Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › narzeczeństwo z dda
-
AutorWpisy
-
cerebri tak naprawdę to nie wiem jak mam Ci dodać otuchy, sama do nie dawna byłam w związku który trwał 8 lat, lecz to On mnie zostawił. Mogę Ci tylko napisać jak ja się z tym teraz czuję. Oboje byliśmy i jesteśmy DDA, wiedzieliśmy o problemie ale nie pogłębialiśmy go, ja jeśli chodzi o moja osobę nigdy nie mogłam zrozumieć dlaczego tak a nie inaczej się zachowuję w związku, po 1.5 roku mieszkania z moim partnerem, dopiero zaczęły wychodzić problemy z obu stron. On ma mocny charakter, dominujący w związku, egoistyczne podejście do mnie i do moich uczuć, Zresztą opisałam o tym swój wątek więc nie będę sie rozpisywać. Napiszę tylko że gdybym wiedziała co teraz wiem o sobie o nim, gdyby sie na mnie i na moje uczucia nie zamknął, gdyby słuchał i gdybyśmy spróbowali jeszcze raz stworzyć związek w cierpliwości, zrozumieniu i pracy nad sobą razem to myślę że by nam się udało. Niestety On wybrał inna drogę, nową osobę. Tak to jest że dopiero gdy coś stracimy, oczy nam sie otwierają na wszystko.Ja zatraciłam poniekąd swoja osobę w naszym związku, moje myśli uczucia tłumiłam w sobie. Mam do siebie żal że wcześniej nie pogłębiłam tematu DDA, nie wiedziałam skąd biorą się moje reakcje na różne sprawy itp, mój partner mnie nie rozumiał ale też z drugiej strony nie pomyśleliśmy by zbadać przyczynę naszych reakcji, widzieliśmy tylko skutki.
Myślę że także Tobie przydała by się terapia, jeśli go kochasz to proszę, walczcie o swoją miłość i nie poddawajcie sie, uwierz w niego i w siebie, rozmawiajcie o uczuciach. Pisałaś że lepiej traktuje nowo poznane osoby, rozmawia z nimi szczerze niż z Tobą. U mnie też tak było, ale tak nagle, odkąd zamieszkaliśmy ze sobą, On miał bardziej prężniejszą i rozwojową pracę a ja praca w sklepie, rozwijaliśmy sie osobno i gdzieś na drodze życia się mijaliśmy.Tak bardzo bym chciała by do mnie wrócił, według niego wielokrotnie dawał nam szanse, tylko On oczekiwał zmian, że to ja się zmienię, ale ja nie wiedziałam jak mam sie zmienić, nie wiedziałam co ze mną jest nie tak, nie wiedziałam co i dlaczego robie źle, dziś wiem dlaczego, zostawił mnie z tym problemem samą nie pomógł zbadać przyczyny, tylko oczekiwał. U nas za mało było rozmów o uczuciach a za dużo oczekiwań. Teraz pracuję nad sobą, uczę się życia, jestem sama, powoli dochodzę do siebie, jeśli można jakoś dojść po zdradzie.Boli strasznie, bo On układa sobie życie od nowa, bolą jego słowa że nie poradziłam sobie z jego charakterem, radziłam sobie to moje zdanie. Lecz On tak naprawdę nie poradził sobie z życiem razem, w rozwiązywaniu problemów, bo tak naprawdę życie przynosi niespodzianki, te gorsze i te miłe musimy im sprostać a czy dobrze czy źle to bywa rożnie, ważne by się nie poddawać i walczyć. Ja walczyłam do końca, nawet po rozstaniu, ale On już nie chce.
Także Cerebri jeśli go kochasz to Walcz, myśl o nim i o sobie, trzymam kciukicerebri wybacz ale w moim odczuciu za dużo myślisz o nim pierwsza moja myśl jesteś "uzależniona". Wiem że boli i to bardzo takie zachowanie osoby którą kochasz znam to z autopsji. Uważam że teraz powinnaś się zająć tylko sobą. Cały wysiłek skieruj na siebie. Jak wcześniej pisałem byłem w związku w którym bardzo źle się czułem robiłem dużo by go ratować ale tylko Ja to robiłem. Więc go zerwałem dziś uważam że to był wielki akt miłości do siebie. Bardzo dużo czytam zmieniam się zmieniam perspektywę. I wreszcie najważniejszy jestem Ja Zbyszek a nie Jola która miała mnie gdzieś. Rozstając się z nią powiedziałem : tego kwiatu pół światu a kolega później napisał w sms : na Jolce świat się nie opiera. Do tanga trzeba dwojga. Wiem że to bolesne ale ból który się pojawia wykorzystuję jako motywator do pracy nad sobą. Zdaję sobie sprawę że zmiany wymagają czasu ale mam poczucie że jest we mnie moc że boska moc we mnie wspiera i prowadzi Mnie z miłością. Wiem że i tak jest w Twoim przypadku że to wszystko co Cię teraz spotyka służy Twojemu rozwojowi duchowemu i nie jesteś sama w tym wszystkim.
