Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD nie daje juz rady

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 41)
  • Autor
    Wpisy
  • Estera Milewska
    Uczestnik
      Liczba postów: 542

      A ja dodam na koniec raz jeszcze, że żadno DDA nie jest potworem i czymkolwiek w tym rodzaju. Takie myślenie to demonizowanie i nie ważne czy mówimy o rodzicu, który stał się alkoholikiem, czy jego dzieciach.
      Po drugie nie każdy DDA musi przejść terapię. To nie tylko moje zdanie, ale także terapeutów.
      Po trzecie (tylko mnie nie uduście za to) uważam, że takie tematy, które wpisują tutaj osoby żyjące z osobą z DDA ostatnio stało się niebezpieczne, bo zaraz pojawiają się takie opinie o wampirach, potworach, katach itd, ponieważ mogą niektórych wprowadzić w błąd. Ja jak przeczytałam coś takiego tutaj po raz pierwszy czułam się strasznie, a mój chłopak walczył ze mną przez kolejny tydzień, że nie jestem katem ani powtorem, i że mam sobie natychmiast przestać wmawiać takie rzeczy, że to jakieś bzduru, co wypisują. On sam jest DDA i też już trochę wie na ten temat. Ja bym chyba nie odważyła się napisać na forum dla alkoholików, że są potworami. Ale to tylko takie moje zdanie.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      matryca
      Uczestnik
        Liczba postów: 71

        „Po drugie nie każdy DDA musi przejść terapię. To nie tylko moje zdanie, ale także terapeutów.” To w takim razie po co nazywac kogos DDA? Nie kumam troche. A ja bym z checia powiedzial niejednemu alkoholikowi ze zachowywal sie jak potwor. Nie ze SA czy BYLI POTWORAMI ale wlasnie ze ZACHOWYWALI SIE JAK POTWORY. Czy mozna powiedziec ze pijany mezczyzna stosuje przemoc (delikatnie rzecz opisujac) zachowuje sie JAK potwor? Czy kiedy stosuje w stanie wskazujacym moralny szantaz wobec swoich wlasnych dzieci – zachowuje sie JAK potwor? Czy kiedy te dzieci dorastaja i robia podobnie – czy zachowuja sie JAK potwory? Jak najbardziej.JAK robi tutaj istotna roznice. Kazdy normalny czlowiek (tak mi sie zdaje) dazy do rownowagi i stara sie byc po prostu soba. Bo tak naprawde nie jest sie KIMS na stale. Bywa sie po prostu. Bywa sie dobrym, bywa sie zlym i bywa sie tez czasem i potworem. Oby jak najrzadziej.
        Pozd!

        Carola
        Uczestnik
          Liczba postów: 402

          Estera wydaje mi sie ze za bardzo personalnie podchodzisz do DDA innych… to tak jakbym (sorry za takie dobitny przyklad) musiala miec ogromne wyrzuty sumienia i posypywac glowe popiolem tyklo dlatego ze jestem tak samo biala jak Ci biali co zabijali "czarnych niewolnikow".

          I powiem cos wiecej, moj "stary" DDA-alkoholik byl "potworem" (jezeli to okreslenie zastosowac do nieludzkich odruchow, bo nie mozna zaslaniac sie "pierwotna natura czlowiecza" bo dano nam tez rozum) i mowie to bez jakiejkolwiek demonizacji. Nie bede wnikac czy zachowywal sie jak potwor czy byl potworem, bo to jest dla mnie rybka… normalny ludzki czlowiek tak sie nie zachowuje, czyli – byl potworem i przez to tak sie zachowywal, albo zachowywal sie tak bo byl potworem.. na jedno wychodzi.

          Co wiecej nigdy nie postawie znaku rownosci miedzy alkoholikiem i alkoholikiem, jezeli jeden z nich stara sie wyrwac z tego nalogu, nigdy nie postawie znaku rownosci miedzy DDA i DDA, jezeli jedno z nich stara sie "pozbyc swoich zlych symptomow" obojetnie czy terapia czy trzymaniem sie w ryzach.
          Mowie tu oczywiscie o zachowaniach "pijackich" czy symptomach DDA ktore niszcza otaczajacych ludzi. Bo jak ktos pije sam w zaciszu domowym, to jest jego problem i mi to zwisa, ale nie zwisa mi jak ktos pije majac kolo siebie dzieci ktore ma pod swoja opieka, czy wspolmalzonka ktory przez to picie partnera zostaje pozbawiony normalnego zwiazku. To samo tyczy sie DDA, jezeli ktos sam meczy siebie swoim zachowaniem to jest jego problem, ale jak ktos pozwala sobie na meczenie otoczenia to juz jest nie hallo.

          Mysle ze to nie jest demonizacja tylko postawienie kawy na lawe bez tej otoczki zrozumienia, wybaczania, tlumaczenia, dociekania czy takie zachowania sa choroba czy nie. …. ja chcialam zeby bylo normalnie, co wiecej mialam do tego prawo i g… mnie obchodzi jakie kto mial ze soba czy swiatem problemy.

          matryca, jak ktos ma grype i nie idzie do lekarza to nie znaczy ze jest zdrowy 😉

          Carola
          Uczestnik
            Liczba postów: 402

            aha, musze jeszcze dodac na swoje potworowe usprawiedliwienie hihi ze moj ojciec od zawsze kojarzyl mi sie z potworem, ktory siedzi i wyje w tej swojej ciemnej drugiej czesci domu, czy snuje sie w pijackim widzie bluzgajac i demolujac wszystko po korytarzach….. to taki obraz z dziecinstwa ktorego uzywam tez do okreslenia kiedy ze mnie wychodzi taki potwor, ktorego znam i ktory jest mi bliski bo moge go do jakiegos zachowania dopasowac.

