Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › najgorsze wspomnienia z dzieciństwa
-
AutorWpisy
-
No dobra od czego zaczac bo kiedy pierwszy raz przeczytalam ten watek i wspomnienia niektorych to jakos poczulam sie jakby ktos zawiesil mi szubienice na szyji i dusil dusil a mi brakowalo tchu. Znow pojawily sie te cholerne sciezki nie opanowanego placzu TE CHOLERNE LZY!
Nie pamietam juz ile razy ukladalam swoj prywatny bajzel, wewnetrzna smierdzaca zgnilizne wspomnien zadne cudowne proszki zadne segregowanie mi nie zabralo wspomnien nie ma cudownej cholernej gumki zmazujacej koszmar tamtych dni godzin minut sekund lat.
Wiem ze wiele osob stad czy z czata zna mnie choc wyrywkowo tu cos naskrobie tu cos powiem tam cos napisze.
Wiec przedstawie sie na poczatku mam na imie Julietta zaczelam 27 rok zycia
jestem samotnie wychowujaca mama pieknej cudownej coreczki tora nie dlugo bedzie miala 2 latka.Jakie sa moje najgorsze wspomnienia z dziecinstwa:
Wtedy kiedy ojciec traktowal mnie jak dorosla kobiete i mimo blagania lez krzyku i proszenia nie przestawal.
Wtedy kiedy kazdy udawal ze nic sie nie dzieje i nie pomogl.
Wtedy kiedy uciekalam z domu i trafilam na meline kiedy dorosli mezczyzni potraktowali mnie jak darmowa dziwke kiedy kazali ogladac jak roztrzaskuja glowe kijem jakiemus facetowi i krzyczeli ze to spotyka zdrajcow i kapusi, kiedy gwalcili przypalali buzie papierosem i zabronili krzyczec pod grozba ze zabija.
WTedy kiedy obcielam sobie wlosy zeby byc obrzydliwa brzydka i zeby juz nikt nigdy nie chcial mnie dotknac.
Wtedy kiedy siegnelam po alkohol i narkotyki a pozniej okazalo sie ze juz nie potrafie sobie z tym poradzic.
Wtedy kiedy nie czulam sie wartosciowa osoba nie mialam szacunku dla siebie dla swojego ciala i poszlam pracowac w agencji na dragi.
Zeby nie bylo watpliwosci sa to wpsomnienia z dziecinstwa bylam niepelnoletnia.
Wtedy kiedy zaczelam szukac sposobow na problemy i bol i chcialam odebrac sobie zycie.
Wtedy kiedy zaczelam sie samookaleczac.
Pewnie jeszcze cala masa by sie znalazla, ale to tez mnie dusi to moja petla na szyji ktora sie zaciska za akzdym razem kiedy o tym mysle a duzo rzeczy mi o tym przypomina duzo rzeczy nie pozwala mi zapomniec o tym jak to wszystko bardzo dusi.Dzis naszla mnie pewna refleksja co do tego tematu i mnie.
Nie cofne zycia, nie wymaze cudowna gumka zyciorysu.
Nie naprawie bledow i zla ktore byly w moim dziecinstwie.
Nie naprawie nawet tego co spapralam juz po drodze.
Ale dzis decyduje jak wyglada moje zycie, nie zawsze mam na nie wplyw.
Mam jednak wybor dorosly wybor, swiadomy wybor.
Moj wybor!
Nawet nie zdawalam sobie sprawy jak bardzo mnie to uszczesliwia.
Moj wybor Moj wybor
ale to fajne :rolleyes:mi się wydaje, że wyrzucanie takich rzeczy z siebie bez nadzoru terapeuty jest niebezpieczne. rozumiem, że trzeba to oswoić, ale nie na własna rękę. trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć. nie robi się tego po to, żeby tylko powiedzieć – na terapii się przecież nad tym pracuje, rozmawia nad emocjami, jakie się pojawiaja i jest bezpiecznie. tu wyrzucanie z siebie powoduje tylko bezsensowne rozdrapanie ran – i zostaje się z emocjami na wierzchu, samemu.
Cale zycie moje rany w wiekszy czy mneijszy sposob sa rozdrapywane w zyciu nie ma w nim terapeuty nie ma w nim grupy nie stoja zawsze przy mnie nie pomagaja i nie maja kontroli nad moimi emocjami.
To ja sie ucze i musze z tym zyc nikt nie bedzie wiecznie stal obok mnie i mial nade mna kontrole nad tym zeby bylo dobrze zebym nie wziela linki i nie zawiesila sobie na szyji a zaciskajac nie myslala o tym ze tamto wszystko juz nigdy nie wroci.
Musze byc sila chce byc silna i takie wysikanie juz tego co bylo nie robi na mnie az tak wielkiego wrazenia i nie wywoluje takich emocji jakie czulam kiedys.
Byc moze przyjdzie taki dzien ze juz nie bedzie wywolywalo takich emocji jak wywoluje dzisiaj tylko mniejsze.
Ale to sie zobaczy kiedys.
