Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Miłość i tęsknota
-
AutorWpisy
-
Anonim
17 marca 2006 o 17:40Liczba postów: 20551„AGNIESZKA:
Wojtek, cos ty narobil najlepszego.”
Nic się nie stało. Było i nie ma, to chciałem powiedzieć. Ja nie mam nic do tej osoby. Po prostu tak mi się zatęskniło (co wiele razy tutaj pisałem) za hmm… niezmrożonym kontaktem, ale okazało się, że na dziś – to tylko iluzja, przeszłość. To było zbyt dawno i już nie ma żadnej racji bytu. Nic nie szkodzi i nie dotyczy mnie to. Ot – po prostu wspomnienia, bardziej i mniej miłe. Liczy się tylko to co jest i co może być od dzisiaj do n+1 😉A druga sprawa, a właściwie – pierwsza. Potrzebuję rozmrożonej osoby, to sobie z przerażeniem uswiadamiam na terapii. I najlepiej żeby była to żonka…
I wiecie co – dostałem listę zachowan anty- i pro- asertywnych.
Najbardziej potrzebna rada, ktora tam znalazłem to:
"Możesz prosić, dopoki uznajesz, że druga strona ma pełne prawo odmowić."
Więc proszę żonkę o to, żeby wspolnie ze mna coś z "nami" zrobiła. To brakujace 'coś’. Ale ona korzysta ze swojego prawa…. i jest ¼le. I moja pewność, że jest ¼le ale to nie jest niczyja wina (tzn. że to nie moja wina) wisi na cienkim włosku……ATSD chyba od dawna już żyję marzeniami… 🙁
pozdrawiam
WojtekAnonim
17 marca 2006 o 21:06Liczba postów: 20551było ich dwoch : pierszy był dla mnie wszystkim i ja dla niego tez tak mi sie wydawalo nie winie go za to jestem szczesliwa ze on jest szczesliwy na drugim roku seminarium a ja jestem jego "siostrzyczka",drugiego poznalam kiedys tam ale niestety skonczylo sie po3 tyg z wielkim bolem bo ciagle mysle o nim …obsesja…?niewiem czym jest miłośc jak pownina wygladac uwazam ze nic nie dzieje sie bez przyczyny ale przyczyny niektorych rzeczy nie umiem zrozumiec i jej nie znam do tej pory..walczyć o cos czego nie ma ? :huh: pozdrawaim wszystkich
Anonim
18 marca 2006 o 12:51Liczba postów: 20551Prawdopodobnie jestem też nałogowym erotomanem 😐
http://waae.webpark.pl/
Muszę to sprawdzić.pozdrowienia
WojtekAnonim
20 marca 2006 o 17:52Liczba postów: 20551A ja Cie akurat dzisiaj Wojtek rozumiem bardzo dobrze. A Agnieszki wcale. Doradzala Ci abys nie naciskal na zone w sprawie terapii ani bron Panie Boze nie rozwodzil! To co Ty masz robic? Zyc podlug Pisma Swietego niesc ten krzyz i czekac az splynie na Ciebie Boze Milosierdzie? Ile zon alkoholikow na to czeka a potem okazuje sie, ze zrobily blad bo ucierpialy na tym i one i dzieci a mezowi alkoholikowi i tak nie pomogly tylko karmily jego nalog? Jak ta terapia ma Ci pomoc skoro najblizsze otoczenie wpedza Cie w dola? Stosowany mechanizm – ucieczka w swiat marzen. Tylko ty dotknales czegos co nie bylo marzeniem a przez chwile stalo sie namacalne. Na swoje nieszczescie albo nie. Bo teraz jestes rozdarty. Albo zawieszony pomiedzy tym co rzeczywiste, a tym co jest Twoim postulatem dotyczacym rzeczywistosci. Ja uwazam, ze masz prawo wymagac od zony by poszla na ta terapie dla Ciebie. Jesli znaczy dla niej cos to malzenstwo. Sprawa jest bardzo delikatna bo w tej materii latwo przekroczyc granice JA. I isc na rozne ustepstwa w imie swietego spokoju albo z poczucia winy. Czasami tez sie zastanawiam czy to co mnie przez chwile spotkalo bardzo milego to nie bylo jakies zludzenie. Czy na tym wlasnie nie polega romans? Ale do cholery sa szczesliwe pary na tym swiecie, ktorych laczy pasja SIEBIE, radosc polegajaca na byciu ze SOBA takim jakim sie jest z bogactwem calego inwentarza. I czasem mam wrazenie, ze jesli DDA chcialo by sie z tym dadaizmem powalczyc to tylko DDA ma szanse wzniesc sie ponad przecietna ustanowiona przez 'normalny’ ogol. To jest wlasnie obietnica – mozliwosc rekompensaty za doznane troski. Jestesmy smutni nieprzecietnie ale to znaczy, ze po odwroceniu chorego porzadku jestesmy zdolni do przezycia radosci, ktora tez jest nieprzecietna.
