Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD mechanizm ucieczki

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 55)
  • Autor
    Wpisy
  • pepa
    Uczestnik
      Liczba postów: 792

      A z tymi nagłymi odwidzinami to osobny temat…
      Jak sobie ostatnio przypomniałam, ze chodzi pan od sprawdzania wentylacji, to w 20 min. posprzatałam bajzel, z ktorym nie moglam sobie poradzic od paru tygodni… 😉
      I to jest stały schemat.

      pepa
      Uczestnik
        Liczba postów: 792

        A chęc bycia inna niz ona, mam oczywiscie, myslę jednak, że nalezy skończyć z samopietnowaniem i powiedziec jasno, ze to nie jest kwestia bycia buntownikiem, lecz zdrowego rozsądku i działajacego instynktu samozachowawczego…

        eldda
        Uczestnik
          Liczba postów: 1077

          pepa zapisz:
          [quote
          Dlatego podswiadomie w kwesti sprzatania ( i nie tylko) narzucam sobie perfekcjonizm niemozliwy do zrealizowania w mojej sytuacji, i to mnie przytłacza, odkładam, a potem to juz kapitulacja…”

          Mam problem z porządkiem, całe życie towarzyszył mi bałagan i krytyka ze strony Ojca za bałaganiarstwo. Nie przeszkadzał mi bałagan ale w pewnym momencie ze względu na swój wizerunek zaczęłam utrzymywać enklawy porządku (oczywiście bez enklawy bałaganu nie mogłam się obyć). Wyćwiczyłam sobie pewne działania ale to było tylko mechaniczne. Gdy byłam zaprzątnięta sobą, jakimś problemem czy brakiem, to bałagan wracał bo moja energia była skierowana gdzie indziej. Dopiero teraz czuję pragnienie ładu, porządku i czystości ale nie przekuwam jeszcze tego w czyn i teraz pozwalam sobie świadomie na bałagan. z jednej strony cierpię widząc to ale nie mam jeszcze energii żeby to zmienić. Może ma to związek z porządkowaniem mojej psychiki, przyjdzie czas to wewnętrzny porządek uwidoczni się na zewnątrz?

          agus
          Uczestnik
            Liczba postów: 3567

            wiesz Eldda… mam takie same przemyślenia… i tak samo to u mnie działa…jsk coś zaczyna mi się psuć lub jestem zajęta czymś innym… ( nie potrafię jakos pogodzić tego) to … odbija się to na chałupie…. jak już ponaprawiam… to nie mam siły na porządek w chałupie… i się dołuję, nie mam energii… i uciekam… aby nie robić….

            hm z tą moją rodzicielką… poepa… ja już sobie to odpuściłam… ale schematy wracają dalej… i już naprawdę nie mam potzreby czegoś jej udawadniac, pokazywać, robić jej na złość… bo naprawdę jest mi zajebiscie bliska… i ufam jej w 100%…między nami jest tak jak być powinno zawsze…;)

            Dasmathala
            Uczestnik
              Liczba postów: 240

              alex83, no tak, ja mniej więcej 3 lata uciekam od finalizacji studiów, ale zaczęłam studia rok później. Trzymam kciuki by tym razem udało się Tobie.

              I jak sobie pomyślę o tym straconym czasie w sensie zawodowym to mnie dosłownie mdli i mnie to zniechęca strasznie.

              pepa
              Uczestnik
                Liczba postów: 792

                i]Może ma to związek z porządkowaniem mojej psychiki, przyjdzie czas to wewnętrzny porządek uwidoczni się na zewnątrz? [/i] jeśli miałabym pisać o sobie to zaczęłabym do drugiej strony – gda mam porządek w domu, to mam go w głowie. Dlatego tak przytłacza mnie bajzel…
                W kwestii robienia na złośc, doppiero jak Cię przeczytałam to do mnie dociera….Robienie na złośc to interpretacja tej drugiej strony, to ona nazywa to " na złosc" a my, dzieci, to przyjmujemy. To nie jest na złość, to jest własciwe,w tym nie ma nic złego, przynajmniej we mnie nigdy nie byo złości jako motywacji, ja " robiłam na złosć" gdy rozpaczliwie o siebie walczyłam, w słusznej sprawie, ze słusznych pobudek. To było obiektywnie dobre.

