Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Moje małżeństwo….na krawędzi przepaści.
-
AutorWpisy
-
Takie Twoje zdanie Julietta – szanuje! , Może sie zbyt zidentyfikowałaś z mężem Enigmy i w jakiś sposób Cie to dotyka , ja się zindentyfikowałam z Enigmą bo tak i już.
Oczywiście ,że nie należy przkreślać wszystkiego od razu i należy robić wszystko by sprawę uratować- zgadzam się.No ale jak już mamy do czynienia z walką z wiatrakami ( nie oceniam czy wtym wypadky mamy ).. to , to już ze sztuką ma mało wspólnego – uważam .
miłego dnia
A czego Wy tak chcecie tego chłopa zmieniać na siłę !!
Jak ktoś chce to pracuje nad sobą i się zmienić mozna .
Ale czasem ktoś lubi siebie takim jak jest .
Może Twój mąż nie ma ochoty na zmianę !Enigma 1984, piszesz o problemach jakie przeżywasz w związku, o przepaści intelektualnej jaka dzieli Ciebie i męża, o niezaspokojonej potrzebie wsparcia się na silnym, męskim ramieniu, braku satysfakcji z pożycia.
Czy jesteś pewna, że winą za wszystkie te kłopoty możesz ze spokojnym sumieniem obarczyć tylko i wyłącznie męża?
Rozumiem, że przepaść intelektualna jaka was dzieli, jest dla Ciebie frustrująca. Nie tylko w towarzystwie, ale między wami, w domu. Nie możesz podyskutować o ostatnio przeczytanej książce, wyciągnąć męża do galerii, czy teatru.
Czy jednak jesteś w pełni zadowolona z siebie, ze swojego rozwoju intelektualnego? Czy dobrze czujesz się ze sobą i swoją kobiecością? Może są jeszcze inne czynniki, które wpływają destrukcyjnie na wasze pożycie?
Partnerski związek składa się z dwóch niezależnych i odrębnych jednostek. Każda z nich ma prawo do wolności osobistej i samodzielnego ustalania priorytetów. Nie możesz oczekiwać od męża, że się zmieni i będzie realizował Twoją wizję siebie. Możesz natomiast zaakceptować jego wady i nie oczekiwać za wszelką cenę doskonałości, także od siebie. Może np. być tak, że wymagasz perfekcji od siebie, a co za tym idzie i od partnera.
Jeśli jest mu dobrze tak jak jest, może warto to tak zostawić? Możecie zawsze poszukać innych płaszczyzn porozumienia, a Ty możesz dać sobie prawo poczucia się przy Twoim mężu bezpiecznie, bez względu na to ile książek przeczytał.
Ale może się mylę:) Pozdrawiam!Anonim
16 października 2008 o 14:47Liczba postów: 20Niewątpliwie Dziewczęta macie rację…Myślę, że mojego męża nie można już zmienić…Teraz jedynie pozostaje kwestia- czy ja jestem w stanie dopasować się do takiego związku :/ On mnie kocha- tego niemalże jestem pewna- i to bardzo duży atut w naszym związku. Mamy wspaniałą córeczkę, ktora jest bardzo silnym spoiwem…
Hm…Teraz tak przez chwile sie zastanowiłam…I dzięki Wam odkryłam…tzn. uświadomiłam sobie, że mój stosunek do całej tej sytuacji jest taki pejoratywny po części dlatego, że chyba pośrednio obwiniam męża za to, w jakim kierunku ja sie rozwijam:( Jak zaczynałam studia, tak bardzo bałam się być sama, że postanowiłam zostać w rodzimym mieście, aby moc byc przy boku mojego wtedy jeszcze chłopaka- typowy lęk przed porzuceniem! I tak oto kończę studia, które prawdopodobnie nie przełożą się na moja prace zawodową(ale to się jeszcze okaże). I masz rację KamilaW: moja osoba na pewno nie jest bez winy…Ja widzę jego przywary, on-moje. Oczywiste tez jest,że pisze o nim, bo opisuje swój pkt. widzenia. Mam skłonności do krytykanctwa, do czepiania sie o drobiazgi i nad tym na pewno musiałabym popracować.Tylko, że na związek muszą pracować dwie osoby…Myślę, że po dzisiejszych postach nieco się pozytywniej ustosunkowałam do całej sprawy…Być może to tylko przejściowe i lada moment problem powróci jak bumerang…Ale bądźmy optymistyczni:)Edytowany przez: Enigma1984, w: 2008/10/16 14:48
Enigma1984, to, że mąż Cię kocha i że macie wspaniałą córeczkę to już solidne podstawy:)
Gdybyś wówczas opuściła rodzinne miasto i zdecydowała się na naukową karierę, być może nie bylibyście razem. Ale czy byłabyś wtedy bardziej szczęśliwa? Na pewno nie miałabyś tej wspaniałej córeczki, jaką masz teraz :cheer: Zależy więc jak na to spojrzeć:)
Masz rację, że w związku starać się muszą dwie osoby. Bardzo dobrze, że chcesz zmiany, nic w tym złego:) Zakładanie, że jakoś to będzie, że "samo się ułoży", powoduje, że problem faktycznie może wrócić jak bumerang.Zyczę wam wszystkiego dobrego Enigma i owocnej pracy nad udanym związkiem:) !!!
