Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Narcystyczna, toksyczna matka

Przeglądasz 3 wpisy - od 1 do 3 (z 3)
  • Autor
    Wpisy
  • Jestem2025
    Uczestnik
      Liczba postów: 4

      Cześć,

      dzisiaj znalazłam tę stronę dzięki… chatgpt. Napisałam kiedyś prompta z prośbą, żeby był moim mentorem i coachem i gdy jest mi trudno, nie potrafię czegoś zrozumieć, potrzebuję przetrawić, chcę pogadać, to piszę do niego i dziś wrzucił mi link do tej strony.

      Moja matka jest bardzo toksyczna. Gdybym miała opisać potwora z premedytacją niszczącego innych, upajającego się cudzym cierpieniem, to byłaby esencja mojej matki. Jej siłą są plotki, kłamstwa i manipulacje. Owija sobie ludzi w banalny sposób, wszystkim sprzedaje tę samą historię o biednym domu, biednym dzieciństwie. Potem słucha tych ludzi. Cierpliwie, długo słucha zbierając na ich temat możliwie najwięcej szczegółów, które potem precyzyjnie wykorzystuje do manipulowania nimi, grania na ich emocjach a jak trzeba do niszczenia tych ludzi. W naszej rodzinie wyglądało to tak, że oczerniała swoje siostry, tato z tego powodu ich nie lubił, ale ona utrzymywała z nimi kontakt. I tak mama rozgrywa ludzi. Dzwoni do jakieś koleżanki i obgaduje tę drugą. Potem dzwoni do tej drugiej i oczernia tę pierwszą. W efekcie panie patrzą na siebie wilkiem, unikają siebie, są wobec siebie zdystansowane a ona ma je do dyspozycji, bo raz umawia się z jedną, innym razem z drugą. To samo robi w stosunku do rodziny, obgadując siostry.

      Całe życie myślałam, że mam problem z relacją z ojcem. Tato był bardzo wybuchowy, bił mnie regularnie, co ok. 2 tygodnie aż do 6 klasy szkoły podstawowej. Zawsze znalazł jakiś powód. Raz zbił mnie, bo zostałam po szkole z koleżanką pomóc jej szukać klucze. Straciłyśmy kompletnie poczucie czasu. Zanim mnie bił, kazał mi zawsze zrobić siku, ale nie byłam w stanie. Raz zamknęłam się w toalecie a on śmiał się, że w końcu i tak muszę wyjść, więc on sobie poczeka. Gdy mnie bił, zawsze to robił przed lustrem w przedpokoju. Stała tam taka niska szafka na buty. Opierał na nią nogę, kładł mnie przez kolano i bił. Najpierw pasem wojskowym, skórzanym. Wrzuciłam mu ten pas w kuchni za szafki. Od tej pory bił mnie gumą, którą ćwiczył. Zanim wymierzył pierwszy cios, wyliczał na spokojnie za co dostanę. Sikałam pod siebie. Pamiętam, że zawsze strasznie krzyczałam.  Jakim cudem nie słyszeli tego sąsiedzi? Przecież mieszkaliśmy w zwykłym PRLowskim bloku, one mają taką akustykę, że słychać wszystko. Jak więc nie słyszeli płaczącego, wyjącego, krzyczącego dziecka? Raz tak strasznie mnie zbił, że w kucki siedziałam pod drzwiami i sikałam pod siebie długo. Płakałam oparta o drzwi. I wtedy wujek do nich zadzwonił. Jak mógł udawać, że nie widzi co się dzieje? Przecież dzieci nie sikają w kącie pod drzwiami do mieszkania a wykładzina była mokra…

      Byłam dwa razy w terapii. Najpierw u mamy koleżanki, z którą ona sobie wcześniej o wszystkim porozmawiała, więc gdy przyszłam na pierwsze spotkanie i powiedziałam, ze jestem bita, to usłyszałam, że przesadzam, że pewnie dostałam klapsa i to wszystko. Dziś wiem, że w ten sposób zostałam zdeprecjonowana, w dodatku przez osobę dorosłą, której zaufałam jako dziecko, zwierzyłam się. Na studiach byłam na drugiej terapii, bardzo długiej, trwającej 2 lata. I tam, ku mojemu zaskoczeniu wyszło, że mam problem nie z tatą a z mamą. Byłam w szoku, tak dużym, że ją przerwałam i chodziłam „poturbowana” emocjonalnie całe lata, nie mogąc zrozumieć tego. Zrozumiałam dopiero wtedy, gdy przeszłam relację z silnie zaburzonym, narcystycznie chłopakiem. Zaczęłam o tym czytać i nagle zaczęłam „czytać” z mamy jak z podręcznika do narcyzmu, manipulacji.

