Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › nie wiem co dalej.
-
AutorWpisy
-
Ależ ja się z Tobą najzupełniej zgadzam – tylko widzisz – nie każdego psychicznie stać w danym momencie na ryzykowny krok, taki jak np. Twój. Przychodzi moment, że się o tym wcale nie myśli i wtedy jakoś to idzie, ale musi być do tego silny impuls. A czasem ktoś jest tak zasupłany w swoich uczuciach, że w oczach postronnych ludzi postępuje kompletnie irracjonalnie – ja np. mając możliwość wyjazdu nie skorzystałam z niej, bo…nie miałam co zrobić z….kotem, do którego byłam przywiązana i nie wchodziło w grę uśpienie go. Różnie bywa. Tak, jak piszesz – trzeba chcieć, trzeba dokonać wyboru. Ale czasem ten wybór jest tak bolesny, że utrzymuje się status quo, bo to łatwiejsze. Ja w końcu też sobie ułożyłam życie i to lepiej, niż kiedykolwiek mogłam się spodziewać, ale droga do tego jest długa i trudna, tym trudniejsza, im człowiek starszy. Dlatego chcieć nie wystarczy, trzeba jeszcze wierzyć, że to, że czegoś się chce ma sens na tyle głęboki, że jest warte odrzucenia dotychczasowego życia i zerwania dotychczasowych związków.
Poza tym sprawa BartDead’a jest tym trudniejsza, że jego matka najprawdopodobniej znajdzie sposób, żeby on nadal musiał angażować się w jej życie, choćby i do Australii wyjechał. I w dodatku przypuszczalnie czułby się jak morderca, gdyby jej się coś stało. Wpierw musiałby odciąć się od niej emocjonalnie – tak, jak zdaje się Tobie się udało odciąć się od Twojej rodziny.To punkt wyjścia, ale łatwo to powiedzieć, gorzej z wykonaniem, chociaż wykonanie też jest możliwe, ale tylko pod warunkiem, że człowiek ma niezachwianą pewność, że na zmianie dużo więcej zyska, niż straci. Ja….mnie dreszcze przechodzą, jak myślę o sytuacji BartDead’a.Powiedz, czy kiedy wyjeżdżałaś, to liczyłaś się z tym, że fizycznie nie będziesz miała dokąd wrócić w razie niepowodzenia? Tzn. czy mogłaś sądzić, że po prostu Cię nie wpuszczą rodzice do domu?
Pozdrawiam.
Ja zanim wyjechalam wczesniej sie wyprowadzilam. Przez rok mieszkalam w wynajetym pokoju, pracowalam i dorabialam sobei ddoatkowo. wowczas czesto jeszcze odwiedzalam moja matke. Ale wtedy sytuacja z nia nie byla jeszcze taka tragiczna bo zyla jej matka, ktora sie nia "opiekowala", wiec nie bylo tych wszystkich problemow z dlugami bo babcia dobrze gospodarowala finansami. Dopiero po smierci babci, moja matka odjechala. Ja bylam we Wloszech juz wowczas, Wtedy gdy wyjezdzalam po raz pierwszy w 1999nie zastanawialam sie co bedzie pozniej czy bede miala gdzie wrocic czy juz nie, po roku wrocilam i przze kilka miesiecy bylam razem z moja matka, siostra i bratem, ale wowczas zaczely sile klopoty i moja matka wykorzystywala nas do rozwiazywania problemow wszelkiego rodzaju, chociaz z reguly chodzilo o danie jej pieniedzy, oddawanie jej zarobionych piedzy a ona tak nimi rzadzila zezostalo zadluzone wszystko i to na kilkadziesiat tysiecy, ona pozniej brala kolejne kredyty po to aby splacic te poprzednie i tak w kolko i zadala od nas pieniedzy, pozyczania sie od znajomych, brania kredytow na nasze imie a oddawania pieniedzy jej, ona nie pracowala i tak to trwalo przez jakis czas, kiedy stracilam prace, matka probowala mnie gnebic, szantazowac, przyciskac, kladla mi straszna presje zebym znalazla prace az wkoncu postanowilam znowu wyjechac zeby sie od niej uwolnic. To fakt, zmotywowaly mnie do tego osoby ktore poznalam a ktore twierdzily ze to nie jest ok zeby matka od nas brala pieniadze w tak perfidny sposob a sama nic nie robila i jezeli cos to ona powinna nam pomagac finansowo bo to ona PLODZAC NAS I RODZAC stala sie za nas odpowiedzialna a nie odwrotne. Jezeli juz cos, to jedyna osoba za ktora ja bede odpowiedzialna jestem ja sama badz te osoby ktore to JA do zycia powolam ( moje dzieci ) nie moja matka, bo ona jest dorosla. I to poskutkowalo. W glebi duszy ja o tym wiedzialam, chcialam tylko dostac potwierdzenia od kogos aby moc pozbyc sie poczucia winy. Wyjezdzajac juz w 2002 roku wiedzialam ze to droga w jedna strone i ze chocby nie wiem co do mieszkania z matka juz nie wroce. Slowa dotrzymalam.
