Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD naiwność

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
  • Autor
    Wpisy
  • niewielemiejsca
    Uczestnik
      Liczba postów: 337

      Jestem strasznie naiwna. Naprawdę. Przyjechałam do domu na Swieta, to jest pierwsze spotkanie, po tym jak zajelam sie moim DDD. I myslalam, ze przezyje te Swieta jakos. A tutaj odpalaja sie stare schematy. Czyli wkurzam sie na wszystko, denerwuje mnie ogolnie cala sytuacja, cala nasza pseudorodzina, najchetniej bym im wszstkim wygarnela jak tak mozna zyc itp.
      A powinnam zachowac wewnetrzny spokoj, ale nie potrafie. Nie wiem co ja sobie myslalam, ze ktos mnie wyslucha, jak u mnie? Przeciez sa rzeczy wazniejsze, niz spotkanie rodzinne po 4 miesiacach. Aj naiwna naiwna jestem…
      Mam ochote wrocic do siebie, ale to raczej bylaby niedorosla pokazowka – ich zdaniem oczywiscie. Jak dziecko tupiace by na nie zwrocili uwage.. Naiwna jestem oj naiwna…

      A ja u was w tym okresie?

      TerazJa
      Uczestnik
        Liczba postów: 162

        Chciałem Ci napisać coś co pewnie Cię pocieszy. Dom rodzinny to miejsce w którym najtrudniej jest zmienić swoje zachowanie i przestać stosować stare, wyuczone schematy. Przecież tam się tego uczyłaś, nowe musi być bardzo głęboko jeśli ma zacząć działać.Dla mnie przebywanie w domu to okazja do wyraźnego zobaczenia jakie obrony stosuję w życiu i czego się tam tak naprawdę nauczyłem. Nie martw się tym, że powinnaś być taka i taka, nic przecież nie powinnaś. To jest Twoja reakcja i tyle, poobserwuj, zobacz co Cie boli, wkurza i może będzie lepiej.

        niewielemiejsca
        Uczestnik
          Liczba postów: 337

          sek w tym, ze wszystko mnie wkurza, już samo wejście do tej pieczary, (bo inaczej nie można tego nazwać) przyprawia mnie o nerwy.

          Wpadam od razu w stare schematy, po prostu "pstryk" i jakby nigdy nic się nie zmieniło…

          Dzięki Teraz Ja jakoś zapomniałam, ze można się zatrzymać, poobserwować i pomyśleć nad tym wszystkim. Po prostu wpadłam w chore funkcjonowanie w pseudo normalnej rodzinie, i znów zaczęłam zjadać sama siebie…

          fuka
          Uczestnik
            Liczba postów: 171

            pytałaś niewielemiejsca jak u nas?
            u mnie tak, że już nie walczę z tym, co widzę.

            odwiedzam, wchodzę do nich: obrazek, wryty w pamięć.
            stół, dwie osoby przy nim, dwa kieliszki, dwie literatki.
            i wielki słoń w pokoju.

            święta, nie święta, weekend, czasem nie weekend.
            to samo.

            tylko ja juz inaczej na to wszystko reaguję, choć patrzę tymi samymi oczami.
            czasem jeszcze oczami dziecka.

            WESOLYCH SWIAT!

            życzę dystansu, spokoju, zgody na to, na co, nie mamy wpływu…

            pozdrawiam

            niewielemiejsca
            Uczestnik
              Liczba postów: 337

              własnie fuka chciałabym nauczyc sie nie reagowania. A to jestem nerwowa i ciagle im dogaduje, "szukam zaczepki" jak to okreslaja.

              Nie potrafie i nawet juz nie chce grac szczesliwej rodzinki. Widze tego słonia i nie potrafie i nie chce a nawet nie zmaierzam go ignorować….

              aneczka36
              Uczestnik
                Liczba postów: 265

                Ja tak miałam, teraz nie mam, bo… od 5 lat chyba nie odwiedziłam rodziców, kiedyś jeździłam 2 razy w roku na święta, straszliwie się tam męczyłam, już od pierwszej minuty chciałam wracać do siebie, ale wtedy jeszcze grałam rolę normalnej grzecznej dziewczynki z normalnej rodziny, która odwiedza rodziców, a przedtem kupuje im prezenty i która nie wyobraża sobie zrobić coś wbrew normie. Potem się wszystko popsuło, zerwałam kontakt, nawet życzeń im nie wysyłałam, ale pewnego dnia moja siostra mi nagadała, że rodzice, a przynajmniej ojciec, czekają na mnie i tęsknią, będąc jeszcze naiwna pojechałam, okazało się, że siostra w ten sposób zmusiła mnie do nawiązania kontaktu, nikt na mnie nie czekał, jak matka mnie zobaczyła po 3 latach niewidzenia, poszła z wizytą do koleżanki, a ojciec niby ze mną rozmawiał, ale to też nie była rozmowa, tylko martwienie się o moją młodszą siostrę, zero pytań o moje sprawy, tego było za wiele, od tej pory wyparowała naiwność i przestałam tam jeździć, bo obchodzę ich jak zeszłoroczny śnieg.

