Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › moja historia
-
AutorWpisy
-
Cześć,
moja historia nie jest tak trudna jak w przypadku większości osób, które tutaj przejrzałam, tym bardziej mam poczucie winy, że czuję się tak okropnie. Z boku mogłoby się wydawać, że powinnam być szczęśliwa, bo mam wszystko. Byłam bardzo zamknięta w sobie i jak już próbowałam coś komuś powiedzieć, to ludzie mnie gasili, że przecież nie mam prawa się tak czuć. Postanowiłam spróbować w jakiś sposób wyrzucić swoje emocje tutaj, bo czuję się bardzo samotnie i przychodzą mi do głowy już najgorsze pomysły, m.in. myśli samobójcze i jeszcze do niedawna byłam pewna, że tego nie zrobię, to teraz już przestaję nad tym panować. Bardzo się wstydzę tego wszystkiego, bo mam świadomość, że to brzmi tak nieracjonalnie i żałośnie.
Ale zacznę od początku, wybaczcie za ten chaos, ale jestem bardzo roztrzęsiona myśląc o tym wszystkim. Z pewnością jestem dzieckiem DDA i dowiedziałam się o tym będąc w liceum, dlatego że przyszedł do nas do domu lekarz. To była jakaś sytuacja, kiedy tata się mocno upił i leżał w łóżku przez parę dni, bo nie dawał sobie rady chyba z powodu wątroby, a on nigdy nie należał do osób użalających się i rzadko mogłam zobaczyć jego słabość. Całe dnie wymiotował i z tego powodu przyszedł do nas lekarz, żeby podać mu kroplówkę i oczyścić organizm i okazało się, że jest to terapeuta. Siedziałam wtedy gdzieś skulona w kącie i unikałam rozmowy, tylko biernie się jej przyglądałam i usłyszałam, że kiedyś będę szukać pomocy.
Moje dzieciństwo słabo pamiętam, ale nie wydaje mi się, że było tragiczne. Nie pamiętam ciepła rodzinnego, przytulania, ani słów: „kocham Cię”. Wydaje mi się, że rodzice mało się mną interesowali, a ja próbowałam im pokazać swoją wartość i starałam się dobrze uczyć itp. Po latach widzę, że mamie na mnie zależy i że ona się interesowała, tylko że widocznie nie potrafiła tego okazać. Sama pochodzi z rodziny, w której ojciec był alkoholikiem i zostawił ją, zanim jeszcze się urodziła, a ojczym wprowadzał niezdrową atmosferę w domu. W domu nie rozmawiało się o problemach, ich nigdy nie było i do tej pory nie potrafię ich rozwiązywać, ani rozmawiać.
Alkohol tak jak się pewnie domyślacie był spożywany przez ojca. Nie dochodziło do przemocy, wszystko było w porządku. Ale miałam poczucie, że jestem nic niewarta. Czułam się odtrącona przez rodziców, wcale ze sobą nie rozmawialiśmy, tylko mijaliśmy się w domu, ale przeważnie siedziałam sama zamknięta w pokoju. Obok mieszka rodzina od strony taty i od nich też nasłuchałam się wiele krytyki pod swoim adresem i słucham do dnia dzisiejszego. Tata też się potrafił unieść i zmieszać mnie z błotem. W podstawówce byłam również poniżana, nielubiana, „zlitowała się” nade mną jedna dziewczyna, którą uznałam za moją przyjaciółkę. Już wtedy nie miałam własnego zdania, jej zdanie było moim, poszłabym za nią w ogień. Ale ona też była bardo krytyczna wobec mnie, bo gdy mówiłam jej o swoich marzeniach, to ucinała mi skrzydełka. Także nie miałam własnego zdania, do gimnazjum, do liceum, szłam tam gdzie ona, izolując się od wszystkich innych. W liceum powiedziałam, że mam tego dość i się bardzo pokłóciłyśmy. Znajomość się skończyła, a ja się otworzyłam na ludzi i zaczynało być przyjemnie. Miałam już wtedy chłopaka, którego poznałam, gdy miałam 13 lat i od tamtego czasu był cały czas przy mnie. Niestety mimo, że byłam wtedy jeszcze dzieckiem działo się coś, z czym nie mogę się pogodzić. Można powiedzieć, że byliśmy wtedy „parą”, zobowiązaliśmy się sobie, a ja mimo to flirtowałam z kim popadnie, kto tylko zwrócił na mnie uwagę. On się o wszystkim dowiadywał i zawsze wybaczał, ale widziałam jak bardzo cierpi z tego powodu i że nie ma do mnie zaufania. Dobrze wiecie, jak DDA są problematyczni w związkach, a ja trafiłam na osobę, która potrafiła znieść wszystko, co zrobię. Wiele razy chciałam to zakończyć dla jego dobra, bo wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak, ale potrzeba bycia z nim była silniejsza. On mnie podtrzymywał na duchu cały czas, prowadził moje życie i pomagał w wyborach. Potem się zebrałam w sobie i przestałam flirtować, co było trudne. Unikałam chłopców jak mogłam i na starcie mówiłam, że jestem już zajęta. Ale pewnego dnia, to było już chyba na studiach, zrobiłam coś okropnego. Zapomniałam wtedy o konsekwencjach swoich czynów i do doszło do odbycia rozmowy, do cyberseksu. I teraz już pewnie nikogo nie ździwi, dlaczego tak gardzę sobą, bo inaczej się po prostu nie da.
