Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Nie wiem jak sobie pomóc

Przeglądasz 3 wpisy - od 1 do 3 (z 3)
  • Autor
    Wpisy
  • Marko
    Uczestnik
      Liczba postów: 15

      Witam, zaglądam na to forum już od jakiś 4 lat nawet pisałem jakieś pierdoły ale nieważne. Nie jestem DDA, chyba kwalfikuje się na DDD bo moja rodzina jest dosyć popierdzielona. Chcę sie podzielić swoją historią bo może znajdzie się ktoś kto mi podpowie co mogę zrobić żeby sobie pomóc.
      Moje problemy zaczęły się od obozu studenckiego na który pojechałem po maturze. Pierwszy raz dostrzegłem na nim że mam jakieś problemy w kontaktach z innymi ludźmi, że odczuwam lęk przebywając w ich towarzystwie. Zdałem sobie sprawę że całe moje poczucie własnego ja które budowałem, że ludzie to plebs jestem od większości inteligetniejszy można se wsadzić w d*** bo tak naprawdę było mi to potrzebne do wytłumaczenia własnych ułomności. Czułem się jakbym z dnia na dzień został pozbawiony tożsamości i straciłem kompletnie zaufanie do tego co wiem o emocjach ludziach itd.. Generalnie zauważyłem że to ze mną jest problem a nie ze światem. Po tym obozie wpadłem w depresję ale jakoś udało mi się na siłę chodzić na uczelnie i zaliczyłem 1 rok studiów. Pamiętam że wtedy myślałem jakoś że jak poddam się i odpuszczę szkołę to rodzice już w ogóle nie będą mieli za co mnie szanować i stanę się kompletnym zerem. W naszej rodziniej jakoś zawsze tak było że moi rodzice raczej nie osiagnęli za wiele w życiu i my z siostrą zawsze pełniliśmy rolę tego czym można było się pochwalić przed znajomymi. Jakoś udało mi się zaliczyć pierwszy rok studiów podczas którego odbyłem nawet pierwszą terapię ale nic mi ona nie dała. Na 3 semsestrze moja depresja zaczęła się chyba przeradzać w jakąś schizofrenię czy nerwicę i powoli zaczynałem tracić kontakt z rzeczywistością, jak tylko zbliżałem się do uczelni czułem potworne napięcie i każda rozmowa z kimkolwiek czy zrobienie czegokolwiek na ćwiczeniach to był olbrzymi wysiłek. Jakoś dochodziłem 3 semestr ale psychicznie już byłem na totalnym dnie brałem nawet jakieś psychotropy na stany psychotyczne. W tym czasie miałem 1 mały przełom bo przyznałem się siostrze do swoich problemów a wcześniej mieliśmy raczej wrogie stosunki, od tego czasu stała się najbliższą mi osobą i wiem że jak mam problem to zawsze mogę z nią pogadać. Później jak odpuściłem szkołę przez jakieś pół roku siedziałem w domu i nic nie robiłem udając przed rodzicami że nadal studjuje. Następnie za namową siostry poszedłem do psyhiatry i zacząłem brać antydepresanty. Zacząłem też chodzić do świetnej terapeutki która pomogła mi się w miarę ogarnąć w efekcie czego skończyłem kurs zawodowy i aktualnie pracuje w tym zawodzie.
      Problem w tym że nadal mam wiele schiz i nie poukładałem tego wszystkiego.
      Przed znajomymi nawet najbliższymi przez cały ten czas po maturze udaję że się nic nie dzieje ze mną i teraz już sam nie wiem co oni wiedzą o moich problemach, w ogóle przez to udawanie kogoś innego strasznie sobie mieszam w głowie.
      Udało mi się uporządkować w miarę aktualne życie, ale tego podstawowego problemu który zaczął cały ten syf do dzisiaj nie rozwiązałem.
      Cały czas mam wrażenie jakbym nie miał jakiejś stałej tożsamości tylko działam często pod wpływem nastroju przez co zachowuje się czasami jak debil w stosunku do innych.
      Zamiast jakoś wyciągać wnioski zagłuszam emocje na wiele sposobów np grami komputerowymi.
      Spotykam wiele naprawdę spoko osób i dziewczyn ale przez moją permamentną deprechę nic z tego nie wychodzi przez co nawet ostatnio zryczałem się jak bóbr bo poznałem w moim odczuciu idealną dziewczynę ale wiem że nie ma sensu nic kombinować w tym kierunku bo w tym stanie w jakim jestem pewnie odwalił bym jakąś akcję i jej i sobie narobił syfu.
      W ogóle wpadłem w jakąś obsesję analizowania własnych emocji, zachowań i myśli ale na szczęście trochę jest już z tym lepiej i powoli "wychodzę ze swojej głowy".
      Tyle już straciłem przez ten syf i tyle spoko osób przeszło obok mnie że mam tego dosyć chce coś zrobić żeby wyjść na prostą, myślałem że jak znajdę zajęcie na stałe to wszystko się poukłada ale niestety tak się nie stało, jedne problemy się rozwiązały ale pojawiły się nowe.
      Puenta jest taka że nie wiem co mam teraz zrobić żeby jakoś to poukładać a moment jest idealny bo jestem niezależy od rodziców czy kogokolwiek, mam zawód, sporo kasy.

      fork
      Uczestnik
        Liczba postów: 106

        Edytowany przez: fork, w: 2013/01/15 03:31

        tamaryszek
        Uczestnik
          Liczba postów: 148

          No właśnie, piszesz,że moment idealny, więc działaj!!!Układaj, buduj swoje życie, masz kasę,jesteś niezależny, a to daje naprawdę duże możliwości, mnie tego akurat teraz w życiu brak,gdybym miala kasę,wiedziałabym jak działać, no ale nie mam…a Ty skoro masz,to nie marnuj tego.
          Wiem, tak każdy gada,że pieniądze szczęścia nie dają,ale jak przyjdzie co do czego, to niestety tak to jest,że bez kasy ani rusz,w wielu obszarach życia, niestety…

        Przeglądasz 3 wpisy - od 1 do 3 (z 3)
        • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.