Julieta wspieram cie i myślę o tobie, niestety wystraszyłam się jak to mysz, tematow o "kołkach rożancowych" i boje się teraz pisać. Będzie dobrze. Obiecuje. Pozdrawiam
🙂Wiecie co chyba dzis wieksze emocje wywoluje u mnie to ze sa tacy ludzie jak Mysza 🙂 no kurcze dzieki Mysia az sie poryczalam ze wzruszenia te pare slow otuchy te slowa "Bedzie dobrze" strasznie duzo dla mnie znacza.
Dzieki
Ps: W tylku mam jak to ktos nazywa kolko rozancowe, klub wspolnej adoracji,
co mnie to kuzwa obchodzi B) wazne jest ze wsparcie jest wazne w zyciu wiekszosci ludzi.Nie wiem ale dla mnie takie totalne dzielenie sie doswiadczeniami zyciowymi i stosowanie sie do zasad mitingu zabralo by sen temu forum czasem cos wyraze w wierszu czasem w durnym tekscie czasem w poscie wyleje zale czasem radosci.
Ale wszystko to moje zycie z tej calej kupy watkow odpowiedzi postow ono sie sklada.
Wiem ze jak sie czyta wyrywkowe posty to moze powstac zabadziany obraz.
Ale czytajac wszystkie posty danych osobo stwarza mi sie wizerunek tych ludzi poznaje ich sa mi blizsi i nic bym nie zmieniala wazne zeby nie umarlo.Myślałam wczoraj caly wieczor o tym co napisałaś i przypomniałam sobie moja pacjentkę,ktora miala takie przeżycia jak Ty.Mialyśmy chyba obie tyle lat co ty teraz.Wyciagnęłam ja po probie samobojczej, napracowałam się bardzo , a potem jeszcze zostałam z nia cała noc ,żeby nie byla sama,W koncu byłam taka zmęczona,że zemdlałam i rozbilam głowę,Krew na mojej twarzy zrobiła na niej większe wrazenie niż wszystkie moje mobilizujace słowa……Kiedy wychodzila do domu powiedzialam jej tak: Pamiętaj, jesteś silna i nie pozwol sobie zrobić krzywdyi nie daj sobie zabrać życia".Potem jeszcze przez kilka lat przychodzila do mnie do szpitala tak towarzysko,bo czułyśmy się bardzo zwiazane i smiałyśmy sie z tego mojego zaklęcia ktore brzmiało trochę jak z gwiezdnych wojen,Ale ona mowiła ,że zawsze jej pomagało,najpierw mowila sobie codziennie, a potem tylko w trudnych chwilach,Mnie tez pomaga,,,,,,,,A więc pamiętaj Julietto- nie daj sobie zabrać życia…….Będzie dobrze , zobaczysz………………………………Mysza. proszę Cię pisz, Twoje słowa zawsze były dla mnie takim wsparciem,Pozdrawiam Was obie goraco.
annaanna ciesze sie ze pomoglas swojej pacjentce
Ja znam tragiczny koniec wspolpracy pacjenta z psychologiem mialo to miejsce jakies kilka lat temu moj kolega leczyl sie u tej samej psycholog co ja powiedzial jej ze juz nigdy tam do niej nie przyjdzie i kiedys bedzie mial tyle odwagi ze sie zabije tamta go wysmiala i powiedziala ze to nie odwaga tylko ucieczka od problemow i najlatwiejsze rozwiazanie jakie zna. Na co On stwierdzil ze niech mysli co chce On sie juz nie chc dluzej meczyc a samobojstwo bedzie dla niego nie czyms latwym ani nie prostym rozwiazaniem tylko ulzeniem sobie w cierpieniach.
Psycholog chyba sie zbytnio nie przejela jego slowami dzis On juz od paru lat nie zyje ale kiedy po tym jak rozmawialam z psycholog po jego smobojstwie nie mogla uwierzyc wpadla w straszne poczucie winy ze zbagatelizowala jego problem.Ciesze sie ze sa tacy ludzie jak Ty pelni poswiecenia oddania ze potrafisz oddac swoj czas komus aby byc moze uratowac mu zycie.
Oby wiecej takich ludzi jak Ty 🙂Juli, dziekuję za dobre słowa,ale chyba nie do konca na nie zasłużyłam,Jestem lekarzem jak wszyscy.Przypomniałam sobie o tym wszystkim,kiedy czytalam Twoja opowieść, bo moja pacjentka byla tak bardzo do Ciebie podobna i chciałam przekazać Ci otuchę, nadzieję i siłę …no coś tak.Ufam,że poczułaś to ,pozdrawiam :laugh:
Anonim
1 marca 2007 o 17:55Liczba postów: 20551najgorszy moment…
nie, nie, nie awatury, bicie, wielogodzinne pranie mozgu, nieprzespane noce, upokożenie…
Kiedy zrozumiałam i dotarło do mnie że moja fajna, inteligentna i nieustraszona mama jest słaba, bezradna i niedaje rady przeciwastawiać się pijanemu, rozujszonemu, 100 kilowemy bykowi i że ja zostałam na placu boju i że to ja jestem ta silniejsza….
A ona no to pozwoliła. Podała się. To był ten moment. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.