            Anonim
              Liczba postów: 20551

              Nieczęsto zabieram głos na tym forum.

              O istnieniu DDA dowiedziałem się po ślubie. Na to forum trafiłem przypadkiem i sporo się z niego dowiedziałem o swojej kobiecie.
              Do ulubionych rozrywek jej ojca należało upijanie się i katowanie rodziny. Dość szybko sobie uświadomiłem, że ja nie mam z tym nic wspólnego i guzik mnie to wszystko obchodzi.
              W związku dwojga ludzi musi być WZAJEMNOSC. Pamiętam zabawne dla mnie sytuacje typu "Jestem wobec ciebie agresywna, bo miałam trudne dzieciństwo".
              A niby z jakiej racji DDA mają mieć taryfę ulgową? I ma być im wszystko wolno.
              Ciekawy jestem jak się "walczy o związek". Jak wracam skonany z pracy, to mi się niechce. Można żyć z DDA, ale nie jest to wcale konieczne. Bycie DDA może być problemem, ale tylko dla DDA. DDA to normalni ludzie i już.
              Odnośnie problemu autora: ludzie albo do siebie pasują albo nie. Czas zacząć zachowywać się jak mężczyzna i zrobić w domu nieco porządku. Sytuacja, gdzie kobieta w domu "wchodzi" facetowi na głowę jest conajmniej dziwna. Poziom hormonów we krwi z czasem nieco spadnie. Wtedy będzie łatwiej dopuścić rozum do głowy. Warto też wejść na forum garsoniera.

              Pozdrawiam

              yucca
              Uczestnik
                Liczba postów: 588

                hans zapisz:

                Czas zacząć zachowywać się jak mężczyzna i zrobić w domu nieco porządku. Sytuacja, gdzie kobieta w domu "wchodzi" facetowi na głowę jest conajmniej dziwna. Poziom hormonów we krwi z czasem nieco spadnie. Wtedy będzie łatwiej dopuścić rozum do głowy. Warto też wejść na forum garsoniera.”

                Nie chciałabym być czepialska 😛 ale zapachniało mi tu męskim szowinizmem 😀 Czas zaczać się zachowywac jak mężczyzna i zrobić porzadki… sytuacja gdzie kobieta wchodzi na głowę facetowi jest dziwna… a mi się zdaje, że robienie porzadków w życiu i związku oraz szacunek do samego siebie i niepozwalanie na pomiatanie nami to cechy dorosłego CZLOWIEKA a nie FACETA… To tak w trybie wyjasnienia…

                Aż mi się przypomniał żart (chyba niezamierzony) Wojciecha Cejrowskiego dla którego homo sapiens dzieli sie na ludzi i kobiety, że Arabki mają kolczyki w nosie i uchu połączone łańcuszkiem, żeby KOBIETA uchwycona za łańcuszek potulnie jak krówka szła za CZLOWIEKIEM 😉 :P.
                Pozdrawiam słonecznie

                Marty26
                Uczestnik
                  Liczba postów: 2

                  Jestem tu 1szy raz… Mam 26 lata, 2 lata terapii indywidualnej, aktualnie miesiac po jej zakonczeniu.. duzo mi dala ale cos wlasnie do mnie wraca i boje sie, ze nie dam rady.. Jestem po nieudanych zwiazkach z tym samym scenariuszem… Teraz jestem w zwiazku, kochamy sie, mamy plany na przyszlosc ale… chyba sie zaczyna u mnie znow etap” On mnie nie kocha, zostawi mnie bo znow schizuje, placze, histeryzuje, nie potrafie sie soba zajac, nie mam zajec, hobby, celu….” raz czuje wscieklosc na niego, raz smutek ze jestem nie do odratowania i te ciagle analizy. Potem to mija i znow.. najgorzej jest rano – trzeba isc do pracy, jakos tam funkcjonowac ale w glowie pelno mysli, lekow, strachu… Wrocilabym na terapie ale daje sobie jeszcze troche czasu proby bez… poza tym finansowo bym nie wydolila 
                  Czytam to wszystko i wiem, ze z tym sobie mozna poradzic tylko przygniata mnie ten strach, ze sie zlamie, ze wszystko runie i to Z MOJEJ WINY!!!
                  Nie chce go stracic przez to. On wie ale nie komentuje i boje sie, ze ucieknie. Ma zaplecze, moze wrocic do domu i tam funkcjonowac tak jak przed naszym zwiazkiem – ja nie mam dokad uciec… Nie chce byc dla niego ciezarem tudziez nazwanym tu okrutnie wampirem…

                  Edytowany przez: Marty26, w: 2008/03/28 14:38

                  hans
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 18

                    Yucca ma rację. Jestem męskim szowinistą. Swego czasu w domu przestałem dawać radę. Zle to ująłem, przepraszam> Dziwne, ten mój męski szowinizm zdziałał cuda w domu.PZDR

                    matryca
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 71

                      Hej Marty26 ! Ja mysle podobnie jak Ty – a nawet pomimo ze jestem w trakcie terapii mam przekonanie ze nie dalbym rady funcjonowac w bliskim zwiazku. Jeszcze na razie nie. Chyba potrzeba cierpliwosci troche, a bo jak nie jej to czego?;)

                      Marty26
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 2

                        No ja cierpliwa nie jestem… przeraza mnie, ze ten scenariusz sie powtorzy wiec cala soba postaram sie zawalczyc. Jak sie przewroce, to wstane znow… jesli tak to ma cale zycie wygladac..

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 41)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.