dzieki nebraska za slowa otuchy.
a zbigniewcichon. Masz racje mowiac, ze do tanga trzeba dwojga itp. I ja juz podjelam ta decyzje, ze jak terapia nie wniesie nic dobrego, to koncze to wszystko. Ja mam problem jak wytrwac do konca. Jak zniesc ten zal, ta zlosc, smutek, zalamanie itp. Jak nie zwatpic przed koncem, i nie powiedziec mu ze odchodze. Nie wybacze sobie tego pozniej, jesli sie rozstaniemy,a on skonczy terapie pozytywnie, i bedzie chcial nawiazac z powrotem kontakt…bo juz powortu nie bedzieCelebri, gratuluję silnej woli i mocnych postanowień… "powrotu nie będzie" napisałaś… u mnie zawsze były, pomimo że tak strasznie chciałam żeby ich nie było…
Cześć Cerebri 🙂
Dobrze, opowiem Ci o moim związku z DDA. Jesteśmy razem już ponad cztery lata, ale zaczęło się pomiędzy nami układać dopiero pół roku temu. Przeszliśmy bardzo długą bolesną drogę, która zostawiła na mnie piętno. Niestety na dzień dzisiejszy nie ufam jeszcze mojemu partnerowi w sprawie alkoholu. Zbyt wiele złych rzeczy się stało po alkholu i teraz mam straszne schizy jak wiem że on będzie pił z kolegami. No ale mam nadzieję, że i z tym dojdziemy do ładu, bo on się ostatnio bardzo zmienił i już dawno w niczym mnie nie zawiódł.
Mój chłopak (zresztą jak moja DDA mama) odpychali od siebie myśl że coś może być z nimi nie tak. Tak więc moje sugestie o tym żeby rozpocząć terapię w ogóle nie miały skutku. W końcu byłam już tak wykończona całą sytuacją, że sama poszłam na terapię. No i na terapii dowiedziałam się różnych rzeczy. Przede wszystkim tego że nie bez powodu wybrałam takiego partnera i te wszystkie sytuacje które się działy wcale nie były tylko jego sprężyną (a ja tak właśnie myślałam). Terapia to bardzo długi proces. Cały czas jestem w tym procesie i cały czas obserwuje jej skutki w moim życiu. Mój chłopak też poszedł na terapię. Co prawda nie wytrwał w niej zbyt długo, ale tak ona nim wstrząsnęła że przez rok czasu nie pił alkoholu, a jak już zaczął go pić to pije jak normalny człowiek. Ja nauczyłam się dostrzegać wielu rzeczy i jak coś się dzieje to umiem zdusić to w zarodku. Kiedyś kłóciliśmy się notorycznie. Całymi dniami się do siebie nie odzywaliśmy. Teraz też się kłócimy, ale raz na ruski rok i szybko się godzimy. Tak więc Twoje pytanie czy terapia działa… w naszym przypadku zadziałała. W styczniu się zaręczyliśmy. Za rok ślub. Mamy bardzo dużo planów. Chcemy mieć dziecko i szczęśliwą rodzinę.