clara no widzisz kwestia polega na tym ze Ty piszesz ze zidentyfikowalas sie z enigma a przy okazji stwierdzasz z kim zidentyfikowalam sie ja no to tu wlasnie sie pomylilas ja jestem w tej sytuacji zupelnie z boku, pisze o ewentualnych mozliwosciach na podstawie zycia nie mam potrzeby wcielasc sie w role bo to jaka decyzje podejmie enigma to jej sprawa. Wkoncu ja nie czerpie z calej tej sytuacji ani plusow ani minusow.
Enigma z jednej strony piszesz o tym ze Ci to przeszkadza a z drugiej strony nie powiedzialas mu tego ani nie dalas odczuc czy do zrozumeinia wprost. Ja wychodze z zalozenia ze nikt nie jest jasnowidzem i czasem warto wylozyc kawa na lawe.
Pozniej ewentualnie nie pluje sobie w brode ze moglabym cos zmienic czy postapic inaczej naprzyklad zamiast delikatnie dawac do zrozumeinia komus no wiesz w pewnych sytuacjach czuje sie zle, mowie no wiesz przekraczasz moje granice nie podoba mi sie w Twoim zachowaniu to to i to.
Anonim
17 października 2008 o 07:42Liczba postów: 20"Wczoraj powiedziałam mojemu mężowi, że przeszkadza mi to, że nic ze sobą nie robi, że intelektualnie staje sie pusty,że nie czuję się przy nim bezpieczna psychicznie i zauważam u niego postępujący regres…To było naprawdę trudne, ale w końcu musiałam to z siebie wyrzucić, bo zaczęło się to przekładać na nasze pożycie intymne…"
Julietta, ja mu o tym powiedziałam i to naprawdę dosadnie. Wcześniej sugerowałam mu delikatnie…Widać nie doczytałaś mojego pierwszego posta 🙂
Edytowany przez: Enigma1984, w: 2008/10/17 07:50
Powiedziałaś mężowi i co się stało…? Coś się zmieniło? Minęły już prawie 2 miesiące…
Moja koleżanka właśnie się rozwiodła bo 13 latach małżeństwa. Ani on, ani ona nie byli DDA. Mają kilkuletnią córkę. Różnił ich temperament, podejście do życia zainteresowania, skala bliskości w związku, odmienne grupy przyjaciół, hobby. Lączyło dziecko, rodzinny interes, jakiś tam wspólny majątek.
Jest teraz szczęśliwa choć zakłopotana i przestraszona całą sytuacją, ale gotowa do zmian, pogodzona z nową rzeczywistością. Jego znam mniej, lecz wiem, że jest przerażony perspektywą przyszłości, tego, że rozpadł się świat pozorów, który misternie tworzył.
Małżeństwo moich wspólnych znajomych rozpadło się po 3 miesiącach. Ona jest szczęśliwa teraz (z tego co wiem) ma bliźniaki z innym facetem, on zaś mniej a znam go bliżej. Jest ciągle (po 4 latach od rozwodu) wycofany i bardzo, ale to bardzo zraniony.
Choć nie różniło ich wykształcenie, różniło podejście do życia, związku, bliskości rozmów itd. Zawsze jest tak, że ktoś jest zraniony bardziej lub mniej po takiej sytuacji NO I TRUDNO. Oczywiście związek to sztuka kompromisów jednak nie mogą one być zbyt wielkie.
Ty zaś mówisz o swoim mężczyźnie bez szacunku. Módl się o to, żeby tego nie przeczytał, ja bym odszedł po takich deklaracjach jak twoje. Bez szacunku nie ma zaufania, bliskości nie ma związku. A mi się wydaje, że w wewnętrznym dyskredytowaniu swojego mężczyzny zaszłaś już bardzo daleko.