Super, że spotkałaś ludzi, którzy Ci potwierdzili słuszność Twoich odczuć. Tak właśnie jest – rodzice płodząc dzieci są dorośli i powinni wziąć za dzieci odpowiedzialność, nie odwrotnie. Jeśli płodzą dzieci po to, żeby je traktować instrumentalnie, używać ich do zaspokojenia własnych potrzeb, to taki układ jest chory i dziecko ma wręcz obowiązek temu się przeciwstawić. Wiesz, utkwiło mi w pamięci jedno zdanie z biografii Jacka Londona. Otóż Irving Stone napisał mniej więcej tak o dziewczynie, która Londona kochała, ale nie zdołała przeciwstawić się własnej matce, która nie wyobrażała sobie, że nie zamieszka z córką i zięciem: że ta krucha i delikatna istota znalazła w sobie niesłychaną siłę i wielki hart ducha, aby złamać własne życie. I przy okazji życie Londona, bo później z kolejnymi żonami niespecjalnie mu się udało. Ale dzieciom odpowiednio wychowywanym od samego początku życia wydaje się, że ich życie, ich sprawy są znacznie mniej istotne niż sprawy rodziców. Dobrze, że Tobie udało się wyrwać, gratuluję!
Super, że spotkałaś ludzi, którzy Ci potwierdzili słuszność Twoich odczuć. Tak właśnie jest – rodzice płodząc dzieci są dorośli i powinni wziąć za dzieci odpowiedzialność, nie odwrotnie. Jeśli płodzą dzieci po to, żeby je traktować instrumentalnie, używać ich do zaspokojenia własnych potrzeb, to taki układ jest chory i dziecko ma wręcz obowiązek temu się przeciwstawić. Wiesz, utkwiło mi w pamięci jedno zdanie z biografii Jacka Londona. Otóż Irving Stone napisał mniej więcej tak o dziewczynie, która Londona kochała, ale nie zdołała przeciwstawić się własnej matce, która nie wyobrażała sobie, że nie zamieszka z córką i zięciem: że ta krucha i delikatna istota znalazła w sobie niesłychaną siłę i wielki hart ducha, aby złamać własne życie. I przy okazji życie Londona, bo później z kolejnymi żonami niespecjalnie mu się udało. Ale dzieciom odpowiednio wychowywanym od samego początku życia wydaje się, że ich życie, ich sprawy są znacznie mniej istotne niż sprawy rodziców. Dobrze, że Tobie udało się wyrwać, gratuluję!
Taka sama funkcje mozemy spelniac i my – dla autora postu.
Wiec zamiast unikac podjecia kwestii, drogi autor powinien przemyslec to co mowimy , ja jeszcze raz powtorze:
DOROSLY CZLOWIEK PLODZAC DZIECI STAJE SIE ZA NIE ODPOWIEDZIALNY A NIE ODWROTNIE:
To on ma obowiazek obieki nad dziecmi troszczeniem sie o nie, wychowywaniem ich, nauczaniem a nie odwrotnie.DZIECI W STOSUNKU DO RODZICOW NIE MAJA ZADNYCH OBOWIAZKOW, BO NA SWIAT SIE NIE PROSILY, MAJA NATOMIAST 100% PRAWO DOMAGANIA SIE ABY TEN RODZIC SPELNIAL SWOJ RODZICIELSKI OBOWIAZEK. W nagrode dzieci moga sie odwdzieczyc.
Jezeli dany rodzic zaniedbuje swoje obowiazki – TRACI PRAWO DO BYCIA NAZYWANYM RODZICEM, OJCEM BADZ MATKA.