Pisałaś że Twój narzeczony ma lęk przed opuszczeniem domu rodzinnego. Ja też to przerobiłam. Dwa lata temu zamieszkaliśmy razem i od pierwszego dnia mój chłopak był strasznie tym zestresowany. Tak się zestresował że poszedł się od razu upić pierwszego dnia i tak się na mnie zdenerwował że oddawałam mu klucze. Później było jeszcze gorzej. Kłótnie co tydzień. Jego wyjścia z kolegami i moja wielka rozpacz. Długo walczyliśmy. To był najgorszy okres w moim życiu. Miałam chyba później depresję, tak mnie to wszystko przytłaczało. Ale zebrałam w sobie dość siły żeby namówić chłopaka na wyjazd z Polski. Ten wyjaz podziałał jak magia. Teraz wszystko jest ok. W życiu nie chciałabym przeżywać tego co przeżyłam wtedy. Myślę że z moją obecną wiedzą nie pozwoliłabym sobie na to i odeszłabym, ale kiedyś nie umiałam. Zawsze bardzo kochałam mojego chłopaka. Moja miłość nie osłabła nawet na chwilę. Dzisiaj kocham go jeszcze mocniej. Nie wiem co Ty jesteś w stanie zrobić dla związku. Przygotuj się jednak że może być bardzo ciężko. No i bez terapii się nie obejdzie. Terapii zarówno Twojej jak i Twojego przyszłego męża. Musicie dojść do ładu ze wszystkim zanim na świat przyjdzie wasze potomstwo. Czeka Was dużo pracy. Ale na pocieszenie… możecie być szczęśliwi jeśli tylko chcecie walczyć 🙂 Jeśli chcesz coś jeszcze wiedzieć to daj znać 🙂
Pozdrawiam.tak czytam, i no jedna rzecz mnie zastanawia. Mowisz ze ty poszlas na terapie. I to pomaga. No ok. Ale powiedz mi co on wklada w ten zwiazek? Czy on tez pracuje nad soba? Mowisz ze po pol roku zrezygnowal i zaczal znow pic, moze mniej, normalniej ale jednak. Mh… to mnie zastanawia, moze o tym po prostu nie napisalas, ale czy obydwoje tyle samo wysilku wkladacie w ten wasz zwiazek? Nie zrozum mnie zle, po prostu ja wchodze w faze, ze mam dosyc tego ze caly czas tylko moj dda sie liczy. Ze ja musze sie starac, walczyc, pracowac nad soba. A on ten biedny chory juz jest dobrze jak zadzwoni laskawie… I dlatego sie pytam, bo jesli to mialby byc stan permanentny, to ja tak nie potrafie. Zgadzam sie, ze tez powinnam pare rzeczy w sobie zmienic, ale on rowniez. Nie wiem, czy zrozumiale napisalam to co chcialam.
Cerebri, to nie było tak że mój DDA był najważniejszy. Może od niego się to wszystko zaczęło, ale jak poszłam na terapię to zdecydowanie walczyłam o siebie. Na terapii dowiedziałam się rzeczy które mnie zwialiły z nóg. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Moja rodzina zawsze była w moich oczach wspaniała. A tu nagle się okazało że to nie do końca prawda. Ze moja mama (która całe życie była moim niedoścignionym wzorem) nagle okazała się osobą która tak naprawdę sobie z życiem nie radzi. Okazało się że całe życie mnie dołowała (chociaż mnie się wydawało że jej różne wtyki były z troski o mnie). Wszystko czego się dowiedziałam było dla mnie bardzo dziwne i nowe. Walczyłam o to żeby zmienić stosunki z mamą, które niewątpliwie miały również wpływ na mój związek z chłopakiem. A mój chłopak… rzeczywiście zrezygnował z terapii i zaczął pić. I pomimo że wtedy było to dla mnie przerażające, dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. Sam w sobie wziął się w garść i odwalił kawał dobrej roboty. To że ja poszłam na terapię spowodowało chęć zmiany w nim samym. A wyjazd już w ogóle zmienił wszystko. Mój luby odciął się prawie zupełnie od swojego dołującego domu rodzinnego i osiedla na którym co druga rodzina jest patologiczna. Zaczęło podobać mu się to że nie jest taki jak oni i że korzysta z życia. Jest uśmiechnięty, otwarty, optymistyczny. Kiedyś siedział w ciemnym pokoju ze świecami i zasłoniętymi żaluzjami i słuchał dołującej muzyki. Teraz rano budzi się i mówi "szybko trzeba odsłonić zasłony, bo szkoda takiego pięknego dnia". Zaczął się w końcu ze sobą dobrze czuć. Szczerze powiem… nie wiem kto odwalił większą robotę. Ja go na pewno motywowałam i dopingowałam, a on odwdzięczył się tym że wziął to wszystko sobie do serca i wytrwale dążył do poprawy. Twój "biedny" DDA pewnie nie ma pojęcia co ze sobą począć. Jest jak dziecko we mgle. Mój DDA nie miał u mnie nigdy taryfy uglowej, nigdy się jakoś nad nim specjalnie nie rozczulałam i może to sprawiło że zawsze mnie szanował i zależało mu na mnie. Uważam też (chociaż to może być krzywdzące dla Ciebie) że osoba z "normalnego" domu nie związałaby się z DDA. Tak więc według mnie powinnaś pójść na terapię z myślą że idziesz tam dla siebie, a nie dla Twojego chłopaka. Idz i się dowiedz czemu w dorosłym życiu borykasz się z takimi problemami. Bo ja uważam że jest jakieś tego podłoże. Rozumiem Twoje rozżalenie i to że czujesz się w tej walce osamotniona. Myślę że Twój DDA nie ma po prostu na walkę siły, bo sam z sobą nie umie sobie poradzić a co dopiero z małżeństwem i braniem odpowiedzialności za drugą osobę! Ja w trakcie terapii miałam taki moment że chciałam odejść od chłopaka, ale jednak z nim zostałam. Moja psycholog powiedziała "niech będzie jednak Pani świadoma tego że ten związek będzie bardzo ciężki".