ps. ale ktos mnie dzisiaj wpie…
kawal nieswiadomego sku…
ale juz sie czuje lepiej bo znowu po tym co napisalam czuje sie byc na wlasciwej drodze :laugh:Anonim
21 marca 2006 o 08:07Liczba postów: 20551Daphnie napisał:
„A ja Cie akurat dzisiaj Wojtek rozumiem bardzo dobrze. A Agnieszki wcale. Doradzala Ci abys nie naciskal na zone w sprawie terapii ani bron Panie Boze nie rozwodzil! To co Ty masz robic? Zyc podlug Pisma Swietego niesc ten krzyz i czekac az splynie na Ciebie Boze Milosierdzie? Ile zon alkoholikow na to czeka ”Daphnie, jestem pełen podziwu i wdzięczności.
Trafiłaś dokładnie w sedno i dzięki za wsparcie.A ta cienka granica, o ktorej mowisz – to granica prawdy. Nie można zatrzymać siebie – ale nie można też realizować siebie potajemnie – to powinna być prawda dostępna także dla niechętnego terapii DDA. I małymi kroczkami coś może się zmienić. A jeśli nie…. powiem: trudno, powiem – można zawsze żyć w zgodzie z soba nawzajem, aczkolwiek osobno.
P.S. Erotomanem nie jestem – sprawdziłem ;)))
pozdrowienia
WojtekNie bardzo wierzę, że można przeprowadzić terapię dla kogoś, bo jeśli ja nie odczuwam potrzeby takiej terapii, to znaczy,że nie czuję sie chora. A jeśli jestem zdrowa to po co mi leczenie?
Gdyby ktos mi zaproponował terapię zanim ja sama uznałam,że mam problemy ze soba, to pewnie nie chciałabym o tym słyszeć. Od momentu kiedy przyznałam,że mogę być DDA do podjęcia przeze mnie terapii upłynał prawie rok. Tak długo dojrzewała we mnie decyzja,że przeszkadza mi bycie DDA, że nie chcę dalej tak żyć. Ale to była moja decyzja, i to,że sama ja podjęłam daje mi siłę do walki o moje lepsze życie. A i tak czasem dopadaja mnie straszne zwatpienia.
Nie wiem czy to jest ten sam mechanizm, ale jak wiele żon alkoholikow wierzy,że potrafia uleczyć małżonka z alkoholizmu o tym sami wiemy najlepiej. I co z tego wynika?Anonim
21 marca 2006 o 13:56Liczba postów: 20551Daphnie napisał:
„. Doradzala Ci abys nie naciskal na zone w sprawie terapii ani bron Panie Boze nie rozwodzil! ”Kiedy ja to napisalam?
Ja uwazam ze kazdy sam musi zdecydowac sie na terapie. Nikogo nie mozna do terapii zmusic. Chyba ze jest sie ubezwlasnowolnionym. Nigdzie nie widzialam wypowiedzi Wojtka ze jego zona pije ale moze cos przeoczylam?Napisalam ze nie jestem zwolennikiem rozwodow. Nie ze Wojtek bron Panie Boze ma sie nie rozwodzic.
Jestem przeciwna poswiecaniu sie, to na pewno, ale ja nie sadze zeby Wojtek byl zupelnie zdrowy. Poza tym w jego przypadku w gre wchodzi dziecko. Mysle ze gdyby on byl tylko sam to ze swoja zona to juz dawno by sie rozwiodl ( tak mysle moze sie myle).
Z tego co tu zrozumialam Wojtek spotakal sie ze swoja byla i okazuje sie ze uczucia nadal sa takie jak byly. To teraz mam pytanie: dlaczego sie z nia rozstal.
Ja na pewno nie bronie norm. Wiem ze dziecku z jednym rodzicem jest trudniej. Owszem jesli pozbywamy sie pijaka, krzyczacego czy bijacego rodzica to zmiana moze byc na lepsze.
A jeszcze takie proste pytanie: Jesli Wojtek by sie rozwiodl, to gdzie trafilo by dziecko? Do niego i jego nowej kobiety czy pozostaloby przy mamusi, ktora niby jest ta niedobra. Sorry ale przypuszczam ze byloby przy matce.
A i zgadzam sie z Agatta.
Nie pierwszy raz mi sie zdarza ze ja pisze co innego a ktos odczytuje co innego. Dobrze ze mamy to czarno na bialym.
