Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › lęki, przed odrzuceniem, związkiem i reszta
-
AutorWpisy
-
Oczywiście że po jednej wizycie nie zmienisz ot tak sobie całego swojego dotychczasowego życia.. Ja zaczełam terapie końcem kwietnia,, trafilam na kapitalną pania psycholog.. Sama w rozmowie dochodze do wniosków , ktore wczesniej do głowy by mi nie przyszły, a są tak oczywiste.. Tak więc powolutku a do przodu:) Każdy z nas chciałby jak najszybciej pożegnać sie ze swoimi "strachami", ale żyjąc np.. tak jak ja 20 lat w takim a nie innym środkowisku nie da sie tak od razu "wyplenić" starych przyzwyczajeń..No więc powodzenia i głowa do góry:):)
walter zapisz:
„Kaktusa się nie objąć;)
”
Da się objąć, nawet bardzo się da…:) Geneza nicka jest inna. Chociaż to fakt, że mam problem ze spontanicznym przytulaniem, ale na szczęście moi przyjaciele nie mają:)Wczoraj usłyszałam o tej książce, jeszcze nie czytałam, ale recenzje są bardzo zachęcające. Może komuś się przyda odnośnie paru ostatnich tematów.
[url]http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2192,tytul,Ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwo:%20krucha%20wi%C4%99%C5%BA.%20W%20poszukiwaniu%20partnerstwa%20i%20trwa%C5%82o%C5%9Bci[/url]Walter ,hmmm…
Nie chce i daleka jestem od dawania Ci gotowej recepty na życie ….
Bo każdy musi sam wiedzieć czego chce od życia ..Dla tego czasami musimy iść na ustępstwa .Piszesz że były takie partnerki ,które pasowały Ci z charakteru (I nie uciekały ,kiedy odsłaniałeś przed nimi swoje obawy),ale z wygladu były nie za bardzo….
Hmmm,nie myl proszś swiata realnego z fikcją .Bo to tylko w TV są piekne i inteligętne barbi *a życie jest całkiem inne ……
Ja wybrałam coś z czegoś …..Miałam do wyboru ciacho*** ho ho ,że kobitki kwiczały* na jego widok(he he ,smieszne to bylo) albo niepozornego przyjaciela ,który jest ze mną dzisiaj i jak może mnie wspiera .Tamten po za wyglądem nie miał nic …..
Wiem powiecie że uogólniam i że są wyjątki.Są ,wiem o tym ,ale są nieliczni ….Takie życie….
Wolter muszę przyznać ,że ujęła mnie Twoja historia ,bo ja jestem Twoim damskim odpowiednikiem jeśli chodzi o genezę rodzinną .Ja tez byłam ta osobą ,która broniła matki przed oprawcą .I powiedziałam sobie wtedy ,że nigdy moj partner nie podniesie na mnie ręki i nie podnosł …..
Co ważne jest ,a co chce Ci przekazać .Dwie rzeczy .Po pierwsze nie mów o swoich obawach z marszu osobie którą chcesz poznać,bo to odstrasza zawsze ….
Po drugie ,nie ma małżenstw doskonałych i problemy zawsze przyjda ,wczesniej czy pozniej …Ważne zeby się nie poddać i podjąć walke z nimi (z problemami)a nie z bliską osobą ……
Pozdrawiam 🙂Dobrze, że powstało takie forum i ogólnie strona. Otóż moja dziewczyna, a w sumie teraz już była (tak, tak jesteśmy less) ma DDA. Gdy byłyśmy razem ciągle się bała, że pewnego dnia Ją zostawię, że powiem, że to koniec- wielokrotnie przy mnie wręcz płakała ze strachu przed tym mimo, iż wciąż cierpliwie zapewniałam Ją, że nie zamierzam tego zrobić, że świadomie zaczęłam z Nią być i powiedziałam "Kocham Cię". Mój ojciec, z którym nadal mieszkam, również jest alkoholikiem, więc można powiedzieć, że w jakiś sposób i ja jestem DDA, jednak ja nie biorę do siebie tego tak jak Ona najwyraźniej…Wielokrotnie gdy się kłóciłyśmy mówiła "dobra, najlepiej mnie zostaw!" lub "i co jeszcze, może powiesz teraz, że z nami koniec?!". To był dla mnie szok i tłumaczyłam Jej, że nie mam zamiaru niczego takiego robić, że każdy się kłóci ale nie rozstaje od razu z tego powodu. Oczywiście później było na nowo dobrze, ale za jakiś czas Ona znów miała "swoje dni". Nie pisała, nie dzwoniła, nie dawała znaku życia… często się martwiłam bo myślałam, że coś się stało, gdy w końcu sama dzwoniłam, przepraszała albo wyrzucała mi, że robię halo, a nic się nie stało. Starałam się Ją rozumieć, ale chciałam, żeby choć czasami to Ona również zrozumiała mnie. Ostatnio Jej "stan" zaczął się nasilać, zerwała ze mną raz na bardziej poważnie, gdy się spotkałyśmy powiedziała, że na chwilę jedzie