Wspomnę jeszcze, że mój chłopak był z innego miasta niż ja i dla niego wyjechałam na studia do jego miejscowości. Odcięłam się wtedy od rodziców, co mi bardzo pomogło chwilowo, bo na studiach z czasem zaczęłam się pogrążać i popadać w bardzo silne stany depresyjne, których nie jestem już w stanie kontrolować. I na tym stoję dzisiaj. Od rodziców chyba się odcięłam, dzwonię raz na 2 tygodnie jak czuję, że już by wypadało. Ale przeżywam jakieś stany depresyjne i żałuję, że się urodziłam. Nie potrafię czerpać przyjemności z niczego. We wszystkim widzę czarne barwy. Swoją śmierć obmyślałam setki razy, żeby poczuć się lepiej, lżej i myśleć o tym, jakby to było nic nie czuć. Od lat czuję nieustający ból psychiczny, którego nie mogę złagodzić w żaden sposób. Wcześniej, moje pierwsze lata na studiach wspominam jako dobre, bo potrafiłam odsuwać depresję, zapracowując się i nadal zaniedbując, bo nie spałam, nie jadłam, tylko wciąż pracowałam i to nie pomogło pokonać depresji, a tylko bardziej ją wyzwoliło, bo teraz nie jestem w stanie nawet pracować, ani się umyć, ani wyjść z domu, zrobić zakupów. Czuję się okropnym ciężarem dla mojego (już) narzeczonego. Tracimy ze sobą kontakt, bo jak wiadomo, unikam bliskości, mimo że tak bardzo jej potrzebuję. Nie potrafię mu powiedzieć tego wszystkiego, co tu napisałam, tak bardzo się wstydzę siebie i czuję się okropnym człowiekiem.
Nie spodziewam się, że będziecie mnie szanować, po tym co napisałam, ale proszę o chociaż trochę wyrozumiałości i może jakieś rady…
Jak najszybciej powinnas pojsc do psychiatry i postawic sobie wlasciwa diagnoze,mozesz miec depresje i mozesz potrzebowac lekow aby postawic sie na nogi.Mysle rowniez,ze psychiatra pokieruje cie dalej.Nie zwlekaj-to co opisujesz dobrze nie wyglada.Twoj narzeczony dobrze jakby zasiegnal porady psychologa bo jak dla mnie to tez z nim cos nie tak.
Wczoraj pisałam tutaj bardzo długą wiadomość do Ciebie Leliana.. ale wywaliło mi internet i nic nie poszło 🙁
Bardzo Ci współczuję sytuacji, wiem,że jest Ci ciężko mi też bywało nie raz. Napisz do mnie na maila to pokonwersujemy sobie o tym wszystkim… moja historia jest podobna do Twojej, mam nadzieję,że może Ci pomóc….
A tak poza tym… wiem,że możesz nie mieć siły chodzić do psychiatry.. ale może mitingi DDA, grupy wsparcia, spotkanie z terapeutą…??
Psychiatrzy dają tylko leki, które nie leczą bólu w środku.. wiem, bo sama przez to przechodziłam.
