Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Mój problem: Nigdy z nikim nie byłam -pomóżcie, doradźcie
Otagowane: brak bliskich relacji, niewiedza, samotność, strach, wstyd
-
AutorWpisy
-
- Cześć, mam 22 lata i nigdy z nikim nie byłam. Chodzi mi o takie typowe bycie w parze, okazywanie uczuć, brak wstydu,że sie z kimś jest z resztą sami wiecie. Nie wiem czy to jest normalne czy to są jakieś zaburzenia funkcjonowania nie mam pojęcia.To nie jest tak że nie mam kolegów,mam kilku ale oni nie są w moim typie ja raczej teżi nie mamy takich relacji żeby można było je pogłębić. Właściwie mając 17 lat można powiedzieć że tak jakby miałam chłopaka ale to wyglądało tak,że poznaliśmy się na wycieczce szkolnej i tak sie zdarzyło że siedzieliśmy obok siebie, gadaliśmy i stwuerdziłam że nawet fajny.Póżniej jakoś kilka razy spotkalismy sie a to sami albo z naszą wspólną koleżanką która eaz stwierdziła,że powinniśmy się trzymać za ręce.Ja byłam zawstydzona i tego nie zrobiłam. Po pewnym spotkaniu spytał mnie czy chcę z nim być teraz czy za jakiś czas.Stwierdziłam,że możemy być.Generalnie ja sama nie wiem czemu z nim byłam chyba dlatego że był pierwszym i jedynym chłopakiem który sie mną zainteresował, fajniej mi się z nim pisało niż gadało ogólnie to że pośeieca mi uwagę podobało mi się to ale z drugiej strony gdy już nasi znajomi ze szkoły wiedzieli,że jestesmy razem czułam się nieswojo.Zwłaszcza takie gadanie ooo jesteś z nim zawstydzało mnie. Z jednej str chciałam kogoś mieć a z drugiej nie.Na przerwach nawet się nie spotykaliśmy i nigdy też z nim się nie całowałam. Po byciu z nim 2 tygodnie zerwałam bo nasza wspólna koleżanka powiedziała że jak nic do niego nie czuje powinnam zerwać. Po naszym ostatnim spotkaniu zerwałam z nim. Poźniej było mi głupio bo paczka naszych wspolnyvh znajomych nie raz sie spotykała w tym my i raczej sie unikaliśmy.chociaż rok temu na jednej z imprez nawet długo rozmawialismy jakby nic sie wcześniej nie stało potem kilka razy tez pisał do mnie i nawet chyba pomyślał że moze 2 raz coś się między nami utworzy ale nie odpisywałam za bardzo.Jednak nie rozmawiam z nim obecnie.Nie wiem czy można to nazwać związkiem właściwie -oceńcie. Generalnie nie posiadam żadnych wzorców od rodziców gdyż moj ojciec wyprowadził się z domu gdy miałam 6 lat a brzydko to określajac moja mama go wywaliła gdyż pił zmieniał czesto prace bo go zwalniali i robil awantury. Oczywiscie był dalej w moim życiu raz nardziej raz mnie ale był.W okolicach liceum przestał mnie odwiedzać a 3 lata temu zmarł oczywiscie duzy wpływ miał alkochol ktory dalej pil.Śmierć strasznie przezyłam chociaż bardzo rzadko sie z njm eidywałam a w tym okresie kłóciłam się też o alimenty.Nigdy też nie poruszałam z rodziną czy rodzicami tematów związków czy seksu.Jedynie gdy uczyłam sie w 4 klasie o narządach to chyba cos wstepnie z mamą omawiałam.Sama posiadsm też niską samoocenę. Nie jestem jakaś brzydka przynajmniej z twarzy bo z ciała do najszczuplejszych niestety nie należe ale mega gruba też nie jestem mam 165 cm wzrostu i wagę 67 kg.Generalnie jestem poszerzona w srodkowych okolicach. Nie wiem czy tylko ten wygląd sie tak liczy że nijt sie mną nie interesuje?Sama mam też duże wymagania chciałabym być z kimś o normalnej sylwetce i raczej atrakcyjnym.Nie wiem nawet gdzie mogłabym kogos spotkac.Mam kilka kont na różnych portalach randkowych ale tak głównie wszystkim zależy na seksie.Chciałabym poznać kogoś normalnego dla którego to nie jest główny priorytet.Właściwie raz spotkałam sie z jednym gosciem z internetu i rozmawiało sie fajnie tyle że na pożegnanie palnął tekstem że może poćwiczymy techniki ustne odebrałam to negatywnie sle nie wiem czy słusznie.Stałam jak głupia patrzylam na niego pozegnałam się szybko poprzez przytulenie i poszłam a gdy pisał coś jeszcze do mnie mówiłam że jestem zajeta czyms.Czuje,że nigdy nie spotkam kogos odpowiedniego(a marzy mi się oczywiście książe z bajki) ani nie będę umiała zbudować z nim relacji.Nie wiem czy nawet składnie się wypowiedziałam.Prosze doradźcie coś, przeanalizujcie.Może nie jest to bardzo poważny problem jednak jestem bardzo samotna pomimo ze mam wielu znajomych i chciałabym mieć w końcu kogoś kogo przytule i będę czuła wsparcie i miłość.
