Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › narzeczeństwo z dda
-
AutorWpisy
-
Napisz coś więcej o Was.
Jak długo jesteście ze sobą, czy mieszkacie razem, czy może On mieszka z rodzicami. Jaki jest w innych tzw. "dorosłych" sprawach – np. praca.
Rozumiem, że zanim doszło do wiążących decyzji, Twój narzeczony w innych aspektach był raczej przykładny?Napisałaś, że rozmawialiście – jakie miał argumenty przeciw?
Powiem tak, tym razem stając po Twojej stronie:
Może być bardzo trudno zmusić go do podjęcia zobowiązań typu małżeństwo, dzieci.
Nawet po terapii, zależy to od tego jak silny jest w nim lęk przed zmianą, jak duża determinacja, jak duża świadomość dlaczego się opiera.Co do jego braku uczuć:
Lęk, zwłaszcza silny, ma to do siebie, że powoduje poczucie, jakby wyprania z uczuć i nagle osoby bliskie wydają się nam w pewnym sensie obce. To nieprzyjemne doznanie, ale typowe dla zaburzeń lękowych – mija wraz z lękiem
Poczytaj np. "Oblicza lęku" Riemanna, sporo się dowiesz o swoim facecie;) Tutaj masz, myślę, że odpowiedni fragment:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/oblicza_leku_03.htmlEdytowany przez: Kłos, w: 2008/05/17 13:26
no dobra, to troche wiecej.
znamy sie juz 2,5 roku. i na poczatku bylo wszsytko w porzadku. po jakims roku wspomnial ze mysli o malzenstwie. potem kupil mieszkanie do remonty. remont skonczyl teraz w grudniu. pracowity to byl. ale od kiedy kupil to mieszkanie zaczely sie robic problemy.jakby nabieral dystansu do mnie.a od kiedy sie zareczylismy to bylo coraz gorzej (teraz z perspektywy czasu to widze) az do lutego kiedy zaczelo sie. od zareczyn byly problemy z seksem (jakby nie chcial tego ze mna robic). i w lutym go przydybalam albo mnie kochasz i to robimy, albo nie. no i od tego sie zaczely jego mysli ze mnie moze nie kochac… choc nie rozumial, plakal, rozpaczal bo bardzo chcialby mnie kochac. az w koncu przerazilam sie bo zobaczylam w nim cechy depresyjne i wyslalam do psychiatry. ale jakos to tez nie wiele pomaga. a od kiedy bierze te drugie leki, i to dawke submaksymalna, to przestal cokolwiek czuc. i nie potrafi zrozumiec ze leki tak dzialaja. w koncu bierze psychotropy, nie tylko przeciwdepresyjne. a w miedzy czasie wyprowadzil sie z domu, bo na niego naciskalam. to ze idzie do szpitala, to tez bo wie ze to jedyna droga aby mogl byc ze mna. mysle ze chec ma, tylko ostatnie 3 miesiace nie przyniosly mu ulgi i traci wiare… a ja razem z nim.Dodałem do postu wyżej parę zdań, zerknij.
No cóż, wygląda mi to znajomo…Niechęć do seksu: z jednej strony efekt uboczny działania leków, z drugiej lęk przed ciążą (Jego – lęk, nie ciąża) ;); no i skutek samych lęków – typowe.
Muszę to napisać, ale na tym etapie jesteś jego, w pewnym sensie "wrogiem", osobą budzącą niechęć (stąd pozorny brak uczuć i pociągu), ponieważ to Ty, zmuszasz go, wymagasz, burzysz jego bezpieczny świat. Oczywiście wszystko w cudzysłowie.
Na początek spróbuj mu nieco odpuścić – daj mu do zrozumienie, że sama się wahasz, nie nalegaj na ślub itd, zobaczysz co się zacznie dziać.
Presja powoduje że się totalnie spetryfikował;)
Pewnie chętnie by się z Tobą związał na poważnie, ale kiedyś, w odległej, nieokreślonej przyszłości. (zgaduję, że taki jest jego tok myślenia)
Ciężka sprawa, tylko od jego determinacji i Twojej cierpliwości zależy sukces.
Lektura obowiązkowa: "Lęk przed bliskością"
Edytowany przez: Kłos, w: 2008/05/17 13:47
„Carola, w wielu, zwłaszcza, że tak powiem, diagnostycznych kwestiach mocno się mylisz, ale nie ma sensu prowadzić tu paramedycznych dyskusji.”
oczywiscie ze moge sie mylic, nie skonczylam ani psychologi ani zadnej innej nauki w tym fachu (socjologia sie nie liczy, bo i tak dalej jest sie laikiem w tych sprawach) ale wydaje mi sie ze Ty tez nie masz o tym zielonego pojecia proponujac w swoim pierwszym poscie "rozwiazanie" na problem – zamieszkanie ze soba a nawet nie wiesz czy razem mieszkaja czy nie.
A w moim pierwszym poscie po Twoim nie chodzilo o zadna inna sytuacje tylko wlasnie to ze dawanie dobrych rad na forum, w takim trudnym przypdaku moze zrobic wiecej zlego niz dobrego…. to takie bicie piany, moze trafie a jak nie trafie, to przeciez tylko forum.
podpisano Carola stojaca kupe lat przed lustrem i pozniej malymi kroczkami wchodzaca za lustro.
ps chlopak nie mial ochoty na sex juz przed "wyslaniem" Go do psychiatry czyli nie mialo to nic wspolnego z dzialaniem lekow na poczatku.
