Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Może ktoś dziś mnie przeczyta i choć zrozumie…

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 18)
  • Autor
    Wpisy
  • MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    <p style=”text-align: left;”>Witajcie. Stronę znalazłam już jakiś czas temu, jednak do tego momentu chyba nie potrzebowałam się z nikim dzielić tym co było i jest w mojej głowie w formie wpisu na forum. Nie będę tutaj opisywać całej mojej historii, bo to inna zakładka, nie chcę też Was zanudzić. Generalnie chodzi o to, że czuję się źle, a pisząc źle mam tu na myśli gorzej niż w zwykłym „zjeździe” nastroju. Piszę to chyba po to, by móc się gdzieś wypisać, być może przed ludźmi, których dotknął ten sam problem i odczuwają podobnie… może znajdą się tutaj takie osoby. Jakiś czas temu usłyszałam, że jestem dda. Jestem też po grupie wstępnej, więc moja świadomość dotycząca tego problemu nieco wzrosła. Teraz akurat czekam by zacząć terapię pogłębioną, więc chwilowo jestem „bez opieki speca”, a przynajmniej się tak czuję. Niestety widzę, że coś się dzieję niedobrego. Nie będę tu opisywała konkretnej sytuacji, bo to nie ma większego znaczenia. Chodzi bardziej o to, jak reaguję… Ostatnio ciągle towarzyszy mi lęk, bardzo silny lęk (nie strach) przed odrzuceniem. Czuję się bardzo samotna i niechciana. ( Akurat w domu nie rozumieją mojego problemu, więc nie mam z kim porozmawiać.) Dodatkowo w ostatnich dniach czuję się odrzucona, bo osoby z zewnątrz ciągle nie zapewniają mnie, że są ze mną i mnie akceptują (niezła jazda, wiem ). Kiedy się budzę rano towarzyszy mi lęk i poczucie, że coś złego się wydarzyło, a serce łomocze. Ciągle czuję niepewność, jakby grunt rozjeżdżał mi się pod stopami. Wydaje mi się, że wszystko, w co udało mi się uwierzyć do tej pory się rozpływa i… nie będę miała w co wierzyć. Zostałam sama… całkiem sama… Nie mogę się na niczym skupić, a muszę i chciałabym, bo ważne zadanie przede mną. Nie wiem, co będzie dalej, jak to wszystko poukładać. Myśli zajmuje mi jedna sprawa, która właśnie wywołuje taką reakcję. Miał ktoś z Was może takie stany? Jak sobie z nimi radziliście? Wiem, że można nauczyć reagować się inaczej, ale nie wiem jak…  Pytam, bo mnie już pomysły się skończyły…
    </p>

    TymczasowyTymczasowy
    Uczestnik
    Liczba postów: 127

    Myślę że lęk przed odrzuceniem możesz odczuwać, bo zawsze go miałaś, a w tej sytuacji jest tylko bardziej odczuwalny.

    Co do poczucia odrzucenia, bo ludzie z zewnątrz nie zapewniają, to rozumiem… A im bardziej masz wrażenie, że ludzie Cię „odrzucają”, tym bardziej pragniesz tego „zapewnienia”, a taka postawa jest sama w sobie odpychająca i z czasem ludzie faktycznie się odsuwają, a koło się zapętla i zacieśnia.

    W takim nastroju i w tej sytuacji każda forma „braku zapewnienia” jest odczytywana na niekorzyść i jako odrzucenie, także to nie jest łatwe. Warto pamiętać, że ludzie nas nie olewają, po prostu mają swoje życie. A jeżeli ktoś faktycznie nas „odrzuca”, to dzieje się to z dwóch powodów:

    1) albo i tak nigdy by nas nie „przyjęli”. Ja lubię uproszczoną statystykę, która mówi, że na 10 osób 2 będą nas nienawidzić niezależnie od tego co zrobimy, 6 będzie obojętno-miłe, a 2 będą nas lubić niezależnie od tego co odwalimy.

    2) tak się zachowujemy, że po prostu NIE DA się nas NIE odrzucić. Zaczynając od postawy „polub mnie za wszelką cenę, zapełnij moją pustkę, a tak naprawdę mam Cię gdzieś jako osobę” przez upierdliwe „zapewnij mnie że mnie lubisz” po „ok, on/ona i tak zaraz mnie odrzuci, jak to było zawsze, więc odrzucę kogoś pierwszy, to nie będzie tak bolało”.