Wiesz kto jest tym kimś, kogo powinnaś pokochać? TY SAMA. Jesteś jedyną osobą na ziemi, której możesz na początek zaufać, a kiedy zaufasz sobie, pokochasz siebie to inni też to zrobią. I nie szukaj ideałów, nie ma takich. Nie warto być z kimś na siłę, byle byc, byle do kogoś się przytulić itd. Po prostu miłość nie jest czymś co zaplanujesz, a tworzenie obrazów idealnych męzczyzn jest skrajną głupotą, bo nigdy przenigdy nikt nie będzie naszym sennym marzeniem, denną mrzonką. Jednak to nic złego, wręcz przeciwnie. Miłość to umiejętność dochodzenia do wspólnego porozumienia, czasem ustąpienia, ale nade wszystko wzajemnego szacunku i akceptacji.
PS. Wymagania zacznijmy dawać sobie, nie innym 🙂
Witaj, samo bycie z kimś niczego nie naprawi w Twoim życiu.Jesteś młodą osobą.Skoro jest problem z poczuciem wartości warto przede wszystkim zacząć na tym pracę.Nie szukaj tego ratunku w poczuciu bycia w związku.Atrakcyjność nie polega też na byciu szczupłą osobą.Atrakcyjność to nasze wnętrze przede wszystkim.Właśnie poczucie wartości, pewność siebie.Zacznij od pracy nad sobą, nad tym co Ci przeszkadza, co byś chciała osiągnąć.Dobrze, że masz wymagania i nie chcesz byle kogo.Chciej takiego faceta jakiego byś chciała dla swojej córki, gdybyś ja miała.Na pewno najlepszego?Każdy ma wady, ale jeśli wyleczysz w sobie to co Ci przeszkadza nie będziesz tego szukać w mężczyźnie.Pracuj, rozglądaj się, spotykaj, obserwuj i wybieraj taki związek, który Ciebie wzmacnia, czujesz, że się rozwijasz, że masz prawa…nie szukaj na siłę zapełnienia pustki.Jesteś młoda masz czas.
Brak ojca rzutuje na naszą przyszłość i relacje z mężczyznami.Czasem szukamy w innych mężczyznach naszych ojców.Chciałybyśmy by nam ich zastąpili.Co jest niemożliwe.Przeżyłaś śmierć taty, bo to Twój ojciec, tęsknota za utraconym dzieciństwem, brak relacji.Gdyby tatusiowe zapewnili nam normalne dzieciństwo to i nie szukałybyśmy na siłę partnerów, ale powoli dowartościowane szukały tego właściwego, tworząc normalny partnerski związek.Walczyłaś o alimenty bo Ci się należały jako dziecku.To choroba ojca nie pozwalała mu normalnie żyć i dawać Ci to co powinnaś dostać.
Nie wiem czy tęsknotę za ojcem można „wyleczyć”, bo mi się to nie udało.Mimo ciężkiej pracy nad sobą i obecnie życia dobrego, ustabilizowanego, uporządkowanych emocji, relacji nadal tęsknię za tatą, który by mnie tulił, nazywał „księżniczką”, pielęgnuję pochwały, których było bardzo mało.Wybaczyłam to że powtarzał, że nie chciał mieć córki.Pił latami.Miałam z nim słabe relacje, bałam się go,bił mnie.Czasem idę na cmentarz i wiem, że kochał mnie na swój sposób.To mi pozwala trwać.Nic nie da pielęgnowanie uraz, złości czy żalu.Tego we mnie już nie ma i tu czuję się wolna.
Życzę Tobie wszystkiego dobrego i mądrych, dobrych wyborów.
p.s. też bym odebrała te techniki ustne negatywnie, nawet bardzo negatywnie.
Cześć. Też często odczuwam pustkę i myślę, że nigdy nie poznam kogoś z kim będę szczęśliwa i będę mogła stworzyć własną rodzinę o jakiej marzę. W moim przypadku jest to spowodowane przez pewną sytuacje. W skrócie Ci o niej opowiem. Też jestem z problemowej rodziny. Chciałam mieć faceta, przy którym będę czuć się bezpieczna. Przed moją 18-stką, poznałam chłopaka który zaczął się mną interesować. Po jakimś czasie zostaliśmy parą. Było super do czasu. Później było coraz więcej nieporozumień, byłam z Nim trzy lata, myślałam że wszystko przetrwamy bo było wiele trudnych sytuacji, nie udało się. Na koniec usłyszałam bardzo mocne słowa, które dały mi do myślenia, a tydzień po tej przykrej sytuacji dostałam zwykłego sms’a, który zakończył nasz związek, po tak długim czasie nie zasłużyłam nawet na to aby to usłyszeć i popatrzeć w oczy chłopakowi z którym byłam, poczułam się jak śmieć, jak bym była czymś przelotnym. Okropne uczucie, do dzisiaj dochodzę do siebie, każdy dzień jest dla mnie jak by dawką nowych lekarstw. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że ten związek już wcześniej mnie wykańczał, bałam się z tego zrezygnować, bo bałam się że już nikogo nie spotkam, teraz mam 21 lat jestem sama, minęło 7 miesięcy, trudny czas, a ja próbuję ułożyć sobie życie i zapomnieć o tym co mnie spotkało. Nie zawsze umiem radzić sobie z moim życiem i mam problem ze zrozumieniem samej siebie. Mam problem z zaakceptowaniem swojej osoby i szukam dowartościowania w ludziach, a jeśli takich nie spotykam to mam żal do całego świata. Każdego dnia myślę nad tym jak sobie pomóc i coraz bardziej zaczynam zauważać, że czeka mnie naprawdę bardzo ciężka praca. Teraz wiem, że pierwsze muszę zaakceptować siebie i umieć przebywać sama ze sobą. Myślę, że Ty też powinnaś zastanowić się nad tym. Życzę powodzenia 🙂
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.