Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › moja autodiagnoza
-
AutorWpisy
-
Nie wiem czy trafiliście na te artykuły. mi pomogły przy autodiagnozie.
http://flandra.wordpress.com/2009/12/12/cechy-dda-v-1/
http://flandra.wordpress.com/2009/12/12/cechy-dda-v2/Wnioski:
1. osoby z cechami DDA przejawiają tendencję do łączenia się w pary z osobami uzależnionymi- patrz Pan A.2. DDA należą do grupy wysokiego ryzyka ucieczki np. w alkohol,pracę,sex itd w celu złagodzenia ogarniającego ich uczucia lęku i radzenia sobie z uczuciami- hm, ja wolę coś porobić jak sama ze sobą sobie nie radzę- znajdę najdziwniejsze zadanie- byle by nie myśleć. I nałogowo palę.
3. wyidealizowany obraz nieuzaleznionego rodzica- hm, czyżby tatuś nie był ideałem? W sumie to, to akurat wiem, ale… to jednak tatuś. Wierze że starał się jak mógł i ciężko było mu uwierzyć,że żona pije. Lepiej uwierzyć żonie, że wszyscy kłamią.
4.skłonność do bezlitosnego oceniania siebie. Negatywne ocenianie własnej osoby. Rzadko koncentruję się na tym co we mnie dobre. Stałe słuchanie, że jest się do niczego.
5. sądzą,że normalne jest wszystko to, co jest odwrotnością stosunków panujących w domu- wszyscy mi powtarzają, że mój związek z M jest co najmniej dziwny
6. stałe szukanie aprobaty- lubię jak ktoś mi mówi, że coś zrobiłam DOBRZE
7. chora wola
– impulsywne (pracuję nad tym)
– uparte (osobiście jak osioł- czasem czuję się jak dwulatek- "ja chcę" i koniec dyskusji)
-zarozumiałe (podobno rzucam się z motyką na słońce. M uważa,że sobie nie poradzę. A ja wiem, że poradzę sobie. I odzywa się moja stara szkoła "jeszcze ci ku*wa pokażę, że dam sobie radę")
– kontrolujące (lubię mieć wszystko pod kontrolą, zaplanowane)8. ekstremalna lojalność (tylko do pewnych granic- przekroczysz granice, kończy się moja lojalność)
9. odrętwienie emocjonalne- niewiedza dotycząca własnych emocji, nieumiejętność wyrażania ich
10. niskie poczucie własnej wartości- ukrywanie się za rolami Opiekun, Superodpowiedzialna, osobiście jeszcze "Kozak"
11. mylenie miłości z litością- mój największy problem… kocham czy się lituję??? Pan N i pan A… choć różnili się diametralnie. Burzy uczuć do pana A nikt nie przebił…
12. życie "życiem ofiary"- przyciąganie przez inne "ofiary"
13. nadmierna zależność i lęk przed opuszczeniem- olbrzymie trudności z przerwaniem toksycznych relacji- pan N (10 miesięcy zbierania się w sobie żeby zerwać związek, który mnie totalnie wypalił), pan A (dwa lata "dorastania" do zerwania- po 4 latach przerwy znów się w to wpakowałam)
14. zastraszanie przez złość i krytykę- M strzela fochy. Wkur*ia mnie to niesamowicie. A najbardziej to, że mnie to rusza. Potrafiłam przeprosić za coś za co nie czułam się winna, wbrew sobie- byle tylko przestał mieć tą obrażoną minę…Pracuję nad tym… Już nie przepraszam jak czuję, że nie powinnam, jak całe moje ciało po prostu się buntuje…
15. branie na siebie wszystkiego i odczuwanie nadmiernej odpowiedzialności za wszystko i wszystkich.
Teraz mniej bezlitośnie. Szukam pozytywnych stron swojego jestestwa.
– lubię swoją lojalność. za to cenią mnie przyjaciele.
– odkąd myślałam o swojej przyszłości (jakieś 10-12 lat) zawsze kręciło się to przy "ratowaniu świata"- policja,AON,sędzia,adwokat,prokurator,kurator,terapeuta uzaleznień, resocjalizacja… wiem,że całego świata nie zbawię,aż tak wysoko nie mierzę, ale kilku osobom pomóc? Bezcenne. Przekonałam się, że głupie "dziękuję" od kogoś, kto został sam bo reszta się odwróciła jest bezcenne.
– rzucanie się z motyką na slońce? Ambicja. Chcę coś w życiu osiągnąć. A dzięki temu wiem,że mogę. chociażby uniezależnić się finansowo od partnera.Wnioski po autoanalizie? Jestem bardziej popierd*lona niż mi się wydawało… Chyba czas poszukać specjalisty…
moja diagnoza jest oczywista – pamiętam co robił mój ojciec przez 15 pierwszych lat mojego życia…
1. jestem w związku z DDD
2. nie idealizowałem niepijącej matki, traktuję ją jako współodpowiedzialną i nie pamiętam żebym zaprzeczał, że ojciec pije i jest alkoholikiem – to było jasne jak słońce. W iluzje uciekam – patrz punkt 1
3. jestem dla siebie bardzo surowy i dla innych też
4. granice… nie wychodzę ze swojej skorupy
5. tolerancja to dobra cecha
6. wszyscy mają mnie lubić!
7. intymność – toksyczna?