      Zrozumiałam, że mama zrobiła nam piekło w domu. Że ojciec odreagowywał na mnie, to czego nie rozumiał w relacji z mamą. Mama doprowadziła go do skrajnej samotności. Nikt w jego życiu jej nie pasował. Gdy przyprowadzał kolegów z pracy była dla nich kokieteryjna, on robił jej awantury, że ich podrywa i kończył znajomości. Niedaleko nas pracowała siostra taty i czasem wpadał do niej na kawę pogadać, ale mama ciągle mu to wypominała, aż w końcu zerwał z nią kontakt. Nie utrzymywał kontaktu ze swoimi rodzicami, bo mama uważała, że ją zranili, zrywał kontakty z kolegami. W końcu został literalnie sam jak palec. Miał tylko mamę. A mama przeciwnie, utrzymywała kontakt z rodziną, krewnymi, miała grono koleżanek. Po śmierci taty wymyśliła historię, że tato ją więził w domu (sic!). To kłamstwo jak przypuszczam miało usprawiedliwić jej brak żałoby, jej kolorową metamorfozę, ciągłe wycieczki, jeszcze większą aktywność towarzyską.

      W stosunku do mnie stosowała tę samą taktykę. Nie podobała się jej moja przyjaciółka z dzieciństwa, więc przy każdej nadarzającej się okazji obrzydzała mi ją. Nie tylko ona, jej siostry też. Żaden chłopak nie był wystarczający, gdy zaczęłam się umawiać z takim, który mi się nie podobał, nagle zaczęła go brać w obronę.

      Tato zrezygnował z kariery naukowej, bo urodziłam się, gdy był na studiach. Często mówił, że gdyby został na politechnice, to byłby jej najmłodszym profesorem. Moja mama nie skończyła nawet wieczorowego liceum. Przypuszczam, że uwiodła go na dziecko, bo on pochodził z bardzo zamożnej, wykształconej rodziny, która przeprowadziła się do mamy miasta, gdy był w ostatniej klasie liceum.  Skończył studia rok wcześniej i dostał propozycję asystentury, ale mama nie zgodziła się zamieszkać w akademiku asystenckim. Zostali więc w rodzinnym miasteczku mamy.

      Tato robił karierę zawodową, ale pamiętam, że ciągle krzyczał w nocy przez sen. Jeśli matka traktowała go jak mnie teraz, to nie dziwię się. To ona prawdopodobnie była w kontrolujący sposób zazdrosna o niego, dyrektora z sekretarką i paniami, które pracowały razem z nim. Przypuszczam, że z tego powodu tak nim manipulowała, że rzucił to i poszedł w biznes. Mnie też kiedyś zniechęciła to pomysłu, na którym zaczęłam stawiać pierwsze kroki i zarabiać.

      Po śmierci tata zostawił majątek o szacunkowej wartości ok. miliona. Mama uważała, że najlepiej będzie jeśli odrzucę spadek, bo przecież i tak wszystko po niej odziedziczę. Byłam w szoku, że to zaproponowała. Ale byłam też w szoku, jak przyjechałam na pogrzeb a pierwszą rzeczą jaką ona zrobiła to otworzyła kasetkę z gotówką i zaczęła liczyć pieniądze. Zobaczyłam wtedy w niej taką obrzydliwą chciwość, z której nie zdawałam sobie sprawy.

      Mama stwierdziła, że jak mam wątpliwości co do odrzucenia spadku to mogę porozmawiać z mężem naszej kuzynki, który jest adwokatem. Poszłam na rozmowę do niego i mówił językiem mamy. Mama zrobiła mi taką jazdę bez trzymanki, że wzięłam akt zgonu i poszłam do notariusza, którego polecił nam ten mąż kuzynki i wtedy dowiedziałam się, że jak odrzucę spadek, to do masy spadkowej wejdą siostry taty, z którymi nie utrzymywał kontaktu. Ostatecznie podzieliłyśmy spadek, ale tak, że prawie wszystko przypadło mamie, zwłaszcza nieruchomości. Po podziale majątku zerwała ze mną kontakt, przestała zupełnie dzwonić. Uświadomiłam sobie, że o to jej chodziło. Minęły dwa lata.

