Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Małżeństwo

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 27)
  • Autor
    Wpisy
  • nevermind1812
    Uczestnik
      Liczba postów: 129

      drozdzyk zapisz:
      nevermind1812 zapisz:
      ” myślę że też dużo zależy od tej drugiej osoby 😉 jeśli się na taką trafi, wszystko staję się łatwiejsze;)”

      zgadzam się z nevermind… jedna sprawa to my i nasze dda, druga sprawa to osoba z którą jesteśmy. Myślę jednak, że ta osoba musi mieć spore pokłady wyrozumiałości i być pewna tego, że chce być z taką osobą.”

      no właśnie, dlatego bez jakiejkolwiek obawy postanowiłam sobie na przyszłość być szczera i mówić wprost że jestem DDA, bo to jest nieodłączna część mnie, taka jestem, uważa, też że w związku dla tej drugiej osoby można się zmienić, jeśli się chce, oczywiście nie całkowicie ale część jakiś swoich zachowań.
      Musi być świadoma tego że DDA ma inne pojmowanie rzeczywistości, niż ktoś "normalny" 😉 chociaż ja wiem że ktoś kto nie przeżył tego co my, nigdy nie zrozumie tego, dlatego tak ważna w związku jest akceptacja, zrozumienie itp…

      YokoOno
      Uczestnik
        Liczba postów: 339

        Akceptacja naszych dziwactw,czasem dziecinnego podejścia do sprawy.Zrozumienie,empatia.
        My dd musimy się odkryć przed partnerem,musimy opowiedzieć naszą historię,przedstawić nasze lęki,obawy,zakomunikować to partnerowi,a dopiero potem domagać się zrozumienia i akceptacji.Mamy skłonności do zaskorupiania się,zamykania na ludzi,z lęku przed odrzuceniem i zranieniem.Czasem liczymy,że ta druga osoba domyśli się wszystkiego,jesteśmy egocentryczni.Nasz partner nie jest wszechmocny,jeśli mu nie powiemy o swoich uczuciach i wątpliwościach on sam nic nie zdziała.

        YokoOno
        Uczestnik
          Liczba postów: 339

          Akceptacja naszych dziwactw,czasem dziecinnego podejścia do sprawy.Zrozumienie,empatia.
          My dd musimy się odkryć przed partnerem,musimy opowiedzieć naszą historię,przedstawić nasze lęki,obawy,zakomunikować to partnerowi,a dopiero potem domagać się zrozumienia i akceptacji.Mamy skłonności do zaskorupiania się,zamykania na ludzi,z lęku przed odrzuceniem i zranieniem.Czasem liczymy,że ta druga osoba domyśli się wszystkiego,jesteśmy egocentryczni.Nasz partner nie jest wszechmocny,jeśli mu nie powiemy o swoich uczuciach i wątpliwościach on sam nic nie zdziała.

          akinomka
          Uczestnik
            Liczba postów: 849

            hej,:cheer: jestem szczęśliwą mężatką.Jestem dda-jednak dzięki forum i pracy nad sobą tworze zdrowy dom.Chciałabym mieć dzieci i dać im miłość i ciepło-czy bedę mieć los pokarze-MAM ENDOMETRIOZE 1STOPNIA.
            Dużo zależy od nas samych i od 2 osoby-wsparcie męża-jego miłość, sprawia że chce się zmieniać i być dobrą żoną.

            fausta
            Uczestnik
              Liczba postów: 134

              Dziękuję za odpowiedzi. I przepraszam ze nie włączyłam się w dyskusje ale nie miałam przez te dni czasu na komputer.

              Czytając wasze odpowiedzi wyczytuję coś w stylu: znajdziesz drugą osobę ona Ci pomoże.
              Tylko kurczę ja tak nie chcę. Tzn jest to dla mnie ważne. Mój chłopak stara się to robić. Ale ja nie do końca tego chcę. Chcę wsparcia ale chcę sama do tego dojść. Jeśli o taka pomoc Wam chodzi to się pod nią podpisuję.

