Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Milosc jak tlen

Przeglądasz 10 wpisów - od 61 do 70 (z 116)
  • Autor
    Wpisy
  • julianna
    Uczestnik
      Liczba postów: 41

      Miałam 4 lata temu podobny problem. Moje małżeństwo było udawane. Mam dwoje dzieci. Teraz mają 11 i 6 lat. Byłam wtedy potwornie słaba, przed terapią. totalnie zagubiona. Czułąm się skrzywdzona, niezrozumiana. Samotna. I chciałam za wszelką cenę pokazać, ze dam radę. Przecież zawsze daję radę. Nikt mnie nie rozumie, ale ja wszystkim pokażę. Potem wiele się zmieniło, we mnie też. Terapia bardzo mi pomogła. Szczególnie ludzie, którzy tam byli. Mojej rodzinie pomogło wyprowadzenie się mojego męża> nie takie z zabieraniem wszystkiego i pakowanie walizek. Po prostu wynajął mieszkanie, i gdy nie dało się wytrzymać napięcia nocował tam. Ale przychodził często. Krok po kroku zaczęliśmy rozmawiać, wiedząc, ze zawsze można wyjść, nie trzeba na siłę kłaść się do wspólnego łóżka. Czuliśmy się swobodni i wolni. Ale zdarzało się też, ze ja szłam do tego mieszkania i tam mogliśmy spokojnie porozmawiać. Było łatwiej niż we własnym mieszkaniu. Ja się sprawdziłam w tym, ze dałam sobie sama radę. Mąż zobaczył mnie inną, a dzieci nie zauważyły naszej walki o siebie. Nie jest to może najrozsądniejsze rozwiązanie, ale mi pomogło. teraz nadal bywa różnie, ale ja przeszłam bardzo długą drogę wykonałam trudną pracę. Mój mąż też. Spojrzeliśmy na siebie inaczej. Oboje chcieliśmy zawalczyć o siebie. czy będziemy razem? Tego nie chcę zakładać na pewno. Budujemy, ale niczego nie jestem pewna. To, że daliśmy sobie przestrzeń nas uratowało.

      on1974
      Uczestnik
        Liczba postów: 56

        Julianna, fajnie, ze jakos Wam sie udaje. Mozna powiedziec, ze troche nawet zazdroszcze.
        Ja pol roku temu wyprowadzilem sie od zony. Po raz pierwszy w zyciu poczulem, ze ono (to zycie) nalezy do mnie. Ze moge sam o nim decydowac, ponoszac rzecz jasno konsekwencje decyzji. Ale swoich decyzji! I poczulem sie duzo lepiej. Mimo licznych niewygod i obowiazkow – chociazby codzinnego jezdzenia po i odwozenia dzieci (w sumie 20 km). Tydzien temu wrocilem do domu i wszystkie leki, smutki, bolaczki wrocily ze zdwojona sila. Od zony wciaz slysze: musisz sie leczyc czlowieku.
        To prawda, zona sie stara, nie ma latwego zycia ze mna, ale brakuje jej empatii i zrozumienia. Dla niej swiat jest czarno-bialy. Jezeli jestem chory, to leczenie. Nie czuje wsparcia, zona nie jest i nigdy nie byla mi przyjacielem. Ma wiele zalet, ale nie potrafimy dojsc do porozumienia.
        Brakuje czulosci… Mam wrazenie, ze ciagle toczymy jakis boj, dazymy do konfrontacji… Nie mam juz sily… Zaczalem pic alkohol…..!!!!!

        Edytowany przez: on1974, w: 2012/03/06 10:17

        Franczeska
        Uczestnik
          Liczba postów: 387

          To rzeczywiście trudna sprawa. Obyś nie zapłacił za dużej ceny za to "na siłę" bycie razem. Sięganie po alkohol, żeby było łatwiej może wciągnąć. Co Ci dało to odejście na jakiś czas,… zatęskniłeś za domem? Tak sobie myślę, że może nie ma co robić w trakcie terapii takich na zawsze 'cięć’ ale jeśli miałbyś możliwość pracowania w innym mieście i prowadzenia w tym czasie terapi, może to by Ci/Wam pomogło. Historia Agusa tak mnie zainspirowała. Ona stanęła na nogi tu sama a z mężem niby jest, tyle, że on pracuje w Norwegii i nie widzą się za często. Nie wiem ale może wtedy tworzy się taka szczególna płaszczyzna dla obojga na przemyślenia, budowanie, docenianie, oczywiście jeśli obojgu na związku i rozwoju zależy. Myślisz, że twojej żonie zależy na tym, żebyście byli razem? Z tego co piszesz, wydaje mi się, że ona odcięła się od problemów (niech będzie, że twoich) i nie ma w niej chęci współdziałania, … w terapii, mediacji, etc. Nie wiem czy dobrze to widzę

          on1974
          Uczestnik
            Liczba postów: 56

            Tak wlasnie, trafilas w dziesiatke!
            A przy tym poczucie uplywajacego czasu, straconych szans, teskonata za miloscia, za bycie rozumianym, a przynajmniej – akceptowanym… Kurcze…
            Fajnie, ze tu jestescie!!!

