Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD narzeczeństwo z dda

Przeglądasz 10 wpisów - od 31 do 40 (z 58)
  • Autor
    Wpisy
  • myszkowoz
    Uczestnik
      Liczba postów: 147

      A moze on mnie po prostu przestal kochac, a ja nie potrafie pozwolic mu odejsc…

      Nie jestem DDA i dlatego czuje sie tu troche jak intruz. Ale mam nadzieje ze dzieki temu, lepiej Go zrozumiem i nie zwatpie…

      Edytowany przez: cerebri, w: 2008/05/24 18:42

      zbigniewcichon
      Uczestnik
        Liczba postów: 89

        Wiesz cerebri Ja mam za sobą dwa związki. W pierwszym moja partnerka "zaliczyła" tyle szpitali, klinik psychiatrycznych że głowa boli. Psychiatrzy odwalali tylko "fuchę" faszerowali lekami i tyle. Skończyło się to tym że dziewczyna uzależniła się od leków. Mieszanka piorunująca leki i alkohol. Dziś jeśli żyje ma prawdopodobnie zniszczony mózg. Dlatego jestem sceptycznie nastawiony do leczenia farmakologicznego.
        Ze swego doświadczenia wiem że nie można zmienić drugiej osoby, można tylko zmienić siebie. Sam jestem DDA wiązałem się z alkoholiczką i DDA. Dużo pracuję obecnie nad sobą. Zmieniam perspektywę z jakiej patrzę na świat i na siebie. Jeśli zaczniesz się zmieniać to partner albo się zmieni albo odejdzie. Uważam że odpowiadamy tylko za siebie. Piszę tak bo kiedyś jako osoba współuzależniona byłem nad odpowiedzialny.
        Aby to wszystko zrozumieć dużo czytam, uczę się. I moim zdaniem jeśli chcesz być ze swoim facetem wskazane jest abyś zgłębiła się w tą tematykę bardziej i to raczej dla siebie bo jeśli będziesz bardziej rozumiała o co w tym naprawdę chodzi to Tobie będzie łatwiej i będziesz wiedziała jak wesprzeć swego faceta. Dawno temu jak byłem na terapi dla współuzależnionych w pierwszych dniach uczyliśmy się czym jest choroba alkoholowa.

        Anonim
          Liczba postów: 20551

          On na szczescie nie pije alkoholu, wiec rozumiem ze nie jestem wspoluzalezniona. Jakby zaczal pic, to bym musiala juz odejsc, bo to by bylo za wiele.
          I masz racje, trzeba czytac, dowiadywac sie. Dlatego staram sie na ile moge. Sama tez chodze do psychologa, ktory mi jego wszystkie zachowania tlumaczy. Tylko nie zawsze to jest tak latwo, rozumiec go. Szczegolnie, ze on nie widzi tego ze ma problemy z rodzicami. Nie widzi zadnego powiazania miedzy tym co sie dzieje w jego rodzinie, a nami. Jedyne co widzi to to, ze nic nie czuje i musi byc w stosunku do mnie szczery i mi to notorycznie dawac do zrozumienia. Rozumiem, czemu on to robi. Przepelniony lękiem. Ale ja sobie z tym juz nie umiem radzic. Czuje sie, jakby mi wszystkie baterie wysiadly, i nie mam gdzie je naladowac. Wiec jak mam ja go wspierac, jak sama w tej chwili tak bardzo potrzebuje wsparcia…. 🙁

          zbigniewcichon
          Uczestnik
            Liczba postów: 89

            W uścisku wampira emocjonalnego artykuł jest tu : http://www.dziennik.pl/kobieta/seksiemocje/article24804/W_uscisku_wampira_emocjonalnego.html