              Dziś siedziałam sobie w Kościele i widzę małżeństwo, matka trzymała dziecko na kolanach. Pomimo tego że kocham dzieci jakaś taka myśl przeze mnie przeszła, czy będę potrafiła być odpowiedzialną matką? Czy nie przerzucę na dziecko jakiś swoich chorych zachowań, uraz? Mój chłopak ma wspaniałą matkę (ja też mam tyle że ona jest również dda) i czasem patrzę na niego i myślę sobie jak jego rodzice odwalili kawał dobrej roboty. Ona jest z niego dumna, to aż widać 🙂 Też bym kiedyś tak chciała być zadowolona z tego jak kogoś poprowadziłam w życiu na tych początkowych etapach i jak nauczyłam go sobie radzić z życiem

              morale
              Uczestnik
                Liczba postów: 69

                „Pisząc szczęśliwe mam na myśli takie zdrowe małżeństwo, poprawne. I nie pytam czy one zawsze takie było, tylko czy po trudzie i mozolnej pracy się udało takie stworzyć?”

                Zdrowe i poprawne małżeństwo, to strasznie duży poziom ogólności. Dla mnie zdrowe i udane małżeństwo to małżeństwo zorientowane na wspólny cel, szeroko rozumianą płodność, a nie na wzajemne regulowanie sobie nastroju.

                „Tylko kurczę ja tak nie chcę. Tzn jest to dla mnie ważne. Mój chłopak stara się to robić. Ale ja nie do końca tego chcę. Chcę wsparcia ale chcę sama do tego dojść. Jeśli o taka pomoc Wam chodzi to się pod nią podpisuję.

                Moja intuicja podpowiada mi podobnie jak Twoja. Też chciałbym sam najpierw odnaleźć siebie, wiedzieć czego chcę od życia, i żeby moja partnerka też to wiedziała, i żeby nie trzeba było jej zmieniać, ani czekać aż dojrzeje. Wchodzenie w małżeństwo z kimś komu trzeba pomagać, albo żeby samemu otrzymywać pomoc jest wg mnie z założenia podejrzane, bo nie opiera się na akceptacji, ale na jakiejś misji zmieniania drugiego człowieka. Więc co ? Biorę ją/jego choć uważam że on/ona jest wybrakowany, nie akceptuję go takim jakim jest, ale to ja go zmienie, i bedzie taki jak ja bede chciał chciała ? Taka postawa chyba z założenia doprowadzi prędzej czy później do walki i konfliktów.

                ” Pomimo tego że kocham dzieci jakaś taka myśl przeze mnie przeszła, czy będę potrafiła być odpowiedzialną matką? Czy nie przerzucę na dziecko jakiś swoich chorych zachowań, uraz? Mój chłopak ma wspaniałą matkę (ja też mam tyle że ona jest również dda) i czasem patrzę na niego i myślę sobie jak jego rodzice odwalili kawał dobrej roboty. Ona jest z niego dumna, to aż widać Też bym kiedyś tak chciała być zadowolona z tego jak kogoś poprowadziłam w życiu na tych początkowych etapach i jak nauczyłam go sobie radzić z życiem ”

                Ja wiem na pewno że idealnym rodzicem na pewno nie bedę, choćbym się nie wiem jak starał to i tak na pewno coś spieprzę, coś przeniosę. Co tego bycia dumnym z dziecko i z tego że go dobrze poprowadziłem, to…. nie wyobrażam sobie żebym był dumny z sukcesów dziecka, sukces dziecka to sukces dziecka i nic mi do niego, ja mogę się tylko razem z nim cieszyć. Co do tego czy to ja go poprowadzę dobrze lub nie, to nie przeceniał bym roli wpływu rodziców na dziecko. Słyszałem od pewnej doświadczonej osoby, że wpływ na dziecko aż w 50 procentach ma środowisko a nie rodzice. Więc to czy wyrośnie na ludzi, czy nie, jest jak rzucić monetą, albo wypadnie orzeł albo reszka.

