Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › mechanizm ucieczki
-
AutorWpisy
-
…no tak… dlatego tu piszemy… jesteśmy dysfunkcyjni… bo mieliśmy egocentryków, alkoholików… maniaków… i innych … rodziców…;)
ja tam nie twierdze, że byłam ideałem… przyznam się szczerze… w swoim czasie myślałam że wszyscy myślą i mają robić tak jak ja… że każdy jest mi coś winien…że każdy siedzi u mnie w głowie i wie o co mi chodzi… a jak coś robił… TO NA PEWNO MI NA ZLOSC… żałosne…:silly: … Boże… to jakaś masakra…z porządkami to właśnie jest tak jak napisała Bińka… każdy odbiera go ze swojej perspektywy… ze swojego zajoba lub nie…:cheer: …a mnie to tam teraz wisi jak pójdę do kogoś czy ma syf… czy błyszczy… ma bo tak chce… a kiedyś….oj…i tak samo jest z życiem…
A propos porządku, u mnie w domu odkąd pamiętam był i jest bałagan. Pałęta się po nim mnóstwo niepotrzebynych przedmiotów i stosy ubrań, a co gorsza moja mama ma zwyczaj zbierania rzeczy, niczego nie wyrzuca, więc zalegają u nas stosy gazet, np. sprzed kilku lat, stosy kartonów. Dopiero kilka miesięcy temu udało nam się wyegzekwować wyniesienie na strych dziecięcych zabawek moich i brata (oboje mamy już po ponad 20 lat). Nawet jeśli uda się coś z domu usunąć, jedyną metodą jest wyniesienie tych rzeczy na strych, bo mama nie pozwala niczego nikomu oddać (z tych rzeczy, które są dobre do używania), a tym badziej wywalić.
Ja, po paru ładnych latach mieszkania na studiach z różnymi ludźmi teraz gdy wracam do domu cięzko znoszę ten bajzel. Obawiałam się, że będą bałaganiarą, ale całe szczęście nie doszło do tego. Jednak znam też przypadki ludzi, którzy po wyjściu z domów rodzinnych gdzie był bajzel, zostali obsesyjnymi pedantami, do tego stopnia że nie zniosą paproszka na dywanie. To bardzo utrudnia życie takiej osobie, ale i otoczeniu.
Cieszę się, że mi, tak jak Tobie, binko, udaje się zachować ten umiar-trzymam porządek i czystość, ale nie mam na tym punkcie bzika. Jest to wyważone. To właśnie dzięki temu, że mieszkałam z różnymi ludźmi i od każdej z tych osób starałam się uczyć tego, co najlepsze.
Co do tego, że kiedy ma się porządek wokół siebie, latwiej też zaprowadzić porządek w sobie-potwierdzam !mademoisele… to co Ty piszesz… to właśnie jest w tym programie… takie właśnie przypadki… On leci na Zone reality w soboty i w niedziele… to jest choroba… poważna… tym ludziom… nie da się ot tak wytłumaczyc… oni sie przywiazują do każdego śmiecia… ja jestem tym programem bardzo poruszona…ile razy wyłam…bo … tam toczy się taka walka… o każdą rzecz… o życie…
Oj tak, u mnie też się pałętają niepotrzebne rzeczy. Ostatnio robiłam przegląd ciuchów i to w czym nie chodzę wyniosłam na strych. A mama oczywiście chciała, żebym zostawiła te ciuchy… Jakby nie chciała przyjąć do wiadomości, że nie będę w nich chodzić 🙂 Też trzyma stosy gazet, choć przegląda tylko dwie lub trzy. Byle rupieć 'może się jeszcze przydać’.
Znacie tę ulgę, kiedy wyrzuci się rzeczy/odda ciuchy, których się nie używało? To tak, jakbym robiła sobie taki życiowy remanent 🙂 Nawet kiedy wyniosłam na strych nieużywane ciuchy, zrobiło mi się jakoś lżej.
Moja matka ma to dziwnie wybiórcze, tryma swoje sweterki sprzed 20 lat, a absolunie nigdy nie miała problemow z wyrzucaniem moich. Ile razy musiałam siępowstrzymywać bo wywaliła mi ulubiony ciuch. Ogolnie raczej gardzi moją garderobą.
W sumie to jej to trochę ułatwiam, ma 32 lata i wciaz chodzę w fioletowych martensach 😛
Ja mam skłonność do gromadzenia i opór przed wyrzucaniem 🙂
Ciuchy zawsze mogą mi się przydać do jakichś przeróbek, poza tym zawsze w domu były jakieś braki i nie miałam tyle ile chciałam/potrzebowałam. Dlatego trzymało się łachy "na czarną godzinę" i nadal trzymam…
Jakieś bilety trzymam sprzed wielu wielu lat, świstki papieru, masakra…Tak jakbym pozbywając się ich miała pozbyć się siebie…Aguś, dzięki za podpowiedź o tym filmie. poszukam go na necie, bo jestem teraz za granicą i nie mam dostępu do polskiej tv.
…ale mówię Wam , z tym zbieractwem to koszmar. Ja sama dopiero niedawno nauczyłam się wyrzucać rzeczy niepotrzebne, ale jak przyjeżdżam do rodziców panuje tam taki bajzel, że nawet sie nie rozpakowuję, bo i tak nie miałabym gdzie poukładać swoich rzeczy. Wszystko stoi w torbie, czasem przez dwa tygodnie.
Jeszcze kiedyś było trochę lepiej, ale teraz mama weszła ze swoimi rzeczami już do wszystkich moich szuflad 🙁 Najgorzej jest w kuchni, bo mama zbiera różne dziwności-wypalone zapałki (żeby palić nimi w piecu, w końcu to drewno), skórki od pomarańczy (przeciw molom), plastikowe kubeczki po jogurtach (na miseczki dla kota…choć kot ma swoje miski), mogłaby tak wymieniać i wymieniać. W łazience stoją kosmetyki, które przywiozła zza granicy jeszcze w PRLu…po cztery butelki tego samego szamponu, przeterminowane kosmetyki…w apteczce pełno przeterminowanych lekarstw. Gdybym tak chciała naprawdę posprzątać, musialabym przetrżasnąć cały dom…ale nie da się nic zrobić, cokolwiek się wyrzuci, jet o to awantura.
Nie da się mamy przekonać łagodnym tłumaczeniem i udowadnianiem, że te rzeczy są niepotrzebne i trzeba je wyrzucać. W sumie, żal mi jej, bo widzę, że ona bardzo przywiązuje się do rzeczy, podczas gdy ma problemy z relacjami. Myślicie, że można jakoś jej pomóc ?eldda mogłabym się podpisać pod Twoim postem.Myślę jednak, ze to jeszcze nie choroba. Pierwsze to efekt kreatywnośći, te cuichy naprawdę mi się potem przydaja, chocby do zrobienia dywanika ;), a jak cos wywalę to się okazuje, ze włascnie coś takiego jest mi teraz potrzebne. Swistki to przez sentyment, co jest złego w sentymentach? 🙂
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.