8. poczucie winy – nieustające
9. doprowadzam do kryzysu, żeby móc zareagować
10. mam nadzieję, że nie jestem lojalny wobec nikogo
11. co czuje? smutek, złość, nienawiść, przygnębienie, lęk, apatia
12. niepokój, niepokój, niepokój
13. wstyd oczywiście jest moim "przyjacielem" a o poczuciu wartości lepiej nie pisać
14. ja się nie lituje
15. ponurak albo błazen
16. jakaś szkołę skończyłem – bez dyplomu oczywiście
17. zależny jestem
18. jestem ofiarą, sierota, inni mnie wykorzystują
19. spróbuj mnie skrytykować!
20. Many times in my life I´ve lost control
21. nad odpowiedzialny albo wcale bo niby dlaczego mam być odpowiedzialny skoro "wszyscy" (ojciec) nie są (jest)?nie jestem popierdol**y, mam syndrom dda a specjalistę znalazłem lecz się wybrać "na razie" jakoś "nie mogę"
Edytowany przez: Rudeboy, w: 2011/06/30 21:23
Rudeboy i pozostali używając stwierdzenia "popierd*lona" miałam na myśli tylko i wyłącznie siebie.. Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się urażony i nie odebrał tego osobiście.
bardzo poczułem się urażony, och jak bardzo 😉
Edytowany przez: Rudeboy, w: 2011/07/01 12:40
więc baaardzo, z głębi serca i szczerze przeprasza :):*
gdyby tak mój ojciec mnie przeprosił 😉
Witam wszystkich,
Ja dopiero zaczynam poznawać siebie i rozumieć swoje zachowania. 2 dni temu uświadomiłam sobie, że jestem DDA i zrozumiałam czemu moje życie zawsze było skomplikowane. Zrobiłam sobie test cech DDA, dopisałam swoje odpowiedniki…no i…od dwóch dni nie mogę się pozbierać. Najpierw się załamałam, teraz sama już nie wiem co robić…starać się zrozumieć czy wyprzeć ze świadomości i usiłować zapomnieć. CHOLERA ciągle o tym myślę, a do tego dochodzi złość:angry: Dużo do myślenia dał mi ten artykuł http://www.we-dwoje.pl/dda;czyli;swiat;oczami;zranionego;dziecka,artykul,8224.html
Później już było tylko gorzej. Ale w chwilach zwątpienia czytam sobie fragment artykułu http://www.onaonaona.com/home/syndrom-skrytego-diamentu/"Ale w tyglu cierpienia i bólu najczęściej odkrywam diament – jakimś cudem zachowaną niesłychanie dobrą, wrażliwą i silną osobę. W grupach DDA częściej niż w innych, spotykam ludzi mających dla innych dużo wyrozumiałości, ciepła i serdeczności, uważnych, gotowych do dzielenia się wszystkim, co mają, nie potrafiących przejść obojętnie obok cudzego cierpienia. Nie żalą się, nie litują, są gotowi pomóc bez zbędnych gestów. Są niesłychanie wobec siebie wymagający i uczciwi."
Zaraz idę na imprezę, ale jak wrócę postaram się napisać coś więcej:) Mam nadzieję, że ktoś będzie chciał ze mną rozmawiać 😉
Edytowany przez: mase, w: 2011/07/01 18:52
chętnie.
Dla mnie moja autodiagnoza nie była przyjemna… Doszłam do mało ciekawych wniosków… Poza tym chyba pora poszukać terapeuty mimo,że sama kończę psychologię… Ale może ktoś kto spojrzy obiektywnie na to co mówię lepiej mi pomoże… Sama sobie ze sobą nie radzę… pisapsiólki próbują jak mogą, ale one też nie są obiektywne… Pamiętają jak wyglądałam i jak się zachowywałam za czasów pana A, widzą jak czasem wyglądam za czasów pana M… też już sobie wyrobiły o nich opinie…Najbardziej martwi mnie to, że ostatnio coraz mocniej ujawnia się we mnie złość do rodziców. Odkąd uświadomiłam sobie, że zniszczyli mi psychikę, nie mogę na nich patrzeć, ani z nimi rozmawiać. Z tatą nie rozmawiam już od dawna więc to żadne wyzwanie, ale mam ogromny żal do mamy. Nie potrafię sobie wyobrazić jak można zniszczyć własne dziecko. Nie mogę tego pojąć. Na szczęście od zawsze byłam świadoma, że popełniają błędy,więc mam nadzieję, że ja ich nie powielę.
Generalnie nie mogę powiedzieć, że jestem nieszczęśliwa, bo to nie prawda. Nie mogę też stwierdzić na odwrót. Jestem samotna i to mi chyba najbardziej ciąży. Nie potrafię natomiast zaufać mężczyznom i tu pojawia się problem. Nie chcę być sama, a dążę do tego podświadomie. I wkurza mnie cholernie, że to nie moja wina, a muszę cierpieć. Zaszczepili we mnie tyle niepewności, braku zaufania, osamotnienia. Za co? Co ja im zrobiłam.?! Dziwnie się czuję pisząc o tym na forum. Do grupy samopomocy pewnie się nie zgłoszę z obawy, że może mnie ktoś kiedyś rozpoznać. Czy sama sobie z tym poradzę? też nie wiem. Muszę sobie to wszystko poukładać.Wiesz, z samotnością jest tak że nawet jeśli "odważysz się" na bliską relację, związek, to też niekonieznie przechodzi, bo jeśli nie umiałaś się otworzyć przed wejściem w tą relację to po fakcie samo nic też się nie zmieni… Piszę o sobie rzecz jasna. Ale zakończę optymistycznie- warto próbować:) (chyba)
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.