            Wiesz Ja w styczniu zakończyłem 7 letni związek z kobietą DDA. Powiedziałem dość też robiłem wszystko dla niej wspierałem itp. lecz ona była głucha na wszystko. Po prostu nie chciała zmieniać się a Ja za kogoś nie zrobię pewnej pracy. W tym wszystkim zapomniałem że to Ja jestem najważniejszy i że nie można pomóc komuś kto nie chce tej pomocy i nie ważne czy to jest to alkoholik czy DDA mechanizm jest ten sam, nie jest się w stanie pomóc komuś kto nie chce pomóc sobie. Zacząłem wreszcie myśleć o sobie uwalniam się od "wampira" nie było łatwo mi na początku dziś minęło już 4 miesiące od rozstania i radzę sobie coraz lepiej. Wierzę że jest tam gdzieś ta idealna w pełni harmonizująca partnerka. Pracuję nad sobą by to się ziściło. Bo uważam że to my w 100% kształtujemy naszą rzeczywistość że wszystko co się dzieje w naszym życiu służy naszemu rozwojowi duchowemu. Jesteśmy istotami duchowymi doświadczającymi ludzkiego losu.

            myszkowoz
            Uczestnik
              Liczba postów: 147

              masz swieta racje w tym, ze jak ktos nie chce sobie sam pomoc to nikt mu nie pomoze. I dlatego tez postawilam sobie limit. do konca jego terapii. Jak sie nic nie zmieni, nic nie zrozumie i nie zacznie nic robic w kierunku aby bylo lepiej, to tez zakoncze te zwiazek. Albo predzej on. Bo tu mam chyba troche inna sytuacje niz Ty. On bylby teraz przeszczesliwy gdybysmy sie rozstali. A dzis to juz mi nawet powiedzial, czemu ja go tak drecze… Wiem teraz mozna sie tylko popukac po glowie, to czemu dziewczyno nie odeszlas i nie dalas sobie juz z tym wszystkim spokoj. A mi to wrecz przeciwnie dodalo nadzieji. Bo to oznacza ze moja psycholozka ma RACJE!!! On tak mnie traktuje, bo przezemnie wszystkie jego problemy z rodzicami wychodza na wierzch i musi sie z nimi skonfrontowac. Dlatego go tak drecze. Jeszcze nie jest swiadom tego, ale jest we wlasciwym miejscu. Tam powinni mu to juz uswiadomic. 🙂

              I bardzo mi sie spodobalo
              „[color=#000080]
              Bo uważam że to my w 100% kształtujemy naszą rzeczywistość że wszystko co się dzieje w naszym życiu służy naszemu rozwojowi duchowemu. Jesteśmy istotami duchowymi doświadczającymi ludzkiego losu. [/color]”

              Tez jestem tego zdania. Ze kazdy odpowiada za swoje zycie. I kazdy sam ponosi konsekwencje swoich wyborow. I kazdy ma szanse byc szczesliwy, jedynie gdy tego bardzo chce, i jest gotowy o to walczyc. nie czekac biernie… Zycze powodzenia w szukaniu tej idealnej partnerki.

              Edytowany przez: cerebri, w: 2008/05/25 18:24

              Edka
              Uczestnik
                Liczba postów: 2

                Mam męża z depresją, nerwicą, niedojrzałością emocjonalną… i sama nie wiem czym jeszcze. Wytrzymałam z nim 2,5 roku. Od 3 lat nie jesteśmy razem, nie zdawałam sobie sprawy, co to znaczy żyć z człowiekiem, po którym nigdy nie wiadomo czego spodziewać się, czy nagle odejdzie z przystanku, chociaż mieliśmy gdzieś jechać, czy zostawi mnie samą na przystanku autobusowym z kilkumiesięcznym dzieckiem o 22-giej, czy wreszcie sam spędzi święta. Do tego wszystkiego muszę dodać, że ciągle nie pracował i nie pracuje. Czułam się jak w matni i chociaż kosztowało mnie to dużo, odeszłam od niego. Leczy się, ciągle mieszka z rodzicami, nie pracuje, a ja nie bardzo widzę efekty tego leczenia, no może trochę wyciszył się.