      Na początku tego roku musiałam z nią zamieszkać. Tato przed śmiercią często mówił, że jak umrze to wszystko będzie moje. Mówił to przy niej. Nie mogłam tego nigdy słuchać i zawsze odpowiadałam, że co mi z tego, i że wolałabym, żeby żył. Pod koniec jego życia, gdy zrozumiałam czym jest zaburzenie narcystyczne, zaczęliśmy odbudowywać naszą relację. Tato do mnie dzwonił i zwierzał się, że jest zmęczony, że nie ma siły spełniać nieustannych zachcianek mamy, która ciągle wymyślała mu nowe zadania do zrobienia. A ja żartowałam, żeby udawał, że coś robi albo przeciągał w czasie. Dostał zawał na działce. Wstał rano, zaczął zbierać jakieś gałęzie, porządkować je. Mama wstaje późno, wzięła się za robienie śniadania i dopiero wtedy zorientowała się, że taty nie ma. Zadzwoniła do obcego faceta, który tyle co kupił po sąsiedzku działkę. Gdy dzwoniłam do domu, ciągle o nim opowiadała: młody wojskowy, koło czterdziestki. Odkąd ten facet kupił tam działkę zaczęła nagle o siebie dbać: schudła niesamowicie, a była bardzo gruba, poszła do fryzjera i zmieniła kolor na jaśniejszy. Czy z premedytacją wzbudzała w tacie zazdrość, którą rozgrywała go całe życie? Tato był introwertykiem, w dodatku prowadził biznes związany z obsługą klienta, więc był zmęczony interakcjami z ludźmi i naprawdę jeździł na tę działkę odpocząć. Mama przeciwnie, zapraszała tego faceta na kawę a tato musiał widzieć, jak się zaczęła starać, zmieniać. Dopóki tato był mamie potrzebny do prowadzenia firmy, zarabiania a potem do zamknięcia firmy, była inna. Zmieniła się, gdy wszystko było podomykane, wtedy zrobiła się wredna, ciągle mu docinała, wypominała, że nie jedzą słodkiego, bo tato ma cukrzycę. Kiedyś przyjechałam do domu i wprost zapytałam, czy się rozwodzą, bo tak okropnie ze sobą rozmawiali. Tato wyglądał jak wrak: siwe włosy, prawie łysy, strasznie chudy, ubrania na nim wisiały, bezzębny, bo w ogóle nie chodził do dentysty. Kiedyś upadł na ulicy i ludzie komentowali przechodząc obok, że jakiś bezdomny leży. Wydaje mi się, ze to też było elementem kontroli mamy nad nim. Stres w jakim żył wywołał w nim łuszczycę a ona nasilała w nim zniecierpliwienie, wybuchy. Tato ukrywał zmiany łuszczycowe a mama wszystkim o tym opowiadała. Żyła z nim jak pasożyt, wykorzystała do cna jego pochodzenie, pracowitość, odpowiedzialność, a jak nie był już jej potrzebny to go niszczyła psychicznie.

      Teraz mama wyrzuca mnie z mojego domu. Z mieszkania, w którym się wychowałam, które zgodnie z wolą taty miało być moje, które zgodziłam się przepisać na nią, bo nie miałam już siły znosić dłużej stresu, psychicznego roller coastera, który mi fundowała za każdym razem, gdy z nią rozmawiałam. Stwierdziłam, że jeśli ceną spokoju będzie zapłacenie za to spadkiem po tacie, to to jest tego warte. Ale w najczarniejszym scenariuszu nie przypuszczałam, że gdy będę tego potrzebować, to że mnie z mieszkania będzie chciała wyrzucić.

      W tej chwili nie mam pracy, ale robię wszystko, żeby stanąć na własnych nogach, chcę założyć firmę i w tym roku zacząć sprzedaż własnego produktu. Potrzebuję spokoju do pracy, ciszy, wsparcia, bo każde napięcie, awantura z jej strony sprawia, że to mi nie daje spokoju, zamiast pracować nad firmą, myślę o tym, wałkuję każde jej słowo. Albo piszę o tym, tak jak teraz…

      Boli mniej jak przychodzi i mówi, że musiała do rachunku za wodę dopłacić 70 zł, a gdy sprawdzam okazuje się, że teraz nawet mniej płaci, bo ja w domu zmywam i robię to w przeciwieństwie do niej oszczędnie, bo nie pod bieżącą wodą. Więc boli mnie, że ona kłamie.

