Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Marzenia

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 28)
  • Autor
    Wpisy
  • savanna
    Uczestnik
      Liczba postów: 91

      Jednym z elementow zdrowienia jest przypomnienie sobie swoich prawdziwych marzen, ich weryfikacja, a potem proba ocalenia tych ktore jeszcze mozna zrealizowac.
      Dostalam zadanie, zeby przypomniec sobie marzenia z roznych etapow mojego zycia. I tu pojawia sie problem, bo czuje jakis opor. Nie moge sobie nic przypominec, tak jakbym nigdy nie miala marzen.

      Kilka sobie przypomnialam, ale zadziwiajace jest to, ze nie mialam jakiegos marzenia na cale zycie: kim chce byc, co mnie tak naprawde kreci, czego tak naprawde chce, do czego daze. Za to czesto bylo tak, ze zastanawiam sie, co ktos ode mnie chcial i staralam sie wlasnie to realizowac. Nawet krok dalej: czasami czyjes marzenia stawaly sie moimi marzeniami. Pamietam, jak moj brat zainteresowal sie jezykiem angielskim w wieku moze 10-12 lat. Potem mu to przeszlo, a ja dzis jestem po anglistyce. A czy to naprawde moja pasja? NIe wiem. Ponoc marzenia to takie uczucie, jakby "serce spiewalo". Moje serce nie spiewa. Jedyne chwile kiedy czuje tak, jakby troche spiewalo, to jak patrze na mojego synka jak spi, jak sie bawi, jak sie do mnie przytula, jak wymysla niestworzone wyrazy. Ale przeciez to nie moje marzenia.

      Wiec jak to jest, dlaczego nie moge sobie nic przypomniec? Przeciez kazdy moze marzyc. A ja czuje sie tak, jakbym sama sobie nie pozwalala na to. Tak jakby ktos mi mowil: "Marzenia, szczescie to nie dla ciebie. NIe rob sobie nadziei, nie wyglupiaj sie."

      Edytowany przez: savanna, w: 2010/03/13 19:27

      mala*
      Uczestnik
        Liczba postów: 702

        Swietny temat szkoda, że zignorowany przez innych.
        Powiem Ci, że od jakiegoś czasu próbuje ustalić co chcę robić w życiu i sprawia mi to ogromna trudność. Mam mnóstwo zainteresowań i pasji. Ciężko wybrać jeden temat. Zdecydowanie mnie to przerasta. Mniej więcej już ustaliłam co było moim największym marzeniem w dzieciństwie, ale tak bardzo boje się jego realizacji, że cały czas odkładam je na później.
        Zauważyłam, że nam DDA najtrudniej jest po prostu zająć się sobą.
        Potrafimy innym doradzać a od samych siebie uciekamy jak umiemy.
        Cały czas robię wszystko byle się sobą nie zajmować…a czas leci.

        A tu chodzi o to, żeby wyznaczyć sobie cel i do niego dążyć.
        Ten właśnie ten cel ma nadać nam sens życia.

        borsuk
        Uczestnik
          Liczba postów: 17

          Ja jako dziecko miałam jedno marzenie, żeby tata przestał pić. Tylko, że to nie było moje marzenie, takie tylko i wyłącznie przeznaczone dla mnie.
          Myśleć o sobie, rzecz dla mnie bardzo skomplikowana i trudna. Przez ostatnie 10 lat żyłam w dziwnym amoku. Nie miałam żadnego celu, ciągle coś zmieniałam w swoim życiu wszędzie byłam na chwilę. Decyzje podejmowałam na zasadzie przypadku. Przeprowadziłam się do dużego miasta, znalazłam pracę i mam takie marzenie że w ciągu 2 najbliższych lat nie zmienię tego, nie będę dążyć do moich wyimaginowanych aspiracji. Po prostu zaczęłam żyć, tu i teraz. Każdego dnia muszę sobie o tym przypominać i walczyć z kompulsywnym podejmowaniem decyzji.

          jaka
          Uczestnik
            Liczba postów: 46

            Mi dzieciństwo zniszczyło właściwie marzenie. Zawsze chciałam pracowac w Policji. Ale w stanie psychicznym jakim obecnie jestem to bym teraz nie mogła.