                Edka
                Uczestnik
                  Liczba postów: 2

                  Mam męża z depresją, nerwicą, niedojrzałością emocjonalną… i sama nie wiem czym jeszcze. Wytrzymałam z nim 2,5 roku. Od 3 lat nie jesteśmy razem, nie zdawałam sobie sprawy, co to znaczy żyć z człowiekiem, po którym nigdy nie wiadomo czego spodziewać się, czy nagle odejdzie z przystanku, chociaż mieliśmy gdzieś jechać, czy zostawi mnie samą na przystanku autobusowym z kilkumiesięcznym dzieckiem o 22-giej, czy wreszcie sam spędzi święta. Do tego wszystkiego muszę dodać, że ciągle nie pracował i nie pracuje. Czułam się jak w matni i chociaż kosztowało mnie to dużo, odeszłam od niego. Leczy się, ciągle mieszka z rodzicami, nie pracuje, a ja nie bardzo widzę efekty tego leczenia, no może trochę wyciszył się.

                  myszkowoz
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 147

                    Widze, ze Tobie tez nie jest lekko. Musi byc trudno miec dziecko z mezczyzna – dzieckiem. I podziwiam odwage, ze odeszlas. Dalas tym samym do zrozumienia, ze jak chce byc z Toba, to musi cos zmienic. I jesli chodzi na terapie, to istnieje szansa, oczywiscie jesli tego jeszcze chcesz. Mi wszyscy specjalisci naokolo, ktorych sie pytam a propo depresji i nerwicy i wszelka literatura medyczna na ten temat mowi, ze to wymaga duzo czasu. Ja osobiscie wiem, ze musze sie liczyc z tym, ze nawet jak bedzie taraz poprawa, to terapia i tak bedzie musiala trwac jeszcze z min rok jesli nie wiecej… Tak samo mysle ze Twoj mąz potrzebuje czasu. Oczywiscie jesli chodzi na psychoterapie, bo jesli leczy sie tylko lekami to to jest za malo skuteczne. Bo ogolnie leczenie depresji polega na pierwszym miejscu na psychoterapii, potem albo arteterapia, muzykoterapia, refleksoterapia, nawet terapia promieniami slonecznymi… a leki to tylko maja za zadanie pomoc, i umozliwienie psychoterapii. zeby czlowiek byl w stanie chodzic, rozmawiac, a nie byl w stanie ruszyc sie z lozka.

                    Depresja jest bardzo trudna choroba. Widzialam naprawde ciezkie przypadki. Ze osoba po prostu sikala do lozka, bo nie potrafila isc do ubikacji. I jest to trudne dla bliskiego otoczenia. Dlatego jestem pewna, ze ty bardzo cierpisz… zadbaj o siebie. Sama popros o pomoc.

                    No a ja za jakis czas, tez bede musiala podjac decyzje. czy moj narzeczony jest w stanie brac odpowiedzialnosc za siebie i swoje zycie czy nie. I Twoja historia jest smutna…

                    myszkowoz
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 147

                      Czy jest ktos, kto moze mi dodac otuchy?
                      Nie wiem juz co myslec, jak reagowac, gdy on jest obojetny. Mam narzeczonego, ktory w tej chwili kompletnie nie chce zrozumiec moich problemow. Nie chce mi w zaden sposob pomoc. No duza czesc moich problemow go tyczy, wiec jedyne co potrafi powiedziec to" zobaczymy pozniej". Jestem na niego strasznie wsciekla. Czemu on mnie tak traktuje? Lepiej traktuje nowo poznanych na oddziale niz mnie. Z nimi potrafi szczerze pogadac, ze mna to juz praktycznie tylko o pogodzie i moim kocie. Jestem bardzo wsciekla i rozzalona i nie umiem sobie z tym radzic.

                      Domyslam sie, ze wam sie juz ten watek znudzil, ale moze ktos ma jakas dobra rade, zeby udalo mi sie wytrwac.

                      starling
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 197

                        nie znudził się

                        Edytowany przez: starling, w: 2008/05/29 22:17

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 31 do 40 (z 58)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.