            julianna
            Uczestnik
              Liczba postów: 41

              Jak czytam twoją historię to wszystko we mnie krzyczy, ze masz prawo do miłości, czułości, zrozumienia, że wszystko przed tobą. nie wiem czy z żoną odnajdziesz to, co jest, jak sam mówisz jak tlen. Oczywiście ważne jest, żeby próbować, nie poddawać się. jesteście rodziną, ale ludzie wiążą się ze sobą, potem życie i czas sprawia, ze po 10 latach jesteśmy innymi ludźmi. Może się zdarzyć, ze zwyczajnie rozmijamy się z naszymi partnerami. nie jesteś szczęśliwy, wręcz odwrotnie. Sięgasz po alkohol, znieczulasz się, ale nie uciekaj od swoich pragnień, potrzeb. Zasługujesz na zrozumienie, ciepło. Na to, ze ktoś usiądzie, spojrzy na Ciebie, wysłucha, albo zrozumie i uszanuje bez słów. ja sama nie wiem czy będę z moim mężem już zawsze. tez pragnę ciepła, jak każdy. Walcz i nie bój się podejmować samodzielnie decyzji. Ja teraz wiem, że jesteśmy dzisiaj razem z wyboru a nie przymusu. Walcz o siebie, proszę, uwierz, że każdy ma swoją wiosnę. Twoja nadejdzie. Musisz poczuć czym jest prawdziwa Miłość. Wierzę, ze to możliwe. Aha – też urodziłam się w 74, to dobry rocznik, smakuje wybornie:)

              Ginna
              Uczestnik
                Liczba postów: 1146

                Człowieku bez sensu!! Po jakiego grzyba wrociles do czegoś co sprawiała ze jesteś nieszczęśliwy. Chyba nigdy nie zrozumiem tego wyidealizowanego pOjecia rodziny. dla mnie to obłęd. Zycie jest za krótkie żeby na własne życzenie z niego rezygnować. Współczucie ci z całego serca ze sam z własnej głupoty marnujesz szanse na szczęście i miłość.’a tak naprawdę tylko to się liczy w życiu. W obliczu śmierci nic innego nie ma znaczenia tylko myśl : czy byłem szczęśliwy czy ludzie mnie kochają czy bede a mną tęsknić. Uważam ze zrobiłeś wielki błąd wracając. Nie wiem czy kochasz żonę czy nie ale z opisów raczej nie bo gdyby ona cię rownież kochała to dawała by ci wszystko czego potrzebujesz. A tak to kisicie się oboje we własnej niechęci kłótniach i nienawiści. I po co???? Dla dzieci??? Myśle ze obarcza ie rzuci takim o owiazkiem jest nieuczcicwe. Zobaczysz one to wszystko widza jeszcze nie rozumieją ale za 10 lat zrozumieją i zapytaja tato czemu nie odszedles od mamy skoro jesteście nieszczęśliwy a ty mu powiesz bo zostalem dla was!! Wiesz jakie to obciążenie psychiczne dla dziecka. i uważam ze to jest tez kłamstwo. W większości takich przypadków to dorośli nie umieją zostawić dzieci. Dzieci szybko dorastaja i jakoś się dostosowują. I nie zostAia ie ich jest tylko wymiana dla dorosłego. Ja osobiście uważam ze popelniles wielki błąd. Który tym razem będzie już bardzo cieżko naprawić. Ale jesteś dorosły wiec podejmujesz świadome i dorosłe decyzje. Współczucie ci ale nie jest mi cię szkoda:) to tylko i wyłącznie twoja wina ze nie nie umiesz zadbać sam o się ie i swoje szczęście. Nikt inny za ciebie tego nie zrobi.
                Zupełnie nie jest mi żal ludzi którzy sami sprawiają ze są nieszczesliwi a potem przychodzą tutaj I męczą ze oj jacy są biedni i nieszczesliwi. Weź się ogarnij chłopie. Przewartosciuj swoje życie. Wybrałeś meczenstwo i dobro dzieci to siedź cicho i znos cierpienie z pokOra. Jesteś nieszczęśliwy i pragniesz miłości i szczesci które wiesz ze nie dostNiesz od zony to pakuj walizki i wynocha z domu. Tylko przestań jeczec. Skoro raz odeszlesc to chyb jest już znak ze twoje małżeństwo dla ciebie umarło. Wiec nie rozumiem jak można żyć w przeświadczeniu ze da się ożywić trupa. Nie da się i jeśli coś się skończyło to się skończyło.