Rodzic to nie ten co zrobi w trakcie aktu spolkowania plciowego w ktorym sobie dogadza i zasspakaja chuc, tylko ten co wezmie odpowiedzialnosc za to co sam stworzyl: pokocha, wychowa, wykarmi i zapewni start w dorosle zycie.
tEN CO TEGO NIE ROBI – TO NIE RODZIC i mozna z czystym sumieniem ja badz jego OLAC , tak jak to oni olewali nas przez cale nasze dziecinstwo i przez cale nasze dotychczasowe zycie.
I wowczas sprawiedliwosci stanie sie zadosc. Pozdrawiam.Mhhhh…Wszystko racja, dojście do niej zajmuje duuuuuużo czasu, zwłaszcza kiedy nie jesteś pewna, czy Twoje odczucia są słuszne, czyli kiedy czujesz, że Twoje życie liczy się mniej, niż sprawy rodzica. W dodatku często takie rady są odbierane jako kolejny atak, albo też "im się udało, ale moja sytuacja jest inna i oni zupełnie tego nie rozumieją". Szczególnie, kiedy wyrastało się w zupełnej izolacji, tak jak autor. Inaczej jest jednak, kiedy jest choćby rodzeństwo. Wtedy masz jakąś możliwość skonfrontować z kimś innym swoje odczucia, jak jesteś jedynaczką – klops. Ja doprowadziłam do rozpaczy i wyrywania włosów przez moją przyjaciółkę, kiedy moja babcia wykombinowała, że moje i jej mieszkanie zamienimy na jedno większe i ja się nią będę opiekować. Przyjaciółka tłumaczyła mi, jak krowie na pastwisku, że gdzie ja tu mam jakieś dylematy, przecież to jasne, że są inne rozwiązania, a poza tym normalna babcia nigdy by tego od dwudziestoparoletniej wnuczki nie żądała, jeśli już – to od córki. A ja miotałam się od ściany do ściany, bo jak to – nie pomóc komuś bliskiemu, toż to zbrodnia, a na drugiej szali było moje całe życie (miałam wtedy dwadzieścia kilka lat) – mowy by nie było o jakichś towarzyskich spotkaniach ("po co ci koleżanki? koleżanki zawsze cię oszukają"), wyjściach do kina, teatru czy cokolwiek ("lataj, lataj, aż wylatasz"), czytaniu czy sensownej pracy (babcia oczekiwała, że o 14-tej będę w domu i będę robiła jej obiad). Przyjaciółka o tym wiedziała i kładła mi łopatą do głowy, że powinnam powiedzieć delikatnie babci, że jej pomysł jest mało realny. A ja tego nie umiałam. Schowałam głowę w piasek, robiłam jakieś rozpaczliwe manewry – np. próbowałam wyjść za mąż za byle kogo, byle zasłonić się obowiązkami względem własnego męża (tylko to się dla babci mogło liczyć – na szczęście nic z tego nie wyszło), aż sprawa jakoś się rozwiązała sama, tzn. babcia chyba doszła do wniosku, że jestem zanadto stuknięta, żeby powierzać jej cenną osobę mojej opiece i dała spokój z tym pomysłem. Ale i przyjaciółka doszła do wniosku, że jestem zanadto stuknięta i przyjaźń się skończyła. Tak, że bywa różnie.
Pozdrawiam.DeTreo, Mnie tez takie "wpadki" sie zdarzaja i sama nie wiem co i jak, czesto konfrontuje sie z innymi osobami. Podam przyklad: W ubieglym roku, we wakacje, bylam wowczas w 8-9 miesiacu ciazy;mialam problemy z kregoslupem i cukrzyce ciazowa, omdlewania, do tego szkola rodzenia,czeste wizyty lekarskie, przygotowywania itp. Moja matka uparla sie zeby wyslam mojego woaczas 14sto letniego brata do mnie na cale wakacja albo przynajmniej na miesiac, poniewaz ona: "jest zmeczona moim bratem, tym ze caly czas musi po nim sprzatac itd i chialaby sobie odpoczac". Gdy tlumaczylam jej z enie mam mozliwosci i ze w stanie w ktorym jestem nie bede w stanie zajmowac sie moim bratem, ona stwierdzila ze jestem egoistka, samolubna dbajaca jedynie o moja wlasna wygode. Tak to zrobila ssprytnie, ze az sama zaczelam sie zastanawiac czy faktycznie moja odmowa jest sluszna czy tez nie…no wkoncu przeciez to moj brat, ktory tez chcialby mnie zobaczyc. Mielko mi serce, ale wiem ze po prostu obecnosc mojego brata w momencie gdy mnie braly skurcze coraz czesciej i wielokrotnie jezdzilismy do szpitala, przekonani ze juz sie zaczelo, byla nie na miejscu, podobnie jak roszczenia mojej matki. Owszem aby zdecydowanie odmowic, musialam sie wczesniej skonfrontowac z innymi znajomymi aby "potwierdzic" moje odczucia.
