Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Nie wiem jak to nazwać

Przeglądasz 4 wpisy - od 1 do 4 (z 4)
  • Autor
    Wpisy
  • 1Zakopane2
    Uczestnik
      Liczba postów: 10

      Nie wiem jak to napisać i jak to nazwać,wiem że to jest anonimowe a i tak się tego „wstydze”? Nawet nie wiem co do tego czuje. Poprostu to napisze bo nic innego nie mogę zrobić.

       

      Chodzi o to że od malego poza jakimiś błędnymi przekonaniami itp mam jakieś „przekonanie” (nie wiem czy to jest przekonanie) ze przedmiotowe traktowanie kobiet,brak okazywania „szacunku”  jest „normalne”? A według mnie to jest zjebane,niby tak sądzę ale ta mysl tak jakby niszczy moje poczucie własnej wartości i przez to nie potrafię być sobą I ie wchodzę w żadne związki bo… no wlasnie nie wiem dlaczego. W szkole lub ze znajomymi nigdy nie podrywałem dziewczyn(podrywanie to dla mnie dziwne slowo). Jestem wydaje mi się wrażliwa osoba i zawsze czy to w szkole czy ze znajomymi jestem otwarty na nich w sensie ze pomogę,staram się zawsze zrozumieć druga osobę,gdy jest smutna to ja wesprzeć (staram sie taki byc chociaz czasami nie moge chociaz bardzo bym chciał). I przez to jaki jestem(tak mi się wydaje) to dziewczyny chciały zemną być ale ja do pewnego momentu jestem sobą a gdy relacją jest głębsza(chociaż nie nazwał bym tego głębsza) to się odcinam/unikam,udaje ze nie widzę jej sygnałów zainteresowania itp i też nie wiem dlaczego tak robie.

       

      Ps.Piszac ten tekst chce mi się płakać i jednocześnie jest mi tak jakby wstyd pisać coś takiego nawet jeśli wiem że to jest anonimowe,dla mnie to nie ma znaczenia. I pisałem tak ze co w zdania myslelem co napisać bo nie potrafiłem opisać tego co czuje.

      I nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić

      Jakubek
      Uczestnik
        Liczba postów: 937

        Zastanawiam się, czy poczucie własnej wartości może być niszczone przez taki wewnętrzny konflikt pomiędzy niezdrowym „przekonaniem”, że kobiet nie należy szanować oraz racjonalną „oceną”, że taka postawa nie jest właściwa.

        Wydaje mi się, że poczucie własnej wartości mogło zostać naruszone już wcześniej przez jakieś przykre doświadczenia. W efekcie, rodzi się brak pewności siebie (swej wartości), który objawia się m.in. lękiem przed zbliżeniem się (emocjonalnym/fizycznym) do płci przeciwnej.

        Myśl o przedmiotowym traktowaniu kobiety może być mechanizmem obronnym przed tym właśnie lękiem przed zbliżeniem – jeśli kobieta jest przedmiotem, to nie trzeba się jej bać, bo przedmiot jest nam podległy i nie może nas skrzywdzić.

        Z własnej historii, przyznam, że dawniej bardzo mocno seksualizowałem (uprzedmiotowiałem) kobiety, bojąc się ich równocześnie i obawiając się bliskości z nimi.

        Dziś widzę, że w dużej mierze był to wynik zaniedbania wychowawczego: apodyktyczny, tyranizujący ojciec i nadopiekuńcza, ale emocjonalnie niedostępna matka nie przygotowali mnie do pełnienia roli męskiej w relacji z kobietą.

        Obecnie niestety jeszcze łatwiej uwikłać się w taką uprzedmiotawiającą postawę wobec kobiet dzięki dostępności pornografii.

        Droga terapeutyczna na pewno jest jednym z lepszych rozwiązań.

         

         

        dda93
        Uczestnik
          Liczba postów: 649

          Za Jakubkiem – myślę, że utrafił w sedno:

          Tyranizujący i wiecznie krytykujący ojciec oraz nadopiekuńcza, lecz emocjonalnie niedostępna i oziębła matka – w efekcie żadne z nich nie dające Ci wsparcia – też znam to i bardzo to do mnie przemawia.

          Z jednej strony masz chory „skrypt” pokolenia naszych ojców, osób w dużej części zagubionych, zakompleksionych lub skrzywdzonych, że „gdy się kobiety nie bije, to jej wątroba gnije”.

          Z drugiej, przedstawiane często przez żony alkoholików, równie chore przekonanie, że kobieta jest carycą i boginią, zaś mężczyzna puchem marnym niegodnym całować ślady jej stóp.

          Trudno wtedy nie popaść w zamęt.

          Moim zdaniem właściwa droga leży po środku, w traktowaniu kobiet jako nie gorszych i nie lepszych, ale równych mężczyznom. Choć każda z płci ma prawo mieć swoje odmienne cechy.

          Mężczyzna to nie musi być pijak, cham i brutal, ale ktoś silny, kto daje stabilność i bezpieczeństwo. Nie może być też jednak emocjonalnie wykastrowanym gapciem i „podnóżkiem”, bo to odcina go od źródeł wyżej wspomnianej pozytywnej siły. A ten błąd czasem popełniają nadopiekuńcze mamy, które ze wszystkich sił starają się, żeby syn „nie wyrósł na takiego jak ojciec”, więc pozbawiają go męskości, bo widzą w niej wyłącznie element negatywny.

          I tej „środkowej drogi, prawdziwego mężczyzny” Ci życzę 🙂

          1Zakopane2
          Uczestnik
            Liczba postów: 10
            • Wstydzilem się to napisać bo w środku czułem że to zemną jest coś nie tak, dziękuję wam(jestescie w waskiej grupie osób której to pisze bo na ogół nie mam komu szczerze  dziękować za takie rzeczy) ❤
          Przeglądasz 4 wpisy - od 1 do 4 (z 4)
          • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.