” az do lutego kiedy zaczelo sie. od zareczyn byly problemy z seksem (jakby nie chcial tego ze mna robic). i w lutym go przydybalam albo mnie kochasz i to robimy, albo nie. no i od tego sie zaczely jego mysli ze mnie moze nie kochac… choc nie rozumial, plakal, rozpaczal bo bardzo chcialby mnie kochac. az w koncu przerazilam sie bo zobaczylam w nim cechy depresyjne i wyslalam do psychiatry. ale jakos to tez nie wiele pomaga.”
i musze przyklasnac na takie formy terapeutyczne
wyglada mi to znajomo – typowe – Ciężka sprawa, tylko od jego determinacji i Twojej cierpliwości zależy sukces.
Edytowany przez: Kłos, w: 2008/05/19 08:10
„osoba cierpiąca na silne zaburzenia lękowe (od 4 lat)
jako mężczyzna, który nie może zdecydować się na ożenek, mimo nacisków partnerki;
jako dda.”to to nawet ja wiem (zostawiajac lata w spokoju), a Cerebri-a napewno, bo nie wysylala by faceta do psychiatry.
Przychodzi baba do lekarza
– panie doktorze dlaczego idac na zakupy, maz mnie zostawil..Lekarz na to
– postapil tak bo czul ogromny stres psychiczny, nie mogl sobie poradzic ze stawianymi wymaganiami ktore ciazyly na jego barkach, facet sie wypalil…Baba
– ale On mnie zostawil z ksiazeczka czekowa w reku..i z tym optymistycznym zakonczeniem pojde z kotem na spacer.
Nie chcę sie pakowac miedzy wódke a zakąskę… nie znam sie też zbytnio na depresjach lękowych nie wspominając o psychiatrii, ale powiem co ja widze.
Moim zdaniem facet ma blokadę lękową przed podjęciem JAKIEJKOLWIEK decyzji i trzymaniem się jej, czyli można powiedzieć, nie może, nie potrafi na cos się zdecydować mając w domyśle to, że będzie musiał ponosić skutki swoich decyzji. Cerebri czegoś od niego wymaga, chce założyć rodzinę, być matką, żoną, z drugiej strony (czego się bardziej domyślam niż wiem) nie chce być sobie w jakimś takim "dochodzącym" związku w stylu akademickim, czyli bez zobowiązań, zapewnień, o przysiędze małżeńskiej nie wspominając. I facet czując się rozerwany, nie czuje się na siłach wkroczyć w to w pełni dorosłe życie, ale nie chce też się rostac z Cerebri,więc wybiera rozwiązanie poboczne, czyli chorobę – czasem to jest ucieczka w chorobę i nie ma Ona nic wspólnego z zaburzeniami psychiatrycznymi o podłożu organicznym, w tym przypadku czuję, że tak może być. Choroba to stan w którym czesto od człowieka mało się wymaga ale się go w chorobie nie porzuca… ale wspiera. Pisze to na podstawie włąsnego domu, w którym dwie osoby wpadły w chorobę z takiego powodu.
Rozwiązaniem może być takie postąpienie, ze Cerebri powie swojemu facetowi, że OK, nie bierzemy ślubu, żyjemy bez zobowiazań i kazdy zawsze może odejść, niczego sobie nie obiecujemy itd itp. Choc zeby byłą jasność, że nie mówię, ze MUSI, nic z tych rzeczy- chodzi tylko o to, że zdaje mi się że wtedy symptomy choroby mogłyby minąć albo osłabnąć – oczywiscie tak na mój nos, pewności nie daje. Ale Cerebri może wcale nie mieć ochoty na takie życie czy studencki związek, może chcieć mieć męża i dzieci. Tylko jesli tak jest, to sytuacja staje sie troche patowa… bo nikt z Was, Cerebri nie jest w stanie ustapić na tyle byście mogli oboje się dogadać, a juz na pewno nie w ciągu 3 miesięcy. Oczywiście w przyszłości a jakże, jeśli On podejmie sie psychoterapii i w niej wytrwa. Moim zdaniem pomogłoby rozluźnienie więzów bez porzucania, i danie mu szansu na to by sam w sobie doszedł do tego czego chce. Chyba nie mówił o swoich lękach i uprzedzeniach do małżeństwa zanim takie decyzje zapadły, a potem go to przerosło, poczuł, że musi wybrać albo Ciebie Cerebri jako żonę albo samotnosć i skończyło sie no jakby nie patrzeć dosć tragicznie. Ale ja coś czuje, że to nie jest zaburzenie o podłożu stricte neurologicznym a raczej psychologicznym, aczkolwiek poważne, którego nie można bagatelizować.
To na tyle moich domorosłych psychologicznych teorii ;). Na ile są prawdziwe, może czas pokaże…Carola zapisz:
”to to nawet ja wiem (zostawiajac lata w spokoju), a Cerebri-a napewno, bo nie wysylala by faceta do psychiatry.
”Ale to o mnie było, nie o facecie Cerebri :woohoo:
Jeżeli pozostałe moje posty czytałaś z równą uwagą, to dziękuję za dalszą dyskusję.KLOS mogłbys troche wiecej napisac o sobie? moze moglabym lepiej zrozumiec
Edytowany przez: cerebri, w: 2008/05/17 15:09
Ja jestem K L O S, przez L, nie ten agent Abwehry;)
Podaj swoje gg, to pogadamy.Yucca, myślę, że utrafiłaś w sedno tarczy;)
Co do depresji i lęków – myślę, że dobrze się na nich znamy wszyscy – po części towarzyszą nam w jakiejś przewlekłej postaci od zawsze. Ujawniają się w ostrej postaci, kiedy nasza w jakimś aspekcie niedorozwinięta osobowość napotyka na trudności życiowe, albo konieczność zmiany.
Fora nerwicowców pękają od dda, i ddd.
Edytowany przez: Kłos, w: 2008/05/17 15:27
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.