Zastanów się więc nad tym związkiem z kilku różnych perspektyw nie tylko braku wykształcenia (to jest akurat mało istotne wielu wykształconych ludzi jest wyjątkowymi burakami).
Odbieram ten brak wykształcenia twojego męża jako "syndrom za dużego palca u nogi". Mój kolega mówi, że jak nie ma miłości, partnerstwa to pewnego dnia zauważasz u swojej kobiety "duży, zdecydowanie za duży palec u nogi… taki nieproporcjonalny, niepasujący do jej drobnych stópek". Myślisz o nim coraz częściej i częściej, on w twojej głowie rośnie, staje się niemal połową nogi… aż odchodzisz. Nie wiedząc sam dlaczego oprócz tego nieszczęsnego palca musiałeś odejść.
Zastanów Cię czy ty mu pozwalasz się rozwijać a on tobie, czy rozwijacie się razem, czy się wspieracie czy dajecie sobie na wzajem ciepło, zaufanie i szacunek.
Powalcz o to. Jak nie to odejdź. Bo i tak to zrobisz, albo będziesz nieszczęśliwa a z tobą wszyscy dookoła.rozbawil mnie ten temat, w sumie fajnie sie cyta autorke. przypomnialy mi sie lata, jak konczylam sama studia. wtedy zdawalo mi sie, ze jestem kims, jakze sie mylilam. chcialam isc dalej, zostac na uczelni, moze lepiej sie stalo, ze jednak to nie wypalilo, bo moglabym byc barziej zakrecona niz jestem. nie powiem, zycie naukowe bardz mnie pociagalo i kto wie, moze nadal pociaga, ale… no wlasnie ale. wszystko sie zmienilo jak wybralam sie do teatru, sama, po ponad 15 latach nieobecnosci tam. chodzlam razem z klasa i to w pierwszych klasach podstawowki, wiec co ja moglam pamietac. na korytarzu nie bylo ludz, zadzwonil dzwonek, wiec weszlam na sale i jakiez bylo moje zdiwienie jak jedne z aktorow (wtedy jeszce o tyum nie wiedzialam) potraktowalam mnie tak z gory, ze w piety mi poszlo. nie wiedzialam, ze wchodzi sie po 3 dzwonku, a bylam po studiach i co (?) potem zobaczylam goscia na scenie i w jednej chwili stwierdzlam, ze cham z niego i ze nie trawie takich ludzi. wiele takich osob zapyzialych spotkalam, ale spotkalam tez takich po studiach, ktory braki w wiedzy maja spore, wiec nie laczylabym tak studiow zich brakiem. autorka mysle jest na etapie konca studiow, wiec widz podobnie jak ja kiedys wszystko, ta cala otoczke ale to minie. jedno jest pewne, ze moe cie denerwowac to, e maz nic ze soba nie robi i to, ze ma te luki w blahych dla ciebie sprawach. moj maz aczal studia wlasnie po raz drugi, ale glowe to ma nieziemska, on zaskakuje mnie, ja jego i wszystko gra. mysle, e dobieranie sie pod tym katem tez jest istotne, zeby potem nie musiec traktowac sie z gory i wyzywac od glabow.
Ja jestem właśnie głupszy od swojej żony jestem DDA od jakiegoś czasu chodzę na mitingi i terapie indywidualną. Z mojego doświadczenia jasno wynika że takie związki na dłuższą metę są skazane na rozpad można walczyć, starać się ale trudno jest odzyskać utracone zaufanie i szacunek! Moja żona ukończyła studia, potem kształciła się podyplomowo, kończyła szkolenia, kursy. Mogła spokojnie podnosić swoje kwalifikacje rozwijać zainteresowania wiedząc że ja gdy ona studiowała zajmowałem się dzieckiem, domem. Niestety po latach okazuje się ze przez to siedzenie w domu brak wykształcenia nie rozwijanie własnych zainteresowań słyszę w jej głosie pogardę, widzę w jej oczach brak szacunku! Mam mętlik w głowie,pustkę która siedzi gdzieś we mnie, nie przecze że pozostaje ciągle w tym samym miejscu ale doszedłem niedawno do tego że zupełnie sie nie znam nie mam celu w życiu i żyłem dotąd życiem mojej żony i dziecka! Może (choć nie powinno się tak zaczynać) mężowie mniej inteligentni też zasługują na szanse? Wiąże z terapią duże nadzieje na odnalezienie siebie i życiowego celu mam nadzieje że to pozwoli mi zyskać w oczach kobiety którą kocham (to wiem)!
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.