            malymikroczkami
            Uczestnik
              Liczba postów: 38

              ja miałam dużo marzeń w dzieciństwie …ale było w domu biednie nieustanny brak pieniędzy więc mama zawsze je weryfikowała bo nie praktyczne bo po tym nie ma pracy itd. , taty nie obchodziło …. w liceum się zaczeło nie podsiadanie marzeń w sumie interesowałam się tym czym mój były chłopak , skończył się związek skończyły się marzenia nie moje zresztą ( a przynajmniej nie w 100% )… zaczeło się zapominanie ( okropny czas)….to dziwne włąśnie DDA potrafią świetnie kogoś dopingować w realizacji marzeń motywawać dowartościowywać …zresztą mala już to napisała ….a sami nie wierzymy w siebie w to że jesteśmy warci marzyć i osiągać to …dla mnie stanowi to do dzisiaj problem bardzo duży ….i na etapie na którym jestem zaczyna mi to przeszkadzać …..chyba warto się nad tym teamtem zastanowić …jaka dzięki za nawiązanie do teamtu…mam dzisiaj paskudny dzień …własnie coś do mnie dotarło ( i nie dobrze się z tym czuję) i właśnie jest jedno z moich marzeń aby to zmienić …..dzięki trzymam kciuki za wyszukiwanie marzeń i realizowanie ich choć wiem że to dla wielu DDA nie jest łatwe …..

              ps. a może założymy wątek "lista marzeń" jest wiosna zmiany i takie tam …gdzie każdy wpisze 3 marzenia ….takie nie wiem najprostsze np. zakup kaczki kąpielowej czy pójście do teatru …może to nam pomoże troszkę w realizacji lub choćby przypomnieniu sobie co nam w duszy gra 🙂 co Wy na to ?

              Karolyna
              Uczestnik
                Liczba postów: 29

                Witam ponownie 🙂
                No właśnie ,co z marzeniami?
                Pamiętam,ze jedyne marzenie z dzieciństwa to,żeby ktoś zabrał mnie z domu rodzinnego.Zeby się zaopiekował.Mimo,ze byłam zdolna jakoś zaprzepaściłam szansę na rozwój .Wiem,że w każdym wieku można się realizować,ale na tamte czasy jedyna ważną rzeczą była ucieczka z domu.Laziłam gdzie popadnie,byle nie przebywać w domu.Gdy moi rówieśnicy rozwijali własne zainteresowania ja nawiązywałam pierwsze,pozadomowe,niezdrowe relacje.Byleby tylko mieć w kims wsparcie.Zadziwia mnie fakt,ze nie potrafię przypomnieć sobie nawet jak spędzałam czas.Z kim sie spotykałam.Co lubiłam.Nie pamiętam,ponieważ w ogóle nie skupiałam się na sobie.Byłam niewidzialna.Nie było mnie.A ktoś kogo nie ma nie posiada zainteresowań.Własnego zdania.Podczepiałam się pod innych.Zyłam ich życiem.Już jako małe dziecko nie umiałam sama spędzać czasu.Musiał być ktoś jeszcze.Ktoś kto narzucał temat do rozmów bądź do zabawy.Całe moje życie wyglądało w taki sposób.Teraz,kiedy rozpadł sie mój związek.Kiedy zdaję sobie sprawę,ze nikt za mnie nie przezyje zycia.Nie wezmie za nie odpowiedzialności-dopiero próbuje poznawać siebie.Poznawac i miec marzenia.Ogromnie to trudne majac 27 lat rozpoznawac siebie poraz pierwszy.Jak dziecko wykonuje jakąś czynność i pytam sie w myslach: czy to Ci sprawia radość?Czy Ty to lubisz?Musze pytac ,poniewaz nie weim nic o sobie.Poniewaz wczesniej w ogóle MNIE nie było… Jakie mam marzenia?Takie jak w dzieciństwie.Zeby nie bolało.Zeby ktos pomógł mi chociaz przez chwile nieść ciężar bycia osobowościa zależna.Tyle tylko ,że weim,ze nikt mi tego nie da…Zatem marez,zeby miec siłe samej spotkać sie ze sobą…