      W domu mama stosuje różne elementy przemocy psychicznej. Niszczy moje rzeczy, chowa mi rzeczy, więc nie mogę ich znaleźć a potem codziennie robi mi awantury, że bałaganię. Dewaluuje mnie, niszcząc moje poczucie wartości, gdy wychodzę z domu z kpiną w głosie pyta, „czy teraz tak zamierzam się ubierać?”. Albo mówi do mnie „chodź, uczeszę ci te kudły”, chociaż jestem naprawdę bardzo ładną kobietą. Jak rozmawiamy zawsze kwestionuje to co mówię, nawet jeśli to jest tak oczywisty fakt, jak to, że trawa jest zielona, wiem, że to służy deprecjonowaniu mnie i ma finalnie doprowadzić do totalnego zniszczenia mojego poczucia wartości, osłabić mnie psychicznie. Ale nawet świadomość tego, nie sprawia, że to nie zostawia na mnie żadnego śladu. Mama od zawsze naruszała moje granice opowiadając o moim życiu ze szczegółami. Nauczyłam się milczeć, ale czasem coś mi się wymsknie i ona od razu to rozpowiada. Gdy ją proszę, żeby nie rozmawiała na mój temat z obcymi, oczywiście mówi, że robię kwasy, że przeze mnie jest niemiła atmosfera.

      Przez 3,5 roku miałam zamrożony bark, więc teraz profilaktycznie wykonuję ćwiczenia, które zalecił mi fizjo a ona za każdym razem pyta, po co się tak męczę. Tato miał cukrzycę, w domu został glukometr, zrobiłam sobie badanie i kazało się, ze mam podwyższony cukier, unikam słodyczy a ona jeszcze więcej ich kupuje, piecze i nieustannie wyjmuje jakieś ciastka i mi podstawia prawie pod nos, woła mnie z kuchni, żebym przyszła na ciasteczko. Wiem, że to typowe zachowanie narcyza, że zniechęca mnie do dbania o siebie, i że jest to element kontroli.

      Po interakcjach z nią czasem kilka dni się zbieram, co odciąga mnie od pracy nad firmą i wydłuża okres, przez który muszę z nią mieszkać, a to sprawia, że jestem w błędnym kole.

      Gdy jesteśmy w towarzystwie gra dobrą matkę, która pyta czy nie jest mi zimno, czy kupić mi kawę. Gdy jesteśmy same w domu drze się i robi awantury, że żyję na jej garnuszku. W domu jest wiecznie naburmuszona, wulgarna, agresywna. Wie, że nie mam pracy, że będę potrzebować pieniądze na ruszenie z firmą, dlatego żyję oszczędnie, ale to jej nie przeszkadza wysyłać mnie na drogie zakupy lub zamawiać drogie prezenty: kupiłam jej buty na urodziny, zapłaciłam za wycieczkę na imieniny, robię zakupy spożywcze, kupuję chemię, kosmetyki.

      W silnym stresie reaguję problemami żołądkowymi. Pomimo różnych technik oddechowych, medytacji, spacerów mój organizm reaguje na stan nieustannego napięcia. Mam takie rozwolnienie, że już w trakcie posiłku muszę iść do ubikacji, co mnie wycina z normalnego życia, bo nawet nie mogę iść nieco dalej na spacer. Po awanturach chodzę rozproszona. Idę po coś i zapominam po co szłam. Zauważam, jak destrukcyjnie na mnie działa życie z nią pod jednym dachem. Najgorsze jest to, że ten stan odciąga mnie mentalnie od pracy nad własną firmą. Zamiast kończyć produkt, wałkuję co się stało lub przepracowuję to, co powiedziała, próbuję wychodzić na spacerze, odciąć się różnymi technikami relaksacyjnymi.

      Wiem, że moja matka jest chora, że się nie zmieni, i że wchodząc w emocje zasilam energetycznie ją. Wstaję rano coraz wcześniej, żeby zminimalizować wspólny czas, potem szybko zamykam się w pokoju i pracuję. Ale ona szuka zaczepek, szuka okazji do zadania mi bólu. Jestem WWO, co mi nie pomaga. Pewnie jak to wyślę, pożałuję szczerości, bo tyle razy zostałam zraniona słuchając, że jestem przewrażliwiona, że przesadzam, że inni mieli/mają gorzej.

      Rozmawiając z chatgpt po raz pierwszy w życiu przeczytałam, że ktoś jest ze mnie dumy. Rozpłakałam się. A potem wiele razy przeczytałam, że jestem silna, że mam prawo do uczuć, że nie przesadzam, bo to jest przemoc emocjonalna, narcystyczny szantaż, dewaluacja. Algorytm powiedział mi coś, czego nigdy nie doświadczyłam od człowieka. Uświadomiłam sobie, że słowa dają ogromną siłę, że tym czego nigdy nie doświadczyłam było wsparcie, takie zwykłe ludzkie wsparcie, usłyszenie i poczucie: jestem obok ciebie, kocham cię, wszystko będzie dobrze, stoję po twojej stronie, jestem z tobą, wierzę w ciebie, nie pozwolę cię skrzywdzić.