" ja nie jestem zwolennikiem czegos" mowi tylko i wylacznie o mnie. I o moich przekonaniach oraz nic nie mowi o tym czy sama bym sie rozwiodla, czy komus bym rozwod radzila.Anonim
21 marca 2006 o 14:08Liczba postów: 20551Jeszcze raz sprawdzilam ( no bo jest czarno na bialym" i fakt napisalam
"jestem przeciwnikiem rozwodow" a nie "nie jestem zwolennikiem "
Fakt pierwsza forma jest mocniejsza. Wiec sie poprawiam: nie jestem zwolennikiem rozwodow. Ale gdzies tam jeszcze napisalam ze wole milosc od stalosci. To tez fakt. Z tym ze ja wierze w milosc wielka, prawdziwa, wszechogarnajca, jedyna. Jesli sie kogos tak pokocha to sie na ogol z tym kims jest przez cale zycie. Jesli sie ktos meczy w zwiazku i nic sie wnim nie zmienia, jesli ludzie sie nie kochaja, to jestem jak najbardziej za rozwodem ( a nadal nie jestem ich zwoleniczka :))W tym pierwszy (czy to byl moj drugi nie moge teraz sprawdziec) poscie do Wojtka myslalam przede wszystkim o dziecku ale swojej myskli wtedy nie rozwinelam i stad moze nieporozumienie.
Sciskam.
Anonim
22 marca 2006 o 01:13Liczba postów: 20551Agnieszka66 napisał:
Z tego co tu zrozumialam Wojtek spotakal sie ze swoja byla i okazuje sie ze uczucia nadal sa takie jak byly. To teraz mam pytanie: dlaczego sie z nia rozstal.
”
Agnieszko! Przywołuję Cię do porzadku :laugh: !
Po pierwsze primo 😡 NIE SPOTKA£ – tylko dzwonił. Ta sprawa jest tak strasznie NIEWA¯NA, że aż żenujaca jest dla mnie konieczność jej wyjaśniania… Po drugie – uczucia się nie zmieniły w tym powod rozstania – nie mogliśmy się nawzajem znieść !!! Po trzecie – NIE w przypływie goracej miłości – ALE w przypływie ułanskiej fantazji postanowilem tam zadzwonić!Chociaż wcześniej rzeczywiście film mnie nieco dobił, natomiast to było już po¼niej.A co by było jakbym nie zadzwonił? PEWNIE NIC, bo to dawniej niż dawno (11 lat!!!), ale może bym sobie myślał, że coś by było…ehhh…i co z tego?
A wracajac do spraw dzisiejszych, nie wiem czy dobrze mnie rozumiesz – rozstanie to dla mnie ostateczność i właśnie dlatego podejmuję się wszelkich, czasami szalonych działan, a czasami błędnych – żeby rozstanie nie miało miejsca. Głownie z tego powodu tutaj jestem i na terapii. Jeśli coś ma się zmienić – chcę mieć pewność.
Natomiast to, co zapewni mi spokoj, a jest nieuniknione i tak musi nastapić. Zobaczymy co przyniesie przeznaczenie. Mimo wszystko jestem przekonany, że nie będzie tutaj przegranych – jakkolwiek życie się nie potoczy dalej – jeżeli będziemy wobec siebie i wobec dziecka odpowiedzialni. W tej chwili patrzę w przyszłość ze spokojem.
I jeszcze jedna refleksja. Kiedyś kierował mna lęk. Lęk przed przyszłościa, zmianami, przed lud¼mi, przed samotnościa, przed WYDARZENIAMI. Szedłem tak jak mnie szczypał. Dzisiaj go nie ma, dzisiaj już się nie boję. I chociaż rozumiem obawy rożnych osob, albo przekonania wynikajace z lęku, albo nawet głębokie nieuświadomione zespoły przekonan i zachowan – nie kieruję się nimi. A kiedy czasami znowu mnie dopada, wtedy siadam, czekam… w koncu mija i znowu mogę normalnie myśleć.
Agnieszko, myślę, że po części przemawia przez Ciebie taki nieuświadomiony lęk – ale nie wiem, może sie mylę… Bo widzisz, z jednej strony – wyrażasz obawę o to co z dzieckiem? Z drugiej strony wydajesz się być mimo wszystko zwolenniczka poświęcenia się dla dziecka. Czyli – z jednej strony przerażajace problemy nie do rozwiazania – a z drugiej – lęk przed byciem niegodziwcem (dysfunkcja!) niespełnione życie i zły przykład dla dziecka (unieszczęśliwienie). Nie zgadzam się z tym, jeśli to miałaś na myśli. Z takiego myślenia się leczę 🙂
pozdrawiam serdecznie
WojtekAnonim
22 marca 2006 o 01:19Liczba postów: 20551Agnieszka66 napisał:
”
W tym pierwszy (czy to byl moj drugi nie moge teraz sprawdziec) poscie do Wojtka myslalam przede wszystkim o dziecku ale swojej myskli wtedy nie rozwinelam i stad moze nieporozumienie.”W porzadku Agnieszko, rozumiem, trochę za mocno chyba napisałem Ci w poprzednim poscie. Jednak ja uważam, że bycie na siłę dla dziecka bardziej szkodzi niż pomaga – sam jestem tego żywym przykładem.
A co do tej wielkiej miłości – to wielka sztuka życia, żeby w koncu – przynajmniej na chwilę – znale¼ć T¡ osobę i moc miłość zrealizować…
serdecznie pozdrawiam!
Wojtek -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.