                Edytowany przez: Ginna, w: 2012/03/07 07:55

                Edytowany przez: Ginna, w: 2012/03/07 08:01

                magduska
                Uczestnik
                  Liczba postów: 463

                  Powiedziane bardzo dosadnie i bez owijania w bawełnę. 🙂
                  Może forma nie grzeszy delikatnością ale w treści jest dużo prawdy.

                  Ginna
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 1146

                    no niestety zycuie nie jest ani milutkie ani mieciutkie ani slodziutke..trzeba sie przyzwyczaic i umiec brac odpowiedzialnosc za siebie przedewszystkim. trzeba umiec podejmowac decyzje i w nich wytrwac

                    a druga sprawa to nienawidze ludzi ktorzy na sile robia z siebie meczennikow po to tylko zeby sobie poprawic swoja wlasna samoocene ktora z pewnoscia jest bardzo niska. meczenstwo to nie wyjscie bo to bleden kolo z ktorego sie ciezko wyrwac..ale z tego co pisze on juz raz mu sie udalo ale znow sam wpedzil sie w gowno..to niech w nim teraz siedzi i smierdzi..bywa. kazdy jest kowalem swojego losu. a jesli ktos nie umie nie daje rady ma za malo sily..to trzeba sie leczyc i brnac do przodu w podjetej decyzji a nie rozkladac rece i biadolic ze jest tak okropnie itp. od biadolenia swiat niestety sie nie zmienia..zmienia sie od dzialania.

                    magduska
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 463

                      Wchodzenie w rolę ofiary jest dość powszechne w naszym narodzie 🙂
                      Mamy to chyba we krwi 🙂
                      Polska męczennikiem narodów 🙂

                      Też tego nie lubię.

                      Anonim
                        Liczba postów: 20551

                        Do On1974
                        Jestem zła kiedy czytam Twoje posty. Tylko "ja jestem nieszczęśliwy, ja jestem niekochany, mi brakuje czułości…". Zastanów się być może co musi czuć Twoja żona, która potrzebuje do życia PARTNERA, a nie skrzywdzone dziecko, które za wszelką cenę potrzebuje kogoś, kto zaspokoi wszystkie potrzeby z lat dzieciństwa, czyli RODZICÓW.
                        Czy uprzedziłeś swoją żonę przed ślubem, że masz takie problemy. Dlaczego partnerzy z normalnych rodzin mają rozumieć osoby z domów dysfunkcyjnych?
                        Dobrze że chodzisz na terapię – może dzięki temu w pewnym momencie zrozumiesz jaką krzywdę wyrządzasz swojej rodzinie. Odchodzisz, wracasz, jesteś nieszczęśliwy. Typowy egocentryk. Czy w ten sposób budujesz poczucie bezpieczeństwa dla swojej rodziny. Twoje dzieci widzą niestabilnego ojca, który tak jest zajęty sobą, że być może potrafi tylko mówić o tym jak mu zależy na dzieciach i jaka krzywdę by wyrządził odchodząc. Może lepiej, przede wszystkim dla Twojej żony oraz dzieci abyś odszedł i przeszedł w samotności terapię, a później postarał się być na nowych zasadach ojcem dla swoich dzieci, które są najlepszymi obserwatorami i niestety część Twoich schematów nieświadomie utrwalają.
                        Do pozostałych piszących, którzy tak bardzo Cię wspierają w tym, że najważniejsze jest Twoje szczęście: Trawa u sąsiada jest zawsze zieleńsza, tzn. można wiecznie szukać szczęścia poza sobą i nigdy do niego nie dotrzeć. Jaśniej rzecz ujmując, chodzi mi o ponoszenie konsekwencji za własne decyzje – to jest właśnie odpowiedzialność. Jeśli ktoś decyduje się na związek i na dzieci, to powinien dołożyć wszelkich starań aby wywiązać się ze swoich zobowiązań i wkładać dużo pracy aby rodzina była szczęśliwa. Abyś choć trochę zrozumiał, co podejrzewam czuje Twoja żona zamieszczam poniższy link o traumie jaką przechodzą partnerzy DDa. //www.dziecialkoholikow.pl/dzial.dhtml?id=13

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 61 do 70 (z 116)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.