Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › nie umiem płakać
-
AutorWpisy
-
nie umiem płakać.
jeśli już, tylko świeczki w oczach, tłumione całą siłą. Jeśli płacz, to katastrofalny, nie do ujarzmienia, nieopanowany, straszny, obrzydliwy.
nie umiem płakać, gdy mi źle. gdy mi smutno, gdy czuję ten płacz w środku, a on nie wychodzi na zewnątrz. Podobno jest tak, że łzy to ból, który się gromadzi, że trzeba go na bieżąco usuwać, by zrobił miejsce na kolejny ból. może i tak. tylko że ja nie umiem.
wstydzę się łez. nigdy nie pokazuję wzruszenia. ani smutku. bo najczęściej wtedy się pojawiają. najbardziej boję się tego, że przyjdzie taki moment ( a to teraz realne, chodzę na mityngi, tam się gęsto leją), że jednak pęknę. nie wiem, czy zawsze nad nimi zapanuję.
czy jest coś takiego, że jeśli ktoś długo wstrzymuje płacz, tak naprawdę długo, to potem, przy pęknięciu tej tamy, potok łez jest olbrzymi i nie do zatrzymania? czy może się tak zdarzyć, że zacznę płakać i nie będę mogła przestać?
chcę zobaczyć odpowiedzi, że nie. że każdy płacz się da powstrzymać.
ale coś czuję, że ten pierwszy płacz, łamiący barierę, rozbijający taflę szkła, w której się duszę od lat, wcale taki nie jest. że on jest właśnie tak potężny i nie do opanowania, bo musi oczyścić te kilkanaście lat emocji.
napiszcie mi coś mądrego. dzięki 😉
Witaj 🙂
Ja tez kiedys wstydzilam sie placzu. W moim domu uczono mnie, ze nie powinno sie okazywac slabosci, a placz to slabosc…w pelni zgadzalam sie z ta teza, dopoki nie poznalam teorii kipiacego garnka. Jej autorem jest Freud.
Kazdy z nas jest takim garnkiem, w ktorym gromadza sie emocje. Jesli nie uwalniamy ich na biezaco, garnek zaczyna kipic, spada pokrywka i zawartosc wylewa sie gwaltownie na zewnatrz, powodujac szkody wokol.
Jesli dlugo tlumisz emocje, to prawdopodobnie gdy nastapi wybuch, bedzie on mial wialka sile. To moze miec zle skutki dla Ciebie i Twojego otoczenia, dla Twoich relacji z innymi. Wiem to z autopsji.
Mysle, ze tlumiac emocje, robisz sobie krzywde, bo one jeszcze sie poteguja. Emocje trzeba okazywac, nie ma sie czego wstydzic, przeciez jestesmy ludzmi i mamy uczucia, to naturalne. Placz jest czasem dobra ,etoda na rozladowanie emocji, uzdrowienie samego siebie, oczywiscie nie do konca, ale chociaz w jakims stopniu. Tak wiec jesli zbiera Ci sie na placz, nie hamuj tego odruchu na sile. Sama przez wiekszosc swojego zycia tak robilam. Jakis czas temu przestalam i mysle, ze to jest lepsze.Ja polecam książkę Anna Dodziuk – Zal po stracie czyli o przeżywaniu załoby.
Jest ona smutku takim opłakaniu straty.Widziałem ją na chomiku.Czytałam fragmenty tej książki. Nie umiem powiedzieć czy jest dobra i właściwa dla ciebie. Może i jest, ale wcale nie musi być. Wiem na pewno, że dobra jest dla tych którzy przeżywają głęboki smutek po utracie bliskiej osoby i nie potrafią sobie z tym poradzić.
Zanim zaczęłam uczęszczać na grupy byłam osobą wiecznie uśmiechniętą. Płakałam tylko po kryjomu gdy nikt nie widział. Kiedy zaczęłam słuchać tego co mówią inni zauważyłam u siebie błędy których do tej pory nie dostrzegałam. Spoważniałam, przestałam udawać, że u mnie jest wszystko w porządku i dobrze się czuję(nawet gdy mam gorączkę). Zadbałam o zdrowie fizyczne i psychiczne. Zmieniłam myślenie negatywne na pozytywne. Nagle życie ruszyło do przodu. I w tym czasie zmarł mój kolega. I wiesz co się wtedy stało? Oczywiście, że się załamałam, ale płakałam publicznie i już nie wstydziłam się swoich łez. I nie były to łzy na pokaz – jak to powiedziała pewna osoba która mnie nie lubi. Zazwyczaj omijałam pogrzeby łukiem. Tym razem poszłam bo wiedziałam, że muszę tam być dla tego kolegi, że muszę się z nim pożegnać. Rozmowy z osobami które tam spotkałam pomogły mi znieść ten ból który wtedy czułam. Później pomogła mi modlitwa i to, że poszłam na cmentarz zapalić znicza i to nie jeden raz.