                popo14
                Uczestnik
                  Liczba postów: 314

                  Ja jestem szczęśliwy w małżeństwie. Ja jestem DDA, moja żona nie jest. Oczywiście jak nad każdym związkiem, tak i w małżeństwie trzeba nad tym pracować – nad wzajemną relacją. Wiem, że moja żona wiele musiała ze mną przejść i jestem pewien, że ma morze cierpliwości. Pracowałem wiele nad sobą i nad tym, by nasze małżeństwo było dzisiaj takie, jakim jest.
                  Wiem, że dla DDA związek i małżeństwo jest trudnym tematem. Ja ze swojej strony mogę tylko napisać, że dla mnie kluczem było to, że chciałem się zmieniać i pracować nad sobą oraz otworzyć się na drugą osobę. Wiele zachowań musiałem w sobie przekodować i robię to nadal. Obecnie staram się rozumieć i odpowiednio etykietować swoje emocje. Wiem, że warto…
                  pozdrawiam 🙂

                  fausta
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 134

                    „Zdrowe i poprawne małżeństwo, to strasznie duży poziom ogólności. Dla mnie zdrowe i udane małżeństwo to małżeństwo zorientowane na wspólny cel, szeroko rozumianą płodność, a nie na wzajemne regulowanie sobie nastroju.

                    No tak. Rzeczywiście masz rację, jak i kilka osób które wcześniej o tym pisało. Pisząc o normalnym małżeństwie chodziło mi chyba o to, czy będę potrafiła stać się w tym związku odpowiedzialna. Czy nie będę miała takiego poczucia dziecinności, że jak coś to ten mój mężczyzna mnie pocieszy. Bo uważam, że trzeba się przede wszystkim samemu pocieszać, a dopiero potem czuć to bezpieczeństwo przy danej osobie. Ze mimo tego, że zajmie mi to dużo lub mało czasu, to ta druga osoba będzie obok mnie i będzie wspierała, ale nie tak ze wszystko za mnie zrobi i wszystko mi wytłumaczy, tylko pozwoli mi samej do tego dojść.

                    Myślę że przede wszystkim przekonałam się o tym że dda też są szczęśliwymi małżonkami. Nikt nie powiedział że bez problemów, ale to dlatego ze takie małżeństwa w ogóle nie istnieją. Dało mi to nadzieję, a może raczej chęć zaryzykowania. Myślę, że szczerość w związkach rozwiąże każdy problem, już się nieraz o tym przekonałam. Chociaż dalej ta szczerość nie jest taka prosta dla mnie, to widzę, że warto ją zastosować.

                    morale
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 69

                      „Ze mimo tego, że zajmie mi to dużo lub mało czasu, to ta druga osoba będzie obok mnie i będzie wspierała, ale nie tak ze wszystko za mnie zrobi i wszystko mi wytłumaczy, tylko pozwoli mi samej do tego dojść. ”

                      To mi przypomina opis dobrego ojca. Ryzykować ? Jaki sens ryzykować jeśli nie ma takiej konieczności ?

                      fausta
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 134

                        Trochę nie rozumiem o co Ci chodzi morale. Jakbyś mógł mi to napisać w jakiś inny sposób.

                        Zdaje sobię sprawę, że może być dużo we mnie takiego stosunku do mojego chłopaka jak do ojca. Staram się jednak żeby tak nie było. Ale nie mogę tego zrobić ot tak. Z resztą jeśli dda mają sobie pozwolić na to co czują to staram się to robić. Problem w tym że troszkę nie wiem kiedy przekraczam granice. Wiem, że czasem mam tak, że nie mogę się ogarnąć i wierzyć w to że jest dobrze i potrzebuje jego zapewnienia o tym. Ale zanim mu o tym powiem, czy w jakiś sposób postaram się żeby się o tym przekonać to najpierw w swojej głowie staram się to strawić. Czy jest powód do tego żebym tak myśla, czy to po prostu jest tylko moja przesada. Np. wczoraj tak było. Nie mieliśmy specjalnie dla siebie czasu a ja już czułam się jakby miał coś ważniejszego, jakby mu na czymś bardziej zależało niż na mnie. A ja akurat chciałam żeby mnie przytulił i troszkę spokojnie ze mną poprzebywał. Nie stało sie tak jednak. Tak naprawdę to nie do końca wiem w jaki sposób szukam w nim ojca. Ale zawsze staram się, żeby nie chcieć w nim mieć wyłącznie opiekuna (chociaż to też istotna sprawa, przynajmniej dla kobiet). Chcę również dla niego być oparciem i kimś kto będzie się z nim cieszył szczęściem i był z nim wtedy kiedy ma problem.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 27)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.