DeTreo, Mnie tez takie "wpadki" sie zdarzaja i sama nie wiem co i jak, czesto konfrontuje sie z innymi osobami. Podam przyklad: W ubieglym roku, we wakacje, bylam wowczas w 8-9 miesiacu ciazy;mialam problemy z kregoslupem i cukrzyce ciazowa, omdlewania, do tego szkola rodzenia,czeste wizyty lekarskie, przygotowywania itp. Moja matka uparla sie wyslac mojego wowczas 14sto letniego brata do mnie na cale wakacja albo przynajmniej na miesiac, poniewaz ona: "jest zmeczona moim bratem, tym ze caly czas musi po nim sprzatac itd i chialaby sobie odpoczac". Gdy tlumaczylam jej z enie mam mozliwosci i ze w stanie w ktorym jestem nie bede w stanie zajmowac sie moim bratem, ona stwierdzila ze jestem egoistka, samolubna dbajaca jedynie o moja wlasna wygode. Tak to zrobila ssprytnie, ze az sama zaczelam sie zastanawiac czy faktycznie moja odmowa jest sluszna czy tez nie…no wkoncu przeciez to moj brat, ktory tez chcialby mnie zobaczyc. Mielko mi serce, ale wiem ze po prostu obecnosc mojego brata w momencie gdy mnie braly skurcze coraz czesciej i wielokrotnie jezdzilismy do szpitala, przekonani ze juz sie zaczelo, byla nie na miejscu, podobnie jak roszczenia mojej matki. Owszem aby zdecydowanie odmowic, musialam sie wczesniej skonfrontowac z innymi znajomymi aby "potwierdzic" moje odczucia.
Edytowany przez: Zuzanna31, w: 2009/10/21 13:08
„Wiesz, ludzie mają różne biografie i różne problemy w życiu. Jeżeli Twoją największą traumą z dzieciństwa było niedostanie lalki barbie na piętnaste urodziny od tatusia, to rzeczywiście Tobie zmanierowany pseudobuddysta Eichelberger czy bajki i orłach i kurach de Mello mogły pomóc, ale innym wcale nie muszą.”
Torquemado.Masz wstret do banalnosci zycia,wydaje Ci sie,ze jestes bardzo oryginalnym intelektualista.Twoje post i Twoj intelektualizm maja tyle smaku co dania z baru mlecznego,za czasow komuny z filmow Barei.Zyj dalej w swiecie swoich wirtualnych fantazmatow.De Mello i Echreinberger sa czytani i sa inspiracja dla milionow czytelnikow na calym swiecie,sa pisarzami,ktorzy osiagneli sukces,zyciowe splenienie i satysfakcje.A takie maluczkie ludziki jak ty osiagaje zyciowe spelnienie plujac jadem i zawiscia i zazdorscia,spogladajac z gory na wszystkich i wszystko,wyzywajac sie jedynie w internecie haha.No coz.Niektorym filozofom twojego pokroju do zycia wystarcza internet i filmy przyrodnicze dla doroslych ,plucia zawiscia i zazdroscia do ludzi sukcesu.I tak sobie takie osoby robia w zyciu dobrze.Zalosc ogarnia.I co z tego,ze Eichrenberger jest budysta. Co za dziecinny i prostacki zarzut czlowieczka zyjacego pod slomiana strzecha.haha.Nie po raz pierwsz mam watpliwosc czytajac twoje pseudo-intelektualne wypociny,ze zyjemy obecnie w XXI wieku.Tak to jest z ludzmi zyjacymi w tzw. swoim swiecie,oni poprostu cofaja sie w czasie,tkwiac zamorozeni w przeszlosci,patrzac na innych z gory,plujac zawiscia i zazdroscia,i poja sie ZLUDZENIEM O SWOJEJ INTELEKTUALNEJ WYZSZOSCI.
Oj, widocznie uraziłem Twoją pop-duchowość, że tak mi tu nawrzucałaś od pseudointelektualistów, wieśniaków i fanów pornosów. Tobie radzę nauczyć się poprawnej pisowni nazwiska Twojego guru (Eichelberger). Proszę, żebyś więcej nic do mnie nie pisała, bo z Twoje posty zalatują głupotą i tanimi perfumami.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.