściowe i jest to swego rodzaju przełom.

    Nie trzymam za Ciebie kciuków, bo jestem pewna, że wszystko będzie układało się we właściwym kierunku.

    Dasz radę. Jesteś inteligentnym człowiekiem, całkiem dobrze już siebie poznałeś, a te dwie rzeczy są bardzo mocnymi atutami.

    aneczka36
    Uczestnik
    Liczba postów: 265

    To ja może też jeszcze wtrącę trzy grosze związane z tematem kryzysu, takie myśli mi się nasunęły gdy czytam to forum, m.in. wypowiedzi Truskawka:

    Przed terapią funkcjonowałam jak ofiara – częste żalenie się na rodzinę i swój los połączone z biernością. Moja terapia zakończyła się kilka lat temu. Skucesem jej jest to, że wyrażony żal na rodziców zniknął, przestali mnie obchodzić, odcięłam się od nich, zaczęłam przyglądać się sobie i nie był to miły obrazek. W czasie terapii i tuż po niej miałam ogromną potrzebę mówienia o sobie innym uczestnikom terapii oraz znajomym, mimo, że miałam też blokady – całe życie siedziałam cicho to co ja będę innym swoją osobą głowę zawracać… Wypowiadałam się na różnych forach internetowych, czułam, że odzyskałam głos, że wreszcie jestem sobą, że muszę wyrzucić z siebie wiele ukrywanych do tej pory myśli, nie wiem, czy Ty Truskawku jesteś w takiej sytuacji, wydaje mi się, że tak. Nagle stałam się niewygodnie szczera, moje wypowiedzi wywoływały konsternację wśród ludzi z otoczenia. Ale miałam w głowie słowa terapeutki: ,,Mów co myślisz i czujesz, nawet jak te myśli są wg Ciebie głupie a uczucia nieodpowiednie, ale są Twoje, wyrażasz siebie”. Wtedy też wydawało mi się, że znam odpowiedź na swoje problemy i innych ludzi. Ale wiedza sobie a działanie sobie, bo jednak stare nawyki były (i są nadal) wryte w głowę, miałam i dalej mam wyrzuty sumienia z tego powodu, że nie potrafię ich zmienić. Teraz coraz częściej daję sobie pozwolenie na słabość i nieidealność, dlatego jak czasami czytam tutaj na forum, że terapia jest panaceum na problemy to się denerwuję, bo my te problemy, negatywne myśli na swój temat, kryzysy, smutki będziemy całe życie nosić, ważne żeby sobie je uświadamiać, przyznawać do słabości.

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 62)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.