Wybaczcie mi wszyscy DDA, którym to się nie spodoba.. ale najbardziej mnie wkurza w DDA dawanie rad i mówienie co ma się zrobić. Brakuję współodczuwania. Rady to można dawać przyjaciółce, którą się zna, a nie osobie która ma TAKI problem i której ciężko.
A wysyłanie kogoś z syndromem DDA do psychiatry jak dla mnie to nie najlepszy pomysł… ja już to przerabiałam i nie wyszło na lepsze.
Sorry jeszcze raz, ale wkurza mnie takie zachowanie, jakby Ci którzy tutaj piszą nie byli DDA i nie kumają jakie to ciężkie….
Leliana: wyrozumiałość zawsze bedziesz miała wśród nas, DDA 🙂 napewno też nikt Cię nie oceni (a jeśli ma zamiar to jest skończonym idiotą..)
Ja akurat DDA nie jestem ale bardzo mnie poruszyl watek Leliany-dziewczyna jest w takim stanie,ze juz nic nie robi i ma mysli samobojcze wiec moja poprzednia wypowiedz jest chyba jak najbardziej na miejscu.Aby pojsc na jakakolwiek terapie trzeba byc w stanie na nia isc a Leliana nie jest juz w stanie nic robic…Szczerze mowiac, marta0006 bardzo mnie urazily te twoje przycinki, bo nic zlego na mysli nie mialam.
Witam ,
Moze ja opowiem swoja historie . Mam 20 lat mama do tej pory pije odkąd pamietam zawsze piła gdy mialam okolo 10 lat moj tata zaginal nikt nie wie co sie z nim dzieje . I wtedy trafilam do rodziny zastepczej w sumie to byla moja ciocia z corka i wujkiem . (wujek-brat rodzony mojej mamy) wszystko bylo super bardzo sie cieszylam ze bede z nimi mieszkac pomyslalam sobie ze w koncu bede miala wszystkie przespane noce bo mama nie bedzie sie wydzzierac pijana i klocic z ojcem o pieniadze nie bedzie mnie budzic o polnocy i prosic o miske bo bedzie wymiotowac że w koncu bede normalnie ubrana i najedzona nie bede musiala chodzic po kolezankach i jesc . Nikt sie mna nie interesowal doslownie nikt oprocz moich kolezanek ktore bardzo lubily sie ze mna bawic . No coz mieszkalam u tej ciotki 1,5 roku na poczatku bylo super ale dlugo to nie trwalo ciotka tez pila wujek tak samo .. bylam bita niekochana wszystkie pieniadze rzeczy byly dawane ich corce wydaje mi sie ze tylko po to mnie wzieli zeby dostawac pieniadze i dawac wszystko swojej corce wtedy miala jakos 17-18 lat i osamotniona ze wszystkim znow musialam sobie radzic sama . Trafilam do domu dziecka gdzie chyba to bylo najlepsze rozwiaznie w tamtym momencie. Mieszkałam tam dwa lata i bardzo milo wspominam ten czas . Jakos w 2010 roku moja siostra wziela mnie w rodzine zastepcza mieszkam z nia do tej pory . Chce sie wyprowadzic. Zmienic sowje zycie bo tu tez nie jest kolorowo .. Przechodzac do rzeczy jestem osoba bardzo nerwowa wybuchowa placzliwa szybko wpadam w histerię i nie wiem jak sobie z tym poradzic . Cos mi nie pasuje to odrazu zaczynam krzyczec plakac przezywac . Mam znajomych ktorych zazwyczaj ja pocieszam chociaz tak naprawde u mnie nie jest najlepiej . Udaje przed wszystkimi ze jest u mnie wszystko w porzadku a wsrodku czuje wielka pustke . Nie lubie przebywac sama zawsze szukam kogos kto ze mna posiedzi pogada o glupotach . Nie lubie sie nad soba uzalac wiec nawet niektorzy moi znajomi nie wiedza co mialam w przeszlosci zreszta jest mi nawet teraz to ciezko pisac i poukladac w jakies sensowne „opowiadanie” . Rozmyslam nad terapia dda czy jakis psycholog nie wiem jak myslicie ? Czuje ze potrzebuje pomocy … To co napisalam to oczywiscie skrot moich przezyc .