    Osobiście mi pomaga to, że jeżeli boję się odrzucenia (albo czegokolwiek innego) to po prostu przechodzę przez tę barierę, żeby się zmierzyć ze strachem. Jeśli mnie odrzucą (skoro i tak by to zrobili) to mi szkodzi? A rzeczywistość zaskakuje.

    A na samotność… myślę ,że pewne rzeczy trzeba po prostu przecierpieć, nawet jeśli to oznacza depresję i ciężkie doły. Każdy tak naprawdę jest samotny, a inni ludzie nie określają naszej wartości i nie warto się przejmować. Łatwo powiedzieć wiem, ale po jakimś czasie po prostu człowiek przejrzy na oczy, że nie ma czego się bać, że to wszystko było tylko iluzją, bo tak nas nauczono…

    Avatarmalina32
    Uczestnik
    Liczba postów: 142

    A jak ci okazuja odrzucenie? Dlaczego tak tego szukasz?

    Moje doswiadczenia z leki odnosza sie tylko do sytuacji ze zemdleje i nikt mi nie pomoze w kolejce  sklepie lub pociagu. W sytuacji gdzie jest sporo ludzi. Moze jestem prosta w tej kwestii.

    Avatarmaala
    Uczestnik
    Liczba postów: 29

    Meliska doskonale Cie rozumiem bo czuje to samo.

    Takjakmabyc I dlatego cale zycie bylam samotna bo wolalam porzucic pierwsza niz byc porzucona…

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    Takjakmabyc dziękuję za taki odzew, nie spodziewałam się tego. Dziękuję również za słowa zrozumienia. Widzisz, ja jednak nigdy nikomu nie powiedziałam, ze potrzebuję tych zapewnień o tym, że jest dobrze. Cały czas duszę to w sobie, bo kiedyś dałam sobie wbić do głowy, że muszę być silna. I choć terapeuta mówi mi, że nie muszę być z tym sama- jakoś nie potrafię komuś powiedzieć o tym, że potrzebuję jawnej i wyrażonej słowami lub gestami akceptacji… Kiedy jeszcze chodziłam na terapię łatwiej mi było o tym mówić, teraz natomiast czuję jakąś pustkę… Znów zamykam się w sobie i nie dopuszczam ludzi do swych emocji, czy przeżyć, a także potrzeb i pragnień. Nie mówię o tym, taka już jestem, przynajmniej na razie. Wiąże się to z tym, że zawsze, kiedy próbowałam się otworzyć, spotykała mnie albo krytyka, albo niezrozumienie. To przykre i stworzyłam sobie taką kulę, w której jestem. Paradoksalnie potrafię mówić o swoich uczuciach, czy emocjach… tylko tego nie robię.

    Wiem, że sami prowokujemy odrzucenie takim właśnie nastawieniem, o jakim tutaj piszesz. Kiedyś czytałam na ten temat artykuł. Ja jednak mam wrażenie, że chyba nie prowokuję odrzucenia, bo tak jak pisałam wyżej- nie jestem nachalna z prośbami o zapewnienia. Nowych ludzi, których spotykam, też traktuję miło, ostatnio też odbieram parę osób tak, że mnie lubią. Tylko tego nie okazują na każdym kroku- i tu właśnie zaczyna się moja „jazda”. Wymyślam sobie różne rzeczy w głowie, że może – ktoś się nie odezwał, bo coś złego sobie pomyślał na mój temat, lub moje zachowanie go zniechęciło. Tymczasem np. podczas kolejnego spotkania z tym kimś zachowuje się tak, jakby mnie lubił nadal. Najgorzej właśnie jest kiedy nie mam z kimś ciągłego kontaktu, takiego np. raz na parę dni i nie mogę zobaczyć, czy nie zostałam odrzucona, czy to się już stało.

    To przechodzenie przez barierę strachu, a może bardziej lęku i mierzenie się z nim przerabiałam, czasami pomagało zrozumieć, że tylko ja sobie wymyślam. Oczywiście wtedy, kiedy nie zostawałam odrzucona. Teraz jednak jakoś nie pomaga, ciągle z tyłu głowy towarzyszy mi jakiś lęk… Choć od wczoraj już mniejszy, bo spotkała mnie jedna miła sytuacja…

    „Inni ludzie nie określają naszej wartości”- piękne… teraz żeby jeszcze w to uwierzyć. Mam nadzieję, że ostatnie zdanie będzie odzwierciedleniem w moim życiu. Dziękuję.