                sabbia
                Uczestnik
                  Liczba postów: 120

                  Probowalam sobie przypomniec jakie byly moje marzenia i nic,pustka.Ala rownoczesnie pamietam ze zylam w jakims swiecie marzen.W ten sposob zmienialam moja smutna rzeczywistosc.Chyba przewijal sie watek podrozy;chcialam mieszkac w jakims pieknym miejscu w gorach.Chyba podswiadomie dazylam do realizacji tych marzen.Ala to nie bylo tak ze swiadomie realizowalm jakis cel.Zbieg roznych sytuacji i okolicznosci spowodowaly ze jestem tu gdzie jestem czyli w pieknym miejscu w gorach i duzo podrozuje i zwiedzam..przypomnialam sobie ze marzylam o tym ze stworze dobry i cieply dom czyli przeciwienstwo tego co mialam ale to juz wyzsza szkola jazdy-jak dla mnie

                  agula123
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 15

                    Ja raczej nie mam problemu aby marzyć,ale gorzej z ich realizacją. Jak byłam małą dziewczynką, marzyłam o tym żeby okazało się, że jestem adoptowana i moi "prawdziwi" rodzice mnie odnajdują i zabierają mnie do domu w którym jest miłość,cisza,spokój nie trzeba uciekać o każdej porze dnia czy nocy.To była moja forma ucieczki od tego co się działo w domu. Dziś marzy mi się wyjazd do ciepłych krajów,ale strach że sobie tam nie poradzę jest silniejszy 🙁

                    Muma
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 179

                      Agula, zastrzeliłaś mnie.Moje marzenie w dzieciństwie było identyczne-że jestem adoptowana,szukałam nawet w dokumentach jakiegoś sladu. Ale samo marzenie pozwoliło mi się oderwac od tej chorej sytuacji w rodzinie-patrzyłam z pogardą na ojca, jak na obcego człowieka, nie jak na mojego tatę, bo to było nie do zniesienia. Ibyło mi choć trochę lepiej…. pozostałych marzeń nie zrealizowałąm,za to prawie w 100% zrealizowałam marzenia mojego męża, uważając,że to są równiez moje… nie są niestety, dośc póxno się zorientowłąm. I teraz muszę dotrezć do tych ukrytych w dziecku, pogrzebanych głeboko marzeń, nie jest to łątwe…

                      savanna
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 91

                        Smieszne z ta adopcja… Ja co prawda nie marzylam, ze jestem adoptowana, ale myslalam, ze moze jestem. Wydedukowalam to na podstawie tego, ze nie mialam zadnych zdjec z okresu niemowlectwa, podczas gdy moj starszy brat mial ich dosc sporo. Wymyslilam wiec, ze rodzice mnie adoptowali, bo nie ma zadnych zdjec, jak bylam niemowlakiem. Prawda okazala sie jednak dosc przyziemna: pierworodne dziecko zawsze jednak jest tylko jedne, a przy drugim juz sie nie chcialo robic zdjec.

                        Moje jedno marzenie w dziecinstwie to bylo, zeby byc piosenkarka. Uwielbialam muzyke i marzylam o tym, by moc wystepowac, spiweac, itp. Pamieam, jak powiedzialam o tym rodzicom, a moj ojciec mnie wysmial. I mimo, ze dzis wiem, ze byc moze bylo to malo realne i troszke "glupiutkie", to chyba chcialam, zeby ktos te moje smieszne marzenie potraktowal serio.

                        Janusz Korczak powiedzial kiedys, ze nasze marzenia czesto spelniaja sie w tak pokracznej formie, ze ich nie poznajemy. U mnie troche to prawda. Np. marzylam tez (moje dziecinstwo przypadalo na wczesne lata osiemdziesiate), zeby w Polsce bylo tak fajnie jak w Stanach, zeby byla swoboda, zeby bylo kolorowo, sklepy pelne wszystkiego, itp. Dzis troche tak jest, a mi sie to wszystko wydaje jednym wielkim syfem.

                        Marzylam tez, zeby kiedys spotkac na swojej drodze Paula McCartneya, kochalam go bardzo jako szesciolatka (wyobrazacie sobie? bylam szescioletnia fanka Beatlesow). Dzis nie moge na niego patrzec i w zyciu nie chcialabym byc jego zona.

                        Moje najwieksze marzenie chyba to bylo znalezc milosc. Tego chyba najbardziej mi brakowalo.

                        Moje dzisiejsze marzenie, to wyjsc na jakas prosta z tego bagienka jakim jest bycie DDA.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 28)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.