Powiem Ci Aniu, że biorąc pod uwagę, to co przeżyłaś w Twoim młodym życiu, trudno jest dziwić się Tobie, że jesteś trochę wybuchowa czy nerwowa. Nie wypowiem się na temat terapii, ale tak myślę, że byłoby bardzo dobrze, gdybyś często przebywała w towarzystwie ludzi, którym Twoja osoba nie jest obojętna, ludzi, którzy są mądrzy, mają serca, mądrość, dobroć i są bardzo daleko od alkoholu. Sądzę, że to jest Ci potrzebne. Nie masz takich w rodzinie bliższej czy dalszej? Ktoś powinien zwrócić Ci chociaż odrobinę ciepła, z którego Cię okradziono i wskazać dalszą drogę.
moja historia to jakiś banał zakończyłam terapię miałam 4 lata .. Moja mama wieku 14 lat została zgwałcona przez swojego
brata a> mojego wuja ur moją siostrę.. Później ja przyszłam na
świat nie> chciana nie kochana.. Mama chciała mnie usunąć.. ale babcia
mnie> uratowała, była moją zastępczą mamą. Po jej śmierci moje
życie> zamieniło się piekło… Od dziecka wychowałam się w
rodzinie> patologicznej ,gdy mój wuja przyszedł pijany babcia
powiedziała że on> jest moim ojcem, a on powiedział że nie jestem jego
córką,i w sumie> miał rację. Mój biologiczny stary zapłacił mojej
mamie kasę aby ona> nie mówiła kim on jest.. co on czuł dawając jej
pieniądze co ona czuł> przyjmując je czy pomyśleli o mnie jak ja się
będę czuć.. Jak ojczym> wprowadził się do nas.. molestował mnie i
siostrę bił nas.. gdy> przyszłam z szkoły oni byli pijani ja
sprzedawałam swoje ciało a> robiłam to we łzami oczach.. spałam
gdzie się dało na pkp w parku byle> nie w domu okaleczałam się tak
przelewałam swój ból na rękę.. Kilka> razy próbowałam popełnić
samobójstwo wpadłam złe towarzystwo piłam> alkohol zawsze był moim
przyjacielem.. Koleżanki zaprowadził mnie na> OAZĘ ks mi pomógł z
tego pomału wychodzić.. Przed ślubem zostałam> brutalnie zgwałcona
pytałam siebie dlaczego ja czym sobie na to> zasłużyłam.. chciałam
się zabić ale ks mnie uratował.. zawsze byłam> dzieckiem ulicy..
Nienawidziłam siebie gdy spojrzałam w lustro.. Nie> każde święta
były wesołe pełne kłótni… Teraz mój ojczym zmarł> mimo wszystko
byłam do niego przywiązana.. a moja mam nadal pije.. raz> byłam na
mintingu koleżanką która już nie żyje ..Ojczym rzucał czym podpadło raz rzucił mnie o ścianę modliłam się aby mnie zabił… Ktoś kto nie wychowywał się w takiej rodzinie trudno jest mu się wstawić w tej osobie bo nie wie co ona tak na prawdę czujeSzukałam pomocy od dziecka. Bezskutecznie. Poszłam na odpowiednie studia, żeby zrozumieć, też nie wystarczyło. Prawie dałam się zabić i znów szukałam pomocy, ale z ośrodka uciekłam po czterech godzinach, bo oferta jaką zastałam uwłaczała mojej godności i pozbawiała mnie szans. A zaraz potem trafiłam na pierwszą w życiu skuteczną terapię. Po roku terapii zaczęłam się zastanawiać jaka powinna być oferta dla nas- inteligentnych dzieci śmieci, które stoją na bakier i ani nie chcą zasiłku, ani kariery w korporacji. Którzy boimy się życia i z przerażeniem liczymy minuty, o które się ono skraca. Którzy nie wierzymy, że miłość to cierpienie, ale fakt faktem, zawsze nas boli.
Rok myślałam, pisałam, rozmawiałam.
Stworzyłam ofertę pomocy inną niż wszystkie i jestem pewna, że odnalazłam siebie i że wielu z Was też się niej odnajdzie. Zapraszam każdego z Was do udziału w moim pomyśle na świat dla nas. Świat w którym równocześnie pomagamy i dostajemy pomoc, bo przecież my zawsze przede wszystkim lecimy na pomoc!
https://docs.google.com/document/d/127IU0J4Yb-VJa3CS4aeyD2SfAXhgXn_G6yKfd20yAOY/edit?usp=sharing</p>
przemocnie.org.pl
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.