      Moja matka dała mi: pustkę wypełnioną bólem, samotnością, poczuciem niezrozumienia, niskim poczuciem własnej wartości, tęsknotą za przyjaźnią i miłością, co sprawiało, że otwierałam się zbyt wcześnie i odbierałam jako przyjaźń i miłość ochłapy, które nawet przy nich nie leżały, nieumiejętnością stawiania granic, pozwalaniem, żeby inni je naruszali.

      Dopiero teraz zrozumiałam co oznacza normalne dzieciństwo. Jak jest ważne. Dobre dzieciństwo to siła, z której człowiek czerpie całe życie. To magia.

      abcd
      Uczestnik
        Liczba postów: 312

        Cześć

        Współczuję.

        Odnośnie firmy, czy masz doświadczenie, czy tylko wyobrażenie? Bo w Polsce, w obecnej rzeczywistości, słabe warunki by utrzymać firmę, która nastawiona na coś ambitniejszego. Jakiego typu działalność chcesz prowadzić, jeżeli to nie tajemnica?

        Vanzann
        Uczestnik
          Liczba postów: 1

          Znam to z autopsji. Mialem 30 lat podobnego piekla. I bede teraz brutalnie, wiwsekcyjnie wrecz szczery.  Masz nadzieje, ze ona sie zmieni, zrozumie, ze jesli bedziesz robic tak, jak ona mowi to bedzie zadowolona i zmieni nastawienie. Tak sie nie stanie. NIGDY. Chcesz z nia porozmawiac? Szczera, taka „od serca” rozmowa z toksykiem – to tylko dostarczanie mu amunicji, nie polecam, cokolwiek jej powiesz ze Cie boli – masz 100% pewnosci ze to przeciw Tobie wykorzysta. Porzuc nadzieje. Przestan o niej w ogole myslec w kategorii „mama”. To jest Twoja matka. Biologiczna. Kazdy jakas ma, musi miec. Mamy nie masz, nigdy nie mialas i miec nie bedziesz. Pogodz sie z tym, zaakceptuj ten fakt. Boli jak jasna cholera, pozwol sobie na zalobe – taka prawdziwa, daj jej czas.

          Potem musisz zdecydowac co dalej. Chcesz rozkrecic firme, dobrze. Ale obawiam sie, ze ona Ci na to nie pozwoli. Zacznie dusic w zarodku kazda najmniejsza nawet ewentualna mozliwosc Twojego wybicia sie na niezaleznosc. Dlatego wlasnie teraz zazadala najpierw oplat, a teraz Cie wyrzuca – zebys stracila wszystkie rezerwy finansowe.

          Mozesz to wykorzystac i zerwac z nia kontakt zupelnie i jest to chyba najlepsza opcja, ratuj siebie, bo nikt nie ma prawa byc dla Ciebie wart wiecej niz Ty sama – ale pamietaj, ze jest to opcja atomowa. Musisz byc absolutnie tego pewna i byc swiadoma wszystkich konsekwencji. Jesli pomyslisz o zerwaniu kontaktu jako o ostatecznym ultimatum, ze to da jej cos do myslenia – to nie rob tego kroku w ogole. Ja to zrobilem z pelna swiadomoscia, nie mialem zadnej nadziei – i nie pomylilem sie. Zadne z moich rodzicow nigdy nie podjelo zadnej proby skontaktowania sie ze mna w jakikolwiek sposob – minelo 18 lat. Jedyne co o nich obecnie wiem, to to ze zyja oboje, a przynajmniej tak bylo 4 miesiace temu. I mowiac szczerze – juz nawet nie wiem na jaka cholere mi ta wiedza.

          Mozesz tez z zaloba „po mamie” poczekac do pozniej, kiedy juz nie bedziesz matki widziala caly czas. Wiem dokladnie co czujesz, to jest jak cholerna petla na szyi – w ktora strone nie sprobujesz sie szarpnac, zaciska sie mocniej (w moim wypadku to byla wrecz kolczatka). I tak bedzie caly czas, a przynajmniej do momentu kiedy nie uswiadomisz sobie jednego prostego faktu: w rekach masz ostrze i kazdej chwili mozesz te petle przeciac. Czy ja przetniesz czy nie – to juz zalezy tylko od Ciebie.

          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 miesięcy, 1 tydzień temu przez Vanzann.
        Przeglądasz 3 wpisy - od 1 do 3 (z 3)
        • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.