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    malina32 Ludzie wokół z którymi mam kontakt teraz w zasadzie nie okazują mi jawnego odrzucenia, tylko właśnie sęk w tym, że ja w nie wierzę, bo tak kiedyś zrobiła osoba mi bliska i większa część ludzi, z którymi przebywać musiałam chcąc czy nie chcąc… Taki schemat się utrwalił i nie wiem już jak z tym sobie radzić.

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    maala Dziękuję…  i też rozumiem, chęć wyizolowania się też jest w niektórych z nas silna, doświadczyłam jej, ale w końcu się nie wyizolowałam… Wydaje mi się, że to zgubna ucieczka.

    Avatarja-czynieja
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Cześć. Codziennie budzę się ze strachem. Największy jest strach przed Życiem. Mam dwoje nastoletnich dzieci,za sobą  małżeństwo z alkoholikiem i koszmar współuzależnienia. Jestem DDA. Mój ojciec pił od kiedy pamiętam. Znęcał się nad nami fizycznie i psychicznie. Od dwudziestu lat nie pije ale koszmar pozostał. Mama nadal jest pod jego wpływem , jej życie kręci się tylko wokół niego- dzieci i wnuki to dla niej tylko numery w książce telefonicznej pod które i tak nie dzwoni. A ojciec? Cóż, nigdy nie poszedł na żadną terapię, nigdy nie przeprosił za swoje życie. Nienawidzi siebie i w związku z tym wszystkich dookoła. Na pozór jesteśmy „normalną” rodziną. Ładnie ubrani, kulturalni, spotykający się przy okazji świąt. Nie mogę tego wytrzymać. Czy tylko ja widzę że zamiast zbliżać się do siebie staramy się być jak najdalej ? Brat w Anglii przyjeżdża raz na kilka lat, siostra przejęła chyba rolę matki bo bardzo się stara ale zwykle kończy się tym, że wszystko krytykuje, neguje, i nie rozumie innego punktu widzenia. Ja się oddalam. Odpadam z tego towarzystwa. Ostatnio usłyszałam zarzut że odsuwam się od rodziny. Nie dzwonię,nie piszę nie opowiadam o swoich sprawach. Ale ja się duszę. Czasem myślę żeby wyjechać gdzieś daleko i odciąć się od tego. Myślę że to mnie uzdrowi.

    Komu mam powiedzieć że się boję? Że nie potrafię załatwić najprostszych  spraw , że boję się iść do szkoły i stanąć do konfrontacji z nauczycielem który powie mi że moje dziecko ma kłopoty? Że uważam iż problem o którym się nie myśli przestanie istnieć?

    Próbuję ułożyć sobie życie na nowo. Nie jestem pewna czy dobrze wybrałam ale czy ktokolwiek jest tego pewien? Doszedł mi nowy strach. Strach przed spotkaniem mojego partnera z rodziną. Z góry wiem że go odrzucą. Nawet nie rozmawiają ze mną na ten temat. Rodzeństwo nie chce a rodzicom nie powiedziałam wprost a więc uważają że temat nie istnieje.

    Uciekam w książki. Czytam nałogowo. Wtedy wiem że żyję.

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 98

    ja-czynieja Witaj! Bardzo dużo w Tobie lęku, a w sumie to lęków. Znam to, choć nie przechodziłam takich sytuacji jak Ty z małżeństwem. Moi rodzice pili. Niestety, Tata nie żyje, Mamie udało się z tego wyjść dzięki pomocy mojej i rodziny. U mnie jednak jest ten problem, że z Mamą lepiej, wyszła z tego, znalazła męża, jest szczęśliwa, a przynajmniej tak mówi i tak ją odbieram. A moje życie wygląda, jak wygląda… Nie chce się tu stawiać w pozycji ofiary, tak po prostu piszę.

    Tak sobie myślę, że to, co mówią Ci bliscy musi dotykać, np. zarzut, że zostawiasz rodzinę, ale, z drugiej strony, przy kim masz trwać? Przy ludziach, którzy Cię nie widzą?  Każdy z nas chce być zauważony i „otoczony” w jakiś sposób w rodzinie ludźmi, przecież po to ona jest, żeby nie być samemu. Mam troszkę podobnie, w tym sensie, że też słyszę, że nie mogę zostawić rodziny itp. Tylko, że oni mnie nie rozumieją i nie zrozumieją, więc chciałabym znaleźć ludzi, którzy mnie zrozumieją choć w jakimś małym stopniu. Stąd chyba też pomysł na dołączenie to tego forum.