                agus
                Uczestnik
                  Liczba postów: 3567

                  a mi przez taką ucieczkę " spieprzył kamerzyta"… i zerwał się film na kilka dobrych… w czasie produtkywnym i twórczym… lat…;) …no… staram się nadrabiać, wejść na odpowiedni tor… ale ile straciłam… nikt mi tego nie odda… jest to bezcenne…dlatego jestem na siebie zła… krytyczna… bo straciłam kawał życia… Uciekając…

                  agus
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 3567

                    Pepa… podpisuję się pod całym Twoim postem…:) … tak to właśnie jest i tak działa…

                    eldda
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 1077

                      pepa zapisz:
                      „i]
                      W kwestii robienia na złośc, doppiero jak Cię przeczytałam to do mnie dociera….Robienie na złośc to interpretacja tej drugiej strony, to ona nazywa to " na złosc" a my, dzieci, to przyjmujemy. To nie jest na złość, to jest własciwe,w tym nie ma nic złego, przynajmniej we mnie nigdy nie byo złości jako motywacji, ja " robiłam na złosć" gdy rozpaczliwie o siebie walczyłam, w słusznej sprawie, ze słusznych pobudek. To było obiektywnie dobre.”
                      To może nawet nie być walka o siebie tylko zwyczajne ludzkie upodobania. Mój Ojciec ma do mnie pretensję nawet jak nie lubię takiej zupy jak On, traktuje to jako działania przeciwko niemu. Skrajny egocentryzm i brak poczucia własnej wartości powoduje, że odbiera się coś jako "na złość"

                      binka
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 95

                        Wiecie co? Ostatnio doszłam do wniosku z koleżanką, że dla każdego bałagan oznacza co innego. Jeden będzie szukał na dywanie najmniejszego paproszka, drugi będzie uważał, że podłoga to kolejna półka w pokoju, trzeci stwierdzi, że bałagan jest wtedy, kiedy brak czystych talerzy.

                        Moja mama również czepia się wyłącznie o porządek, sama twierdzi, że porządek jest w życiu najważniejszy. I z tego powodu, kiedy byłam w szkole, nie chciało mi się w ogóle sprzątać. Ale, o dziwo, kiedy wyjechałam na studia, odwiedzając mamę okazało się, że te jej pretensje o porządek to tylko gatka-szmatka, bo sama po sobie nie potrafiła sprzątnąć prostych rzeczy, np włosów z wanny (a zawsze potrafiła mnie za to nieźle skrzyczeć).

                        Na studiach mieszkałam z dwiema zupełnie różnymi dziewczynami – pedantką i 'bałaganiarą’ 🙂 To było fajne doświadczenie, bo od obu dziewczyn nauczyłam się dwóch świetnych rzeczy. Od pedantki – najlepiej, kiedy sprzątam po sobie od razu te rzeczy, o których wiem, że i mi będą potem przeszkadzać (choćby te włosy 🙂 ). A od drugiej dziewczyny nauczyłam się mniej się spinać, nauczyłam się nawet sprzątać spokojnie, powoli, w swoim tempie, a nie tak jakby ktoś stał nade mną z batem. I jeszcze, że kiedy zjem obiad, co w końcu jest przyjemnością, NIE MUSZĘ od razu w stresie biec do zlewu i myć talerza, tylko MOGĘ sobie odpocząć i posiedzieć. Nawet teraz, kiedy sobie ogarniałam pokój, włączyłam muzykę i powoli sprzątałam, bo pamiętałam, że NIE MUSZĘ się spieszyć, że każdy ma swoje tempo załatwiania różnych spraw i NIE MUSZĘ CHODZIC JAK W ZEGARKU (co próbował mi wbić do głowy ojciec) I to jest świetne uczucie!
                        Oczywiście jest i lenistwo, jest i zniechęcenie, ale można się też polenić, byle zdrowo.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 55)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.