Coś we mnie pękło i stałam się poważniejsza. A nawet nastąpił taki czas, że potrafię się rozpłakać z bele powodu. Tak naprawdę to jednak ten powód jest tylko błahy dla tych co ze mną obcują bo ja płaczę wtedy kiedy jest mi bardzo źle i już nie udaję.Wierzę, że ty również przestaniesz się bać.
Nie ważne jest to, czy ktoś nas skrytykuje czy pochwali. Ważne żebyśmy robili to co sami uważamy za słuszne.Edytowany przez: mala*, w: 2010/09/30 20:07
„nie umiem płakać”
„wstydzę się łez. nigdy nie pokazuję wzruszenia. ani smutku.”
Też tak myślałem, miałem identyczne podejście. Kilka tygodni temu coś we mnie pękło, ryczałem przez 3 dni. I wcale nie chciałem przestać.
Od płaczu można się powstrzymywać, tylko po co? Granie twardej osoby i tłumienie emocji było niezbędne w piekle ( przez niektórych nazywane domem 🙂 ) aby przetrwać.
Nadal się miejscami jeszcze wstydzę i powstrzymuje od płaczu, że mnie ktoś zobaczy ze łzami.
Dopiero zacząłem grupę – tam pewnie też pęknę kiedyś, kwestia czasu :).No ba. Jasna sprawa z tym tłumeniem. Jasna jak słońce. Teoria garnka jest fajna, Freud faktycznie pisał gdzieś o tym garnku? To tłumienie, to taka oczywista sprawa. Szkoda, że nie uczą tego w każdej szkole.
Niektórzy myślą, że jak sobie coś stłumią to wszystko jest OK. OK nie jest choć chyba nie można czasem inaczej. Ja tłumiłem i tłumie nadal nawet swoje myśli, spotrzeżenia, opinie, osądy, oceny. Nie mogę winić siebie, bo wiadomo skąd to się wzięło. To była – i co smutne, jest nadal – moja strategia na przetrwanie.
Najlepsze co moge zrobić, to po prostu zaakceptować to, że tłumię. No, bo co innego? Mam tłumić swoje tłumienie? Dokąd prowadzi taka droga?
Pamietaj, ze jako DDA, masz prawo czuć, to co czujesz i nic nikomu do tego:
"Mam prawo czuć to, co czuję."
http://dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=24&Itemid=65strasznie stary wątek, ale odświeżam, bo chcę się pochwalić.
już umiem płakać. i to coraz częściej.
ale tylko w samotności. choć to już postęp?
Z tym placzem to chyba jak ze wszystkim musi byc rownowaga. Ja mam na odwrot, nie potrafie ukrywac emocji i bardzo czesto zdarzalo mi sie rozryczec przy innych ludziach i raczej nie bylo to dobrze postrzegane. Wolalabym to robic tylko w samotnosci i nigdy nie pokazywac swoich slabosci innym. Ale jak juz plakac to mi najlepiej w towarzystwie jednej osoby, ale to trudne do zrobienia.
Troche nie moge sie przekonac do tego co slysze na grupie czy czytam tutaj – zeby nie tlumic emocji, mowic jak nam zle itd itp. Ja zawsze bylam bardzo emocjonalna i wszystko bylo po mnie widac, a dostawalam za to po dupie za przeproszeniem i wolalabym byc twarda jak kamien. Ogolnie tego nie rozumiem, ze wychodzi na to, ze mamy wystawiac na innych nasze slabe punkty.„strasznie stary wątek, ale odświeżam, bo chcę się pochwalić.
już umiem płakać. i to coraz częściej.
ale tylko w samotności. choć to już postęp?”To super…ja też płaczę coraz częściej i czasami mi się wydaje, że z błahych powodów a później dochodzę do wniosku, że powód nie był błahy.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.