                Torquemado
                Uczestnik
                  Liczba postów: 901

                  niewielemiejsca zapisz:
                  „własnie fuka chciałabym nauczyc sie nie reagowania. A to jestem nerwowa i ciagle im dogaduje, "szukam zaczepki" jak to okreslaja.

                  Nie potrafie i nawet juz nie chce grac szczesliwej rodzinki. Widze tego słonia i nie potrafie i nie chce a nawet nie zmaierzam go ignorować….”
                  Ja też nic nie udaję. Nie znoszę hipokryzji. Nie umiem "nie reagować", taką po prostu mam naturę, jakbym nie zareagował, to bym się udusił. Z resztą, jak długo można siedzieć cicho? Jako małe dziecko musieliśmy, ale teraz przynajmniej ja nie mam zamiaru. Czasami trzeba walnąć pięścią w stół, odwrócenie się plecami byłoby tchórzostwem.

                  niewielemiejsca
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 337

                    No właśnie ja też się rzucam. Jestem "caly czas agresywna i tylko szukam zaczepki"…
                    Ale nie moge wytrzymać tej szopki. Najgorsze, ze widzę jak tato jest współuzależniony. Nigdy nie widziałam w nim tak słabego człowieka. Caly czas stara się "chronić matke". Spotkalismy rodzine i oczywiście poleciały kłamstwa. A mnie sie jeży włos na ciele.. No po jaką cholere tak kłamac.

                    Na meetingu powiedzieli mi nie wprost, żebym starała się nie lamać, bo to złe. Staram się nie kłamać. A tu przyjeżdzam do domu i widze jak oni graja, widze jak zachowuja sie, jak zwykle na topie jest "przypadłość", (bo u mnie nigdy nie było uzależnienia) mojej matki. Wiec zamknęłam się w moim pokoju. Ale teraz to ja jestem głowna zadymiara… Nie wejde w trybiki już wiecej, oj nie.. A nerwy mnie biorą jak sobie pomyśle, jak takie dziecko małe musiałam grać i cierpieć… No nie moge.. Gdyby nie służbowe spotkania w Polsce to zabrałabym sie w cholere… ugh…

                    sorki, musiałam sie wykrzyczeć i ponarzekać troszku 🙂

                    uojejku
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 172

                      Edytowany przez: uojejku, w: 2009/04/13 11:41

                      fuka
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 171

                        Słoń jaki jest każdy widzi.

                        Nie chodzi mi o to, by na słonia nie reagować.

                        Zgodzić się na to, że tak jest.

                        My się zmieniamy, rodzice nie. Więc po co walczyć z wiatrakami?

                        U mnie było tak, że miałam etap nerwowości, agresji, wczynałam pyskówki. Nie potrafiłam "nie reagować". Ale zdałam sobie sprawę, czy ja po prostu nie próbuję ich zmienić? pokazać im coś, czego nie widzą? Uświadomiłam sobie, że to niestety ich sprawa, która może, ale nie musi mnie dotyczyć, jak nie zechcę.

                        Nie jest łatwo i czasem wnerwiam się jeszcze. Ale zastanawiam się, co mnie zdenerwowało, kiedy dokładnie. Staram się siebie samą chronić. Mieszkam bardzo blisko rodziców. Oni nadal piją.
                        Jak zaczynają pić przestaję się z nimi kontaktować. Kiedyś powiedziałam stanowczo, że nic nie załatwiam z nimi "po pijanemu". Nie wiem, czy oni to pamiętają, ale ja staram się tego od siebie samej egzekwować.
                        Jakiś czas temu przestałam w to wierzyć, że się zmienią. Wyjazdy na dłużej i nadzieja, że jak wrócę będzie inaczej to tylko było oszukiwanie siebie samej.
                        Ja wyjeżdżam, poznaję ludzi, zmieniam się, pracuję nad sobą, a oni … tkwią w chorobie. jak widze powracając.

                        Są to moi rodzice i chciałabym, żeby nie rujnowali swojego życia.
                        jeśli ktoś nie chce to na siłę mu nie pomożesz.

                        Także zgoda na coś, na co nie mamy wpływu to rodzaj uświadomienia pewnych rzeczy.
                        Reagować będziemy zawsze na róźne rzeczy, pytanie jak reagować?
                        pozdrawiam,
                        F.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.