Chciałabyś coś jeszcze wiedzieć? 🙂Cerebri, to nie było tak że mój DDA był najważniejszy. Może od niego się to wszystko zaczęło, ale jak poszłam na terapię to zdecydowanie walczyłam o siebie. Na terapii dowiedziałam się rzeczy które mnie zwialiły z nóg. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Moja rodzina zawsze była w moich oczach wspaniała. A tu nagle się okazało że to nie do końca prawda. Ze moja mama (która całe życie była moim niedoścignionym wzorem) nagle okazała się osobą która tak naprawdę sobie z życiem nie radzi. Okazało się że całe życie mnie dołowała (chociaż mnie się wydawało że jej różne wtyki były z troski o mnie). Wszystko czego się dowiedziałam było dla mnie bardzo dziwne i nowe. Walczyłam o to żeby zmienić stosunki z mamą, które niewątpliwie miały również wpływ na mój związek z chłopakiem. A mój chłopak… rzeczywiście zrezygnował z terapii i zaczął pić. I pomimo że wtedy było to dla mnie przerażające, dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. Sam w sobie wziął się w garść i odwalił kawał dobrej roboty. To że ja poszłam na terapię spowodowało chęć zmiany w nim samym. A wyjazd już w ogóle zmienił wszystko. Mój luby odciął się prawie zupełnie od swojego dołującego domu rodzinnego i osiedla na którym co druga rodzina jest patologiczna. Zaczęło podobać mu się to że nie jest taki jak oni i że korzysta z życia. Jest uśmiechnięty, otwarty, optymistyczny. Kiedyś siedział w ciemnym pokoju ze świecami i zasłoniętymi żaluzjami i słuchał dołującej muzyki. Teraz rano budzi się i mówi "szybko trzeba odsłonić zasłony, bo szkoda takiego pięknego dnia". Zaczął się w końcu ze sobą dobrze czuć. Szczerze powiem… nie wiem kto odwalił większą robotę. Ja go na pewno motywowałam i dopingowałam, a on odwdzięczył się tym że wziął to wszystko sobie do serca i wytrwale dążył do poprawy. Twój "biedny" DDA pewnie nie ma pojęcia co ze sobą począć. Jest jak dziecko we mgle. Mój DDA nie miał u mnie nigdy taryfy uglowej, nigdy się jakoś nad nim specjalnie nie rozczulałam i może to sprawiło że zawsze mnie szanował i zależało mu na mnie. Uważam też (chociaż to może być krzywdzące dla Ciebie) że osoba z "normalnego" domu nie związałaby się z DDA. Tak więc według mnie powinnaś pójść na terapię z myślą że idziesz tam dla siebie, a nie dla Twojego chłopaka. Idz i się dowiedz czemu w dorosłym życiu borykasz się z takimi problemami. Bo ja uważam że jest jakieś tego podłoże. Rozumiem Twoje rozżalenie i to że czujesz się w tej walce osamotniona. Myślę że Twój DDA nie ma po prostu na walkę siły, bo sam z sobą nie umie sobie poradzić a co dopiero z małżeństwem i braniem odpowiedzialności za drugą osobę! Ja w trakcie terapii miałam taki moment że chciałam odejść od chłopaka, ale jednak z nim zostałam. Moja psycholog powiedziała "niech będzie jednak Pani świadoma tego że ten związek będzie bardzo ciężki".
Chciałabyś coś jeszcze wiedzieć? 🙂mh… dzieki, musze to wszystko dokladniej przemyslec. co do terapii, ja chodzilam przez 3 lata. wiec chyba wiem, co jest nie tak w moim domu rodzinnym. bo sie zgadzam ze mam wiele blednych zachowan pochodzacych z domu. mh… ale ta terapia byla troche pod innym katem, niz stosunki rodzinne. moze faktycznie powinnam sie temu przyjzec….
a co miala na mysli ze bedzie ciezko? mam metlik w glowie, bo zaczynam sie zastanawiac, czy on jest tego wszystkiego wart. a jeszcze nie uslyszalam od nikogo ze to wszystko sie jakos dobrze konczy. nie wolalabys miec jakiegos normalnego? bez takich problemow? … chyba ze nalezy po prostu uznac ze nie ma normalnego zwiazku i wszystkie maja problemy. Chociaz jak patrze sie na siostre 5 lat po slubie, to oni coraz bardziej szczesliwsi i bez jakis wiekszych przejsc.
zgodze sie z toba, ze to mialo jakis konkretny powod ze wybralam dda. nieswiadomie wprawdzie ale jednak. moze ja z normalnym facetem nie wytrzymalabym?
im bardziej sie zastanawiam nad tym co napisalas, tym mam wiekszy metlik w glowie -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.