    Wydaje mi się, jeśli oczywiście mogę Ci to napisać, że takie relacje trzeba traktować na dystans. Nie odgradzać się, to Twoja rodzina i zawsze będziesz ją kochać i to jest świetne, tylko… nie dać tym ludziom zabrać sobie swojego życia. Czujesz się winna? Takie mam wrażenie. Też z tym walczę, bo u mnie mówią, że powinnam z nimi być… ja już nie mam siły niekiedy, rodzi się poczucie winy…

    Co do lęku, wydaje mi się, że pomocna by była terapia, mogłabyś powiedzieć, czego się boisz, a terapeuci mogliby wskazać Ci zasoby, które możesz wykorzystać, aby przestać się bać. Życie to słowo worek, może boisz się reakcji rodziny? Może reakcji partnera, może swojej reakcji na pewne sprawy? Musi być jakaś przyczyna konkretna tego lęku. Gratuluję, że zdecydowałaś się z kimś być po takim związku, to wielka odwaga i krok naprzód. Nigdy nie jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka dogłębnie, więc nie czuj się winna znowu,  że może źle wybrałaś.

    Ja też nie potrafię niekiedy znaleźć się w życiu, w normalnym, prostym funkcjonowaniu, kiedy jakaś sprawa zajmuje moje myśli, odcinam się od świata. Wtedy najlepiej bym nie wychodziła z domu, tylko rozgryzała to w swojej głowie, podczas gdy inni ludzie żyją i funkcjonują wśród swoich problemów. To było dla mnie zawsze zastanawiające. Kiedyś doszłam do wniosku, że przecież nie muszę się zadręczać… Czasami to pomaga.

    Takie pytanie mi się nasuwa… Może warto zapytać siebie samej, czy chciałabyś coś z tym wszystkim zrobić?

    TymczasowyTymczasowy
    Uczestnik
    Liczba postów: 127

    Meliska Cieszę się, że choć trochę moje słowa pomogły 🙂 Nie chodzi o pytanie wprost 'daj mi zapewnienie' czy świadome prowokowanie odrzucenia, bo ono jest podświadome – każdy gest, postawa, słowa, intencja, do czego Ci ludzie mają nam 'służyć' – nie oskarżam, tylko piszę, jak może być.

    A co do Twoich „jazd” – rozumiem aż za dobrze… To że wymyślasz sobie pewne rzeczy, co inni mogli pomyśleć o Tobie, wynika z Twojego własnego negatywnego spojrzenia na siebie, ciągłego lęku przed odrzuceniem i niskiego poczucia własnej wartości.

    To, co myślisz, że inni myślą o Tobie to są tylko Twoje własne myśli. Jeśli jesteś zdołowana i czujesz się beznadziejnie, to nakładasz negatywny filtr i odbierasz wszystko na niekorzyść, jak wspomniałem wcześniej. Dodatkowo paniczny lęk przed odrzuceniem każe Ci pozyskać natychmiast informację czy jesteś akceptowana czy nie, i próbujesz sobie „wysondować” to z każdego gestu, chwili milczenia itd, żeby być pewna i nie cierpieć, żeby się nie bać.

    Jak wspomniałem, ludzie nas lubią, nie olewają, tylko mają swoje własne życie. Ale nasze zachowanie w końcu powoduje, że ciężko z nami żyć i z czasem faktycznie inni zaczynają się odsuwać.

    Takie uzależnienie od innych ludzi nie jest zdrowe, i dlatego napisałem, że to iluzja i że warto „odprać” sobie mózg. Fajnie, że to przerabiasz, ale nie możesz liczyć tylko i wyłącznie na pozytywny odzew, czasem po prostu trzeba się rzucić w przepaść tak, aby nie było już powrotu, jeżeli cokolwiek ma się zmienić. Chociaż wiadomo lepiej się 'uzewnętrzniać' komuś kto zrozumie i nie oceni/opierdzieli 🙂 Może spróbujesz na jakimś mytingu?

    Jbc moje GG – 3004863
    Ja-czynieja byłaś u jakiegoś terapeuty ostatnio/na mytingu DDA?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 18)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.