do domu po czym napisała, że już nie wróci, jednak po kilku godzinach (bo czekałam, nawet nie odczuwając na Nią złości) wróciła i z płaczem rzuciła mi się w ramiona, przeprosiła i przez jakieś 2 tyg było ok, w końcu jakiś czas temu znów ze mną zerwała… nadal mam nadzieję, bo po tym co razem przeszłyśmy i po tym Jej powrocie, o którym tu pisałam wierzę, że mnie kocha ale to strach przed bliskością hamuje Ją przed byciem ze mną… chcę cierpliwie czekać, ale nie chcę by coś na nowo się zaczęło i potrwało 2 tygodnie, chciałabym Jej pomóc ale nie wiem jak i zdaję sobie sprawę, że przede wszystkim Ona musi pomóc samej sobie, a ja mogę być tylko wsparciem i zapewniać Ją, że nigdzie nie ucieknę. Sama stwierdziła, że musi swoje lęki pokonać raz na zawsze by zacząć żyć na dobre, bo gdy je tylko uśpi one wrócą. Chciałabym nie prowadzić znów do bycia razem bo może Ją to teraz przerosnąć, ale być obok jako pomocna dłoń i może sama zrozumie, że Ją naprawdę kocham i wspieram…
Chciałabym Was jako osoby znające ten temat poradziły mi jak mam się zachowywać, bo sami możecie się wpasować w "Jej stan" i powiedzieć mi czego byście oczekiwali, czego nie lubicie itp, jak powinnam się zachować, co robić, o czym mówić, a o czym nie.
i jeszcze jedno: czytając to forum zauważyłam, że niektórzy potrzebują osoby, która będzie zawsze przy nich, która ich nie zostawi i będzie troskliwa i czuła, drugich natomiast ciągnie raczej do osób, które potrafią innych jedynie "gnoić",a uciekają od osób dobrych. Zaczęłam się więc zastanawiać jak to jest z Nią, z jednej strony, z tego co pisałam wyżej, jak dla mnie wynika, że potrzebuje ciepła i opieki, ale z drugiej zaczęłam się zastanawiać, że może jednak coś przeoczyłam? Jak to jest… jak myślicie, jak to jest w Jej przypadku??
wiesz, moge powiedzieć o tym tylko ze swojego punktu widzenia ale może niektóre rzeczy będą podobne. faktycznie to jest ogromny strach. strach ze cos sie nagle zawali, cos sie stanie, zostaniemy odrzuceni, a nasze poczucie wartosci spadnie duzo ponizej zera. ze cos sie zawali bo tak naprawde na cos tam nie zaslugujemy. na pewno nastapi "kaastrofa" tak ja przewidywalismy. idac tym tropem sami utrudniamy sobie wszystko na tyle aby potem powiedziec – no tak wiadomo bylo ze tak bedzie ze tak sie wlasnie stanie. jestem do bani, wszystcy to potwierdzaja. wiec aby uniknac tego upokorzenia, odrzucenia czesto wydaje sie ze lepiej samemu odejsc, zostawic cos aby ubiec zle wypadki aby byc tym ktory porzuca a nie tym ktorego sie porzuca. moze ten mechanizm jest podoby u innych osob tez. z drugiej strony nie umiemy stawarzac wiezi bo nie wiemy jak to sie robi. w oczekiwaniu na katastrofe zawsze lepiej brac nogi za pas niz czekac cierpliwie na koniec. zycze Ci powodzenia w rozmowach z dziewczyna.
Zapytałam Ją dziś czy rozstała się właśnie przez ten lęk przed utratą bliskości- powiedziała, że owszem ma takie lęki ale w tym przypadku nie to było powodem, ale nie chce o tym myśleć- jak mnie to, to co innego mogło nim być? Bo wnioskuję, że nie to, że np kogoś innego poznała czy coś takiego, myślę, że chodzi właśnie o coś związanego z DDA….
wydaje mi sie że to mogło być jednak powodem. ale ten lęk nie musi być do końca uświadomiony. niektórzy przeszli już pewną drogę i uświadamiają sobie coś inni mniej. myślę że podstawą mógł być ten lęk ale pretekstem do odejścia mogło być dosłownie wszystko. pretekstem czy niby "racjonalnym" wytłumaczeniem. ja też zawsze miałam milion "racjonalnych" powodów – dlaczego nie. jednak podłożem przeważnie okazywał się strach lub nieumiejętność zbudowania takiej relacji. tak mi się wydaje.
powiedziała mi dziś, że jestem za dobra, za kochana, za miła i w ogóle… więc już teraz kompletnie nie wiem. Uważam, że na brak kłótni nie mogłyśmy narzekać, a ja z kolei nie jestem taka ustępliwa i wielokrotnie mogła usłyszeć mój krzyk… więc jaka w końcu mam być? z jednej strony boi się odrzucenia i potrzebuje ciepła, z drugiej chce czegoś wręcz odwrotnego…
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.